Aktualizacja: Sąd Najwyższy nie odpowiedział na najważniejsze pytanie, czyli czy bankom przysługuje roszczenie o bezumowne korzystanie z kapitału po unieważnieniu umowy. Więcej o tym, co orzekł Sąd Najwyższy w składzie 7 sędziów w kwestii rozliczeń między bankiem a kredytobiorcą po upadku umowy można przeczytać tutaj >>

W piątek, 7 maja, Izba Cywilna Sądu Najwyższego w tzw. starym składzie: Dariusz Zawistowski, Paweł Grzegorczyk, Monika Koba, Grzegorz Misiurek, Anna Owczarek, Roman Trzaskowski (sędzia sprawozdawca) i Agnieszka Piotrowska na posiedzeniu niejawnym odpowie na ważne pytania zadane przez prof. Mariusza Goleckiego, rzecznika finansowego (sprawa III CZP 6/21) . Po pierwsze, chodzi o to, jak rozliczają się strony po unieważnieniu umowy. Po drugie, czy bank może pozwać kredytobiorcę m.in.: o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Podobne pytania zadała też I prezes Sądu Najwyższego pełnemu składowi Izby Cywilnej, który ma się zebrać 12 maja. Część ekspertów liczyła, że w tej kwestii wypowie się TSUE w wyroku z 29 kwietnia. Ten jednak stwierdził, że kwestie te podlegają przepisom prawa krajowego. Zatem to w piątek SN zdecyduje, czy banki będą miały "haka" na frankowiczów, ale także czy frankowicze - na banki. Sprawa jest o tyle ważna, że sądy w ponad 80 proc. wyroków orzekają nieważność umowy, a banki już pozywają kredytobiorców. Tymczasem sędzia Roman Trzaskowski w uzasadnieniu do wyroku z 11 grudnia 2019 r. zasugerował bankom, że mogą występować z roszczeniami o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału przy nieważnej umowie. Przedstawiciele frankowiczów twierdzą, że to wykładnia korzystna dla banków. Pozostaje też jeszcze do rozstrzygnięcia sposób, w jaki strony się rozliczają, co też budzi spory.

Zobacz linię orzeczniczą w LEX: Zasady rozliczenia stron w razie stwierdzenia nieważności umowy kredytu udzielonego w CHF (teoria salda i teoria dwóch kondykcji) >

O co zapytał Rzecznik Finansowy

W pierwszym kwartale 2021 roku na ok. 224 wyroki w sprawach frankowych, w 163 sądy orzekły nieważność. Z kolei w 2020 roku na 955 orzeczeń zrobiły to 635 razy. Uznanie umowy za nieważną, oznacza, że strony muszą sobie zwrócić nienależne świadczenia: kredytobiorca kwotę kredytu, a bank wpłacone raty kapitałowe i odsetkowe, ale także koszty uzyskania kredytu. Tyle, że banki stoją na stanowisku, że kredytobiorca musi też zapłacić jakieś wynagrodzenie za to, że skorzystał z udostępnionego kapitału.

Czytaj w LEX: Konstruowanie roszczenia w pozwie frankowym – zagadnienia praktyczne >

Tego poglądu nie popiera także polski rząd, Rzecznik Praw Obywatelskich, prawnicy broniący frankowiczów, a także - Rzecznik Finansowy. Dlatego też rzecznik zapytał Sąd Najwyższy, czy w przypadku  stwierdzenia przez sąd nieważności umowy, stronom umowy przysługują roszczenia, o których mowa w art. 410 par. 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c.? Chodzi o ustalenie, co sobie zwracają strony, ale także czy mogą pozwać o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. W przypadku odpowiedzi pozytywnej, na to pytanie, rzecznik pyta, czy świadczenia nienależne stron powstają w wyniku odpadnięcia podstawy prawnej (conditio causa finita), czy też nieważności czynności prawnej zobowiązującej do świadczenia (conditio sine causa)? W praktyce chodzi o to, czy rozliczenie następuje na podstawie teorii salda czy dwóch kondykcji, i od kiedy liczy się termin przedawnienia, czy od oświadczenia o tym, że umowa jest nieważna, czy daty wypłaty kredytu. Zgodnie z teorią salda - pieniądze zwraca ta strona, która uzyskała większą korzyść. Gdy kredyt nie jest spłacony w całości, może okazać się, że żądanie zapłaty zostanie oddalone, a bank zacznie dochodzić części pozostałej do spłaty. Zgodnie z teorią dwóch kondykcji - każda ze stron zgłasza żądanie zwrotu odrębnie, bez automatycznego kompensowania przez sąd. Jeśli wygra ta druga teoria, ważne jest właśnie, kiedy mija termin przedawnienia.

