Jeszcze w poprzedniej kadencji, na początku kwietnia 2019 roku, Parlament Europejski przyjął propozycję nowych przepisów w sprawie przewoźników drogowych, tzw. pakiet mobilności. Obecnie trwają negocjacje nad jego ostatecznym kształtem podczas trójstronnych spotkań przedstawicieli Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Rady UE (złożonej z przedstawicieli rządów), czyli w tzw. trylogu. Polska chce przekonać inne państwa do zablokowania pakietu. Dlaczego?

Czytaj również: Restrykcyjne przepisy o delegowaniu kierowców zagrożą polskim tirom >>

Kontrowersyjny pakiet

Pakiet jest bardzo kontrowersyjny - to jedna z niewielu unijnych zmian, które zgodnie krytykują zarówno europosłowie PiS jak i PO, bo uderza w jednolity rynek, swobodę przepływu usług i towarów, a przede wszystkim polskie firmy transportowe, które mają 30 proc. rynku Świadczenie usług transportowych poza krajem, w którym jest siedziba firmy, będzie droższe i trudniejsze. Będzie trzeba znać przepisy każdego kraju, przez który przejedzie kierowca, ale przede wszystkim wracać na pusto do kraju. Dlatego Polska, a także Węgry, Litwa, Łotwa, Malta, Bułgaria, Chorwacja, Irlandia i Belgia głosowały przeciwko pakietowi. Chciałyby m.in. odejścia od konieczności powrotu ciężarówek do kraju, w którym mieści się główna siedziba firmy transportowej.

 


Polska szuka sojuszników

W poniedziałek Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury, spotkał się z przedstawicielami państw mających podobne zdanie w tej sprawie. Poinformował, że do grupy krajów uznających zapisy za szkodliwe dołączyła Portugalia. W Radzie nie było mniejszości blokującej pójście z pracami do przodu, ale jeśli liczba państw, będąca im przeciw, byłaby wystarczająco duża, prace mogłyby utknąć w miejscu.

- Stanowisko w Radzie UE, w której zasiadają przedstawiciele rządów ulega zmianie i pojawia się coraz więcej przeciwników zapisów pakietu mobilności w takim kształcie, w jakim w ostatnich tygodniach jest on forsowany tutaj w Brukseli - powiedział Andrzej Adamczyk w Brukseli dziennikarzom. 

Według Adamczyka, również Łotysze, Bułgarzy, Rumuni i Finowie mają sceptyczne podejście do proponowanych zmian. Minister spotka się też z przedstawicielami rządów Irlandii i Hiszpanii, licząc na poparcie polskiego stanowiska.

Argumenty ekologiczne

By przekonać inne państwa do zmiany stanowiska, zwłaszcza w sprawie konieczności powrotu samochodów do kraju rejestracji, Polska wykorzystuje argumenty ekologiczne.  - Nasi specjaliści z Instytutu Transportu Samochodowego wyliczyli, że na skutek wprowadzonych przepisów do atmosfery rocznie będzie przedostawało się około 7 mln 300 tys. ton CO2 - zaznaczył Adamczyk. Jak dodał, liczy w tej sprawie na rozsądne podejście nowej Komisji Europejskiej, a także ministrów z Austrii i Niemiec. Ze swoim odpowiednikiem z tego ostatniego kraju Andreasem Scheuerem Adamczyk spotka się jeszcze w poniedziałek, by przekazać mu, że w Niemczech pozostanie ponad 2 mln ton CO2 emitowane przez ciężarówki wracające do kraju rejestracji. 

Kolejne negocjacje z udziałem przedstawicieli państw członkowskich, PE i KE odbędą się 9 grudnia. Będzie to już czwarty trylog w tej sprawie. Minister Adamczyk mówił, że prace są przyspieszane przez Francję i Niemcy.  - Te państwa chcą przepisów, które ograniczą możliwości działalności firm samochodowych transportu międzynarodowego, szczególnie z państw takich jak Polska, Węgry, Litwa, ale także Hiszpania, Portugalia - mówił szef resortu infrastruktury.