Wokół otyłości wciąż wiele mitów, pacjentom brakuje jasnej ścieżki leczenia
„Trzeba się wziąć za siebie”, „zrzucić ten tłuszcz i problemy znikną”, „nic dziwnego, że boli, jak pani taka gruba” – takie słowa wciąż zbyt często słyszą pacjenci z chorobą otyłościową, którzy trafiają do lekarzy. System jest też nastawiony bardziej na leczenie powikłań, a nie podstawowej choroby. Pacjenci, którzy chcieliby się leczyć, nie wiedzą, gdzie mają się zgłosić. Pomóc mogłaby np. dobrze zorganizowana opieka koordynowana. Ośrodków, które ją oferują, jest na razie niewiele.

- Choroba otyłościowa jest dziś jednym z największych wyzwań zdrowia publicznego, mogących mieć poważne konsekwencje zdrowotne, ale też następstwa psychospołeczne i emocjonalne – stwierdziła podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia Katarzyna Kęcka, wiceminister zdrowia. Jak podkreśliła, jest to generalnie również problem społeczny i ekonomiczny, który wymaga podjęcia skoordynowanych działań w różnych dziedzinach.
Większość Polaków z nadmiernymi kilogramami
Dane są bowiem alarmujące. Jak wskazała wiceminister Kęcka, średnio co trzecie dziecko w wieku od 7 do 9 lat (32 proc.) ma nadmierną masę ciała. Jeszcze gorzej sprawa wygląda u dorosłych. Wskaźnik BMI powyżej 25, co wskazuje na nadwagę, stwierdza się u więcej niż połowy Polaków. To 64 proc. mężczyzn i 52 proc. kobiet. Otyłość dotyczy natomiast odpowiednio 15 i 13 proc. – Oznacza to, że większość dorosłych Polaków żyje z nadmierną masą ciała – zauważyła wiceminister Kęcka.
Wśród elementów profilaktyki, które są obecnie dostępne dla pacjentów, wskazano m.in.: bilanse zdrowotne, pomiary wskaźnika BMI, testy przesiewowe i edukację zdrowotną. Wiceminister Kęcka zaznaczyła przy tym, że kluczowa jest rola lekarzy rodzinnych pracujących w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej. Trwają prace nad upowszechnieniem w tym zakresie opieki koordynowanej, obejmującej konsultacje dietetyczne, edukacyjne, diagnostykę i wsparcie koordynatora. Wiceminister stwierdziła, że rozwija się ona „bardzo dynamicznie”, na razie jednak jest ona dostępna zaledwie w 50 przychodniach w całej Polsce.
Dla pacjentów z otyłością olbrzymią przeznaczono z kolei realizowany przez kilka lat program pilotażowy KOS-BAR. Korzysta z niego łącznie 9616 pacjentów. Kończy się on w czerwcu br., jednak jeszcze w lutym Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ma przedstawić propozycję włączenia części świadczeń przewidzianych w programie do koszyka świadczeń gwarantowanych.
Czytaj też w LEX: Nawyki żywieniowe pracujących Polaków >
Czytaj także: Waga i postura pacjenta nie mogą być przeszkodą do badania
Pacjenci z otyłością nie mogą liczyć ani na profilaktykę, ani diagnostykę
Leczymy powikłania, a nie chorobę podstawową
Podczas komisji eksperci wielokrotnie podkreślali, że, choć otyłość jest chorobą, wciąż traktuje się ją często jako powód do wstydu i piętnowania. Pacjentom nie zapewnia się też odpowiednich warunków leczenia i właściwego sprzętu w placówkach medycznych. - Szczęśliwie coraz więcej Polaków postrzega otyłość jako chorobę, ale mamy poczucie, że wciąż jest to tylko puste hasło, że nie ma zrozumienia, czym ta choroba naprawdę jest – mówiła Ewa Godlewska, prezeska Fundacji na Rzecz Leczenia Otyłości.
Jak podkreśliła, w systemie zdecydowanie brakuje koordynacji, a chorzy są w nim zagubieni.
Nie mamy ścieżki pacjenta. Najwięcej chorych, którzy zgłaszają się do fundacji, pyta o to, od czego mają zacząć leczenie. Dzwonią rodzice dzieci, ale też dorośli – stwierdziła.