Zobacz w LEX: Wyliczenie wysokości roszczenia oraz rozliczenie stron nieważnej umowy kredytu - nagranie ze szkolenia >

RF: Strony zwracają sobie, to co świadczyły zgodnie z teorią dwóch kondykcji

Według Rzecznika Finansowego, gdy sąd unieważni umowę, strony będą zobowiązane do wzajemnego zwrotu na swoją rzecz tego, co każda ze stron świadczyła drugiej. Dotychczasowe świadczenia stron realizowane na podstawie nieważnej umowy nie będą mieć podstaw prawnych.  To oznacza zaś, że nie mają prawa do wynagrodzenie za korzystanie z kapitału - uważają tak również Rzecznik Praw Obywatelskich oraz prof. Ewa Łętowska. W uzasadnieniu wniosku nie jest to jednak wyraźnie wskazane, zatem SN wbrew oczekiwaniom nie musi odnosić się do tej kwestii. Tyle, że wniosek RF wraz z uzasadnieniem został upubliczniony niedawno, więc też nie było pewności, jakie argumenty zawiera. Warto jednak przypomnieć, że w wyroku z 29 kwietnia 2021 roku TSUE wskazał, że konsument narażony jest na „roszczenie restytucyjne”, a więc mające przywrócić sytuację pomiędzy stronami sprzed zawarcia umowy. Tyle, że zdaniem Związku Banków Polskich jednym z naturalnych następstw ewentualnego unieważnienia umowy jest powstanie po stronie banku roszczeń o zwrot kapitału kredytu, a także kosztów korzystania z tego kapitału.

Czytaj w LEX: Klauzule abuzywne jako podstawa prowadzenia sprawy frankowej >

- TSUE nie wskazuje, czym są roszczenia  restytucyjne, nie ma żadnego doprecyzowania, TSUE więc nie przesądza czym są, ale też nie wyklucza. A skoro są to roszczenia, które powstają z momentem stwierdzenia nieważności umowy, to są to zarówno roszczenia dotyczące rozliczenia stron, ale także o koszty korzystania z kapitału – mówi Tadeusz Białek, wiceprezes ZBP.

Czytaj w LEX: Teoria dwóch kondykcji – konsekwencje prawne i praktyczne uchwały SN III CZP 11/20 >

Inaczej widzi to adwokat Marcin Szymański, partner w kancelarii Drzewiecki Tomaszek. - TSUE wskazywał już, że przez „skutek restytucyjny” rozumie obowiązek zwrotu przez strony otrzymanych bez podstawy prawnej kwot pieniężnych. To oznacza zwrot świadczeń pieniężnych spełnionych przez strony, lecz nie zapłatę jakiejś formy wynagrodzenia – wskazuje mec. Szymański.

Ponadto Rzecznik Finansowy skrytykował teorię salda. Uznał ją za pozbawioną podstawy w obowiązujących przepisach prawa, ale przede wszystkim za niekorzystną i krzywdzącą dla konsumentów. Kredytobiorcy wskazywali bowiem dotychczas w pozwach, ze względu na rozbieżności w linii orzeczniczej, różne roszczenia. Często wnioskują o zwrot nadpłaty. Jednakże zwykle jest ona niższa, niż kwota kredytu, a wówczas sąd, stosując teorię salda, oddala powództwo o zapłatę, frankowicz w rzeczywistości przegrywa mimo stwierdzenia nieważności umowy, bo pozostaje z pozostałą kwotą kredytu do spłacenia, a także kosztami postępowania. W efekcie wygrywa bank, a jak podkreśla rzecznik, to on ukształtował treść umowy i to on powinien ponieść tego konsekwencje.

