Webinar Pułapki zmiany powództwa i stron procesu – praktyka dla pełnomocników 24 listopada 2026 14:00
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Halloween’owe refleksje nad Trybunałem

Dyskusję o tym „kto zaczął” i kto w związku z tym „jest winny” obecnej sytuacji Trybunału Konstytucyjnego, toczącą się w polityce i mediach od 2015 r., możemy ciągnąć w nieskończoność. Tyle, że przypomina ona sytuację znaną każdemu rodzicowi, który ma więcej niż jedno dziecko. I tak samo jak w tych przypadkach, tak w przypadku TK dyskusja ta prowadzi donikąd. Dlatego warto zadać dwa podstawowe pytania: Czy w ogóle potrzebujemy organu kontrolującego ustawodawcę? A jeśli tak, to co z nim zrobić – pisze adwokat Norbert Stachura, prowadzący kancelarię w Krakowie.

norbert stachura 0001

Myślę, że każdy rozsądny człowiek, nie będący zagorzałym aktywistą którejś ze stron uzna, że Trybunał Konstytucyjny jest martwy – faktycznie nie działa i nie realizuje swojej konstytucyjnej funkcji. Nie ma przy tym znaczenia, czy dlatego, że został pozbawiony części swojego składu (poprzez zaniechanie wyboru sędziów przez aktualną większość rządową w oczekiwaniu na prezydenta Trzaskowskiego), czy poprzez hurtowy ich wybór i odmowę odebrania ślubowania przez prezydenta Nawrockiego, czy też przez spór o tzw. sędziów dublerów. Utracił jakikolwiek autorytet, czy to poprzez określanie go per „Trybunał Julii Przyłębskiej”, wybór na sędziego TK ministra niespełniającego wymagań formalnych, czy dlatego, że został pozbawiony hasła do rządowej drukarki – kwestia tego, że jest martwy, jest prostym stwierdzeniem faktu.

Czytaj: 8, a nie 10 sędziów TK wystarczy do uchylenia immunitetu prezesowi Święczkowskiemu?>>

Co dalej z trybunalskim zombie?

Czym może stać się martwy Trybunał – data ostatnich wydarzeń, czyli Haloween, podpowiada, że zombie. I patrząc na to na chłodno, można stwierdzić, że to trafna analogia. Bo zombie według opisu w Wikipedii to „bezwolny żywy trup, ślepo lub nieświadomie wykonujący polecenia osoby kontrolującej, kąsający i żądny krwi”. Zapewne z tak odmalowanym obrazem Trybunału pod rządami Julii Przyłębskiej, a tym bardziej Bogdana Święczkowskiego zgodziliby się zagorzali zwolennicy obecnej koalicji rządowej. Jeśli przedstawimy akcję z piątkowego wieczora/nocy jako akcję przejęcia na nim kontroli przez Annę Korwin-Piotrowską (czy też zgodnie z pojawiającymi się sugestiami Macieja Berka będącego prawą ręką Donalda Tuska) – to z tą tezą zgodzą się zagorzali zwolennicy opozycji. Jedni bowiem przypomną, że służył do zaostrzenia przepisów aborcyjnych, drudzy – że celem przejętego TK będzie obalenie prezesa NBP czy nawet prezydenta RP – i dlatego trzeba mu wybić zęby.

 

Osikowy kołek i co dalej?

Postawię tezę, że – szczególnie po wydarzeniach piątkowej nocy - dojrzeliśmy do sytuacji, w której ta świadomość staje się już powszechna. Bo o ile przy siłowym przejęciu mediów publicznych przynajmniej na poziome formalnym, użycie procedury likwidacyjnej dało się jakoś obronić (pomimo oczywistej fikcji w zakresie merytorycznym, przecież nikt tych świątyń propagandy faktycznie nie likwiduje), tak w przypadku przejęcia kontroli nad trybunalskim zombie w prezentowaną podstawę prawną nie wierzy nikt poza najbardziej zaangażowanymi aktywistami władzy (tak poza wszystkim – myślę, że oni też nie wierzą, ale publicznie muszą tak twierdzić) i wszyscy widzą, że jedyną podstawą tego przejęcia są szwadrony uzbrojonych policjantów.

