Mikołaj Kozak: Nie wykreślajmy art. 212 kodeksu karnego
W ostatnim czasie znów ożywiła się dyskusja wokół wyeliminowania z systemu prawnego art. 212 kodeksu karnego, określanego szumnie jako odpowiedzialność karna za słowo. Ujmując to precyzyjniej, nie walczy się o wyeliminowanie tzw. zniewagi (art. 216 k.k), ale od lat forsowany jest postulat, że z pomawiającego (art. 212 k.k) nie powinno się czynić przestępcy. Problem jednak w tym, że słowem reputację człowieka łatwo zniszczyć, a proces cywilny nie zawsze wystarcza – pisze Mikołaj Kozak, adwokat, Kancelaria Kulpa Kozak Adwokaci i Radcowie Prawni.

Jakie kluczowe argumenty są przedstawiane na potwierdzenie tej tezy? Jeden – najczęstszy – sprowadza się do zasady (z którą trudno jest polemizować) subsydiarności prawa karnego. Skoro zwolennicy dekryminalizacji art. 212 k.k. podnoszą, że można walczyć o swoje dobre imię środkami cywilnymi (art. 23 i 24 k.c), żądając m. in. przeprosin, odszkodowania czy zadośćuczynienia - to po co angażować w całą historię prawo karne?
Czytaj: Mikołaj Kozak: Sprzeciwy prokuratorskie powinny zniknąć z systemu prawnego>>
„Wykreślić 212” bo SLAPP-y i presja
W debacie szeroko komentuje się też możliwość wykorzystywania przepisu jako tzw. SLAPP (Strategic Lawsuits Against Public Participation). Zdaniem zwolenników tego argumentu, art. 212 k.k. ma zmuszać do milczenia i wywoływać presję psychologiczną, że dwa słowa za dużo i można stać się oskarżonym (zwłaszcza że ściganie odbywa się właśnie z oskarżenia prywatnego).
Jeszcze inni wskazują, że art. 212 par. 2 k.k. przewiduje możliwość orzeczenia kary pozbawienia wolności za zniesławienie dokonane za pomocą środków masowego komunikowania. Ten argument jest nieco populistyczny, bo tego rodzaju kara to nie tyle biały kruk, co klucz białych kruków, jednak kontestowana jest sama teoretyczna możliwość orzeczenia takiej kary.
Czytaj też w LEX: Charakterystyka pozwów SLAPP (strategicznych pozwów przeciwko udziałowi społecznemu) >
Nie byłbym może tak zdecydowanym zwolennikiem pozostawienia art. 212 k.k. w systemie prawnym, gdyby nie to, że prowadziliśmy w kancelarii w ostatnich latach sprawy, w których słowa i pomówienia niszczyły ludzi, którzy tracili przez nie nie tylko pracę, pieniądze, ale i szacunek i dobre imię. W kilku przypadkach udało nam się tę utraconą czy nadwątloną godność odzyskać i uratować.
Słowo skutecznie niszczy i reputacje, i majątek
Reputacja człowieka może zostać zniszczona równie skutecznie jak np. jego majątek. Fałszywe oskarżenie (nawiasem mówiąc, odrębne przestępstwo) o nadużycia seksualne, korupcję czy niekompetencję, może powodować w skrajnych przypadkach trwałe wykluczenie społeczne.
Skoro – przepraszam za szczerość – „modne” jest nazywanie „przemocą” chyba zbyt wielu rzeczy i zjawisk, w tym również podniesionego głosu czy sposobu komunikacji, to czy nieprawdziwe pomówienie o najdelikatniejsze czyny nią nie jest? Czy przed taką przemocą nie powinna przysługiwać realna ochrona, w razie konieczności również ta daleko idąca, czyli karna? Czy może taka przemoc zasługuje już nie na głosy oburzenia, ale odesłania na zwykłą drogę cywilną?
Czytaj też w LEX: Konwencyjne standardy ochrony dobrego imienia – między prawem do poszanowania prywatności a prawem do swobody wypowiedzi >
A nie wie pan czasem, co takiego powiedział?
Poza tym, proces cywilny nie zawsze bywa wystarczający. Po pierwsze, wymaga co do zasady opłat jako progu wejścia. Po drugie, w sprawach jednoosobowych jest zwykle dłuższy. Po trzecie, nie daje takiego ciężaru symbolicznego jak odpowiedzialność karna za zniszczenie życia – zawodowego czy prywatnego.
Czytaj też w LEX: Dezinformacja jako zagrożenie systemowe i proceduralne dla polskiego wymiaru sprawiedliwości >
Przypomina mi się dobry wojak Szwejk:
- A nie wie pan czasem, co takiego powiedział? (…)
- Tego powiedzieć panu nie mogę, bo nikt się tego nie odważy powtórzyć. Ale było to podobno coś tak okropnego, że pewien radca sądowy, który był przy tym, oszalał od tego i jeszcze dzisiaj trzymany jest w izolacji, żeby się nie wydało (…)”.
Powieść Haska to, jak wiadomo, satyra, ale jak to bywa z satyrami, bywają aż nazbyt prawdziwe. Jak niektórzy być może pamiętają, Szwejka wyrzucono z domu wariatów za głupotę. Skoro tak, to może grzywna za pomówienie nie jest reakcją nadmierną? Mam silne przekonanie, że nie jest, choć odcienie szarości nie są tym, co współcześni komentatorzy prawa lubią najbardziej.
Czytaj też w LEX: Typowe błędy profesjonalnych pełnomocników w pismach procesowych w sprawach karnych >