Czytaj w LEX: Wartość przedmiotu sporu przy roszczeniach wynikających z kredytów frankowych >

 

Jacek Czabański, Mariusz Korpalski, Tomasz Konieczny

Sprawdź  
POLECAMY

Co mówił Sąd Najwyższy

Nieco inaczej na sprawę patrzył dotychczas SN. W uzasadnienia wyroku z 11 grudnia 2019 roku w sprawie o kredyt frankowy (sygn. V CSK 382/18), który przywołuje Rzecznik w uzasadnieniu, SN w składzie: Teresa Bielska-Sobkowicz (przewodniczący), Roman Trzaskowski (sprawozdawca) i Katarzyna Tyczka-Rote zauważył, że dotychczasowe orzecznictwo TSUE nie wyklucza prawa do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału przy nieważnej umowie. Jego zdaniem zbyt uproszczone jest stwierdzenie, że wskutek uznania podstaw do żądania przez bank wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału, unikałby on negatywnych konsekwencji związanych z zastrzeżeniem niedozwolonego postanowienia. - W wielu przypadkach otrzymane wynagrodzenie byłoby znacznie niższe, niż świadczenia konsumenta spełniane na podstawie niedozwolonej klauzuli – podkreśla SN. Według SN podstawą roszczenia banku może być np. art. 405 k.c. albo art. 224 i następne k.c., stosowane per analogiam, że wynagrodzeniu podlega bezpodstawne (bezumowne) korzystanie przez strony z kapitału kontrahenta. I taką podstawę wskazał w swoim pytaniu Rzecznik Finansowy. Z drugiej strony SN wskazał wówczas, że do rozliczenia stron należy zastosować teorię dwóch kondykcji. 

Zobacz wzór dokumentu w LEX: Ugoda w sprawie wzajemnych roszczeń banku i kredytobiorcy dotyczących kredytu walutowego (frankowego) >

Piotr Bednarczyk, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, zwraca jednak uwagę, że  teoria dwóch kondykcji niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw dla kredytobiorcy. - Podam tylko jeden przykład. Świadczenie kredytobiorcy również nie zawsze odpowiada kanonowi klasycznego rozwiązania. Przecież wbrew pozorom nie zawsze kredyt jest spłacany przez samego kredytobiorcę. Kiedy  umowa zostanie skutecznie zakwestionowana, to nie kredytobiorca, ale osoba trzecia będzie musiała dochodzić świadczenia. A to może oznaczać dodatkowy proces - podkreśla sędzia. 

Adwokat Anna Dombska zauważa, że w innej uchwale SN także wskazał na teorię dwóch kondykcji. - W uchwale z 16 lutego 2021 r. (sygn. III CZP 11/20) Sąd Najwyższy uznał, że w przypadku upadku umowy, każdej ze stron przysługuje odrębne roszczenie o zwrot kwot, które świadczyła. Świadczenie kredytobiorcy dokonywane w celu umorzenia zobowiązania wynikającego z rat, nie może zostać uznane za realizujące faktycznie obowiązek zwrotu kwoty wynikającej z bezpodstawnego wzbogacenia. Banki dysponują podstawami prawnymi dochodzenia roszczeń o zwrot kapitału oraz narzędziami prawnymi, które pozwalają im na realizację tych roszczeń, także przedawnionych. Wymagają one jedynie aktywnej postawy banku, np. wezwania do zapłaty kwoty udostępnionej w ramach nieważnej umowy. Następnie zaś bank może skorzystać choćby z potrącenia, które daje możliwość zaspokojenia swoich przedawnionych roszczeń. Prawo przewiduje możliwość ochrony interesów banku, nie ma zatem konieczności ich ratowania poprzez zmienianie zasad wykładni przepisów - wyjaśnia mec. Dombska. Tyle, że bank zgłaszając potrącenie, przyzna się, że dany warunek umowny jest abuzywny. Dlatego jednak ważna jest kolejna kwestia - terminu przedawnienia.

