Lejtmotywem kolejnej kampanii wyborczej stała się walka "z ideologią LGBT",  która ma zagrażać polskim rodzinom. W dyskusję mocno zaangażował się urzędujący prezydent, co po raz kolejny wzbudziło poważne wątpliwości, co do tego, czy w Polsce obowiązują jeszcze standardy demokratyczne.

Czytaj: Wolność ograniczona ustawą, chyba że strona internetowa stanowi inaczej>>

 

Najbardziej homofobiczne państwo UE

W tegorocznym raporcie ILGA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Lesbijek i Gejów, Biseksualistów i Transseksualistów) Polska zajęła ostatnie miejsce w Unii Europejskiej, jeżeli chodzi o ochronę osób LGBT+. Raport opublikowano w maju, czyli jeszcze przed momentem, gdy dyskusja o prawie do formalizowania związków jednopłciowych zamieniła się w rozważania, czy osoby LGBT są ludźmi.

Poza cytowaną już wypowiedzią Andrzeja Dudy, ogromne oburzenie wzbudziły stwierdzenia posła i członka sztabu wyborczego Andrzeja Dudy Przemysława Czarnka, który na antenie TVP Info wygłosił tyradę przeciwko osobom LGBT, podkreślając, m.in. że nie są oni równi innym ludziom. Z kolei Adam Bielan, rzecznik sztabu wyborczego Andrzeja Dudy, podkreślał w rozmowie z Gazeta.pl, że "że część osób homoseksualnych "nie podpisuje się" pod "ideologią LGBT", "zgodnie z którą należy pokazywać np. w miejscach publicznych swoje genitalia".

Czytaj w LEX: Ciszewski Wojciech, Kontrowersje światopoglądowe w miejscu pracy - uwagi teoretycznoprawne do sprawy pracownika krakowskiej Ikea >

 


 

Na taki sposób prowadzenia kampanii zareagowały organizacje międzynarodowe, w tym m.in. Amnesty International. - Nie zgadzamy się na używanie dehumanizującego i nienawistnego języka wobec osób LGBTI i wraz ze Specjalną Sprawozdawczynią Rady Praw Człowieka ONZ do spraw mniejszości chcemy podkreślić, że nie każda wypowiedź o charakterze mowy nienawiści prowadzi do poważnych zbrodni, ale wszystkie zbrodnie z nienawiści poprzedzone są wcześniejszą stygmatyzacją i dehumanizacją określonych osób i podżeganiem do przestępstw - podkreślała organizacja w oświadczeniu.

Na wypowiedzi Andrzeja Dudy i jego współpracowników zareagowała również wiceszefowa Komisji Europejskiej Viera Jourova, która podkreśliła, że zgodnie z unijnym prawem i polską konstytucją każdy człowiek jest równy bez względu na rasę, religię lub orientację seksualną. Według doniesień prasowych na wypowiedzi prezydenta zareagowała również ambasador USA  w Polsce Georgette Mosbacher, która miała poinformować prezydenta, że niemożliwe jest utrzymywanie przyjaznych stosunków z Waszyngtonem i jednocześnie stosowanie dyskryminacyjnej retoryki. 

Czytaj w LEX: W sprawie homofobicznej mowy nienawiści trzeba przeprowadzić dochodzenie. Omówienie wyroku ETPC z dnia 14 stycznia 2020 r., 41288/15 (Beizaras i Levickas) >

Mowa nienawiści wykracza poza wolność słowa

Osoby, którym wytyka się homofobiczne wypowiedzi, często powołują się na korzystanie z wolności słowa. Z tym, że - ani w polskiej Konstytucji, ani w prawie unijnym nie ma ona charakteru absolutnego - świadczy o choćby penalizacja takich zachowań jak zniesławienie lub zniewaga.  Ważne orzeczenie w takiej sprawie zapadło 11 czerwca br. w Strasburgu. Skargę do Trybunału wniósł obywatel Islandii, który został skazany przez tamtejszy sąd na karę grzywny za umieszczanie w internecie komentarzy wyrażających jego pogardę dla osób nieheteronormatywnych. Skarżący nazwał homoseksualność "dewiacją", a homoseksualistów "dewiantami". Został skazany na grzywnę i odwołał się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka tłumacząc, że korzystał z wolności słowa

