Według proponowanego przepisu nie będzie popełniał przestępstwa ten, kto wyraża przekonanie, ocenę lub opinię, związane z wyznawaną religią głoszoną przez kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej sytuacji prawnej. Przewidziano dwa wyjątki:

  • gdy stanowi to przestępstwo przeciwko wolności sumienia i wyznania lub
  • publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa lub pochwałę jego popełnienia.


Czytaj: ​Jeszcze nie stos, ale państwo ma skuteczniej ścigać za obrażanie religii. Jest już projekt>>

Motywy projektu - prześladowani chrześcijanie

Pomysł, by wyłączać bezprawność głoszenia opinii związanych z religią, nasuwa pytanie, czy do tej pory było to penalizowane i kogo takie represje spotykają, tym bardziej w kraju, w którym większość osób deklaruje przynależność do kościoła katolickiego, choć dane z ostatniego spisu powszechnego, które poznamy najprawdopodobniej w przyszłym roku może zmienić oceny w tym zakresie. Uzasadnienie projektu nie pozostawia jednak wątpliwości – to właśnie chrześcijanie są grupą, którą na każdym kroku dotykają represje.

 

- Poglądy oparte na światopoglądzie religijnym, zwłaszcza chrześcijańskim, lub do niego nawiązujące, są coraz częściej zwalczane w sferze publicznej, w tym z wykorzystaniem środków masowego przekazu, a nawet zakazywane, również przy użyciu represji karnej. Dotyczy to zwłaszcza wyrażanych przez chrześcijan opinii, ocen lub przekonań dotyczących aborcji, związków homoseksualnych, transseksualizmu czy panseksualizmu – przekonują posłowie Solidarnej Polski.
Pada kilka przykładów: "w Wielkiej Brytanii i Szwecji kilkakrotnie już aresztowano lub zatrzymywano chrześcijańskich pastorów za publiczne głoszenie, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, przy czym w Wielkiej Brytanii twierdzenie takie było uznawane za karalną zniewagę w stosunku do homoseksualistów."

Czytaj też: I OSK 2691/15, Charakter spraw dotyczących przynależności do kościoła katolickiego. - Wyrok NSA >

Pojawia się też nawiązanie do wyroku kanadyjskiego Sądu Najwyższego:  Saskatchewan Human Rights Commission v Whatcott, w którym – jak twierdzą autorzy uzasadnienia - "sąd uznał, że nie wolno cytować tych fragmentów Biblii, które wyrażają niechęć wobec jakiejś grupy osób albo takie osoby znieważają”. „Jakąś grupą” z wyroku są również osoby LGBT. Choć opis orzeczenia w samym uzasadnieniu do projektu ustawy jest dość lakoniczny, łatwo dotrzeć do wyroku wraz z uzasadnieniem. Dotyczy ulotek przeciwko szeroko rozumianej „promocji homoseksualizmu” w szkołach, a posłowie SP w uzasadnieniu nie doprecyzowują, że ulotki, które analizował kanadyjski sąd we wspomnianym orzeczeniu, nawet nie o krok, a o lata świetlne, wykraczały poza cytaty z Biblii.

Poza klasycznymi nawiązaniami do Sodomy i Gomory, zawierały np.  fragmenty o rozsiewaniu AIDS, czy narażaniu dzieci na choroby lub szybszą śmierć. Stąd też rozstrzygnięcie sądu, z którego wynika – że tego typu wypowiedzi wykraczają poza wolność głoszenia przekonań religijnych. Abstrahując jednak od trafności tego argumentu – żaden z przykładów podanych w uzasadnieniu do projektu nowelizacji nie dotyczy Polski.

W Polsce homofobia raczej bezkarna

Nie bez powodu, bo o takie byłoby trudno, skoro posłowie Solidarnej Polski sami wskazują, że chodzi głównie o poglądy na temat homoseksualności czy transpłciowości. Polski kodeks karny chroni przed napaścią lub znieważeniem ze względu na przynależność narodową, etniczną, rasową, wyznaniową albo z powodu bezwyznaniowości (art. 257 k.k.). Jak łatwo zauważyć nie ma tu orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej, więc wypowiedzi na temat „tęczowej zarazy” lub „nie ludziach, a ideologii” nie wiążą się z negatywnymi konsekwencjami. Możliwe jest ewentualnie wystąpienie z prywatnym aktem oskarżenia (art. 212 k.k. lub 216 k.k.), gdy nie chodzi o grupę osób, a konkretnego pokrzywdzonego.

Czytaj też: Dadak Wojciech, Przestępstwa motywowane uprzedzeniami (o problemach z analizą przestępczości z nienawiści) >

Podobnie będzie przed sądem cywilnym – trudno wygrać sprawę o ochronę dóbr osobistych, jeżeli obrażona jest cała społeczność LGBT. Sądy zazwyczaj oddalają takie powództwo ze względu na brak legitymacji czynnej. Tego rodzaju wyrok zapadł niedawno w sprawie jeżdżących po Trójmieście furgonetek, z których nadawano obraźliwe dla osób LGBT hasła („Pederaści żyją średnio 20 lat krócej”, „Czyny pedofilskie zdarzają się wśród homoseksualistów 20 razy częściej”). Pozew w tej sprawie złożyło stowarzyszenie Tolerado, jednak 25 kwietnia 2022 r.  Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił powództwo, uznając, że członkowie stowarzyszenia nie mogą reprezentować całej społeczności. Z drugiej strony w niektórych sądach widać zmianę linii orzeczniczej - Sąd Apelacyjny w Warszawie w lutym 2022 r. orzekł, że osoby LGBT mogą walczyć o ochronę dóbr osobistych, nawet gdy nie zostały przez pozwanego wymienione z nazwiska.