Czytaj w LEX: Czy roszczenie banku o zwrot kapitału ma charakter przedawnienia? Glosa do wyroku SN z dnia 11 grudnia 2019 r., V CSK 382/18 >

Od kiedy liczyć termin przedawnienia

Powstaje pytanie, od kiedy liczyć moment przedawnienia, czy od odpadnięcia podstawy prawnej (conditio causa finita) czy też nieważności czynności prawnej zobowiązującej do świadczenia (conditio sine causa). Rzecznik Finansowy uważa, że cel ochrony konsumenta w najszerszym zakresie realizuje conditio sine causa. Prof. Ewa Łętowska uważa, że nienależne świadczenie powstaje na skutek odpadnięcia podstawy prawnej (conditio causa finita). Podobnie wskazał SN we wspomnianym już wyroku 16 lutego. -  Ze względu na zastrzeżoną dla konsumenta możliwość podjęcia ostatecznej decyzji co do sanowania niedozwolonej klauzuli i uniknięcia w ten sposób nieważności albo powołania się na nieważność wówczas, gdy klauzula mogłaby zostać zastąpiona przepisem dyspozytywnym, termin przedawnienia roszczeń o zwrot nienależnie spełnionych świadczeń rozpoczyna się od momentu podjęcia przez konsumenta decyzji w tym względzie, zakomunikowania przez niego świadomej, wyraźnej i swobodnej woli co do losu umowy - uzasadnia SN. Tyle, że zdaniem prof. Łętowskiej konsekwencją jest restytucja stanu sprzed zawarcia umowy - wzajemny zwrot świadczeń: kwoty kredytu- sumy spłaconych rat. - W praktyce strony rozliczą się kompensacyjnie, czego jednak nie należy uznawać ze świadectwo rzekomego istnienia w takim wypadku jednej kondykcji jako emanacji tzw. teorii salda jako konstrukcyjnej podstawy rozliczeń w ramach bezpodstawnego wzbogacenia - podkreśla prof. Łętowska. Dzięki temu rozliczenie nastąpi też w jednym postępowaniu sądowym bez narażania konsumenta na kolejne pozwy i koszty. - Pogląd o konieczności uwzględniania roszczeń obu stron (niesłusznie nazywany teorią salda) pojawił się właśnie po to, aby uprościć rozliczenia, zmniejszyć liczbę procesów i chronić jedną stronę (konsumenta) przed upadłością banku albo jego przymusową restrukturyzacją - przekonuje sędzia Piotr Bednarczyk.

Z poglądem prof. Łętowskiej i SN nie zgadza się jednak Damian Nartowski, radca prawny, partner w kancelarii WNLegal Wątrobiński Nartowski. - Postanowienie oceniane jako niedozwolone nie wiąże z mocy prawa, od samego początku. Zwyczajnie takie postanowienie nigdy nie staje się częścią relacji przedsiębiorca – konsument. Od decyzji konsumenta nie zależy, czy umowa stanie się nieważna. Ona już jest nieważna, od samego początku. Konsument może jej ewentualnie przywrócić skuteczność swoją wyraźną, świadomą i wolną wolą. Jest to zatem sytuacja odmienna od tej występującej np. przy wadach oświadczeń woli i konieczności złożenia oświadczenia, które dopiero doprowadzi do nieważności umowy. Dla oceny roszczeń zwrotnych zarówno kredytobiorcy, jak i banku nie ma więc znaczenia to, że umowa była przez pewien czas (jest dalej) wykonywana. Istotny jest bowiem obiektywny stan nieważności umowy - przekonuje mec. Nartowski. Roszczenia konsumenta przedawniają się w terminie dziesięciu lat, a roszczenia banku w terminie trzech lat. Roszczenia banków byłyby więc już w przeważającej części przedawnione. Sądy jednak mogą uwzględniać przedawnienia roszczeń banków o zwrot kwot wypłaconych w wykonaniu nieważnej umowy kredytu z uwagi na względy słuszności (art. 1171 § 1 k.c.).