Ministerstwo Zdrowia (MZ) zapowiada, że nie odstąpi od pomysłu zmiany systemu utrzymywania porodówek. Mogłyby być likwidowane tam, gdzie odbywa się mało porodów, a utrzymanie całego oddziału jest kosztowne. Z przedstawionych przez Tomasza Maciejewskiego (wiceministra zdrowia) danych wynika, że w ubiegłym roku zamknięto w całej Polsce 26 takich oddziałów. W tym roku już dwa kolejne na Podkarpaciu, a od lutego zawieszone będzie funkcjonowanie porodówki w Wadowicach (woj. małopolskie), co tłumaczone jest 40 milionami złotych strat wygenerowanych przez nią w ciągu ostatnich czterech lat. W ubiegłym roku było tu jedynie 556 porodów. Świadczenia medyczne stacjonarne i całodobowe z ginekologii i położnictwa zapewnią ościenne szpitale w Suchej Beskidzkiej, Chrzanowie, Oświęcimiu, Myślenicach oraz Żywcu. Nadal funkcjonować będzie poradnia ginekologiczno-położnicza z opieką ambulatoryjną. W styczniu znikła z mapy porodówek także prywatna placówka – jednak jedyna w tym powiecie - w Dąbrowie Tarnowskiej, gdyż Centrum Zdrowia Tuchów rozwiązało umowę na jej prowadzenie.
Czy więc ciężarne trafią w małych miejscowościach do kolejki wraz z innymi pacjentami w szpitalnych oddziałach ratunkowych? I tak - i nie. Projektowane przepisy zakładają, że izby przyjęć lub SOR-u kobieta albo trafi do specjalnego pokoju porodowego, albo pojedzie karetką dalej, do innego szpitala. -Polki nie będą rodziły na SOR-ach, każda ciężarna ma urodzić w szpitalu, w którym jest oddział położniczy – deklaruje Maciejewski. Podkreśla on, że planowane rozporządzenie zakłada utworzenie tzw. pokoju narodzin w obrębie szpitala, w którym dotychczas znajdował się oddział położniczy. Będzie tam mógł się odbyć poród, jeśli do szpitala trafi kobieta w zaawansowanej akcji porodowej i nie zdąży dojechać do szpitala z oddziałem położniczym. Pokoje narodzin mają być wyposażone tak jak sale porodowe, a porody tam - w sytuacjach wyjątkowych - mają odbierać wykwalifikowane położne. Miejsca takie powstaną zamiast likwidowanych oddziałów położniczych, jeśli do najbliższej działającej porodówki będzie więcej niż 25 kilometrów. W przypadkach trudniejszych niż porody fizjologiczne, ciężarna będzie przewożona do odpowiedniego szpitala. Projekt zakłada bowiem zapewnienie zabezpieczenia transportowego - w tym całodobowego dostępu do środka transportu z odpowiednim wyposażeniem oraz z udziałem położnej i ratownika medycznego. Jak zapewnia Maciejewski, jest to zgodne ze standardami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), które przewidują czas takiego dojazdu na 40-60 minut.
Kto będzie decydował o losie kobiety? Najpierw położna zbada ciężarną i dokona oceny stanu zaawansowania akcji porodowej – jeśli będzie to nagły, ale prosty przypadek, to kobieta będzie mogła urodzić w sali porodowej. W innych sytuacjach konieczne będzie przetransportowanie pacjentki do szpitala, który ma oddział położniczo-ginekologiczny.
Reforma ma dać oszczędności przez likwidację pustoszejących, ale kosztownych w utrzymaniu oddziałów położniczych, a jednocześnie bezpieczeństwo, gdyż zapewni tam dyżury położnych. Resort zresztą tego nie ukrywa, że zakres odpowiedzialności sióstr wzrośnie, choć czyni to dyplomatycznie pisząc o „wzmocnieniu roli położnych jako samodzielnych profesjonalistów medycznych, w szczególności w zakresie oceny stanu klinicznego kobiety w ciąży, kobiety rodzącej oraz kobiety w połogu”. Likwidowane oddziały przekształcane w sale porodowe mają być finansowane z dotychczasowych kontraktów położniczych z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ).
Maciejewski podkreśla także – w odpowiedzi na zarzuty stawiane w trakcie konsultacji publicznych projektu - że Konstytucja RP gwarantuje dostęp do świadczeń zdrowotnych, ale nie reguluje takich szczegółów, jak odległość dojazdu do szpitala z porodówką. Zaznacza, że obecnie też w prawie każdym przypadku ciężarna musi dojechać na planowane miejsce porodu.
Cena promocyjna: 111.74 zł
|Cena regularna: 149 zł
|Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 119.2 zł
MZ zapewnia też, że drastyczne przypadki, czyli porody na SOR-ach, podczas transportu albo w miejscach szczególnych, są nielicznymi wyjątkami. Również trzy śmiertelne zdarzenia, do jakich doszło w ostatnich tygodniach (jeden w Grójcu i dwa w Warszawie) nie wydarzyły się na małych porodówkach ani na SOR-ach, a ponadto nie były bezpośrednio związane z samą akcją porodową. Z głównych przypadków jedynie ten z Bielska-Białej miała miejsce podczas porodu – metodą cesarskiego cięcia – ale doszło do niego w prywatnej, komercyjnej placówce.
