Chrześcijański Kongres Społeczny Marka Jurka oraz Instytut Ordo Iuris zapowiedzieli zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem "Tak dla rodziny, nie dla gender". Jego celem jest wypowiedzenie tzw. konwencji stambulskiej oraz opracowanie Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny.
- Zaraz po zarejestrowaniu przez panią marszałek Sejmu tej inicjatywy, przystąpimy do zebrania 100 tysięcy podpisów pod projektem, a następnie będziemy go procedować w Sejmie. Dziś jest wyjątkowo dobry moment, żeby ją przeprowadzić, dlatego że społeczeństwo rozstrzygnęło wybory prezydenckie odnawiając mandat prezydentowi Andrzejowi Dudzie i wyraźnie opowiadając się za prawami rodziny - podkreślił Marek Jurek.

 

Wiceminister zapowiada wypowiedzenie antyprzemocowej konwencji - MS tylko trochę się odcina>>

 

Przyczyny przemocy - może gdzie indziej płeć, ale w Polsce alkoholizm

Neomarksistowska propaganda, która przewraca do góry nogami nasz świat wartości - tak wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski określił niedawno Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (tzw. Konwencję Stambulską lub konwencję antyprzemocową). Zachęcał przy tym do jak najszybszego jej wypowiedzenia. Jednak kilka dni później wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Iwona Michałek oficjalnie deklarowała w Senacie, że rząd zamiaru takiego nie ma. Jednak pomiędzy tymi skrajnymi stanowiskami przedstawicieli rządu jest dość złożona rzeczywistość, w ramach której jest sporo dystansowania się instytucji rządowych od tego międzynarodowego porozumienia, którego Polska jest uczestnikiem. 

 

Choć resort sprawiedliwości oficjalnie odciął się od pomysłu wypowiadania konwencji, to - co do zasady - to w swoim oświadczeniu po wypowiedzi Romanowskiego przyznał rację wiceministrowi. - Konwencja w swojej warstwie ideologicznej jest manifestem ruchów feministycznych, o marksistowskim, lewicowym charakterze, który fałszywie wskazuje na źródła przemocy. Tymi źródłami w naszej ocenie nie są kwestie związane z tzw. płcią społeczno-kulturową, a alkoholizm, narkomania czy uzależnienie od hazardu - podkreśla resort sprawiedliwości.

Kontrowersyjne według polskich władz zapisy znajdują się m.in. w preambule oraz w art. 12 konwencji, gdzie strony zobowiązują się do podejmowania koniecznych środków, by "promować zmianę społecznych i kulturowych wzorców zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn".

 


 

Te zapisy od początku budziły wątpliwości polskich władz, nie tylko obecnych. W 2015 r. Bronisław Komorowski, ratyfikując dokument, tłumaczył, że jego wątpliwości budzi warstwa językowa konwencji, bo - jak podkreślał -  brakuje odniesienia wprost do poważnego źródła zjawisk patologicznych typowych dla Polski, jakim jest na przykład alkoholizm. Obecny prezydent Andrzej Duda otwarcie deklarował sprzeciw wobec przyjętych zapisów, stwierdzając, że polskie ustawodawstwo w wystarczający sposób chroni ofiary przemocy. Z kolei przepisy dotyczące religii i zwyczaju określił jako fatalne.

 

