Zdaniem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie wydana przez premiera 16 kwietnia br. decyzja o przygotowaniu wyborów przez Pocztę Polską rażąco naruszyła prawo. Sąd uznał nieważność decyzji i stwierdził, że naruszała ona m.in. Konstytucję, Kodeks wyborczy i ustawę o Radzie Ministrów. Wyrok z 15 września nie jest prawomocny i przysługuje od niego skarga kasacyjna do Naczelnego Sądu Administracyjnego.  Jak przyznał w rozmowie z PAP prof. Marek Szydło, przewodniczący Rady Legislacyjnej przy premierze, zgodnie z jego wiedzą, taka skarga ma zostać złożona.

 

Premier miał podstawy do wydania decyzji

Decyzję szefa rządu zaskarżył Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. WSA zgodził się z argumentacją RPO uznając, że ani przepisy konstytucji, ani ustawy o Radzie Ministrów, nie przyznają prezesowi Rady Ministrów żadnych uprawnień w zakresie zmierzającym do organizacji, czy przygotowania jakichkolwiek wyborów powszechnych. Liczące blisko 50 stron pisemne uzasadnienie tego orzeczenia WSA opublikował w ostatnią środę. - Moim zdaniem wyrok WSA w Warszawie w sprawie decyzji Prezesa Rady Ministrów zawiera cały szereg stwierdzeń nietrafnych, zarówno odnośnie faktów, jak też ich prawnej oceny. W szczególności wyrok ten przypisuje zaskarżonej decyzji premiera treści oraz znaczenie prawne, których tam w ogóle nie ma  - powiedział PAP prof. Szydło odnosząc się do tego uzasadnienia.

Jego zdaniem w wyroku tym mylnie stwierdza się, jakoby decyzja premiera zlecała Poczcie Polskiej przygotowanie wyborów Prezydenta RP wyłącznie korespondencyjnych. - W rzeczywistości decyzja ta wcale nie mówi o wyborach wyłącznie korespondencyjnych. Decyzję tę należy rozumieć w kontekście obowiązujących w dacie jej wydawania przepisów Kodeksu wyborczego przewidujących wprost głosowanie korespondencyjne w określonym zakresie. Takie właśnie przewidziane w Kodeksie wyborczym głosowanie korespondencyjne Poczta Polska miała na podstawie tej decyzji przygotować - wskazuje przewodniczący Rady Legislacyjnej.

Premier nie zarządził wyborów

I zaznacza, że premier swoją decyzją ani nie zarządził tych wyborów, ani też nie zamierzał zastąpić swoją decyzją właściwych działań Państwowej Komisji Wyborczej. - W istocie rzeczona decyzja Prezesa Rady Ministrów miała charakter wyłącznie techniczny i wewnętrzny, a nie ustrojowy: nakazywała Poczcie Polskiej nie przygotowanie wyborów prezydenta, lecz podjęcie niezbędnych czynności dopiero zmierzających do przygotowania przeprowadzenia wyborów prezydenta - zaznacza prof. Szydło. Zatem decyzja premiera miała zatem charakter bardzo wstępny, techniczny i wewnętrzny, realizowany w ramach dominium państwowego, i bynajmniej nie wykluczała możliwości podejmowania dalszych urzędowych działań w tej sprawie przez PKW, tzn. działań już realnie przygotowujących wybory. - Przypisywanie tej decyzji - tak jak to uczynił wyrok WSA - znaczenia ustrojowego i konstytucyjnego jest zupełnie niezasadne - podkreśla prof. Szydło. Jego zdaniem w sprawie pada też zbyt dużo wielkich słów względem aktu, który miał w istocie spełniać rolę czysto techniczno-rzeczową, a nie decydować o prawach wyborczych obywateli. - Te prawa wyborcze miały być realizowane, także po wydaniu tej decyzji, zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami Kodeksu wyborczego - zaznaczył. Dlatego jego zdaniem decyzję premiera należy więc oceniać według właściwej dla niej miary, a nie ponad jej miarę i znaczenie.

Skąd problem

Kwestionowana decyzja dotyczyła wyborów 10 maja 2020 r. w trybie korespondencyjnym, do których ostatecznie nie doszło. Państwowa Komisja Wyborcza 7 maja br. zakomunikowała, że głosowanie 10 maja nie może się odbyć i nie mogą mieć zastosowania przepisy Kodeksu wyborczego związane z głosowaniem, nie będzie obowiązywać cisza wyborcza, a lokale wyborcze pozostaną zamknięte. Wybory prezydenckie przeprowadzono 28 czerwca (I tura) i 12 lipca (II tura) w zdecydowanej większości w sposób tradycyjny.