"Ślepy pozew" trafi do sądu okręgowego właściwego dla miejsca zamieszkania lub siedziby powoda. Trzeba będzie dołączyć oświadczenie, że powód podjął próbę powiadomienia pozwanego oraz wnieść stałą opłatę w wysokości 1000 zł.  Można będzie też wystąpić z wnioskiem o zabezpieczenie - jego pozytywne rozpatrzenie spowoduje zablokowanie treści, których dotyczy pozew, lub oznaczenie, że mogą być one kontrowersyjne. Sąd umorzy postępowanie, jeżeli usługodawca w ciągu trzech miesięcy nie dostarczy danych pozwanego - nieuzasadnione nienadesłanie tych informacji będzie karane grzywną.

Czytaj: 
Minister sprawiedliwości ma projekt w sprawie wolności słowa w internecie>>

Sąd zweryfikuje „uczciwość wyborczą”, czyli... co?>>

 

Założenie szlachetne, skuteczność wątpliwa

- Głównym pozytywnym aspektem pojawienia się projektu jest stworzenie okazji do rozpoczęcia systemowych prac, celem przygotowania regulacji, które będą miały mocniejsze umocowanie i szersze zastosowanie, nie zaś – ocierającą się o publicystykę – odpowiedź na doniesienia ze świata - mówi Prawo.pl prof. Jacek Janowski z Politechniki Warszawskiej, autor książki „Trendy cywilizacji informacyjnej. Nowy technototalitarny porządek świata”.

Czytaj omówienie w LEX: Wizerunek celebrytki opuszczającej porodówkę pod ochroną. Omówienie wyroku ETPC z dnia 19 listopada 2020 r., 18068/11 (Dupate) >

- Jeżeli chodzi o "ślepe pozwy" mam wątpliwości, co do praktycznego zastosowania tego rozwiązania. Nawet jeżeli zostanie to uchwalone, to jego końcowa przydatność będzie niewielka. Jasne, że w pierwszej fazie będzie łatwiej wnieść pozew o ochronę dóbr osobistych, ale co dalej z takim postępowaniem? - zastanawia się prawnik. Wprowadzenie takiej instytucji uważa za zasadną, ale - jego zdaniem wymaga ona dopracowania tak, by była skuteczna, w tym by zostały zachowane przewidziane terminy oraz podjęte i wyegzekwowane ostateczne rozstrzygnięcia.

Czytaj w LEX: Postępowanie sądowe w sprawach o ochronę dóbr osobistych za naruszenie tych dóbr spowodowane opublikowaniem materiału prasowego >

 


- Założenia są oczywiście piękne i szlachetne - mówi adw. Andrzej Zorski, wspólnik w kancelarii TPZ. - Jednak jako praktyk w sprawach o ochronę dóbr osobistych wiem, że nic to nie zmieni. Przede wszystkim powstaje pytanie – w jaki sposób polski rząd chce zmusić amerykańskie korporacje zarządzające mediami społecznościowymi do udostępnienia danych osobowych. A jeśli odmówią, to na jakich zasadach chce je karać? Na to pytanie nikt z autorów ustawy nie odpowie, bo takiej drogi po prostu nie ma - tłumaczy. Jego zdaniem, założenie, że po prośbie od polskiego sądu, czy innej instytucji dany wpis zostanie usunięty przez zagraniczny portal wydaje się być nader optymistyczne. - W tym aspekcie jedyną szansą mogłoby być zawarcie przez unijne organy umowy z największymi portalami ułatwiające egzekwowanie takich roszczeń. W pojedynkę tu nic nie zdziałamy - uważa prawnik. Dodaje, że nawet przy dobrych chęciach usługodawcy, ustalenie danych osoby naruszającej dobra osobiste może wcale nie być takie proste, choćby za sprawą rosnącej popularności sieci VPN.

