Sędzia Gudowski: Małżonkowie mogą pracować w jednym sądzie, ale bez podległości i wspólnego orzekania
Zakaz zawierania związków małżeńskich przez sędziów SN i NSA to nieproporcjonalne ograniczenie prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a także prawa dostępu do służby publicznej oraz do wolności wyboru i wykonywania zawodu – mówi sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku Jacek Gudowski. I wspomina, że orzekanie jego i małżonki – Beaty Gudowskiej – w tym samym sądzie nie stanowiło problemu. Dla nich i dla kierownictwa Sądu Najwyższego.

Krzysztof Sobczak: Wśród wielu zmian wprowadzonych w 2018 roku ustawą o Sądzie Najwyższym jakoś bez echa przeszła ta zakazująca zawierania związków małżeńskich pomiędzy sędziami Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Państwo – Pan oraz Pańska żona Beata Gudowska – wtedy już od dwudziestu lat byliście oboje sędziami Sądu Najwyższego. Czy miało to jakieś reperkusje dla Państwa służby?
Jacek Gudowski: Sędziowskim małżeństwem byliśmy wtedy – w 2018 r. – już od 44 lat, przy czym przed spotkaniem się w 1998 r. w Sądzie Najwyższym zawsze orzekaliśmy w różnych sądach i w różnych ich siedzibach, jak też zasadniczo w innych sprawach. Żona – specjalistka w dziedzinie ubezpieczeń społecznych, mająca za sobą m.in. aplikację w zlikwidowanym w 1975 r. Trybunale Ubezpieczeń Społecznych – rozstrzygała sprawy z tego zakresu, potem także z zakresu prawa pracy, a ja zawsze byłem sędzią cywilistą, zatem nasze kompetencje jurysdykcyjne nigdy się nie nakładały ani nie krzyżowały. Tak samo było w Sądzie Najwyższym, gdzie od 1990 r. orzekałem w Izbie Cywilnej, a żona – od 1998 r. – w Izbie Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych.
Wspomniana przez Pana restrykcja wprowadzona w 2018 r. ustawą o Sądzie Najwyższym nas nie dotyczyła, głównie dlatego, że prawodawca nie opatrzył jej żadną sankcją ani normą międzyczasową. Szybko zresztą odkrył swoją indolencję i ustawą z 20 lipca 2018 r. zastrzegł łaskawie, że zakaz pozostawania w małżeństwie osób będących jednocześnie sędziami Sądu Najwyższego nie dotyczy osób będących już małżonkami w chwili wejścia w życie tego zakazu. A że tylko nas obojga ten przepis dotyczył, mogę śmiało określić go jako „Lex Gudowscy”. Krótko mówiąc, żadne reperkusje nas nie dotknęły, ale szczerze przyznam, że nigdy tego zakazu nie traktowałem poważnie i szybko o nim zapomniałem.
Czytaj: Sędzia Jacek Gudowski doktorem honoris causa UJ>>
Wcześniej były też pewne ograniczenia w tym zakresie - małżonkowie nie mogli pracować w tej samej izbie, orzekać w ramach tego samego składu orzekającego, ani jeden nie mógł podlegać służbowo drugiemu.
Tak, takie ograniczenia były, ale odznaczały się rozsądną proporcjonalnością i stwarzały sędziom swoisty komfort orzeczniczy. Nawiasem mówiąc, miały one zakotwiczenie w art. 84 Prawa o ustroju sądów powszechnych z 1928 r., w czasie prac Komisji Kodyfikacyjnej określonym zresztą przez Aleksandra Mogilnickiego jako „zbyt bezwzględny”. Pewnie dlatego, że stanowił on raczej wyraz panujących w owym czasie skłonności autorytarnych niż rzeczywistej potrzeby ustrojowej, zwłaszcza że kobiet-sędziów, a więc jednego z istotnych ogniw zakazu zawierania małżeństw, w owym czasie prawie nie było. Dotyczył on także sędziów Sądu Najwyższego, będącego wtedy sądem powszechnym, nie stwarzając jednak zakazu zawierania sędziowskich małżeństw, lecz wskazując tylko, że „nikt nie może zostać sędzią” w sądzie, w którym sędzią jest już jego małżonek. Podobne unormowania, choć niezabraniające już „zostania sędzią”, znalazły się później w ustawach o Sądzie Najwyższym z 1984 i 2002 r. oraz w ustawie o ustroju sądów powszechnych z 1985 r.
