Wkrótce zostanie rozpoznana skarga kasacyjna I CSK 519/19 od wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 13 marca 2019 r. (I ACa 681/18) - SN miał się nią zająć 10 września, ale termin został przesunięty. Sprawa jest o tyle ciekawa, że dotyczy kredytu denominowanego, który nie doczekał się jeszcze pogłębionej analizy w orzecznictwie SN. Oczekując na rozstrzygnięcie, warto już dziś zastanowić się nad tezami zaskarżonego orzeczenia i wskazać pytania, na które może chcieć odpowiedzieć Sąd Najwyższy.

 


Kazus, jakich tysiące

Stan faktyczny sprawy można określić jako klasyczny dla kredytów denominowanych. Powodowie w styczniu 2007 r. złożyli wniosek o udzielenie kredytu w kwocie 440 000 zł w walucie CHF – na zakup budynku mieszkalnego. Pracownik banku przedstawił im problem ryzyka kursowego i zmiennej stopy procentowej, jak również przedstawił symulację wysokości rat w PLN i CHF.  W zawartej miesiąc później umowie kwota kredytu wynosiła 189 650 CHF a okres spłaty 360 miesięcy. Kwota kredytu miała zostać wypłacona w złotych po kursie kupna CHF z tabeli banku. Spłata rat obliczonych w CHF następowała przez obciążenie rachunku kredytobiorców kwotą w złotych – obliczoną według kursu sprzedaży z tabeli banku. Za zgodą banku kredytobiorcy mogli dokonać spłaty bezpośrednio w walucie CHF, jak również przewalutować kredyt. Do daty zamknięcia rozprawy powodowie spłacili ok. 273 000 zł i 26 000 CHF, a więc ponad połowę uzyskanej kwoty kredytu. W pozwie domagali się zasądzenia całości wpłaconych kwot powołując się na przepisy o nienależnym świadczeniu, przy czym na skutek zawarcia klauzul przeliczeniowych umowa miała być sprzeczna z ustawą i zawierać postanowienia niedozwolone, co ich zdaniem prowadziło do nieważności umowy.

Sąd Okręgowy oddalił powództwo, nie znajdując w umowie przesłanek do stwierdzenia jej nieważności wobec braku sprzeczności z ustawą czy zasadami współżycia społecznego. Uznał natomiast za abuzywne postanowienia umowy, zgodnie z którymi jeśli wypłata kredytu następuje w PLN lub walucie innej niż waluta kredytu, przeliczenie następuje po kursie kupna z tabeli banku, jak również dotyczące spłaty kredytu po kursie sprzedaży określonym w tabeli banku i zastrzeżenie wymogu dodatkowej zgody banku na spłatę w CHF. Po usunięciu z umowy zakwestionowanych postanowień Sąd doszedł do wniosku, że umowa pozostaje ważna i mogłaby być wykonywana, przy czym wypłata i spłata miałyby następować po kursie średnim NBP, a to na podstawie stosowanego przez analogię art. 41 Prawa wekslowego.

Powodowie w apelacji zarzucili naruszenie art. 69 ust. 1 Prawa bankowego poprzez uznanie, że ważna jest umowa kredytu, w której kwota oddawana do dyspozycji kredytobiorcy nie została wyraźnie określona. Ponadto wskazali na naruszenie art. 385 (1) kc poprzez niezastosowanie przewidzianej w nim sankcji niezwiązania klauzulami abuzywnymi.

 

Jacek Czabański, Mariusz Korpalski, Tomasz Konieczny

Sprawdź  
POLECAMY

Kto widział klauzule denominacyjne?

Sąd Apelacyjny nie zgodził się z zarzutem braku określenia kwoty kredytu, którą bank zobowiązał się oddać do dyspozycji kredytobiorców. W kredycie denominowanym – a takiego dotyczy rozważany wyrok – kwota kredytu inaczej niż kredycie indeksowanym jest od razu wyrażona we frankach szwajcarskich. Jak zauważa SA waluta obca w takiej konstrukcji kredytu nie jest jedynie miernikiem waloryzacji, którym posłużono się w klauzulach przeliczeniowych (indeksacyjnych, waloryzacyjnych) lecz wyraża wartość zobowiązania pieniężnego. Z ostatnią częścią tej wypowiedzi nie sposób się nie zgodzić:  istota kredytu denominowanego polega na wyrażeniu zobowiązania w walucie obcej i właśnie to zobowiązanie jest zabezpieczane hipoteką wyrażoną w tej samej walucie. Jednak wstęp budzi zasadniczą wątpliwość. Czyżby SA utożsamiał klauzule przeliczeniowe z klauzulami indeksacyjnymi kredytu indeksowanego?