Gratka dla fanów Starego Testamentu

Co ciekawe, w uzasadnieniu do poselskiego projektu noweli nie pojawia się sztandarowy przykład z rodzimego podwórka, gdzie faktycznie elementem sporu było stricte zamieszczanie cytatów z Biblii.  Chodzi o sprawę pracownika IKEA, który cytaty z Pisma Świętego zamieścił w intranecie pod informacją o Międzynarodowym Dniu przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii. Stwierdził, że akceptacja i „promowanie homoseksualizmu i innych dewiacji to sianie zgorszenia”. Okrasił to cytatem: „biada temu, przez którego przychodzą zgorszenia, lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi i pogrążyć go w głębokościach morskich” oraz „ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość”.

Czytaj też: Możliwość umieszczenia symbolu religijnego w budynku publicznym >

 

Małgorzata Winiarczyk-Kossakowska, Czesław Janik, Paweł Borecki

Sprawdź  
POLECAMY

Jako że akurat Kodeks pracy (chyba jako jedyny wprost) chroni przed dyskryminacją ze względu na orientację seksualną, autor wpisu został zwolniony. Natomiast o żadnej karnej odpowiedzialności, jak sugerowałby cel wprowadzania nowego kontratypu, mowy nie było. Zarzuty prokuratura postawiła za to jego byłej szefowej, która podjęła decyzję o zwolnieniu – co wskazuje raczej zgoła odwrotny kierunek działań wymiaru sprawiedliwości.

Więcej: W IKEA nie było dyskryminacji religijnej przy zwolnieniu za wpis o społeczności LGBT>>


Prawnicy nie mają wątpliwości – kontratyp to właśnie swego rodzaju immunitet dla osób, które pogardliwe wypowiedzi o innych grupach, będą motywować przekonaniami religijnymi.
- Chodzi o zagwarantowanie szczególnej ochrony i uprzywilejowania wolności słowa osób wierzących, które np. powołując się na wyznawaną wiarę będą obrażać inne osoby – uważa adw. Jarosław Jagura, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Do tej pory sądy też miały wszelkie narzędzia do tego, aby w konkretnym przypadku oceniać, czy dana wypowiedź mieści się w ramach korzystania z wolności religijnej czy poza nią wykracza. Po wprowadzeniu tych regulacji poszukiwanie ochrony przez przedstawicieli grup i społeczności mniejszościowych na gruncie prawa karnego będzie jeszcze bardziej utrudnione – podkreśla.


Podstawą już nie kodeks, a katechizm

Podobnego zdania jest dr. hab. Paweł Borecki z Zakładu Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego. – Chodzi o to, żeby krytyka niektórych środowisk lub społeczności, nie podlegała odpowiedzialności karnej. Uważam, że zmierza to do dalszej konfesjonalizacji wymiaru sprawiedliwości i uderza w wyrażoną w art. 25 ust. 2 zasadę bezstronności władz publicznych w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych – podkreśla prof. Borecki.

Będzie to spore wyzwanie dla sądów i prokuratury – pozostając przy bliskim twórcom projektu przykładach dotyczących homoseksualności, trzeba zauważyć, że nawet w doktrynie katolickiej poglądy mocno ewoluowały od czasów kamieni młyńskich i karania śmiercią. Katechizm Kościoła Katolickiego nakazuje, by osoby homoseksualne traktować z "szacunkiem, współczuciem i delikatnością”.

- Sądy powinny nadal ustalać, czy dana wypowiedź rzeczywiście ma uzasadnienie w doktrynie danego wyznania, czy też jest luźną, indywidualną interpretacją prawd wiary, niemającą żadnego oparcia w oficjalnym nauczaniu danego kościoła lub związku wyznaniowego. Przykładowo trudno jest znaleźć w dokumentach Kościoła katolickiego uzasadnienia dla nazywania kogokolwiek „zboczeńcem”. Warto też zaznaczyć, że proponowana regulacja mówi o „wyrażaniu przekonań religijnych”, co może odbywać się nie tylko słowem, ale i innym zachowaniem, gestem – mówi mec. Jagura.


Co jest samo w sobie kolejnym problemem – sąd zamiast stosować prawo państwowe, zajmie się rozważaniem, czy nazywanie kogoś zboczeńcem jest usprawiedliwione przekonaniami religijnymi oraz czy ustawienie głośnika obok parady równości i informowanie jej uczestników o niechybnym wiecznym potępieniu, na pewno wpisuje się w traktowanie kogoś z szacunkiem, współczuciem i delikatnością.
- Sąd będzie polegał na prawie kościelnym, powoływał biegłych, którzy je znają, czyli najpewniej duchownych. Bez tego trudno będzie ocenić, czy dana opinia ma zaczepienie w przekonaniach religijnych. Według mnie gryzie się to z zasadą określoności prawa – mówi prof. Borecki. A to – jego zdaniem -  narusza art. 2 Konstytucji, według które RP jest demokratycznym państwem prawa.
- Miejmy nadzieję, że nie jest to otwieranie drogi do legalizacji przemocy, która będzie tłumaczona względami religijnymi – mówi Jarosław Jagura.