Wojna USA z Iranem – są pierwsze oceny prawniczych ekspertów
Kolejny atak USA i Izraela na Iran oceniają już pod kątem prawa międzynarodowego polscy i zagraniczni eksperci. Ich zdaniem, mogło dojść do naruszenia zasad zawartych w Karcie ONZ.

Podobne opinie w kwestii prawa międzynarodowego publicznego Prawo.pl zbierało po styczniowym ataku na Wenezuelę (Operacja USA w Wenezueli - opinia Patrycja Grzebyk). Tekst będziemy aktualizować o kolejne publiczne opinie ekspertów, jeśli się pojawią.
Stany Zjednoczone (USA) i Izrael rozpoczęły w sobotę ataki na Iran. Donald Trump (prezydent USA) potwierdził, że armia amerykańska rozpoczęła „dużą operację bojową”. Natomiast izraelska armia (IDF) poinformowała w sobotę, że wykryła pociski balistyczne wystrzelone z Iranu w kierunku Izraela. Eksplozje były słyszane w północnej części kraju.
Deklarowanym przez USA celem ataku jest zaprzestanie prac nad programem nuklearnym przez Iran, ale lista postulatów obejmuje też wstrzymanie rozwoju i produkcji rakiet balistycznych, odcięcie wsparcia finansowego oraz militarnego dla powiązanych z Iranem grup zbrojnych na Bliskim Wschodzie (m.in. w Libanie, Jemenie i Iraku), a także zaprzestanie represji wobec uczestników tegorocznych wewnętrznych protestów. Ponadto chodzi o wyeliminowanie głównych irańskich przywódców i zmianę władz tego kraju.
Obawy nad Wisłą
W Polsce głos w sprawie ataku na Iran zabrał w sobotę prof. Roman Kuźniar, politolog, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych w latach 2010–2015. Ekspert ocenił, że uderzenia na Iran są sprzeczne z prawem międzynarodowym. Nie mają bowiem uzasadnienia, jeżeli chodzi o potencjalne zagrożenie, jakie Iran miałby stanowić dla bezpieczeństwa Izraela czy USA. Kuźniar – cytowany przez Polską Agencję Prasową - podkreślił, że minister obrony Izraela Israel Kac mówił o ataku wyprzedzającym, czyli takim, który następuje wtedy, kiedy mamy stuprocentową pewność, że druga strona właśnie szykuje się do ataku na nas.
To jest analogiczne kłamstwo jak w przypadku Iraku. Tak samo tłumaczyli Amerykanie atak na Irak w 2003 r. Uderzenia na Iran są nieuzasadnione i sprzeczne z prawem międzynarodowym, nie mają żadnego uzasadnienia, jeżeli chodzi o potencjalne zagrożenie, jakie Iran miałby stanowić dla bezpieczeństwa Izraela czy USA. Oba te mocarstwa mogły dopuścić się agresji na Iran, teraz i w przeszłości, bo mają całkowite poczucie bezkarności. To bezkarność pozwala im dokonywać aktów agresji przeciw Iranowi. Nie ma żadnych innych uzasadnień, dlaczego się na to zdecydowali - ocenił Kuźniar.