Brak zrozumienia zapisów konwencji

- Ratyfikowanie Konwencji Stambulskiej nie oznacza deklaracji Rzeczypospolitej do uczenia chłopców, że mogą również być dziewczynkami –mówi adwokat Karolina Pilawska z kancelarii TPZ. - To deklaracja nowoczesnego państwa, które dba o to, żeby wszyscy jego obywatele mieli faktycznie równe prawa – w tym przypadku, poprzez wyrównywanie społecznych nierówności i szczególną ochronę kobiet, jako osób zdecydowanie częściej pokrzywdzonych przemocą fizyczną i psychiczną. To wynika przecież ze statystyk, a nie poglądów - dodaje. Jej zdaniem twierdzenie członków partii rządzącej, że konwencja wskazuje religię jako źródło przemocy wobec kobiet jest znacznym uproszczeniem. - Konwencja mówi o tym, że żadna okoliczność nie może stanowić usprawiedliwiać przemocy, w tym również religia. Trudno się z tym nie zgodzić. Natomiast jedynym logicznym wnioskiem płynącym z bełkotu wygłaszanego przez osoby chcące wypowiedzieć Konwencję jest to, że nie przeszkadza im przemoc wobec kobiet, jeśli wynika ona ze względów religijnych. Naprawdę nie rozumiem, czemu tak bardzo ich uwiera akurat ten dokument. Gdyby zajrzeli do Nowego Testamentu, czyli praktycznie najistotniejszego źródła wiedzy dla dominującej religii w naszym kraju, którą reprezentuje również obecna władza, z pewnością zauważyliby choćby List Św. Pawła do Galatów, z którego jednoznacznie wynika, że nie ma rozróżnienia pomiędzy mężczyzną i kobietą, że wobec Boga są to istoty tożsame. Mówiąc więc ich językiem – Konwencja Stambulska nie przeczy Biblii, tylko w pewnym sensie powiela wartości z niej płynące - podkreśla Karolina Pilawska.

Dodaje, że dokument ma zapobiegać nadinterpretacji religii celem usprawiedliwiania przemocy i akceptacji wartości. - Jej wypowiedzenie będzie jeszcze gorsze niż brak jej ratyfikacji – będzie bowiem oznaczało, że po prostu przestaliśmy akceptować ujęte tam normy. I zamiast iść z duchem czasu, powoli dążymy do desekularyzacji państwa - ocenia adwokat Karolina Pilawska.

 


Chcemy wypowiadać, a nie wszystko wdrożyliśmy

 - Gdyby ktoś zapytał, czy konwencja stambulska jest potrzebna mogę spytać, a czy Konwencja Praw Człowieka lub Konwencja Praw Dziecka jest potrzebna? A przecież gdyby polski rząd powiedział, że wypowiada którąś z nich to wszyscy byśmy byli przerażeni. I od razu pojawiłyby się głosy, że to zamach na prawa człowieka i prawa dziecka - mówi Renata Durda .

Dodaje, że rolą konwencji nie jest stanowienie prawa w danym państwie tylko wskazywanie punktów istotnych w ochronie interesów jakichś grup ludzi. – Konwencje mówią, że na poziomie ponadnarodowym, światowym są pewne obszary, które trzeba szczególnie chronić. A państwa, ratyfikując konwencje, mówią: tak my się również zobowiązujemy, że będziemy jakiś obszar szczególnie chronić. To nie znaczy, że Polska już ma, albo nie ma przepisów w tym zakresie. W Polsce proces ratyfikacji przechodziliśmy 3 lata i głównym brakiem wówczas był tryb ścigania przestępstwa zgwałcenia. Do 2014 roku mieliśmy przepis mówiący o tym, że przestępstwo zgwałcenia jest ścigane na wniosek osoby pokrzywdzonej, obecnie, w zgodzie z konwencją, jest ścigane z urzędu - mówi Renata Durda.

Nie wszystko wprowadziliśmy

O tym, że nie wprowadziliśmy wszystkich zapisów konwencji mówi również adwokat Monika Sokołowska, która podkreśla, że mimo upływu dziewięciu lat, nadal ochroną przed przemocą nie są objęci byli małżonkowie i partnerzy, nie ma wyodrębnionej przemocy ekonomicznej, a przestępstwo zgwałcenia nie jest zależne od braku zgody, bo polskie prawo wymaga, by dla zaistnienia tego czynu zabronionego wystąpiło doprowadzenie ofiary do obcowania płciowego przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem.