W wyroku ETPCz podkreślił w tej mierze swoją ustaloną linię orzeczniczą, zgodnie z którą przejawy mowy nienawiści - jako nadużycie prawa podmiotowego - nie podlegają ochronie z art. 10 Konwencji o prawach człowieka. Podkreślił, że przy homofobicznych wypowiedziach nie wolno zasłaniać się wolnością wyrażania opinii i argumentować, że każdy ma prawo do swoich poglądów.



 

Ksenofobia karana surowiej niż homofobia

Sprawca, który zwyzywa lub uderzy kogoś, bo nie podoba mu się jego kolor skóry, może iść do więzienia nawet na trzy lata. Gej lub niepełnosprawny na taką ochronę liczyć nie może, choć motywacja sprawcy popełniającego przestępstwo ma podobny charakter i w równym stopniu zasługuje na potępienie. Od dawna postulowane jest rozszerzenie zakresu art. 257 kk, obecnie penalizującego publicznie znieważenie lub nietykalność cielesną grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości. Ten projekt nie wzbudził nigdy aprobaty władz i to również za czasów rządów Platformy Obywatelskiej.

 


 

Innym pomysłem, zaproponowanym przez Społeczną Komisję Kodyfikacyjną, jest wprowadzenie do Kodeksu karnego przepisu, który zaostrzałby odpowiedzialność za wszystkie umyślne przestępstwa motywowane uprzedzeniami do grupy osób. Stosowany byłby podobnie do przepisu penalizującego występek chuligański i obejmowałby przestępstwa związane z rasą, kolorem skóry, pochodzeniem lub przynależnością narodową albo etniczną, przynależnością wyznaniową albo bezwyznaniowością, światopoglądem, poglądami politycznymi, płcią, orientacją seksualną, tożsamością płciową, wiekiem, niepełnosprawnością lub inną porównywalną podstawą.

 

Trzeba udowadniać, że jest się gejem

Oczywiście brak szczególnego przepisu nie oznacza, że ktoś znieważony homofobicznymi wypowiedziami nie może iść do sądu, jednak dochodzenie sprawiedliwości jest dużo trudniejsze, bo ktoś taki ma bowiem do dyspozycji przepis dotyczący zniewagi lub zniesławnienia (art. 212, 216 kk), a jest to przestępstwo ścigane z oskarżenia prywatnego. W dodatku trudno z niego skorzystać, gdy chodzi o znieważenie ze względu na orientację seksualną.

Pokazała to ostatnio sprawa Kai Godek, która w jednym z programów telewizyjnych stwierdziła, że homoseksualiści chcą adoptować dzieci, by "je molestować i gwałcić" i została oskarżona o zniesławienie. Sąd postępowanie umorzył, bo pokrzywdzeni nie umieli wykazać, że są gejami, a tym samym, że wypowiedź dotknęła ich osobiście. Podobnie kwestia ta wygląda w prawie cywilnym.

 

- Homofobiczne wypowiedzi bez wątpienia stanowią naruszenie dóbr osobistych, choćby w postaci godności i dobrego imienia - mówi adwokat Karolina Pilawska z kancelarii TPZ - Natomiast dochodzenie roszczeń w oparciu o takie naruszenie to kwestia wtórna. Nie wydaje mi się, aby każda homoseksualna osoba jednostkowo mogła skutecznie dochodzić roszczeń z tego tytułu, bowiem wypowiedzi, z którymi mieliśmy w ostatnich czasie do czynienia w debacie publicznej, były skierowane do ogółu. Z pomocą przychodzi tutaj TSUE, który nakazuje, aby podmioty reprezentujące prawa takich osób mogły być uznane za czynnie legitymowane w sprawach o naruszenie dóbr osobistych - dodaje.

 

Odszkodowanie za brak ochrony przed dyskryminacją?