Czytaj w LEX: Usunięcie skutków naruszenia dóbr osobistych w internecie - analiza orzecznictwa sądowego >

Wysoka opłata vs. obciążenie dla sądów

Sędzia Marta Kożuchowska-Warywoda z Sądu Rejonowego Warszawa-Wola podkreśla, że na tym etapie prac trudno oceniać, czy projekt sprawdzi się, czy też nie. - Mnie zapala się czerwona lampka, gdy słyszę o opłacie stałej w wysokości 1000 zł. Może to być dla wielu osób kwota zaporowa i być może dlatego będą wolały korzystać z trybów karnych, ściganych z urzędu bądź prywatno-skargowych, które wymagają niższej opłaty, bo 300 zł - mówi.  Przypomina też, że wydziały cywilne i tak są mocno obciążone, więc nie wiadomo, czy taka konstrukcja przepisu w ogóle cokolwiek przyspieszy. - Z drugiej strony nie wiemy też jaka będzie skala takich spraw - czy to będą najpoważniejsze przypadki, czy czeka nas ich zalew - mówi sędzia.

 


Sędziowie podkreślają, że obecnie jeśli ktoś narusza dobra osobiste na Facebooku, na Twitterze, to uzyskanie informacji o jego personaliach graniczy z cudem. Nie mają też wątpliwości, że trzeba dać obywatelom możliwość skutecznego dochodzenia ich praw na drodze cywilnej.  Bo jak podkreślają zadaniem sądów jest sądzić sprawy obywateli, a dobra osobiste są pod ochroną  i to konstytucyjną.  Przyznają, że może się zdarzyć pieniactwo procesowe, ale -  w ocenie rozmówców portalu - jest to ryzyko państwa. A ograniczeniem może być wysokość opłaty.

Z kolei adwokat Joanny Parafianowicz uważa, że  może to prowadzić do "zapchania" takimi pozwami sądów. - Uważam, że znacznie lepiej byłoby te same środki, które są przeznaczane na takie projekty dołożyć do dofinansowania sądownictwa niż tworzyć kolejne regulacje, które będą wyłącznie wydmuszką dającą nadzieję na poprawę rzeczywistości, ale nic poza nią - mówi. 

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych osób nieletnich z wykorzystaniem portali społecznościowych w ramach parental trollingu >

Egzekwowanie niemożliwe, a autor nie budzi zaufania

Dodaje, że nowa instytucja to działanie pozorne, bo nawet gdy uzyska się korzystny dla siebie wyrok, to problemem będzie wyegzekwowanie jego wykonania.

- Z pewnym dystansem podchodzę do teoretycznie rewolucyjnych nowości w prawie, jestem przekonana, że obowiązujące już przepisy są  na tyle bogate i wszechstronnie rozwinięte, że właściwie dają wszelkie możliwości, żeby dochodzić ochrony swoich praw, a brakuje nam wszystkiego tego co dotyczy egzekwowania sprawiedliwości - mówi.

Jej zdaniem, skoro organy ścigania mają narzędzia do tego by ustalać dane osoby dokonującej wpisu, nawet gdy stara się je zanonimizować, to należałoby wspierać instytucje, które są do tego uprawnione, by były pomocne w sprawach ochrony dóbr osobistych. Nie chodzi przecież o wyrok, który na piśmie daje satysfakcje, tylko taki, który w sposób realny wpływa na kształtowanie rzeczywistości. Nie chodzi o wprowadzenie nowej możliwości a danie realnych narzędzi do korzystania z tych, które już są - tłumaczy.

Czytaj w LEX: Odniesienia do popkultury w uzasadnieniach orzeczeń polskich sądów >

 


Jeszcze inną kwestią jest, że przy kryzysie praworządności w Polsce, do którego powstania mocno przyczynili się autorzy projektu, nawet ich najlepsze pomysły budzą spory sceptycyzm. Zwłaszcza w kwestii praw i wolności obywateli. - Nie mam  niestety zaufania do obecnej władzy, jeśli chodzi o kombinowanie z wolnością słowa – z pozoru wygląda to niewinne, lecz nie wiadomo czy nie ma w tym jednak jakiegoś ukrytego celu w postaci próby cenzurowania wypowiedzi. Moje przekonanie wynika z przeświadczenia, że żaden prawnik – praktyk z pewnością w skuteczność takiego rozwiązania po prostu nie wierzy - podsumowuje mec. Andrzej Zorski.

Czytaj w LEX: „Pozwy zbiorowe” jako odpowiedź na czasy „niedyspozycji” wymiaru sprawiedliwości w czasach epidemii koronawirusa >