Bezpłatny e-book Greenwashing po decyzjach Prezesa UOKiK – skutki praktyczne i dobre praktyki dla firm
Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Nazwy produktów mięsnych zostaną zastrzeżone, ale unijny wykaz ma luki

Niebawem określenia takie jak „kotlet” czy „stek” zostaną zarezerwowane w UE tylko dla produktów zawierających mięso. W ocenie organizacji konsumenckich efekt prac nad nowymi przepisami jest jednak mylący, bo choć nie zjemy już wegańskiego bekonu, to burgera już tak. Zmiany cieszą natomiast przedstawicieli przemysłu mięsnego.

zywnosc mieso
Źródło: iStock

UE kończy prace nad przepisami, które sprawią, że terminu „mięso” nie będzie można używać w odniesieniu do produktów niepochodzących z mięsa zwierząt rzeźnych.

Unijni prawodawcy uzgodnili 5 marca listę nazw związanych z mięsem, których obejmie zakaz. Znalazły się na niej:

  • antrykot
  • baranina
  • bekon
  • cielęcina
  • drób
  • gęsina
  • jagnięcina
  • kotlet
  • kozina
  • krzyżowa
  • łata
  • łopatka
  • mięso indycze
  • mięso kurcząt
  • mięso owcze
  • mięso z kaczki
  • mostek
  • pierś
  • podudzie
  • polędwica
  • polędwiczka
  • pręga
  • rostbef z kością
  • schab
  • skrzydełko
  • stek
  • udo
  • wątroba
  • wieprzowina
  • wołowina
  • żeberka.

Wstępne porozumienie prawodawców będzie musiało jeszcze w głosowaniu potwierdzić Parlament Europejski oraz państwa członkowskie w Radzie UE.

Mięsa z próbówki nie ma w UE i tak

Francuska europosłanka Céline Imart przekonywała, że zakaz używania nazwy „mięso” w odniesieniu do wszelkich produktów hodowanych laboratoryjnie będzie chronić rolników oraz dziedzictwo rolne i spożywcze.

Zakaz ten będzie jednak symboliczny w odniesieniu do tzw. mięsa z próbówki, bo wciąż nie dostało ono zielonego światła w UE i pozostaje niedostępne na terenie Wspólnoty.

Branża mięsna chce ochrony nazewnictwa

Natomiast zastrzeżenie szeregu słów wyłącznie dla produktów mięsnych będzie stanowić ograniczenie dla branży produktów roślinnych, która pod nazwą „kotleta” czy „steka” wprowadziła na rynek wegańskie lub wegetariańskie alternatywy. Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, widzi w takich alternatywach zagrożenie dla rolników, dla których hodowla zwierząt jest często jedynym źródłem utrzymania.

 – Nagłe wyparcie mięsa przez produkty imitujące go nazwą uderza bezpośrednio w fundamenty ekonomiczne wsi – powiedział PAP Wierzbicki.

O ile duże zakłady przemysłowe są w stanie relatywnie szybko przestawić linie produkcyjne na wytwarzanie substytutów roślinnych, o tyle dla tysięcy polskich rolników taka zmiana oznacza konieczność całkowitej rezygnacji z produkcji zwierzęcej – zaznaczył.

Przemysł mięsny w rozwoju rynku produktów roślinnych widzi też pójście na skróty, jeśli chodzi o dbanie o środowisko.

Wierzbicki zwrócił uwagę, że produkcja zwierzęca jest niezbędnym elementem zrównoważonego rolnictwa, np. jako źródło naturalnego nawozu. – Rezygnacja z niej na rzecz monokultur roślinnych, potrzebnych do produkcji wysoko przetworzonych substytutów, negatywnie wpływa na bioróżnorodność i żyzność gleb. Chroniąc nazewnictwo, chronimy de facto cały model tradycyjnego, wielokierunkowego rolnictwa – podkreślił.

Jest kotlet, nie ma sznycla

Irina Popescu ze zrzeszenia europejskich konsumentów BEUC powiedziała PAP, że z badań jasno wynika, iż używanie „mięsnych” określeń na produkty roślinne nie stanowi problemu dla konsumentów, którzy nie mają trudności z rozróżnieniem mięsnego „żeberka” od jego roślinnego odpowiednika. W jej ocenie wprowadzenie produktów roślinnych pod powszechnie znanymi „mięsnymi” nazwami ułatwiło konsumentom dotarcie do zdrowszej żywności alternatywnej. – Zakaz może więc utrudnić konsumentom dotarcie do tych produktów, a na pewno wprowadzi ograniczenia dla ich producentów, którzy będą musieli zmierzyć się z dodatkowymi ograniczeniami w UE – powiedziała Popescu.

Jak dodała, sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że na unijnej liście nazw zastrzeżonych wyłącznie dla mięsa nie znalazły się wszystkie określenia. Jest tam kotlet, ale nie ma sznycla, jest stek, ale nie ma burgera. Oznacza to, że nadal będziemy mogli zjeść wegańskie nuggetsy, ale już nie znajdziemy roślinnego bekonu.

– Jeśli Europa chce osiągnąć swoje cele w zakresie zdrowia, ale też zrównoważonego rozwoju i klimatu, to konsumenci muszą mieć zapewniony dostęp do zdrowszych alternatyw. To oznacza, że produkty te muszą być bardziej widoczne na półkach supermarketów i w stołówkach, do których chodzimy – powiedziała ekspertka BEUC. Tymczasem w jej ocenie obecna polityka UE sprzyja niezdrowym i niezrównoważonym wyborom w zakresie jedzenia, utrudniając wybór lepszej opcji.

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

Autor:

Polecamy książki biznesowe