Prawo UE pozostawia państwom członkowskim swobodę w kwestii legalizacji związków partnerskich lub małżeństw osób tej samej płci, nie oznacza to jednak, że daje państwom carte blanche w kwestii poszanowania praw mniejszości.

- Brak wprowadzenia związków czy małżeństw jednopłciowych nie zwalnia także od przestrzegania innych przepisów, które np. wymagają wprowadzenia w prawie krajowym regulacji zakazujących dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, np. w prawie pracy - mówi Jarosław Jagura, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Podobnie jak TSUE, także Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wskazuje, że od decyzji państw zależy ewentualne wprowadzenie małżeństw osób tej samej płci. Jednak w swoich wyrokach ETPC wskazał, że państwo powinno zagwarantować parom LGBT prawne uznanie i ochronę np. przez związki partnerskie - tłumaczy.

 


 

Problemem w tej materii może być jednak dochodzenie roszczeń, również na gruncie prawa unijnego, bo jego stosowanie zależy w dużej mierze od sądów krajowych. Jak podkreśla Jarosław Jagura, unijne prawo i orzecznictwo sądów dopuszcza dochodzenie roszczeń od państwa za naruszenie prawa UE, ale w szczególnych okolicznościach. - Muszą zostać spełnione następujące warunki: naruszony przepis przyznawał jednostce jakieś uprawnienie, naruszenie jest wystarczająco poważne, powstała szkoda, między naruszeniem za szkodą zachodzi bezpośredni związek przyczynowy. Szkoda może być wyrządzona na skutek wydania lub nie wydania aktu prawnego, decyzji administracyjnej lub orzeczenia sądowego. Wobec tego wydaje mi się, że same przepisy Karty Praw Podstawowych UE są zbyt mało konkretne w zakresie formułowania uprawnień jednostek, żeby uznać, że mogą stanowić samodzielną postawę roszczeń - mówi Jarosław Jagura. Tłumaczy przy tym, że Polska nie może wymawiać się od stosowania Karty Praw Podstawowych tym, że podpisała protokół wyłączający jej niektóre zapisy.

 

- Z roszczeniem odszkodowawczym przeciwko państwu jednostka musi zwrócić się do swoich sądów krajowych. To sądy krajowe (czyli np. polskie) są wyłącznie kompetentne do uznania czy takie odszkodowanie powinno być wypłacone czy też nie. Nie ma potrzeby oczekiwania na rozstrzygnięcie TSUE co do tego czy państwo członkowskie naruszyło przepisy UE czy też nie. Oczywiście sąd rozpoznający pozew ma możliwość zwrócenia się do TSUE z pytaniami proceduralnymi, ale na zwykłych zasadach – jeśli potrzebna jest wykładnia prawa UE albo ocena ważności aktu prawa unijnego - tłumaczy Jarosław Jagura.
 

Ochrona praworządności

Dodaje, że możliwe jest też złożenie przez Komisję Europejską skarg do TSUE w związku z nieprzestrzeganiem przez państwa prawa UE. Stało się tak chociażby w przypadku Polski, w kontekście zmian w sądownictwie. Natomiast obywatele UE mogą składać skargi do Komisji Europejskiej, jeśli uważają, że państwo łamie normy unijne.

- Inną możliwość daje także tzw. mechanizm ochrony praworządności, o którym mowa w art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Jest to dość skomplikowana procedura, w efekcie której może nawet dojść do zawieszenia niektórych praw wynikających ze stosowania Traktatów względem danego państwa. Jednak w pewnej mierze jest to procedura polityczna, ponieważ na jej różnych etapach zaangażowani są przedstawiciele państw zasiadający w Radzie lub Radzie Unii Europejskiej.

Jakiś czas temu Komisja wszczęła tę procedurę względem Polski m.in. w związku ze zmianami dotyczącymi sądownictwa. Formalnie nie ma przeszkód, żeby procedura ochrony praworządności dotyczyła także kwestii dyskryminacyjnych, ponieważ może ona dotyczyć naruszenia przez państwo wartości UE, którymi jest równość, zakaz dyskryminacji i poszanowanie praw mniejszości - tłumaczy prawnik.