Jeszcze po ponad 20 latach były minister skarbu Emil Wąsacz nadal musi tłumaczyć się prokuratorom z prywatyzacji PZU. Były minister został bezprawnie aresztowany przez policję na zlecenie prokuratury. Wąsacz przyznawał, że miał zamiar opuścić kraj: chciał jechać na wycieczkę z wnukiem i synem do Tybetu. Policja zatrzymała go, gdy stał już przy samochodzie, niemal w drodze na lotnisko.
W 2010 r. ówczesna Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku oskarżyła ministra Wąsacza o niedopełnienie obowiązków ochrony interesów Skarbu Państwa przy prywatyzacji PZU w 1999 r. - w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Zdaniem śledczych Wąsacz akceptował działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Eureko oraz BIG Bank Gdański, co miało przynieść szkodę interesowi publicznemu.

Powodem nagłego aresztowania miała być informacja o próbie jego rzekomej ucieczki za granicę.  Później sąd uznał jego zatrzymanie za bezzasadne, a Wąsacz wywalczył odszkodowanie z tego tytułu. Natomiast w lipcu 2019 r. Trybunał Stanu w składzie pięciorga sędziów, postanowił o umorzeniu sprawy Emila Wąsacza.


Jeszcze lepsze narzędzia

Prawnicy mają nadzieję, że pod rządami nowego ministra sprawiedliwości taka sytuacja się nie zdarzy. Wskazują jednak, że są jeszcze gorliwi prokuratorzy, którzy bez przekonujących dowodów mogą skorzystać z narzędzi pozostawionych im przez ministra Zbigniewa Ziobro. Od 1 października 2023 r. zostały bowiem zaostrzone kary za niegospodarność zarządów spółek. Za przyjęcie korzyści majątkowej lub osobistej w związku z piastowaniem takiego stanowiska, grozić będzie nawet do 25 lat pozbawienia wolności. Dotychczas za taki czyn można było trafić do więzienia na 8 lat.

Zgodnie z art. 296a kk, kto pełniąc kierowniczą funkcję w firmie lub pozostając z nią w stosunku pracy, umowy zlecenia, o dzieło, żąda lub przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę, w zamian za nadużycie posiadanych uprawnień lub niedopełnienie obowiązku, mogące wyrządzić firmie szkodę majątkową, także jako czyn nieuczciwej konkurencji, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Taka sama kara grozi udzielającemu korzyść. W przypadku szkody majątkowej znacznej wartości, czyli przekraczającej 1 mln zł, managerowi grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Od 1 października 2023 r. osoba zajmująca kierownicze stanowisko w firmie, która zażąda lub przyjmie korzyść majątkową lub osobistą, czym narazi przedsiębiorstwo na szkodę przekraczającą 5 mln zł, podlegać będzie karze pozbawiania wolności od 3 do 20 lat. Karane będzie już samo dopuszczenie się przedmiotowego czynu zabronionego w stosunku do mienia, którego wartość przekracza tę kwotę. Kara do 20 lat więzienia grozi nawet w przypadku narażenia firmy na szkodę nieprzekraczającą 5 mln zł, ale otrzymana lub obiecana łapówka dotyczyć będzie transakcji, składników majątku, tę wartość przewyższających. Zgodnie z dodawanym do k.k. art. 306b par. 2, jeśli wartość dotkniętego przestępstwem mienia będzie wyższa niż 10 mln zł, sąd orzeknie karę od 5 do 25 lat pozbawienia wolności – wskazuje Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec.

W książce, która ukazała się w listopadzie br. autorstwa Heleny Kowalik i Szymona Krawca p.t „Polowanie. Jak się w Polsce niszczy biznes” wskazuje się, że prokuratorzy w poprzednich latach dość swobodnie stosowali tymczasowe aresztowanie wobec prezesów spółek. Problem rujnowania karier przedsiębiorców trwa od dziesięcioleci, nie jest tylko historią ostatnich ośmiu lat. Problem niszczenia polskiego biznesu jest systemowy. To proceder, z którym żadna władza nie potrafi sobie poradzić – mówią autorzy.

Obecnie menagerowie spółek stają przed sądem oskarżeni o niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień. Albo o łapownictwo związane z przestępstwami typowo kryminalnymi. Częste są także oskarżenia o wyłudzenie dotacji unijnych.