- Przemoc domowa według Konwencji oznacza wszelkie akty fizycznej, seksualnej, psychologicznej lub ekonomicznej przemocy występujące w rodzinie lub gospodarstwie domowym lub pomiędzy byłymi lub obecnymi małżonkami lub partnerami, niezależnie od tego, czy sprawca i ofiara dzielą miejsce zamieszkania, czy też nie. Z punktu widzenia Konwencji nie ma zatem znaczenia fakt, że małżonkowie bądź partnerzy zakończyli już swój związek, ani czy zamieszkują razem czy też nie - tłumaczy prawniczka. - Tymczasem, wcale nierzadko zdarzają się sytuacje przemocowe pomiędzy byłymi małżonkami czy partnerami posiadającymi wspólne dzieci, chociażby przy okazji styczności w związku z wykonywaniem kontaktów. Takie osoby nie będą mogły jednak liczyć na objęcie ich procedurą Niebieskiej Karty - dodaje.

 

Wstyd i brak kontroli

- Kolejną istotną zmianę wprowadzono  w maju tego roku w ustawie o Policji, żandarmerii i kodeksie postępowania cywilnego. Konwencja wymaga,  aby zapewnić jak najszybszą ochronę osoby pokrzywdzonej poprzez nakazanie opuszczenia mieszkania sprawcy przemocy, niezależnie od tego czy osoba pokrzywdzona zdecyduje się wkroczyć na ścieżkę procedury karnej. Dlatego Konwencja mówi wyraźnie, że państwo ma obowiązek ją chronić także poza procedurami sądowymi - mówi Renata Durda.

Nowe rozwiązanie chwali również adwokat Monika Sokołowska, choć podkreśla, że jest to rozwiązanie tymczasowe. - Brak styczności ze sprawcą pozwala osobie dotkniętej przemocą zyskać czas na podjęcie działań prawnych, w tym swobodne złożenie zeznań, bez obawy, że po powrocie z policji zastanie swojego oprawcę w domu. Z drugiej zaś strony sprawca przemocy nie pozostaje bezkarny i ma w swojej świadomości, że za zachowania przemocowe grożą mu realne i natychmiastowe konsekwencje. Ochrona ofiar przemocy powinna być oczywiście szersza i wielopłaszczyznowa. Zapewnienie skutecznych i szybkich mechanizmów prawnych to jedno, ale równie ważny jest natychmiastowy, stały i bezpłatny dostęp do pomocy psychologicznej - ocenia.
 

Nie uchodzi kwestionowanie tych zasad

Według radcy prawnego Agaty Bzdyń prowadzącej własną kancelarię, wypowiedzenie konwencji okryłoby Polskę wstydem na arenie międzynarodowej. - Pokazalibyśmy również, że nie jesteśmy państwem transparentnym, że mamy duży problem z demokracją i przestrzeganiem praw człowieka. Udowodnilibyśmy, że nie chcemy, aby instytucje z zewnątrz kontrolowały, czy zapewniamy efektywną i realną ochronę osobom doświadczających przemocy, której tłem lub powodem jest jej płeć. Zatem zasugerowalibyśmy opinii międzynarodowej, że hasła ochrony ofiar przemocy w naszym kraju są wyłącznie pustymi sloganami - tłumaczy Agata Bzdyń.

 


 

Dodaje, że choć konwencja nie zawiera przepisów, które można wykorzystywać bezpośrednio, np. powołując się na nie w toku postępowania karnego, to i tak ma bezpośredni wpływ na nasze życie. Przykładem są - wspomniane już - zmiany dotyczące natychmiastowej izolacji sprawców przemocy. - Takie postanowienia właśnie realizują zobowiązanie Polski do urzeczywistnienia zapisów konwencji antyprzemocowej. Oczywiście przepisy te nie mogą pozostać pustymi sloganami na papierze. Jeśli wypowiemy konwencję, to GREVIO (mechanizm kontroli wykonywania i efektywnego wdrażania postanowień konwencji) nie będzie mógł żądać od rządu wyjaśnień na temat tego, czy faktycznie te przepisy działają w praktyce, ilu sprawców przemocy zostało odizolowanych na ich podstawie, w jaki sposób pomogło to osobom doznającym przemocy - tłumaczy prawniczka. Po wypowiedzeniu konwencji GREVIO tego nie sprawdzi, a - jak podkreśla - nawet bardzo „miękka” kontrola międzynarodowa jest mechanizmem skutecznym, gdyż państwa-strony konwencji są monitorowane i wytyka im się braki i niedociągnięcia publicznie.