Przesłuchanie zawiadamiającego w sprawie karnej gospodarczej – to iluzja?
Przypadki, w których procedura karna nie nadąża za światem biznesu czy dużymi instytucjami, to temat rzeka. Przepisy, często skrojone, pod łatwe, „pospolite” sprawy, prowadzą do absurdów, wskutek których prowadzenie postępowania staje się teatrem iluzji pełnym działań pozorowanych, a nie zmierzających do wyjaśnienia sprawy. Przykładem tego jest instytucja przesłuchania zawiadamiającego w celu uzupełnienia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa - twierdzi adw. Mikołaj Kozak z Kancelarii Kulpa Kozak Adwokaci i Radcowie Prawni sp.p.

W praktyce zaniechanie przeprowadzenia tej czynności i odmowa wszczęcia daje duże pole do popisu w zażaleniu. I często się zdarza, że sąd takie postanowienia uchyla, bo organy w rzeczywistości nic nie badały i zamknęły sprawę na podstawie samego zawiadomienia.
Przesłuchanie takie nie wywołuje kontrowersji, gdy mechanizm przestępstwa jest prosty – jest jeden konkretny pokrzywdzony i protokolarne potwierdzenie czy uzupełnienie zawiadomienia jest po części prostą formalnością, a po części rozsądnym doprecyzowaniem sprawy pod kątem stanu faktycznego czy późniejszej oceny ewentualnych znamion czynu zabronionego.
Czytaj też: Mikołaj Kozak: O szacunku do adwokatów
Co jednak w sytuacji, gdy mamy do czynienia ze stanowiącym wiele zachowań, przez wiele miesięcy lub lat, procederem, którego udziałem było swoiste rozproszenie ról i odpowiedzialności, a który miał miejsce w dużym podmiocie?
Kilkanaście osób przesłuchanych
W praktyce spółka „oddelegowuje” do złożenia zeznań osobę, która (niekoniecznie dalej wymienione przesłanki występują łącznie):
- uczestniczyła w zdarzeniach opisanych w zawiadomieniu,
- uczestniczyła w pracach audytowych, które finalnie doprowadziły do zawiadomienia,
- z racji pełnionej funkcji ma wiedzę o procesach w spółce, które uzasadniają wytypowanie właśnie jej do złożenia zeznań.
Problem pojawia się wówczas, gdy materia sprawy jest szeroka i istotnie wykracza poza wiedzę, której można rozsądnie i realnie oczekiwać od jednej osoby. Sposób przesłuchiwania jej, który częstokroć ma niestety miejsce, a sprowadzający się do oczekiwania referowania czy potwierdzania treści zawiadomienia – wykraczającego poza zdarzenia, w których świadek-zawiadamiający w ogóle uczestniczył – jest nieżyciowy, kontrskuteczny i nierzadko zmierzający raczej do pozorowania wyjaśnienia sprawy, niż do woli poczynienia istotnych ustaleń faktycznych.
W sprawach dużych spółek, w których występuje wiele departamentów, wielu dyrektorów i kilku autorów raportów kontrolnych dołączonych do zawiadomienia można by niejako przewrotnie powiedzieć, że zeznania w charakterze zawiadamiającego – jeśli ma to mieć sens, a nie jedynie się odbyć, bo wymaga tego procedura – powinno złożyć kilkanaście osób.
Wniosek przeciwny sprowadza się do tego, że „wytypowany” zawiadamiający relacjonuje zdarzenia, w których, przynajmniej częściowo, nie uczestniczył i jest to nierzadko gra zmierzająca w sprawę odmowy wszczęcia śledztwa, a nie jego wyjaśnienia.
Zakazy w fazie wstępnej
Problematyczny, zwłaszcza w skomplikowanych sprawach karnych gospodarczych, jest art. 307 par. 2 Kodeksu postępowania karnego, z których wynika wprost zakaz przeprowadzania dowodu z opinii biegłego i zakaz innych czynności wymagających spisania protokołu. Z wyjątkiem przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie lub wniosku o ściganie oraz – co istotne z punktu widzenia niniejszego artykułu – przesłuchania w charakterze świadka zawiadamiającego.
Z art. 307 par. 3 kpk wynika natomiast, że uzupełnienie danych zawartych w zawiadomieniu może nastąpić również przez przesłuchanie świadka osoby zawiadamiającą.
Jednak iluzja
Na tym tle należy poczynić kilka uwag porządkujących.
- Po pierwsze, sformułowanie „osoba zawiadamiająca” nie jest fortunne np. wobec zarządu, gdyż zawiadamiającą jest sama spółka. Całkowicie naiwne byłoby natomiast przyjmowanie, że zawiadomienie miałby złożyć np. aktualny prezes zarządu, który ze zdarzeniami sprzed kilku lat, które doprowadziły do sformułowania zawiadomienia nie miał nic wspólnego. Pragmatycznie rzecz ujmując, taka interpretacja wymienionych przepisów, zgodnie z którą w przesłuchanie w ramach czynności sprawdzających większej niż tylko jedna liczby osób nie miałaby – nawet w przypadku czysto formalnego jej „nagięcia”- żadnego wpływu na orzeczenie, z pewnością nie przyniosłaby sprawie żadnego uszczerbku. Tryumfuje natomiast, jak zwykle, ucieczka w formalizm.
- Drugim wyjściem jest wszczęcie dochodzenia lub śledztwa i przesłuchiwanie innych osób w charakterze świadków. To się oczywiście często zdarza, ale za często łapie się za słówka Bogu ducha winnego „wytypowanego” przez spółkę zawiadamiającego po to, żeby złapać go na niewiedzy i oczyścić nieco referat odmową wszczęcia śledztwa.
Może takie postanowienie „poleci” po zażaleniu jako przedwczesne, ale kogo by to szczególnie obchodziło? To smutne i niepożądane, ale to fakt. To zatem kolejny przykład instytucji, który jest, ale – w praktyce niektórych spraw – jakoby jej nie było.
Kolejny raz sprawdzają się mądre słowa wybitnego matematyka Hugo Steinhausa, który powiedział, że w kraju, gdzie telefony funkcjonują, można żyć. Jeszcze lepiej żyje się w kraju bez telefonów. Trudno wytrzymać tylko tam, gdzie telefony są, ale nie funkcjonują.





