Prof. Haczkowska: Nowy sędzia TK powołany w miejsce dublera? Mogą być wątpliwości dot. statusu
Powołanie nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego przed upływem kadencji tzw. sędziego dublera może powodować ryzyko kwestionowania jego statusu i składów z jego udziałem. Część prawników może podnosić bowiem, że jest następcą dublera, więc składy z jego udziałem są nadal wadliwe – mówi dr hab. Monika Haczkowska, prof. Uniwersytetu Opolskiego, adwokatka, mediatorka, konstytucjonalistka (Kancelaria Adwokacka dr Monika Haczkowska). Jak dodaje, rozwiązaniem byłoby np. przyjęcie oświadczenia od trzech sędziów prawidłowo wybranych w 2015 r., że odmawiają ślubowania, albo rozpoczęcie procedury wyboru przez Sejm już po upływie kadencji tzw. sędziego dublera.

Profesor zaznacza, że w pierwszym przypadku rozwiązanie takie przewidziane było zarówno w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym z 1997 roku, jak i ustawie z 25 czerwca 2015 oraz obowiązującej ustawie o statusie sędziów TK z 30 listopada 2016 roku. Skutkiem oświadczenia o odmowie ślubowania byłoby zrzeczenie się stanowiska sędziego TK i powstanie wakatu. W drugim natomiast przypadku, upływ kadencji tzw. sędziego dublera, jak się wydaje, mógłby przerwać bieg wadliwego powołania a tym samym „uzdrowić” sytuację.
Patrycja Rojek-Socha: Pani Profesor, czy wybór nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego kończy problem tzw. sędziów dublerów?
Monika Haczkowska: W mojej ocenie problem może pojawić się teraz w czasie wyboru następcy po sędzim Justynie Piskorskim. Przypomnijmy, procedura już się zaczęła, kandydat dr Maciej Berek został już zgłoszony, a sam wybór przez Sejm zaplanowany jest na posiedzeniu Sejmu w dniu 2 września. Innymi słowy, nie będzie przerwy pomiędzy końcem kadencji sędziego określanego jako sędzia dubler, bo jest następcą sędziego „dublera” (zmarłego Lecha Morawskiego), a wyborem jego następcy.
Czytaj: Maciej Berek kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego>>
Czyli, mówiąc krótko, istnieje ryzyko, że nowy sędzia może być traktowany znowu jako sędzia „dubler”?
Nie możemy wykluczyć, że część osób, także prawników, będzie miała w tym zakresie wątpliwości. Może też wpłynąć to na podejście do rozstrzygnięć z udziałem nowego sędziego. Oczywiście w przypadku wcześniejszej szóstki sędziów, wybieranych wiosną tego roku, też w grę wchodził wakat po tzw. dublerze, ale w przypadku sędziego Mariusza Muszyńskiego jego kadencja zakończyła się 3 grudnia 2024 r., więc od tego momentu do wyboru nowych sędziów minął ponad rok. Można powiedzieć, że sytuacja się oczyściła, bieg wady polegającej na wyborze sędziego w miejsce sędziego wadliwie powołanego został przerwany. Teraz sytuacja się ponawia, bo we wrześniu kończy się kadencja Justyna Piskorskiego, a w styczniu przyszłego roku Jarosława Wyrembaka.
Czytaj też w LEX: Co wymaga zmiany w procedurze wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego w Polsce? >
No dobrze, ale pojawią się pewnie głosy, że kadencja trzech sędziów, w miejsce których powołani zostali sędziowie dublerzy, czyli Romana Hausera, Andrzeja Jakubeckiego i Krzysztofa Ślebzaka, już upłynęła. To, kolokwialnie mówiąc, nie oczyściło sytuacji?
