Operacja kontekst. Jak naprawić Sąd Najwyższy metodą „na Trybunał”
Ostatnie wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego, zarządzenia o zawieszeniu prezesa i wiceprezesa oraz obecność policji pod Trybunałem, pokazały nowy sposób przywracania praworządności. Według niektórych Trybunał już zaczął działać. A skoro eksperyment uznano za sukces, niemal natychmiast pojawił się pomysł, by podobnie uzdrowić Sąd Najwyższy – pisze prof. dr hab. Mariusz Załucki, sędzia Sądu Najwyższego, orzekający w Izbie Cywilnej. I pyta retorycznie, czy tak się rodzi nowa polska szkoła konstytucjonalizmu.

Wyobraźmy sobie, że dzisiaj do Polski przyjeżdżają europejscy eksperci od praworządności. Przywożą traktaty, orzecznictwo TSUE i kwestionariusze dotyczące niezależności sądów. Gospodarze prowadzą ich pod Trybunał Konstytucyjny i z dumą pokazują policyjny kordon.
– A co ze statusem sędziów, ślubowaniami i legalnością kierownictwa? – pytają eksperci.
– Spory trwają, ale proszę zobaczyć, jak sprawnie zabezpieczyliśmy wejście!
Czytaj też w LEX: Kryzys sądownictwa w Polsce z perspektywy zasady podziału władzy >
Czytaj: „Nowi” sędziowie porządkują Trybunał, a rząd nadal nie publikuje wyroków>>
Ośmiu nowych sędziów TK zdecyduje o immunitecie Bogdana Święczkowskiego?>>
Cel nie zastępuje kompetencji, a filozofia prawa - przepisu>>
Halloween’owe refleksje nad Trybunałem>>
Po Trybunale Sąd Najwyższy? Czyli operacja kontekst
Proponuję więc szybki program „SN – operacja kontekst”. Najpierw zawieszamy kierownictwo, następnie zabezpieczamy wejście, a na koniec ogłaszamy odzyskanie niezależności. Kwestie statusu sędziów, legalności powołań i kompetencji organów można rozstrzygnąć później. Najważniejsze, żeby praworządność miała gdzie zaparkować radiowóz. Szczególnie obiecujący jest w tym zakresie nowy sposób wykładni prawa, o którym mówił w ostatnich dniach sędzia Sądu Najwyższego Piotr Prusinowski, m.in. w TVP Info. Wskazywał, że podstawy prawne działań w TK są wysoce dyskusyjne w świetle reguł wykładni prawa, ale ich ocena może wyglądać inaczej po uwzględnieniu szerszego kontekstu. To prawdziwy przełom w naukach prawnych! Dotychczas bowiem prawnik analizował przepis, jego treść, cel i miejsce w systemie prawa. Teraz wystarczy dorzucić kontekst. Jeżeli przepis nie pozwala na określone działanie, należy dosypać kontekstu. Jeżeli nadal nie pozwala – dosypać więcej. A gdy kontekst się skończy, można otworzyć kolejne opakowanie.
Czytaj też w LEX: Czy wyrok Trybunału Konstytucyjnego już działa, gdy jeszcze nie obowiązuje? Glosa do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 13.11.2025 r., 6030/21, A.R. przeciwko Polsce >
Metodę tę warto nazwać „wykładnią kontekstowo-ratunkową”. Jej największą zaletą jest to, że pozwala ratować praworządność nawet wtedy, gdy tradycyjna wykładnia prawa przeszkadza w jej ratowaniu. Co ważne, nowoczesny model postępowania w sprawie TK uzyskał również poparcie byłych prezesów Trybunału: Marka Safjana, Jerzego Stępnia, Bohdana Zdziennickiego i Andrzeja Zolla. W obronie nowych sędziów wypowiadali się także sędziowie TK w stanie spoczynku. Trudno o bardziej dostojne grono patronów tej konstytucyjnej innowacji. Prof. Ewa Łętowska, dostrzegła w całej operacji próbę rozwiązania klasycznego „hard case”, czyli trudnego przypadku prawnego. Zastrzegła wprawdzie, że dopiero okaże się, czy zabieg rzeczywiście rozwiąże problem, ale sam pomysł zasługuje na rozwinięcie. Co prawda dotychczas „hard case” wymagał szczególnie starannej argumentacji. Teraz można sobie jednak wyobrazić nową metodę: najpierw zarządzenie, potem policyjne zabezpieczenie, a na końcu dyskusja, czy operacja się udała. Jeśli tak dalej pójdzie, najtrudniejsze przypadki prawne będzie można rozwiązywać bez otwierania kodeksu. Wystarczy otworzyć bramę i wezwać patrol. Choć właściwie trudno tu mówić o innowacji – kiedyś nazywano to po prostu utrwalaniem władzy ludowej.