Rodzą gdzie indziej niż mieszkają
Burzę medialną wywołała sytuacja na Podkarpaciu, gdzie działa 19 oddziałów ginekologicznych i ginekologiczno-położniczych. Najgłośniejsze były ostatnio przypadki Leska i Leżajska, w których to miastach od stycznia nie ma już porodówek. Jednak – jak zaznacza dr Jarosław Janeczko, podkarpacki konsultant ds. położnictwa – za likwidacją przemawiają twarde dane statystyczne. Z danych podkarpackiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) wynika, że w 2025 r. mieszkanki powiatu leskiego rodziły 111 razy, ale 83 proc. tych porodów odbyło się poza szpitalem w Lesku. - 8 na 10 kobiet nie urodziło w szpitalu, do którego było najbliżej – podkreśla Rafał Śliż, rzecznik podkarpackiego NFZ. W leskim szpitalu w ubiegłym roku urodziło się 74 dzieci, a dwa lata wcześniej - 198. A jak wyglądała sytuacja w Leżajsku? Mieszkanki powiatu leżajskiego w ubiegłym roku rodziły 358 razy, z tym że 61 proc. porodów odbyło się poza lokalnym szpitalem - wskazał rzecznik. W 2025 roku w leżajskim szpitalu odebrano 251 porodów, a dwa lata wcześniej - 289. Przyszłe matki wybierały głównie Brzozów, Krosno, Przemyśl i Rzeszów. -Kiedy jeszcze działały te lokalne porodówki, to większość ciężarnych z obu powiatów wybierała inne placówki. Bliskość szpitala przestała być priorytetem, kobiety chcą rodzić przede wszystkim bezpiecznie – ocenia dr Janeczko. Powodem likwidacji była więc nie tylko spadająca liczba urodzeń i wysokie koszty utrzymania generujące comiesięczne straty, ale także wybory samych pacjentek, które preferowały poród w szpitalach oddalonych nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Zdaniem naszego rozmówcy model szpitala powiatowego w dzisiejszym położnictwie wyczerpuje się - kobieta jedzie rodzić tam, gdzie uważa, że odbędzie się to w dobrych warunkach i bezpiecznie. Potwierdza to przypadek szpitala w Kartuzach (woj. pomorskie), gdzie na ok. 2000 odebranych w ubiegłym roku porodów, aż 40 proc. to kobiety spoza tamtejszego powiatu.
Dr Janeczko przekonuje, że mija się z celem, aby lekarz-położnik odbierał porody na oddziale jedynie co kilka dni, gdyż szybko traci sprawność zabiegową. -I to jest bardziej niebezpieczne niż likwidacja oddziału. Pacjentki wybierają szpitale, w których odbiera się kilka porodów dziennie. Chcą mieć pewność, że trafiają pod opiekę zespołu, który z trudnymi przypadkami mierzy się na co dzień – przekonuje dr Janeczko. Kładzie on nacisk na precyzyjną diagnostykę na wczesnym etapie ciąży oraz sprawny system transportu pacjentek do wyspecjalizowanych centrów. -Jedyna metoda to stworzenie właściwego systemu transportu w lecznictwie otwartym, opartego na karetkach pogotowia, a w razie potrzeby także na transporcie lotniczym. Diagnostyka prenatalna poszła w tej chwili tak daleko, że już na wczesnym etapie ciąży daje szansę na zidentyfikowanie niebezpieczeństwa powikłań w przyszłości – zaznacza dr Janeczko.
Gdzie będą nagłe porody
O losie właśnie takich placówek jak te w Wadowicach i na Podkarpaciu ma zdecydować nowelizacja rozporządzenia z 22 listopada 2013 r. w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego (tekst jedn. Dz. U. z 2023 r. poz. 870). Jest ona po konsultacjach publicznych, które zakończyły się pod koniec grudnia i były jednym wielkim protestem przeciwko reformie – pojawiły się zarzuty, że Polki będą trafiały do wstępnej selekcji i rodziły na szpitalnych oddziałach ratunkowych (SOR), z dalszych miejscowości będzie utrudniony dojazd do bezpiecznego miejsca porodu, a w razie niebezpiecznych sytuacji transport do szpitala z fachową opieką będzie bardzo długi. Do MZ trafiła też interpelacja poselska optująca za utrzymaniem placówki w Dąbrowie Tarnowskiej). Poseł Paweł Jabłoński (PiS) wprost zażądał zaś od resortu zdrowia sporządzenia i publikacji placówek, w których będzie można rodzić na SOR-ach albo w wyznaczonych innych miejscach, a które znajdują się dalej niż w odległości 25 kilometrów od najbliższego oddziału położniczego (interpelacja nr 14504). Ministerstwu nie udało się dotrzymać wcześniej planowanego terminu wprowadzenia nowych przepisów od początku roku. Rozporządzenie najpewniej zostanie wydane do końca stycznia.
Ministerstwo podkreśla też stanowczo, że to nie urzędnicy z warszawskiej ulicy Miodowej 15, gdzie mieście się MZ, będą decydowali o likwidacji placówek. Decyzje likwidacyjne mają podejmować organy założycielskie szpitali bądź ich właściciele. Muszą to opiniować z lokalnymi samorządowcami, przedstawicielami rządu w terenie (czyli wojewodami), jak również ekspertami-medykami, czyli wojewódzkimi konsultantami odpowiednich specjalności (najczęściej położnictwa).
Opieka okołoporodowa po nowemu
Nowelizację rozporządzenia z 2013 r. uzupełnia też funkcjonowanie od 7 maja br. nowego standardu opieki nad rodzącymi matkami. Wprowadza go rozporządzenie z 23 października 2025 r. o zmianie rozporządzenia w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej (Dz. U. z 2025 r. poz. 1525). Nowy standard kładzie jednak nacisk nie tyle na małe porodówki, ale na opiekę nad kobietami z patologią ciąży – najtrudniejszymi przypadkami, poronieniami, urodzeniami martwymi bądź z wadami letalnymi albo wrodzonymi.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.