Ale chciałbym jeszcze dopytać, jak Państwo radziliście sobie z tym, gdy wprawdzie nie pracowaliście w jednej izbie, ale w SN są sytuacje, że sędziowie z różnych izb muszą orzekać razem.
W naszej, mojej i żony, praktyce orzeczniczej, sędziów afiliowanych w różnych izbach Sądu Najwyższego, okazją do jurysdykcyjnych spotkań mogły być tylko bardzo rzadko wyznaczane posiedzenia pełnego składu Sądu Najwyższego, posiedzenia połączonych izb oraz posiedzenia składów powiększonych, tzw. mieszanych, skupiających sędziów różnych izb. Rzecz jasna, nigdy w takich posiedzeniach oboje nie braliśmy udziału, a dbał o to – oprócz nas – pierwszy prezes oraz prezesi Sądu Najwyższego. Jeżeli dobrze pamiętam, z uczestnictwa w takich składach zawsze „rezygnowała” moja żona jako sędzia o krótszym stażu w Sądzie Najwyższym. Oczywiście nigdy nie było między nami jakkolwiek rozumianej podległości służbowej ani tym bardziej małżeńskiej. Mówiąc najkrócej, pozostawanie przez nas w związku małżeńskim nigdy nam nie przeszkadzało, nie stwarzało jakichkolwiek niejednoznacznych sytuacji, ani też w najmniejszym stopniu nie komplikowało pracy Sądu Najwyższego.
Czytaj: Sędzia Gudowski: Potrzebna nowa procedura cywilna, obecnego kodeksu nie da się poprawić>>
Sprawę tej regulacji z 2018 roku nagłośnił teraz rzecznik praw obywatelskich w związku z zamiarem pobrania się przez parę, w której jedna osoba jest sędzią SN, a druga NSA. Czy poważne potraktowanie tego przepisu musiałoby oznaczać rezygnację z urzędu sędziego przez jednego z małżonków?
Tak, słyszałem o tym. Zarazem przypomniałem sobie zakaz, o którym rozmawiamy i o którym właściwie całkiem zapomniałem, zapewne także dlatego, że jest po prostu nierozsądny i stanowczo zanadto opresyjny. Nie, nie chcę spekulować o ewentualnych skutkach naruszenia tego zakazu i możliwościach ich eliminacji, bo wszystkie przychodzące mi na myśl przykłady ośmieszają wymiar sprawiedliwości. No bo co? Zawarcie małżeństwa przez dwoje kochających się sędziów, małżeństwa pozostającego przecież pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej, miałoby być uznane za obarczony szkodliwością ustrojową delikt osądzany przez sąd dyscyplinarny? Jakie wtedy miałoby zapaść orzeczenie i kogo albo kogo przede wszystkim i w jaki sposób napiętnujące? A może to jest ulokowana poza prawem rodzinnym kolejna ustawowa przeszkoda małżeńska, skoro bowiem małżonkowie nie mogą być jednocześnie sędziami Sądu Najwyższego, to sędziowie Sądu Najwyższego nie mogą być jednocześnie małżonkami? Absurd! Podobnie jak zmuszanie kogoś do poniechania decyzji o małżeństwie albo do ustąpienia z urzędu…
Nawiasem mówiąc – może się mylę – formalnie nie istnieje zakaz zawierania małżeństw między sędziami Naczelnego Sądu Administracyjnego a sędziami Sądu Najwyższego. Nie znam przepisu, który by tego zakazywał; zakazy dotyczą tylko małżeństw „wewnątrz” obu tych sądów.