Czytaj też w LEX: Przyszłość sądownictwa konstytucyjnego w Polsce >
Wypada pochylić głowę również nad wypowiedziami innych uczestników debaty, takimi jak znani sędziowie Piotr Gąciarek czy prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia Bartłomiej Przymusiński. Przy takim zapleczu autorytetów nowa metoda naprawy SN ma szansę zyskać solidne wsparcie doktrynalne. Wystarczy ustalić, ile kontekstu potrzeba, by zastąpić podstawę prawną. A gdyby argumentacja okazała się zbyt słaba, zawsze można ją wzmocnić policyjną pałką.
Czytaj: Trybunał Konstytucyjny jest dla rządzonych>>
Nowy standard niezależności sądowniczej?
Warto przypomnieć, że przez lata części sędziów Sądu Najwyższego zarzucano wejście do niego „drogą na skróty”. Jak zatem nazwać nowatorską metodę uzdrawiania Trybunału w asyście policyjnego kordonu? Konstytucyjną ścieżką uprzywilejowaną? Praworządnością w trybie interwencyjnym? A może po prostu nowym, aczkolwiek znanym już standardem niezależności władzy sądowniczej, w którym wątpliwości prawne usuwa się nie siłą argumentów, lecz argumentem siły, za którym to standardem widać niektórzy zatęsknili?
Czytaj też w LEX: Znaczenie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dla naprawy wymiaru sprawiedliwości po kryzysie praworządności w Polsce >
I tu wracamy do europejskich ekspertów. Przez lata oceniali Polskę przez pryzmat standardów niezależności sądownictwa, a art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej stał się symbolem procedury ochrony wartości Unii. Postępowanie wobec Polski zakończono w 2024 roku, choć szkoda, bo teraz eksperci mogliby otrzymać do oceny zupełnie nowy model: niezależność sądownictwa wspieraną policyjnym kordonem i wykładnią prawa wzbogaconą kontekstem. Być może na kanwie tego pomysłu należałoby stworzyć nowy europejski wskaźnik praworządności: liczbę policjantów przypadających na jednego sędziego oraz ilość kontekstu potrzebnego do uzasadnienia jednej decyzji.
W zasadzie wszystko przemyślane, pozostaje jeszcze tylko jedno nierozwiązane pytanie: Co stanie się, gdy przy kolejnej zmianie politycznej ktoś zastosuje identyczną metodę wobec dzisiejszych reformatorów? Wtedy zapewne okaże się, że kontekst jest już zupełnie inny.
Czytaj też w LEX: Granice wolności wypowiedzi sędziego w warunkach kryzysu praworządności >
Dlatego nie zwlekajmy z naprawą Sądu Najwyższego. Trybunał Konstytucyjny dostarczył wzorca, policja pokazała, jak zabezpieczać praworządność. Można zatem wyobrazić sobie, że zwolennicy naprawy w SN, uzbrojeni w tę nowatorską metodę wykładni, nie zawahają się zastosować wobec kierownictwa Sądu Najwyższego analogicznych instrumentów do tych, które obserwowaliśmy w Trybunale. Wszak trudno byłoby odmówić Sądowi Najwyższemu dobrodziejstw reformy, która tak szybko uzdrowiła Trybunał. A gdyby tradycyjne reguły wykładni prawa nie dawały ku temu wystarczających podstaw, zawsze można dorzucić nieco kontekstu. W razie potrzeby również policyjnego. Bo w Polsce, jak się okazuje, do naprawy władzy sądowniczej nie zawsze potrzeba zmiany prawa. Czasem wystarczy zmienić kontekst.







