Jacek Kudła: Funkcjonariusz sprawcą zabójstwa? Badania okresowe nie wystarczą
Funkcjonariusze zarówno policji, jak i innych służb działają w permanentnym stresie, nierzadko cierpią na syndrom stresu pourazowego. Badania okresowe, choć są potrzebne, nie wystarczą, by przeciwdziałać ich agresywnym zachowaniom. Potrzebne są m.in. szkolenia wszystkich funkcjonariuszy w zakresie rozpoznawania symptomów np. załamania czy depresji u kolegów, dobrym rozwiązaniem byłyby superwizje i stałe wsparcie psychologów. Nieodzowna jest też praca z rodzinami – pisze Jacek Kudła, biegły sądowy z zakresu czynności operacyjno‑śledczych.

W Ustce doszło do kolejnego tragicznego zdarzenia z udziałem funkcjonariusza służb państwowych, tym razem funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa. Podczas awantury z żoną i jej rodziną mężczyzna ranił śmiertelnie swoją 4‑letnią córkę oraz spowodował obrażenia u pozostałych członków rodziny. Wcześniej, w 2023 r., mieliśmy głośną sprawę Grzegorza Borysa, żołnierza Formozy, który został znaleziony martwy po tym, jak poszukiwano go w związku z zabójstwem 6‑letniego syna. Z kolei w 2025 r. funkcjonariusz Służby Więziennej zastrzelił dwójkę dzieci oraz teściową, a potem targnął się na swoje życie. W wyniku obrażeń zmarł. Te sprawy łączy kilka kwestii. Przede wszystkim to, że dotyczą funkcjonariuszy, ale też fakt, iż nadal brakuje systemowych rozwiązań, które będą takim sytuacjom przeciwdziałać.
Czytaj: Żołnierz sprawcą zabójstwa? Potrzebne zmiany systemowe>>
Przede wszystkim trzeba zapobiegać
Uważam, że jedną ze skuteczniejszych reakcji, które w przyszłości mogłyby takim zjawiskom zapobiec, jest zachowanie najbliższego otoczenia w służbie (w pracy) takiego funkcjonariusza. Zachowania agresywne funkcjonariusza danej służby nie biorą się znikąd. Są one najczęściej widoczne wcześniej, także na etapie służby. Przejawiają się w różny sposób. Taka osoba może np. być bardziej wycofana lub bardziej zestresowana. Takich rzeczy – powiedzmy wprost – trudno nie zauważyć, i to nie tylko kolegom, ale też przełożonym. Oczywiście w służbach panuje dyscyplina i raczej nie ma czasu na analizę problemów rodzinnych, ale przecież trudno nie zauważyć, że coś się dzieje.
Nie chodzi o tzw. „niańczenie” funkcjonariusza, jednak w sytuacjach, które świadczą o tym, że funkcjonariusz zmaga się z osobistymi problemami albo też traumą po przeprowadzonej akcji, powinny zostać wobec niego wdrożone odpowiednie działania. Myślę tutaj o wsparciu – którego obecnie trudno jest w służbie doświadczyć – ze strony środowiska i przełożonych. Przy czym wysłanie takiego funkcjonariusza na urlop czy wyznaczenie kilku dni wolnych od służby, choć co do zasady spełnia wymogi systemowe, rozwiązaniem nie jest. Tu konieczna jest pewna empatia, wsparcie, być może wypracowanie odpowiednich procedur, z włączeniem pomocy psychologicznej lub superwizji.
Sytuacje mogą być różne. Nie zawsze chodzi o konflikt w rodzinie; czasem funkcjonariusz nie wytrzymuje po prostu trudów służby, które z kolei nakładają się na trudną sytuację w domu lub ją wywołują. Do tego dochodzą problemy choćby z nadużywaniem alkoholu – co rzadkie nie jest, ale o czym głośno się nie mówi. Powtarzam: w takiej sytuacji pomoc powinna nadejść przede wszystkim od najbliższego otoczenia w służbie, od kolegów, którzy zmagają się z podobnymi wyzwaniami i problemami.
Testy psychologiczne nie wystarczą
Po każdej takiej tragedii pojawiają się pytania, czy dany funkcjonariusz przechodził badania, testy psychologiczne. Należy sobie powiedzieć expressis verbis: to nie wystarczy. Biorąc pod uwagę obowiązujące przepisy i procedury, nie da się, jedynie przy pomocy badań okresowych czy testów psychologicznych, przeciwdziałać agresji funkcjonariuszy. Potrzebna jest nie tylko „standardowa opieka psychologiczna”, ale również umiejętność reakcji i sama reakcja całego środowiska funkcjonariuszy.
W mojej ocenie konieczne są też szkolenia, które z jednej strony będą uczulać funkcjonariuszy na tego typu przypadki, a z drugiej pokazywać im, jak i kiedy szukać pomocy. Być może należy im też uświadamiać, co powinni robić, by odnaleźć się w życiu w cywilu. Kolejną kwestią jest oczywiście to, na co już zwracałem uwagę – wsparcie psychologiczne. W służbach nadal pokutuje przekonanie, że szukanie pomocy u psychologa czy psychiatry to wstyd, że może się to negatywnie odbić na karierze. Tak nie powinno być. Ludzie ci przecież noszą broń; od nich zależy bezpieczeństwo obywateli, ale też najważniejszych osób w kraju. Trzeba dbać o ich dobrostan psychiczny – i tego w naszym systemie od lat brakuje.
Kolejną kwestią jest sama rodzina. Żona, partnerka, bliscy również powinni mieć możliwość – nawet nieoficjalnego – kontaktu z przełożonym funkcjonariusza, by móc uczulić go, że dzieje się coś niepokojącego i trzeba uruchomić procedury wsparcia. To oczywiście trudne do realizacji, ale być może ta kolejna tragedia powinna stać się podstawą do zmian.