Zobacz w LEX: Otyłość i nadwaga u dzieci - jak im przeciwdziałać w placówkach oświatowych? >
Z kolei dr hab. n. med. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, zwrócił uwagę, że system jest zbudowany w taki sposób, że leczy się dopiero powikłania, a nie chorobę otyłościową, czyli pierwotną przyczynę. Jak podkreślił, po wyleczeniu otyłości jest duża szansa na wyleczenie najczęściej wynikających z niej powikłań – cukrzycy, nadciśnienia, zmniejszyć ryzyko nowotworów. Operacja bariatryczna to zmniejszenie ryzyka przedwczesnego zgonu nawet o 40-60 proc.
Lekarz odniósł się także do słów wiceminister Kęckiej, która wskazała, że leki na chorobę otyłościową nie są refundowane ze względu na to, że nie refunduje się leków, gdy chorobę można w pierwszej kolejności wyleczyć zmianą szeroko pojętego stylu życia. Tak są ujęte przepisy dotyczące warunków refundacji. - Skoro nie finansujemy leczenia zależnego od stylu życia, nie wiem, czy powinniśmy finansować leczenie chorych na raka płuc, którzy przez całe życie palili papierosy; czy przyjmować w ramach ostrego dyżuru chorych z urazami głowy, którzy chwilę wcześniej spożyli alkohol i mają dwa promile alkoholu we krwi – stwierdził.
Czytaj też w LEX: Aktywne biura – lepsze zdrowie i wyższa efektywność >
Empatii w ochronie zdrowia zbyt często brakuje
Marcelina Zawisza, posłanka Razem, przypomniała raport autorstwa Urszuli Chowaniec i Natalii Skoczylas, w którym zostały zebrane doświadczenia pacjentów z chorobą otyłościową, którzy usłyszeli niechciane i, często, niezwykle krzywdzące komentarze na temat swojego wyglądu w gabinetach lekarskich. W relacjach wielokrotnie powtarzało się stwierdzenie, że lekarz nie chciał leczyć danej osoby, stwierdzając, że jest ona „za gruba” i dlatego ma problemy. I było to w zasadzie uniwersalną odpowiedzią na wszystko, podobnie jak konieczność zastosowania „diety MŻ – Mniej Żreć”. Komentarze często były też wulgarne.
Nieważne, czy przychodziłam z grypą, zapaleniem ucha czy czymkolwiek innym, niezwiązanym z tym, że jestem gruba, to niemal zawsze zaczynało się od uwag lekarza na temat mojej wagi. Jednocześnie ani razu żaden z tych lekarzy nie zapytał mnie, jak wygląda mój tryb życia, nigdy nie zostałam zapytana o zaburzenia odżywiania, żaden z nich nigdy nie zaproponował jakiegoś konkretnego rozwiązania (no chyba, że zaliczyć do tego zalecenie, żebym zaczęła biegać, ale jak moje stawy przy mojej wadze miałyby to przetrwać, nie wiem), konsultacji z dietetykiem lub w ogóle miejsca, gdzie miałabym szukać pomocy. Gabinety lekarskie kojarzą mi się nie z miejscem, gdzie dostanę pomoc, ale zostanę upokorzona ze względu na moje ciało – relacjonowała w raporcie 31-letnia pacjentka.
- Za każdym razem, gdy skarżę się na jakiekolwiek dolegliwości, słyszę, że na to przyjdzie czas, jak schudnę, i że taka uroda grubych ludzi, że źle się czują. Podczas leczenia w szpitalu zostałam również parokrotnie nazwana świnką albo prosiaczkiem przez osoby tam pracujące (w tym lekarza) – usłyszała inna, 25-letnia pacjentka.
Jak podkreśliła posłanka Zawisza, traktowanie z szacunkiem to również coś, z czym ochrona zdrowia musi sobie poradzić. – Bo jeśli tego nie będzie, to potem ta osoba nigdy już nie będzie chciała skorzystać z pomocy – oceniła.
Czytaj też w LEX: Kształtowanie prozdrowotnego stylu życia w regulacjach prawnych >
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.