Utożsamienie tych trzech pojęć nie jest obce SN (por. wyrok z 29 X 2019 r. w sprawie IV CSK 309/18) ani sądom powszechnym, które niejednokrotnie używały określenia odwrotnej czy odwróconej indeksacji. (por. wyrok SO w Warszawie z 28 września 2018 r. w sprawie XXV C 2207/17). Wypada jednak poddać w wątpliwość jego trafność. Można się spierać, czy klauzule przeliczeniowe w umowie kredytu indeksowanego stanowią postać waloryzacji przewidzianej w art. 358(1) § 2 kc. Moim zdaniem - choć opierają się one na tym samym przepisie Kodeksu - stanowią inną instytucję umowną, skierowaną nie tyle na utrzymanie w czasie wartości świadczenia (jak uczą klasyczne podręczniki prawa cywilnego), ale na możliwość zastosowania „niewłaściwej”, charakterystycznej dla waluty obcej stopy procentowej opartej o stawkę LIBOR. Natomiast nie ma podstaw, aby tego rodzaju klauzule indeksacyjne utożsamiać z klauzulami pozwalającymi na przeliczenie kwoty kredytu denominowanego z CHF na PLN i odwrotnie. Wynika to z konstrukcji i mechanizmu zawierania i wykonania takiej umowy. Można wręcz postawić pytanie, czy pojęcie klauzuli denominacyjnej jest w ogóle potrzebne.

Czy najważniejsze jest niewidoczne dla oczu ?

Kredyt denominowany stanowi starszą odpowiedź rynku finansowego na potrzebę nisko oprocentowanego kredytu w PLN. Tradycyjny kredyt wypłacany i spłacany w złotych a oprocentowany według stawki WIBOR nie spełniał tego zadania. Kredyt oprocentowany według LIBORu  byłby tańszy, ale wymagał finansowania opartego o CHF (niezależnie od jego ekonomicznej postaci). Skoro polscy kredytobiorcy potrzebowali złotówek i mogli spłacać kredyt w złotówkach umieszczenie w umowie stosownych klauzul przeliczeniowych tworzyło swego rodzaju wirtualną walutę oprocentowaną stawką LIBOR. Niezbędne były dwa przeliczenia: pierwsze na złotówki przy wypłacie kredytu i drugie złotówek na franki przy jego spłacie. Sama kwota i waluta kredytu była określona już przy podpisaniu umowy. Tymczasem przy wypłacie kredytu indeksowanego umówiona kwota w PLN była przeliczana na franki – co zapewniało bankowi  zamknięcie jego pozycji walutowej – a następnie każdorazowa rata wyrażona we frankach przeliczana była na złotówki. Jak widać umowy różnią się momentem powstania zobowiązania wyrażonego w CHF: umowa kredytu denominowanego skutkuje powstaniem takiego zobowiązania już w chwili jej podpisania, w kredycie indeksowanym takie zobowiązanie powstaje dopiero w dacie wypłaty kredytu.

Próba wyjaśnienia istoty umowy kredytu denominowanego przez porównanie z kredytem indeksowanym niesie jednak ze sobą pewne niebezpieczeństwo związane z kwotą kredytu. W kredycie indeksowanym oczekiwana kwota kredytu jest zasadniczym elementem wniosku kredytowego i niemal zawsze można ją określić jako indywidualnie uzgodnioną z bankiem. Tymczasem w kredycie denominowanym indywidualne uzgodnienie kwoty kredytu było zjawiskiem rzadkim, żeby nie powiedzieć wyjątkowym. Kredytobiorcom zależało na złotówkach, więc we wnioskach wskazywali kwoty w złotych – z zaznaczeniem, że kredyt ma być denominowany. Określenie kwoty kredytu w CHF niemal zawsze następowało  przez bank, który nie był w tym zakresie związany umową i miał przez to znaczącą swobodę. Przeliczenie (czyli właśnie denominacja) w różnych bankach mogło nastąpić bowiem po kursie z daty złożenia wniosku (jak w wyroku SO w Warszawie II C 1575/16), z daty wydania decyzji kredytowej czy wreszcie z daty wydrukowania umowy (por. wyrok SA w Warszawie I ACa 66/18). Swoboda ustalenia kwoty kredytu dotyczyła również rodzaju kursu przeliczenia: niemal zawsze był to kurs kupna określony w tabeli banku. Im kurs niższy (a więc im większy spread) tym wyższą wartość miało zobowiązanie wyrażone w CHF, a więc i podstawa do naliczenia odsetek. Jak widać zawarte w umowie klauzule przeliczeniowe nie miały żadnego wpływu na wartość zobowiązania w CHF. Jak więc można je traktować jako postać waloryzacji – jak widział to SN w wyroku IV CSK 309/18 ?  

Oddać do dyspozycji: co właściwie powinien zrobić bank?