Co na to Karta ONZ
Krytyczne co do ataku są też prawne oceny zagranicznych ekspertów od prawa międzynarodowego publicznego. Prof. Marko Milanovic, wykładowca prawa międzynarodowego publicznego na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Reading (Wielka Brytania) przyjrzał się postanowieniom Karty Organizacji Narodów Zjednoczonych (Dz. U. z 1947 r. Nr 23, poz. 90), której stroną są zarówno USA, jak i Izrael oraz Iran, a także – od 24 października 1945 r. - Polska. Zdaniem Milanovica, doszło do naruszenia zasady, że wszyscy członkowie Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) będą załatwiać swoje spory międzynarodowe środkami pokojowymi w taki sposób, aby nie dopuścić do zagrożenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa oraz sprawiedliwości (art. 2 ust. 4 Karty ONZ). Ponadto nie ma wystarczającego usprawiedliwienia, aby atakujący mogli się tłumaczyć brzmieniem art. 51 Karty ONZ. Przepis ten przewiduje, że żadne postanowienie Karty ONZ nie narusza naturalnego prawa każdego państwa, przeciwko któremu dokonano zbrojnej napaści, do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, zanim Rada Bezpieczeństwa ONZ zastosuje środki, konieczne dla utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa. Środki podjęte przez członków w wykonaniu tego prawa do samoobrony powinny być natychmiast podane do wiadomości Radzie Bezpieczeństwa ONZ i w niczym nie powinny naruszać wynikającej z Karty ONZ jej kompetencji i odpowiedzialności. O pilne zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ już zaraz po ataku zaapelował zresztą Emmanuel Macron, prezydent Francji, będącej stałym członkiem tej Rady.
Czekamy, czy te uderzenia będą dość ograniczone, czy też będą otwarciem przedłużającego się konfliktu. Cokolwiek się wydarzy, jedno jest pewne – użycie siły przez USA i Izrael jest wyraźnie nielegalne. Jest to tak oczywiste naruszenie zakazu użycia siły zawartego w artykule 2 ust. 4 Karty ONZ, jak tylko można to osiągnąć. Ani Izrael, ani USA nie mogą rozsądnie twierdzić, że korzystają ze swojego prawa do samoobrony przeciwko Iranowi na podstawie art. 51 Karty ONZ, ani indywidualnie, ani zbiorowo. Iran nie zaatakował tych państw, przynajmniej nie ostatnio. Jakiekolwiek zagrożenie, jakie mogły stanowić wcześniejsze ataki, dawno zniknęło. Nie było trwającego zbrojnego ataku Iranu, który mógłby uzasadnić użycie siły w samoobronie. Dlatego tylko zapobieżenie przyszłemu atakowi Iranu na oba państwa, nuklearnemu lub innemu, może mieć tu znaczenie, w ramach teorii antycypacyjnej samoobrony w odpowiedzi na nadchodzący atak. Ale nawet według najszerszej możliwej teorii użycie siły przeciwko Iranowi byłoby legalne tylko wtedy, gdy – po pierwsze - Iran miałby zamiar zaatakować USA/Izrael, a po drugie i po trzecie, miałby do tego zdolność i natychmiast konieczne byłoby użycie siły, ponieważ to byłaby ostatnia szansa na zapobieżenie temu przyszłemu atakowi – podkreśla Milanovic w analizie prawnej opublikowanej na stronie internetowej pisma European Journal of International Law.
Zdaniem Milanovica, niewiele się w tej kwestii zmieniło od 12-dniowej eskalacji konfliktu w czerwcu ubiegłego roku.
Żaden z tych warunków nie jest tu spełniony, tak jak nie były spełniane zeszłego lata. Argument o samoobronie jest dziś jeszcze słabszy, ponieważ ataki zeszłego lata znacznie osłabiły zdolność Iranu do budowy broni jądrowej, prezydent Trump nawet twierdził, że irański program nuklearny został zniszczony. Nie przedstawiono żadnych dowodów na to, że od zeszłego lata Iran w jakiś sposób odtworzył swój program, miał zamiar zbudować broń, umieścić ją na pocisku balistycznym, a następnie użyć przeciwko USA lub Izraelowi – dodaje MIlanovic.
Jego zdaniem, nie można więc rozsądnie argumentować, że takie uderzenia są zgodne z prawem na mocy Karty ONZ, więc doszło do jej oczywistego naruszenia.