W mojej ocenie, jeśli wybór nowego sędziego zostanie faktycznie dokonany przed upływem kadencji orzekającego sędziego „dublera”, to istnieje ryzyko, że będzie podnoszona wątpliwość, iż wadliwość wyboru jego poprzednika przejdzie na niego. Będzie bowiem wybrany, tak jak poprzednik, w miejsce sędziego „dublera”, czyli może być kwestionowany jego udział jako następcy dublera w składach TK. Oczywiście mogą pojawić się różne głosy, część konstytucjonalistów może podnosić, że kadencja sędziów, w miejsce których dublerów powołano, już minęła, ale przecież – powiedzmy to wprost – status sędziów Piskorskiego i Wyrembaka jest kwestionowany ze względu na to, że są następcami sędziów, których wadliwość została potwierdzona wyrokami ETPC w sprawach: Xero Flor przeciwko Polsce, L.M. przeciwko Polsce oraz A.R. przeciwko Polsce, a także wyrokiem TSUE C-448/23 Komisja przeciwko Polsce. Dodatkowo dopuszczenie do orzekania trzech sędziów wybranych przez Sejm VIII kadencji 2 grudnia 2015 r. na miejsca już zajęte zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z Konstytucją, w wyroku K 39/16. Teraz wybieramy na ich miejsce kolejnych sędziów. Warto byłoby więc zastanowić się, co zrobić, żeby takie wątpliwości dotyczące ich składu wykluczyć.
Czytaj też: ETPCz oficjalnie zakomunikował rządowi sprawę czwórki sędziów TK >
Prof. Sławomir Patyra nowym sędzią Trybunału Konstytucyjnego>>
Jak w takim razie to rozwiązać?
W mojej ocenie najprościej byłoby, na podstawie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, żeby sędziowie wybrani prawidłowo w 2015 r. złożyli oświadczenie o odmowie ślubowania. To byłoby równoznaczne ze zrzeczeniem się stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego i kończyłoby wieloletni problem z sędziami „dublerami”. Oczywiście można było też wybrać nowych sędziów bezpośrednio na stanowiska po prawidłowo wybranych sędziach, ale obecnie jest to mocno spóźnione, bo ich kadencja skończyła się w listopadzie 2024 r. Ta kwestia wymaga przeanalizowania, bo przypomnę, że orzeczenia obecnych następców „dublerów” są kwestionowane, a rząd nie chce wyroków Trybunału Konstytucyjnego między innymi z ich udziałem publikować. Mamy od lat określoną narrację związaną z sędziami „dublerami”, a teraz wybieramy nowego sędziego w miejsce następcy dublera.
Czytaj też w LEX: Markiewicz Krystian, Wyłączenie sędziów jako reakcja na wadliwe ich powołanie >
No dobrze, ale załóżmy, że sędziowie, od których w 2015 r. prezydent nie odebrał ślubowania, nie będą teraz chcieli składać oświadczenia o odmowie złożenia ślubowania. Co wtedy?
Tu najlepszym rozwiązaniem byłoby poczekać. Rozpocząć procedurę wyboru przez Sejm kolejnego sędziego po upływie kadencji tzw. sędziego dublera, na wakat, który pojawi się w Trybunale Konstytucyjnym.
Czytaj też w LEX: Konstytucyjne standardy procedury wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego >
Wróćmy w takim razie do samego kandydata na nowego sędziego TK, czyli dr. Macieja Berka. Wielu prawników, ale też konstytucjonalistów, ma wątpliwości związane z tym, że do niedawna był szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów.