Oczywiste jest też to, że po przejęciu kontroli na trybunalskim zombie, zacznie ono kąsać najpierw wrogów wewnętrznych (prezes i wiceprezes TK zapewne stracą immunitety, może zostaną aresztowano albo dyscyplinarnie złożeni z urzędu), być może pojawią się też „podstawy prawne”, by Maciej Berek został wybrany prezesem i np. powołany na to stanowisko przez marszałka Czarzastego. Pewnie „nowi” sędziowie zaczną też wydawać orzeczenie – co nie zmieni faktu, że zwolennicy opozycji tych działań nie będą akceptować dokładnie tak samo jak zwolennicy rządu nie akceptowali działań Trybunału przez ostatnią dekadę. Może i rozstrzygnięcia tego będą wdrażane „policyjną pałą” – ale przecież równie dobrze mogłyby mieć formę zarządzenia ministra czy komendanta głównego, szeregowemu policjantowi to przecież nie robi różnicy.

Czy TK jest nam potrzebny?

Do czego zmierzam? Taki Trybunał nie ma żadnego sensu dla normalnego obywatela – stąd uważam, że normalny obywatel powinien dążyć do tego, aby to zombie zabezpieczyć – zgodnie z tradycją - w grobie osikowym kołkiem, tak aby nie mógł być przez żadnego żądnego krwi przeciwników użyty do ich kąsania. Innymi słowy, do tego, o czym już wszyscy przebąkują resetu, zastanowienia się, co dalej? A po pierwsze, czy w ogóle potrzebujemy organu kontrolującego ustawodawcę?

Mam w tym zakresie potężne wątpliwości. Nie wiem skąd powstało przekonanie, że 3/5/7 osób mających – powiedzmy wprost - znikomą legitymizację demokratyczną (wybór zwykłą większością przez Sejm) ma mieć większe uprawnienia niż każdy z demokratycznie wybranych organów uczestniczących w procesie legislacyjnym (Sejm, Senat czy prezydent) – wszak żaden z tych organów samodzielnie nie może zmienić ustawy, a trzech sędziów TK może ją uznać za niekonstytucyjną.

Warto w tym momencie popatrzeć na kontekst powstania TK – czyli sytuację, w której organ ustawodawczy faktycznie nie miał żadnej legitymacji demokratycznej (do 1989) czy miał ją ograniczoną (wybory kontraktowe w 1989 r.) – wtedy istnienie organu, który swoim autorytetem „nadzorował” sejm nie mający legitymacji demokratycznej, czy autorytetu, było w pełni uzasadnione. Mogło się także dość dobrze bronić w początkach lat ’90 – że niedoświadczeni posłowie młodej demokracji potrzebują nadzoru ze strony doświadczonych prawników, aby granic tej demokracji nie przekraczać. Dziś sytuację mamy już inną, III RP jest dojrzałą demokracją a obowiązująca konstytucja za chwilę będzie miała 20 lat – i jest najdłużej obowiązującą konstytucją w historii Polski.

A jeśli tak, jak powinien być wyłaniany?

W tym zakresie chyba jasne jest, że dotychczasowy model jest nie do utrzymania jako prowadzący właśnie do sytuacji, w której tkwimy obecnie. To z kolei oznacza, że potrzebujemy radykalnej zmiany. Głosy mówiące o rozproszonej kontroli konstytucyjnej odrzucam – pozwolenie sędziom na dowolne odrzucanie przepisów ustawowych pod hasłem uznawania ich za niekonstytucyjne, prowadziłoby do złamania konstytucyjnej zasady podległości sędziego ustawie i w konsekwencji do sędziokracji a więc… anarchii.

A może stworzyć instytucje w pewnym sensie hybrydową? Dla każdej sprawy wpływającej do Trybunału (który dla zerwania z przeszłością należałoby nazwać inaczej), można by losować skład spośród wszystkich sędziów, ale od określonej instancji – np. sędziowie SO w górę. To by zapewniło absolutną losowość i absolutny brak możliwości wpływania kogokolwiek na taki skład.

A uwzględniając dzisiejsze możliwości technologiczne – nie ma żadnego problemu ze zdalną współpracą takiego składu. No i nie byłoby możliwości żeby do składu trafiła osoba niespełniająca wymagań formalnych.

Oczywiście nie uzurpuję sobie prawa do twierdzenia, że mój pomysł jest idealny. Ale chciałbym, żeby zamiast bezproduktywnej dyskusji „kto zaczął” albo „kto jest winny”, wizji resetu, o którym wszyscy mówią, ale nikt do niego nie zmierza,  poważnie zacząć dyskusję nad tym co dalej. Bo jak tego nie zrobimy, to trybunalskie zombie będzie robić coraz większe szkody.

 

Polecamy książki prawnicze

Przejdź do: Due diligence nieruchomości, Maciej Boryczko - otwiera się w nowym oknie
Nowość
Due diligence BORYCZKO RGB
15% Rabatu
Sprawdź
Cena promocyjna: 254,15 zł | Cena regularna: 299,00 zł
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 209,30 zł