Kierowca ciągnika rolniczego z dwoma przyczepami poruszający się drogą powiatową postanowił wyprzedzić rowerzystę. W czasie manewru zjechał poza lewą krawędź drogi i  wjechał w głęboką na ponad 1 metr wyrwę w poboczu porośniętym chwastami. Wyrwa znajdowała się w miejscu biegnącego pod jezdnią cieku wodnego. W konsekwencji cały skład przewrócił się na bok do rowu.  Po zdarzeniu pobocze drogi zostało wysypane tłuczniem, zaś w miejscu cieku wodnego pod jezdnią zamontowano przepusty betonowe.

Łączny koszt naprawy uszkodzonej przyczepy oraz wyceny szkody wniósł 1976 zł.  Takiej kwoty zażądał rolnik od powiatu, jako zarządcy drogi.  Powiat odmówił przyjęcia odpowiedzialności za zdarzenie.

 


Niebezpieczne miejsce powinno być oznaczone

Sąd Rejonowy w Zduńskiej Woli uwzględnił roszczenie rolnika w całości. Uznał, że powodem szkody był zły stan nawietrzni drogi oraz brak należytego oznakowania niebezpieczeństwa. Sąd opierając się na opinii biegłego z zakresu budownictwa drogowego i mostowego stwierdził, że powiat ubytek na poboczu powinien oznakować drogi przynajmniej znakami pionowymi -miejsca przebiegu cieku wodnego i ubytku poboczu – znakiem A-31 „niebezpieczne pobocze”. Samo punktowe miejsce lokalnej rozpadliny można było oznaczyć poprzez ustawienie tablicy kierującej U-21a w bezpośrednim sąsiedztwie niebezpiecznego miejsca.

Według sądu, brak właściwego oznakowania drogi pozbawił kierującego składem rolniczym informacji o obowiązku zachowania szczególnej ostrożności z uwagi na możliwość istnienia wyrwy w poboczu gruntowym. Stworzył tym samy stan zagrożenia, pozostający w adekwatnym związku przyczynowym z samą kolizją.

Powiat tym samym naruszył obowiązki wynikające rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 23 września 2003 roku w sprawie szczegółowych warunków zarządzania ruchem na drogach oraz wykonywania nadzoru nad tym zarządzaniem w zw. z art. 10 ust. 12 ustawy Prawo o ruchu drogowym dotyczące właściwego oznakowania niebezpieczeństwa związanego z ciekiem wodnym oraz wyrwy. Sąd nie dopatrzył się przy tym winy samego kierującego.

Czytaj też: Miasto zapłaci, bo rowerzysta uderzył w słupek od znaku drogowego>>

Kierowca powinien być pewny, że manewr jest bezpieczny

Sąd Okręgowy w Sieradzu zmienił wyrok uznając, że zarówno zarządca drogi, jak i kierujący zespołem pojazdów rolniczych, współprzyczynili się do zaistnienia szkody.

Na zarządcy drogi ciążył bowiem obowiązek zapewnienia właściwego i adekwatnego do okoliczności poziomu bezpieczeństwa na drodze, czego wyrazem powinno być właściwe oznaczenie niebezpiecznego miejsca albo naprawnienie stwarzającego zagrożenie miejsca, co zresztą nastąpiło w późniejszym okresie od zdarzenia powodującego szkodę.

Kierujący zaś przy zachowaniu szczególnej ostrożności mógł uniknąć kolizji. Nie powinien podejmować manewrów w ruchu drogowym, jeżeli nie miał pewności, że można je wykonać bezpiecznie. Jeżeli zatem zdecydował się na manewr wyprzedzania to powinien podjąć taką decyzję tylko w okolicznościach, które pozwalały na jego przeprowadzenie w sposób zgodny z zasadami bezpieczeństwa w ruchu drogowym i przy zastosowaniu techniki jazdy pozwalającej na zapanowanie nad składem pojazdów.

Tymczasem kierujący podjął manewr polegający na zjechaniem na pobocze, którego stanu nie mógł być pewnym, bo było zarośnięte. Sąd podniósł przy tym, że kierujący przejeżdżał tą trasą wielokrotnie.

Zachowanie kierującego było zatem równoważną współprzyczyną zaistniałej szkody obok zaniedbań powiatu w należytym utrzymaniu bezpieczeństwa na drodze. Sąd zmniejszył więc należne powodowi odszkodowanie do kwoty 988 zł.

Wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu z  5 lutego 2020 r. sygn. I ACa 6/20