Od dwóch dekad trwa degradacja prawa
Dr Scott Burchill, ekspert od prawa stosunków międzynarodowych na Deakin University (Australia) konfrontuje obecny atak na Iran z wojną przeciwko Irakowi ponad dwie dekady temu. W opinii upublicznionej w internecie Burchill podkreśla, że w 2003 r. rządy przynajmniej czuły się zobowiązane do argumentowania legalności wojny. W 2026 r. możliwy atak na Iran odbywa się bez nawet pozorów uzasadnienia prawnego. W okresie poprzedzającym wojnę z Irakiem w 2003 r. George W. Bush (ówczesny prezydent USA) przedstawił konflikt jako działanie prewencyjne w odpowiedzi na bezpośrednie zagrożenie iracką bronią masowego rażenia. Nie istniały takie bronie. Nie było niczego, co trzeba było przewidzieć. Wielu prawników argumentowało wówczas, że konflikt był w rzeczywistości wojną prewencyjną przeciwdziałającą zagrożeniu, które może się pojawić lub nie pojawić w przyszłości, co jest nielegalne z mocy prawa międzynarodowego.
W 2003 r., obserwowałem debaty prawne, które toczyły się między zwolennikami a przeciwnikami tej wojny. Obie strony skupiały się na ustaleniu legalności lub nielegalności działań planowanych przeciwko Irakowi przed jego rozpoczęciem. Było to powszechnie postrzegane jako obowiązkowy moralny i prawny warunek ataku, a podział opinii prawnych był jednym z powodów, dla których Rada Bezpieczeństwa ONZ nie zgodziła się na przyjęcie rezolucji zezwalającej na atak. Po miesiącach zarządzania opinią publiczną na Zachodzie, które rażąco wyolbrzymiało zagrożenie ze strony Saddama Husajna, atak przebiegł bez wsparcia ONZ w marcu 2003 r. Większość międzynarodowych prawników dziś uważa ją za nielegalną wojnę – przypomina Burchill.
Ekspert zauważa, że obecnie nie ma w zasadzie publicznej debaty na temat legalności wojny z Iranem. Ponadto potrzeba ustalenia lub nawet dyskusji o legalności ataku nie pojawiła się w administracji Trumpa. Nie ma ani casus belli, ani nie podjęto poważnych prób promowania amerykańskiej opinii publicznej ataku na Iran, jak miało to miejsce w latach 2002-2003, co skutkowało sondażami opinii publicznej sugerującymi przytłaczający sprzeciw. Donald Trump zagroził atakiem na Iran, ponieważ ten nie zgadza się na warunki arbitralnego planu rozbrojeniowego, który USA chce mu narzucić. Stało się to po tym, jak pierwsza administracja Trumpa jednostronnie wycofała się z podpisanego w Wiedniu w 2015 r. Wspólnego Kompleksowego Planu Działania (JCPOA), czyli porozumienia ograniczającego irański program nuklearny w zamian za złagodzenie sankcji w 2018 r., a który został wynegocjowany między Iranem a administracją ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy.
Tym razem nie mówi się o prewencyjnych działaniach wobec bezpośredniego zagrożenia ani nawet o wojnie prewencyjnej, biorąc pod uwagę, że według prezydenta Trumpa USA całkowicie zniszczyły irańskie zapasy wzbogaconego uranu w czerwcu ubiegłego roku. Nikt poważnie nie sugeruje, że Iran posiada broń jądrową, chemiczną czy biologiczną, ani że w jakikolwiek sposób stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. Jak widzieliśmy w zeszłym roku, konwencjonalne irańskie rakiety balistyczne, a konkretnie hipersoniczne uzbrojenie, mogą trafić Izrael, skutecznie omijając jego obronę przeciwrakietową. Pod nieustanną presją rządu premiera Benjamina Netanjahu Trump rozszerza pojęcie bezpieczeństwa USA o ochronę Izraela nie przed przyszłym zagrożeniem nuklearnym, lecz przed istniejącym konwencjonalnym – argumentuje Burchill.
Burchill zauważa też, że w 2026 r. ochrona prawa międzynarodowego niemal całkowicie zanikła, a decydują rozkazy potężnych, aby słabi przestrzegali ich zasad.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.




