LEX EXPERT AI  Jedyny czat AI bazujący na zasobach LEX
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

10 zł za godzinę na zleceniu? Kapitulacja słabego państwa

Nabiera rozmachu inicjatywa wprowadzenia minimalnej stawki na umowach śmieciowych w wysokości 10 zł za godzinę. Nawet minister pracy interesuje się sprawą . Obawiać się jednak należy, że szczytny cel przesłania trudności praktyczne we wprowadzeniu takiego rozwiązania i że mamy do czynienia z pewną grą pozorów - twierdzi adwokat Andrzej Nogal.

Przedsiębiorcy nie bez powodu tak lubią umowy o dzieło i zlecenia. Strony umowy cywilnoprawnej mogą, co do zasady, dowolnie regulować treść łączącej je umowy. W warunkach ekonomicznej równości podmiotów, tego rodzaju rozwiązanie pozwala obu stronom wyważyć swoje interesy. Jeżeli jednak chodzi o umowę łączącą obywatela z przedsiębiorcą, to nie ulega wątpliwości, że to przedsiębiorca określa zasady współpracy. Nie ma więc mowy o rozmaitych przywilejach i ochronie przysługującej pracownikom zatrudnionym na umowę o prace. Nie dla zleceniobiorcy płaca minimalna, urlopy, określony czas pracy, ochrona przed dyskryminacją, pomoc inspekcji pracy, szybkie i tanie rozstrzyganie sporów przed sądem pracy itp. Z punktu widzenia prawa koncern-zleceniodawca i Jan Kowalski-zleceniobiorca są uznawani za równoważnych partnerów obrotu cywilnoprawnego.
To jest fikcja i z tej przyczyny polskie prawo zwalcza "umowy śmieciowe", uznając za podstawową formę korzystania z pracy umowę o pracę. W kodeksie pracy mamy zapis, że zawarcie umowy dotyczącej świadczenia pracy skutkuje nawiązaniem stosunku pracy, bez względu na nazwę, jaką strony nadały umowie (art. 22 kodeksu pracy). Zarówno pracownik jak i inspekcja pracy mogą występować o ustalenie stosunku pracy. Pracodawcom naruszającym prawa pracownicze grożą kary (np. art. 218 i nast. kodeksu karnego) do 2 lat pozbawienia wolności.
Mimo to umowy śmieciowe kwitną, zawierane są masowo nawet w administracji publicznej i jakoś nie słychać, aby organy państwa podjęły zdecydowane kroki, aby tak powszechne lekceważenie obowiązującego porządku prawnego zmienić. Nawet kary są nieproporcjonalnie niskie. Za kradzież z włamaniem słoika z ogórkami można dostać 10 lat. Za oszustwo 8 lat, za posiadanie materiałów pornograficznych 8 lat. Tymczasem za złośliwe i uporczywe naruszanie praw pracowniczych grożą najwyżej dwa lata. Do tego prokuratura niechętnie i zgoła sporadycznie wnosi tego rodzaju akty oskarżenia. Więc i wyroków skazujących prawie nie ma.
Zamiast zmienić taki stan rzeczy i zapewnić poszanowanie obowiązującego prawa, minister pracy pochyla się nad protezą w postaci stawki minimalnej 10 zł za godzinę przy umowie-zleceniu. Powiedzmy sobie szczerze, że tego rodzaju ingerencja ustawodawcza niewiele da. Przedsiębiorcy szanujący porządek prawny już teraz zawierają umowy o pracę i tyle płacą. Ci zaś, którzy polskie prawo lekceważą, a do tego płacą mniej niż 10 zł za godzinę, zamiast zleceń będą zawierać umowy o dzieło. Albo zamiast stawki godzinowej umawiać się na zapłatę określonej kwoty za całość pracy. I tak dalej, pomysłów mogą być tysiące. Poszkodowany zleceniobiorca nie może przecież liczyć na pomoc inspekcji pracy, w sądzie cywilnym jest zdany na własne siły, a płacenie mu mniej niż stawka minimalna nie jest przestępstwem. Prokuratury interesować więc nie będzie.
Natomiast skutkiem ubocznym omawianej zmiany będzie dopuszczenie, kuchennymi drzwiami, umów zleceń tam, gdzie, w chwili obecnej są zawierane umowy o pracę. No bo skoro ustawodawca wprowadza stawkę godzinową, to oznacza, że dopuszcza zatrudnianie w takiej formie ... Poważni pracodawcy z czystym sumieniem będą mogli więc w takiej formie zatrudniać, a wykazanie, że jednak powinni zawierać umowy o pracę będzie podwójnie utrudnione. Za niedługi czas okazać się może, że umów o pracę nikt nie chce zawierać. Po raz kolejny okaże się więc, że minister, rząd i Sejm chcieli dobrze, a wyszło jak zwykle.
Zamiast prac nad półoficjalną legalizacją "śmieciówek" lepiej by było, aby minister pracy skupił się nad problemem nagminnego nieprzestrzegania prawa pracy. Zawierania umów zlecenia, o dzieło, itp. tam, gdzie powinna być umowa o pracę. Albo nad zjawiskiem samozatrudnienia, które częstokroć wykazuje cechy stosunku pracy. Nie ma bowiem nic bardziej demoralizującego niż państwo, które ustala reguły, a następnie przechodzi do porządku dziennego nad ich nagminnym łamaniem. Wtedy legalista okazuje się naiwniakiem, spryciarz człowiekiem interesu, a świat widzi, że dla Polski wzorem jest Grecja.

Autor: Adwokat Andrzej Nogal

Polecamy książki prawnicze