"Magiczna maszyna" zamiast lekarza? Pseudonauka ma się dobrze
Suplementy na bezpłodność, leczenie raka jodem i odczulanie biorezonansem - to tylko kilka przykładów praktyk pseudomedycznych, które mają być zakazane na mocy projektowanej ustawy "lex szarlatan". Obecnie ta problematyka nie jest do końca uregulowana. Tymczasem na uczelniach takie metody wciąż bywają ujmowane w programie studiów. Eksperci podkreślają, że stwarza to niebezpieczeństwo dla pacjentów - nie tylko dla ich portfeli, ale przede wszystkim zdrowia.

Chodzi o nowy kierunek przygotowujący do zawodu naturopaty, który jest oferowany przez jedną z uczelni wyższych. Jak podkreślono w opisie, naturopatia nie jest zamiennikiem opieki medycznej, a „odrębnym, komplementarnym nurtem pracy z człowiekiem”. Wskazano również, że ukończenie studiów nie daje kwalifikacji medycznych ani uprawnień do wykonywania zawodów regulowanych. Wśród proponowanych miejsc, w których można znaleźć pracę po ukończeniu kierunku, znalazły się m.in.: gabinety medycyny naturalnej, terapeutyczne, rehabilitacyjne, odnowy biologicznej, spa, termy, placówki uzdrowiskowe i sanatoria.
Leczenie czy naciąganie?
Jednak, mimo zapewnień o odrębności medycyny i terapii w ramach naturopatii, w programie znalazła się nauka kontrowersyjnych metod, które przez ekspertów ochrony zdrowia są uważane co najmniej za nieskuteczne, a w części przypadków - wręcz szkodliwe. Nierzadko są jednak przedstawiane jako rzekomo lecznicze. O sprawie napisał w swoich mediach społecznościowych Dawid Ciemięga, lekarz rodzinny, który w internecie zwraca uwagę przede wszystkim na szkodliwe pseudoterapie, które są oferowane pacjentom, a także dezinformację medyczną.
W programie studiów jako główny punkt diagnostyki mamy biorezonans, czyli najbardziej popularną metodę oszustów i, powiedzmy sobie to jasno – złodziei, którzy biorą setki złotych od chorych ludzi za fałszywe badania diagnostyczne – skomentował.
Czym jest biorezonans? To maszyna, do której podłącza się elektrody, które następnie pacjent trzyma lub przymocowuje na skórze. Mechanizm działania nie jest do końca wytłumaczony, ma on jednak polegać na rzekomym „leczeniu” poprzez emitowanie zmiennego pola elektromagnetycznego. Wachlarz schorzeń, które rzekomo można w ten sposób wykryć i wyleczyć, też jest szeroki. Nie jest to jednak w żaden sposób potwierdzona naukowo metoda, a raczej wprost uważa się ją za pseudonaukę. Już w 2022 r. eksperci Naczelnej Izby Lekarskiej wydali stanowisko, w którym jednoznacznie sprzeciwiono się uznaniu biorezonansu za metodę leczniczą. - Ze względu na brak jakichkolwiek naukowych dowodów skuteczności biorezonansu Rada Medyczna NIL przestrzega przed jego stosowaniem. Stosowanie tej metody jest niezgodne z etycznym i prawnym nakazem wykonywania zawodu lekarza zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej – wskazano w piśmie.
To legitymizowanie pseudonauki
Mimo licznych wątpliwości dotyczących biorezonansu, Baza Usług Rozwojowych (BUR), prowadzona przez państwową Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, nadal oferuje dofinansowania na szkolenia w tym zakresie, o czym pod koniec ubiegłego roku informowało Radio TOK FM. Również wspomniana uczelnia wskazuje, że przy zapisie na kierunek można uzyskać do 95 proc. dofinansowania z BUR.