Reperkusja polityczna

Radca prawny Marta Dalkowska ze Szczecina, pełnomocnik biznesmenów mówi, że z jej doświadczenia wynika, że zastosowanie tymczasowego aresztowania menagerów bywa najczęściej reperkusją polityczną. Zdarzało się, że w sprawach, które pani mecenas prowadziła, nie udało się prokuraturze tymczasowo aresztować osób, którym stawiano zarzuty, gdyż nie udawało się jej przekonywać sądów do stosowania środków zapobiegawczych. Bardzo często najpierw stawiana była hipoteza przez prokuraturę, a potem szukano dowodów.

- Problem jaki dostrzegam na kanwie spraw, w których uczestniczyłam, to łamanie zasady trójpodziału władzy - mówi mec. Dalkowska. Uważam, że społeczeństwo obywatelskie, funkcjonujące w państwie prawa, ma prawo oczekiwać, niezależnie jaka opcja polityczna jest u władzy, aby sądownictwo i prokuratura były oddzielone od polityki. Przez ostatnie lata zachwiano tę równowagę władz.

Aresztowanie bez dowodów

Prezes Fundacji Court Watch Polska Bartosz Pilitowski mówi, że za różnych rządów zdarzały się przypadki, że usunięcie ze stanowiska członka zarządu spółki Skarbu Państwa było poprzedzone postawieniem zarzutów prokuratorskich, które okazywały się zupełnie niezasadne.

- Takim znamiennym przykładem jest choćby prezes Marek Serafin, członek zarządu PKN Orlen, zatrzymany 9 grudnia 2011 roku i oskarżony o przyjęcie korzyści majątkowej w postaci ciągnika ogrodowego o wartości 100 tys. zł od sąsiada, w zamian za "ustawienie" zwycięstwa w przetargu na prowadzenie magazynu części zamiennych dla Orlenu. Ten zarzut wystarczył, aby sędzia sądu rejonowego rzeczywiście zastosowała aresztowanie – przypomina Pilitowski.

Dowody na to rzekome przestępstwo były zabezpieczone, zeznania zebrane, możliwość mataczenia była bardzo ograniczona. To był człowiek mający rodzinę i majątek w Polsce. Trudno było podejrzewać, że będzie się ukrywał lub ucieknie za granicę. Mimo wszystko, sąd zdecydował się osadzić go w areszcie. Samo postawienie zarzutów wystarczyło, aby pozbawić go funkcji, którą pełnił. Zarzuty postawione przez śledczych okazały się na tyle na wyrost, że prokuratura sama zrezygnowała z formułowania aktu oskarżenia prezesowi Serafinowi i sprawa nawet nie dotarła do sądu.

Prezes Serafin uzyskał potwierdzenie niezasadności działań prokuratury w procesie o oczywiście bezprawne zatrzymanie i aresztowanie. Nie było przesłanek do postawienia zarzutu. Ta historia zdarzyła się, gdy Prokuratorem Generalnym był Andrzej Seremet, niezależny do ministra sprawiedliwości.  Nie był to jedyny taki przypadek.

Więcej ostrożności w sądach

Sędzia Małgorzata Wasylczuk z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, która uniewinniła byłego ministra skarbu i gospodarki Wiesława Kaczmarka mówi, że osądzenie spraw gospodarczych jest trudne z kilku powodów. Przede wszystkim  przy formułowaniu zarzutów dochodzi do styku interesu publicznego, jaki ma Skarb Państwa i prawa gospodarczego czyli interesu poszczególnych podmiotów gospodarczych. To było bardzo widoczne w latach 90., gdy wprowadzono mechanizmy wolnego rynku w obszarze publicznych pieniędzy. A z drugiej strony – nie było jeszcze wypracowanych mechanizmów kontrolnych, które by zapobiegły działaniom na szkodę interesu publicznego. Stąd wzięły się pierwsze nietrafione oskarżenia.  

- Jednak sądy i sędziowie muszą być bardzo ostrożni w stosowaniu tymczasowych aresztów – mówi prezes Fundacji Bartosz Pilitowski. -  To na co Fundacja Court Watch Polska zwraca uwagę od początku badań to fakt, że cała odpowiedzialność za zastosowanie tego środka zapobiegawczego spoczywa na sądzie. Stosując ten środek, sąd musi zbadać przesłankę uprawdopodobnienia popełnienia czynu, czy dana osoba go dokonała i czy jest on faktycznie przestępstwem.