Czytaj: Sędzia Gudowski: Wyłączenie sędziego z braku bezstronności i ustrojowej nieprzydatności>>
Czy w Sądzie Najwyższym były jeszcze inne małżeństwa?
Osobiście nie zetknąłem się w Sądzie Najwyższym z sędziami będącymi małżonkami, ale o dwóch takich małżeństwach wiem. To lata 60. i może 70. W sądach powszechnych zdarzały się one częściej, ale zawsze – a mówię o osobach, które znałem – sędziowie, podobnie jak kierownictwo sądów, dbali o pełną „izolację” orzeczniczą i służbową. Oczywiście byli i są też sędziowie-małżonkowie orzekający w sądach mających różną legitymizację konstytucyjną i w ich matrymonialnych relacjach żadnych utrudnień ani zakazów nie ma.
Był też zakaz małżeństw sędziów i adwokatów.
O tak. W latach 60. ubiegłego wieku w Prawie o ustroju sądów powszechnych wprowadzono zakaz „bycia sędzią” przez osoby, których małżonek wykonywał zawód adwokata, a potem także radcy prawnego. Taki sam zakaz dotyczył osób aspirujących do zajęcia stanowiska sędziego Sądu Najwyższego. Wszystkie te zakazy, uznane za sprzeczne z Konstytucją, zostały zniesione w 1999 r., w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Pomijając dość oczywiste racje konstytucyjne, trzeba napomknąć, że te zakazy sprzyjały powstawaniu dość szerokiej, że się tak wyrażę, szarej strefy prawniczych konkubinatów. Prawo sobie, a życie sobie. W odniesieniu do małżonków – sędziów sądów powszechnych – obowiązywał, podobnie jak w Sądzie Najwyższym przed 2018 r., zakaz orzekania w tym samym wydziale i w tym samym składzie, a także zakaz podległości służbowej.
Przepis wprowadzony w 2018 roku był dążeniem do zachowania zasady bezstronności orzekania w SN i NSA oraz zapewnienia niezawisłości sędziowskiej. Jednak ubocznym skutkiem obecnych przepisów jest jednak chyba zbyt daleko idąca ingerencja w prawa obywatelskie. Czy zgadza się Pan z opinią rzecznika praw obywatelskich, że przepisy te stanowią nieproporcjonalne ograniczenie prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego (art. 47 Konstytucji i art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka)?
Jakkolwiek nie jestem zachwycony wszystkimi wystąpieniami rzecznika praw obywatelskich, zwłaszcza tymi, które dotyczą przywracania praworządności w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości, to jednak w tym wypadku podzielam jego pogląd oraz zajęte stanowisko. Tak, zakwestionowane przez Rzecznika przepisy stanowią nieproporcjonalne ograniczenie konstytucyjnego oraz wynikającego z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego sędziów, będąc jednocześnie wyrazem zgoła normatywnej nieufności dla sędziów sądów najwyższego rzędu. Dodam, że ograniczają one także prawo dostępu do służby publicznej oraz do wolności wyboru i wykonywania zawodu. Rozwiązanie obowiązujące wcześniej, choć miało swoje źródła, o czym już wspomniałem, w skłonnościach autorytarnych kwitnących w latach 20. ubiegłego wieku, było jednak mniej dolegliwe. Rzecznik praw obywatelskich trafnie podnosi, że bezstronność i niezawisłość sędziów stanowi wartość zasługującą na szczególną ochronę, można jednak, a ja rzekłbym – należy, chronić ją za pomocą środków mniej radykalnych i opresyjnych.
Troska ustawodawcy o zachowanie bezstronności w orzekaniu jest uzasadniona, ale jak poradzić sobie z tym problemem, gdy coraz więcej jest związków nieformalnych? Związek formalny zakazany, ale skutków nieformalnego pożycia prawo nie zauważa?
Oto jest pytanie, Panie Redaktorze! Spuśćmy na to zasłonę milczenia, w tym na przykłady związków nieformalnych, które niekoniecznie są tajemnicą.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