Trzeba to jasno powiedzieć: to, że biorezonans jest finansowany ze środków publicznych, nie czyni z niego metody medycznej. Mamy tu klasyczny przykład legitymizowania pseudomedycyny przez instytucje, które powinny stać na straży standardów. Biorezonans nie ma wiarygodnego, fizjologicznie sensownego mechanizmu działania, który byłby zgodny z aktualną wiedzą z zakresu fizyki, biologii czy medycyny. Koncepcje „wibracji chorobotwórczych” czy „przestrojenia częstotliwości narządów” to język rodem z marketingu, a nie z podręcznika biofizyki – komentuje sprawę prof. dr hab. Agnieszka Szuster-Ciesielska, immunolog, prof. Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Ekspertka zauważa, że publiczne finansowanie takich usług nie jest „neutralnym wsparciem pacjentów”, tylko realnym problemem etycznym. Sugeruje to bowiem, że metoda ma status naukowo zweryfikowanej, odciąga środki od procedur, które mają udowodnioną skuteczność, a także może opóźniać rozpoznanie i leczenie poważnych chorób, jeśli ktoś, zamiast iść do lekarza, wybiera kolejne sesje przy „magicznej maszynie”.
- PARP proponuje, żeby za publiczne pieniądze współfinansować coś, co Naczelna Izba Lekarska wprost nazywa metodą nienaukową. To tak, jakby obok refundowanej chemioterapii wprowadzić „kryształy leczące raka” (a są zabronione przez prawo?), bo „pacjenci są zainteresowani”. Jeżeli instytucja rozwoju przedsiębiorczości nie rozróżnia medycyny opartej na dowodach od pseudomedycyny, to nie wspiera innowacji, tylko finansuje wizerunkowe „pralnie” dla szarlatanerii – podkreśla prof. Szuster-Ciesielska.
Odczulanie biorezonansem wśród praktyk pseudomedycznych
Przypomnijmy, że już od kilku miesięcy opiniowany jest projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta oraz ustawy o systemie powiadamiania ratunkowego, w skrócie nazywanej „lex szarlatan”. Jego celem jest przede wszystkim nadanie RPP nowych uprawnień w walce z podmiotami pseudomedycznymi oraz jasne określenie w przepisach katalogu praktyk pseudomedycznych.
- Podstawowym celem projektu ustawy jest przeciwdziałanie działaniom szkodliwym i niebezpiecznym dla zdrowia oraz życia ludzkiego, których źródłem mogą być zarówno praktyki podmiotów wykonujących działalność leczniczą, przede wszystkim przez udzielanie świadczeń zdrowotnych niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną, jak i podmiotów lub osób niewykonujących zawodu medycznego i działalności leczniczej, oferujących metody pseudomedyczne, paramedyczne, ale którym są przypisywane właściwości zgodnego z aktualną wiedzą medyczną świadczenia zdrowotnego – wyjaśniono w uzasadnieniu projektu.
Do katalogu metod pseudomedycznych mają zostać zaliczone m.in.:
- terapie jodem w chorobach onkologicznych;
- stosowanie płynu lugola w chorobach tarczycy;
- leczenie bezpłodności suplementami;
- leczenie z zakresu immunologii i toksykologii, leczenie chorób przewlekłych, autyzmu „holistycznymi programami”;
- odczulanie biorezonansem;
- leczenie miażdżycy, chorób tarczycy, grzybicy niszczenie komórek nowotworowych plazmoterapią.
Jednocześnie w uzasadnieniu wyraźnie wskazano, że nie każdy obszar działalności paramedycznej lub medycyny naturalnej z góry zostanie uznany za nielegalny – wszystko zależy od konkretnej sytuacji.
Po przyjęciu nowelizacji zmienią się również zasady nakładania kar na podmioty oferujące pseudoterapie. Obecnie decyzje wydawane przez rzecznika praw pacjenta bywają nieskuteczne, bo w pierwszej kolejności podmiot jest zobowiązywany do zaprzestania stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów. Dopiero w momencie, gdy nie zastosuje się do decyzji, RPP ma możliwość nałożenia kary pieniężnej. Do tego czasu podmiot często znika z rynku i pojawia się ponownie pod inną marką. Po zmianach kompetencje RPP mają obejmować nałożenie kary pieniężnej od razu – podobnie jak dzisiaj robi to prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.