- Prokuratorom zdarza się na wyrost stawiać zarzuty menadżerom lub przedsiębiorcom. Można odnieść wrażenie, że czynności podjęte w ramach normalnej działalności gospodarczej bywają interpretowane jako przestępstwo, bo prokurator doszukuje się w nich drugiego dna – podkreśla Pilitowski. W efekcie wniosek o areszt nie jest poparty dowodami przestępstwa, ale stosem akt, w których jest dokumentacja legalnej działalności, okraszona twórczą interpretacją prokuratury. Sędzia ma wrażenie, że musi się przez te akta przedzierać, żeby samemu ocenić, czy podejrzenia prokuratora mają sens. Ponieważ jest pod presją czasu, może ulec pokusie uwierzenia śledczym na słowo.

Kredyt zaufania dla prokuratora

Sędziowie, rozpoznając wnioski aresztowe, powinni stosować zasadę in dubio pro reo, czyli w sytuacji, w której są wątpliwości, trzeba rozstrzygać je na korzyść oskarżonego. Zastosowanie tymczasowego aresztowania to jest udręka związana z warunkami w areszcie, pozbawieniem wolności, przerywa życie osobiste i zawodowe. Ale to przede wszystkim przypięcie „łatki” w postaci niesławy, która łączy się z tym wstępnym przesądzeniem o popełnieniu przestępstwa – twierdzi prezes Pilitowski.

Do tej pory sądy dawały prokuratorom ogromny kredyt zaufania. Fundacja Court Watch Polska zachęca sędziów, aby byli bardziej krytyczni, bo jak pokazują nasze analizy statystyk stosowania tymczasowych aresztowań w zestawieniu ze wskaźnikami przestępczości, polskie sądy stosują ten środek częściej niż inne kraje, szczególności kraje zachodniej Europy. 

Nowy minister daje gwarancje

Obecny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar jako wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i były Rzecznik Praw Obywatelskich wielokrotnie zwracał uwagę na ten problem. Na jego apel, aby organizacje pozarządowe zgłaszały swoje propozycje zmian w przepisach, Fundacja skierowała do ministerstwa ponownie petycję dotyczącą tymczasowych aresztowań, którą odrzucił jego poprzednik. Byłoby sporym zaskoczeniem, gdyby nowy minister zachował bierność w tej materii. 

- Najważniejszą kwestią na przyszłość jest naprawienie prokuratury tak, by była bezstronna i apolityczna - wówczas bezstronny sąd będzie rozstrzygał sprawę. Rozdział urzędu Prokuratora Generalnego od funkcji ministra sprawiedliwości to dobry pomysł, aby prawo nie było wykorzystywane dla celów politycznych. Nowy minister sprawiedliwości Adam Bodnar jest gwarantem działań praworządnych, choć nie znam dokładnie jego planów i w jaki sposób będzie realizował naprawianie wymiaru sprawiedliwości – dodaje mec. Dalkowska.

Warto dodać, że Europejski Trybunał Praw Człowieka regularnie orzeka na niekorzyść Polski z powodu nadużywania przez nasz kraj tymczasowego aresztowania. I państwo nadal płaci wysokie odszkodowania.

Wzrasta liczba aresztowanych

Według Raportu Warsaw Enterprise Institute :

·  od 2009 r. do 2015 r. odnotowano znaczny spadek liczby osób przebywających w aresztach śledczych – w 2009 r. liczba ta wyniosła 9460, a w 2015 r. – 4160. Tendencja spadkowa nie utrzymała się. Pod koniec 2021 r. tymczasowo zatrzymanych było już 11 908 osób.

·  Wzrasta liczba osób tymczasowo aresztowanych w stosunku do skazanych. W 2015 r. skazane zostały 65 664 osoby, a osadzone w aresztach śledczych – 4 162 osoby. W 2021 r. skazanych zostało 61 648 osób, a tymczasowo aresztowanych – aż 8 707 osób. W 2021 r. w Polsce osadzonych w areszcie śledczym było ponad dwa razy więcej niż w 2015 r.

·  Od lat skuteczność prokuratorskich wniosków o zastosowanie tymczasowego aresztowania utrzymuje się na poziomie ok. 90 proc.

·  Drastycznie spada liczba uwzględnionych zażaleń dotyczących tymczasowego aresztowania. W 2014 r. zostało uwzględnione 716 spośród 5250 zażaleń, czyli 13,6 proc. wszystkich zażaleń. W 2021 r. sądy przychyliły się do 141 spośród 5 768 wniesionych zażaleń, co stanowi zaledwie 2,4 proc. ogółu zażaleń.