Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego przeprowadził ankietę dla urzędników w projekcie o nadużywaniu prawa do informacji publicznej.

We wstępie znajduje się krótka definicja nadużywania, którym, jest wykorzystywanie prawa do informacji w celach niezgodnych z założeniami, dla których to prawo zostało wprowadzone. Dla autorów kwestionariusza nadużywaniem tego prawa jest zadawanie pytań częściej niż raz na kwartał.

Według Martyny Bójko ekspertki z Sieci Obywatelskiej Watchdog już sama definicja nadużywania prawa do informacji budzi wątpliwości, bo czy można nadużywać prawa człowieka?

Sprawdź w LEX: Praktyka udostępniania informacji publicznej >

Wyroki sądów administracyjnych

Do nadużycia prawa dochodzi w sytuacjach, gdy strona podejmuje prawnie dozwolone działania dla celów innych, niż przewidziane przez ustawodawcę - stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 18 listopada 2015 (I OSK 2091/14).

Sprawdź w LEX: Koszty udostępnienia informacji publicznej >

W orzecznictwie sądów administracyjnych wskazano, że „nadużycie prawa dostępu do informacji publicznej polega na próbie skorzystania z tej instytucji dla osiągnięcia celu innego niż troska o dobro publiczne, jakim jest prawo do przejrzystego państwa i jego struktur, przestrzeganie prawa przez podmioty życia publicznego, jawność działania administracji i innych organów władzy publicznej” (I OSK 1601/15).

 


Blokowanie wokandy

Zarzut pod adresem "pieniaczy" często sprowadza się do twierdzenia, że odpowiedzi na pytania płynące z urzędów pozwalają tym osobom tworzyć bazy danych np. umów cywilno-prawnych, które służą działalności komercyjnej. Są bowiem cennym towarem na sprzedaż.

Skutek jest taki, że skargi dotyczące informacji publicznej blokują dostęp do sądu innym obywatelom, którzy muszą czekać prawie dwa lata na rozpatrzenie skargi kasacyjnej w NSA.

Przykładem może być choćby ponad 100 skarg na wokandzie tego sądu złożonych przez redakcję pisma łowieckiego na odmowę udzielenia informacji przez Polski Związek Łowiecki.

Czytaj: WSA: nie można żądać udzielenia dwukrotnie tej samej informacji publicznej>>

Interesująca też jest sprawa Karola Breguły, który jako zwykły obywatel składa od lat wnioski do urzędów, a z braku odpowiedzi lub decyzji pozytywnych - skarży ministerstwa i przedsiębiorstwa państwowe do wojewódzkiego sądu administracyjnego i NSA. I ma duże sukcesy. Ostatnio zmienił nazwisko. Nasuwa się pytanie, czy po to by nie być kojarzonym z wnioskami nękającymi władze?

Sprawdź w LEX: Jak właściwie udzielić odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej? >

Działalność Watchdog

Adam Kuczyński, radca prawny z Sieci Obywatelskiej Watchdog , autor wielu wniosków w sprawie udostępnienie informacji publicznych wyjaśnia: - Pozyskujemy z pytań w ramach informacji publicznych bardzo dużą liczbę danych o różnych instytucjach i ich działaniach. To w oczywisty sposób musi być uporządkowane, a więc tworzymy bazę danych informatycznych - przyznaje.

Czytaj: NSA: informacja o efektywności pracy szkół w e-plikach może być dostępna>>

Są to informacje dotyczące np. odpowiedzi od Przedsiębiorstwa Lasy Państwowe na pytanie o to, dokąd idzie drewno z Puszczy Białowieskiej. Albo  i pytania do Marszałka Sejmu o postępach w uchylaniu immunitetów. Pytamy o umowy cywilno-prawne podpisywane przez urzędy z własnymi pracownikami, o nagrody i wynagrodzenia, wyjazdy służbowe i ich koszty. - Zapewniam, że baza informacyjna Sieci Obywatelskiej nie służy sprzedawaniu tych danych osobom trzecim - podkreśla mec. Kuczyński.

Sprawdź w LEX: Czy wysokość wynagrodzenia nauczyciela jest informacją publiczną? >

Nadużycie po stronie urzędów

Składanie wniosków to jest korzystanie z instrumentów prawnych przez obywateli, a nie nadużycie - przekonuje Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo.   - Bardziej niebezpiecznym zjawiskiem dla przejrzystości życia publicznego i społeczeństwa obywatelskiego jest blokowanie dostępu do informacji, mimo, że jest uzasadniony cel takiego wniosku - mówi dyr. Izdebski.

 


Rozmówca przyznaje, że zdarzają się osoby, które nadużywają instytucje publiczne nie tylko w tym aspekcie. Ale dodaje, że to jest margines marginesów. Na dużą większą skalę robią to urzędy, choćby ostatnio powołując się na RODO, co nie ma nic wspólnego z informacja publiczną. Urzędnicy traktują rozporządzenie unijne jako as z rękawa, aby nie udostępniać gromadzonych przez siebie danych w końcu za pieniądze podatników. Ustawa o dostępie niesie ze sobą pewne ryzyko, tak jak inne akty prawne - dodaje.

Sprawdź w LEX: Czy można udostępnić politykę bezpieczeństwa szkoły i rejestr czynności przetwarzania danych osobowych osobie wnioskującej o udostępnienie informacji publicznej? >

Jeśli idzie o sprawy łowieckie, to był element konfliktu między redaktorem naczelnym pisma a Związkiem. Zatem dla niektórych osób ustawa jest pewnego rodzaju ostatnią deską ratunku.

Nawet Sąd Najwyższy nie jest skory do dzielenia się dokumentami ze społeczeństwem. Na przykład od lat ten sąd odmawia udostępnienia umów oraz swoich wydatków, co wielokrotnie krytycznie ocenił NSA.

Zarabianie na informacjach

Słynnym aktywistą pytającym "masowo" urzędy o różne kwestie jest Karol Breguła, który zmienił nazwisko. - Ale nie po to by zadawać więcej pytań z zakresu informacji publicznej - tłumaczy Krzysztof Izdebski. Jego zdaniem ma on duże zasługi na polu wykładni prawa i był pierwszą osobą, która wymusiła na instytucjach publikacje na stronach internetowych listy umów. Celem tej akcji było zmniejszenie pracy urzędniczej, "ludzie nie będą składać wniosków, bo wszystkie dane mają w e-katalogu na stronie urzędu".

- Nie widzę nic złego w pozyskiwaniu informacji publicznej dla celów komercyjnych. Można zarabiać na informacji wytworzonej za nasze pieniądze dla celów zarobkowych - podkreśla dyrektor Izdebski. - Dlaczego tylko państwo ma korzystać z danych publicznych? - pyta retorycznie rozmówca.