A wcześniej m.in. prezesem RCL w latach 2007-2015. Przyznam, że ja również mam wątpliwości, patrząc na funkcje, które kandydat na nowego sędziego do tej pory pełnił, i fakt, że były one mocno związane z legislacją, a przede wszystkim z rządem. Oczywiście nie mam zastrzeżeń do Jego wiedzy, doświadczenia i dorobku, ale problem tkwi w tym, że jako sędzia TK oceniałby ustawy, nad którymi pracował. Oznaczałoby to konieczność wyłączania się od udziału w rozpoznawaniu sprawy, z uwagi m.in. na uczestniczenie w wydawaniu aktu normatywnego, co mogłoby budzić uzasadnione wątpliwości co do jego bezstronności. Do tego dochodzi kwestia ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z 13 września 2024 roku, którą, przypomnę, parlament przyjął, a którą następnie prezydent Andrzej Duda w ramach tzw. kontroli prewencyjnej odesłał do Trybunału Konstytucyjnego, a ten w rozstrzygnięciu Kp 3/24 z 29 lipca 2025 roku uznał, że jest niekonstytucyjna. Ta ustawa, która – przypomnę – w ocenie również koalicji rządzącej miała być podstawą uzdrowienia sytuacji wokół TK, zakłada 4-letnią karencję dla kandydata na stanowisko sędziego TK, jeśli pełnił urząd Prezydenta RP, mandat posła lub senatora, posła do Parlamentu Europejskiego, ale przede wszystkim pełnił funkcję członka Rady Ministrów, sekretarza bądź podsekretarza stanu czy pełnomocnika rządu. Jak również inne przepisy tej ustawy, na które bardzo chętnie powoływano się w sytuacji, gdy prezydent Karol Nawrocki nie zaprosił na ślubowanie czwórki nowych sędziów. Ustawa z września 2024 roku, przypomnę, zakłada, że takie ślubowanie wobec prezydenta miałoby nastąpić w ciągu 14 dni. Z kolei sędzia niezaproszony na ślubowanie miałby możliwość, po upływie 14 dni, ale nie później niż na 30 dni przed dniem wyboru, złożyć ślubowanie w formie pisemnej z podpisem notarialnie poświadczonym i przekazać je marszałkowi Sejmu.
W mojej ocenie nie powinno być tak, że wybieramy sobie to, co nam pasuje, i nie mamy problemu ze zgłaszaniem kandydata, który zaledwie kilka dni wcześniej był członkiem rządu, ale równocześnie wskazujemy na inne, przydatne w konkretnej sytuacji przepisy. Chodzi o standardy. Nie można ich traktować wybiórczo. Jeśli standardem w tej ustawie było przeprowadzenie postępowania poprzedzającego wybór sędziego TK przez Sejm w sposób zakładający najpierw zgłoszenie kandydatów nie później niż na 3 miesiące przed upływem kadencji sędziego TK, następnie przedstawienie kandydatur posłom, Krajowej Radzie Sądownictwa oraz opinii publicznej, a w dalszej kolejności przeprowadzenie otwartego wysłuchania kandydatów z udziałem posłów i organizacji społecznej oraz odebranie opinii KRS na temat kandydatów – i dopiero wówczas zarządzenie wyboru kandydata na sędziego TK przez Sejm. Takich standardów należy więc przestrzegać. Procedura powinna być transparentna, aby uwiarygodnić przywracanie praworządności. Koalicja rządząca szła do władzy, podkreślając, że chce uzdrowić sytuację w wymiarze sprawiedliwości metodami zgodnymi z Konstytucją. Nie może być tak, że do TK wybierani są ponownie sędziowie, powiedzmy wprost, powiązani z polityką.
Czytaj też w LEX: Przyszłość sądownictwa konstytucyjnego w Polsce >
Czy dobrze rozumiem, że kolejni sędziowie powinni być wybierani zgodnie z tamtą ustawą?
Oczywiście, że tak. Zresztą do takiego wyboru nie potrzeba ustawy, wystarczy wola polityczna. Chodzi przecież o to, by sędziowie byli apolityczni, by ich kandydatury były konsultowane z Krajową Radą Sądownictwa i organizacjami pozarządowymi, by była możliwość wysłuchania publicznego i by potem zarówno KRS, jak i środowiska organizacji pozarządowych mogły przedstawić swoją opinię.
Czytaj też w LEX: Znaczenie trójpodziału władzy dla wymiaru sprawiedliwości >