Sąd Apelacyjny wskazuje dalej w uzasadnieniu, że zgodnie z art. 69 ust.1 Prawa bankowego bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy określoną kwotę środków pieniężnych. Z ustalonego stanu faktycznego wynikało, że bank przelał kwotę w CHF na rachunek kredytu, a następnie z niego dokonał wypłaty w PLN zaspokajając roszczenie powodów. Zdaniem Sądu pytanie, czy bank oddał do dyspozycji kredytobiorców sumę w CHF jest pytaniem o należyte wykonanie zobowiązania przez bank, a nie pytaniem o ważność umowy kredytu. Przelanie kwoty w CHF na rachunek kredytu miało oznaczać wykonanie zobowiązania banku. Należy bowiem odróżnić essentialia negotii umowy kredytu  od sposobu oddania określonej sumy do dyspozycji kredytobiorcy.

Po raz kolejny trudno zanegować odróżnienie proponowane przez Sąd Apelacyjny. Czy jednak przelanie kwoty kredytu na wewnętrzny rachunek banku w istocie oznacza oddanie kwoty kredytu do dyspozycji kredytobiorcy? Pytanie nie doczekało się w literaturze prawniczej przekonującej odpowiedzi – co łatwo stwierdzić, sięgając po dowolny komentarz do Prawa bankowego. Przecież dopóki kredytobiorca nie może zwolnić się ze swoich zobowiązań przy pomocy środków uzyskanych jako kredyt, nie powstanie obowiązek zwrotu kredytu. Wyraźnie widać to w kredytach złotowych: czy przelanie kwoty kredytu na wydzielony rachunek banku już zwalnia ten bank z zobowiązania? Jeśli tak – to o co właściwie kredytobiorca mógłby pozwać bank  odmawiający wypłaty kredytu po złożeniu dyspozycji wypłaty? Albo co będzie podlegać zwrotowi jako nienależne świadczenie banku w razie nieważności umowy? Dobry opis istoty kredytu od dawna mają ekonomiści, dla których umowa kredytu to podstawa prawna kreacji pieniądza opartego na długu. Pożyczka wymaga przeniesienia własności rzeczy albo środków pieniężnych, a więc wcześniej posiadania własności pieniędzy. Dlatego każdy, kto jest właścicielem określonej sumy pieniężnej może udzielić pożyczki. Tymczasem bank nie musi być właścicielem środków oddawanych jako kredyt, ponieważ przed udzieleniem kredytu one jeszcze nie istnieją. Zainteresowanych odsyłam do artykułu Roberta Gwiazdowskiego, którym rozpoczął głośna polemikę z prof. Łętowską, oraz do literatury ekonomicznej poświęconej systemowi rezerwy cząstkowej.  

Co jest oczywiste?

Podobnie jak w I instancji Sąd Apelacyjny uznał klauzule przeliczeniowe za abuzywne, powołując się na swoje wcześniejsze orzecznictwo. Takie klauzule nie zostały indywidualnie uzgodnione, a pozostawienie wyłącznie bankowi możliwości określania rat kredytu zostało uznane za rażące naruszenie interesów konsumenta. Wydawać by się mogło, że w obecnym stanie orzecznictwa taka wypowiedź należy traktować jako bezsporną. Sąd Najwyższy  traktuje ją wręcz za oczywistość (por. wyrok III CSK 159/18). Należy jednak zgłosić dwie wątpliwości natury nie tylko formalnej.

Pierwsza – akcentowana w sprawach dotyczących kredytów indeksowanych - dotyczy zgodności niektórych klauzul przeliczeniowych z 353 (1) kc. W szeregu orzeczeń także sądy apelacyjne uznawały, że odesłanie do tabeli kursowej banku bez wskazania podstaw określania kursu waluty w istocie pozwala bankowi na dowolne – bo pozbawione możliwości następczej kontroli zgodności z umową – określanie swojego zobowiązania (np. w apelacji warszawskiej wyroki VI ACa 361/18 lub V ACa 567/18). Widać to wyraźnie przy wypłacie kredytu na podstawie umowy kredytu denominowanego. Strony umawiają się na 189 650 CHF, ale ile PLN otrzyma kredytobiorca, zdecyduje wyłącznie bank. Podobnie przy spłacie kredytu: przykładowa rata wyniesie 560 CHF, ale ile PLN z tego tytułu pobierze bank również zależy wyłącznie od niego. Pytanie o dopuszczalność takiej umowy powinno znaleźć odpowiedź w wyrokach obu instancji, wszakże sprzeczność czynności prawnej z ustawą sądy powinny brać pod uwagę z urzędu. W sprawie V CSK 382/18 Sąd Najwyższy jedynie zasygnalizował problem, broniąc się przed jego rozwiązaniem przepisami o zakresie zaskarżenia. Może tym razem – oby przy szerzej sformułowanych zarzutach kasacyjnych – pytanie doczeka się odpowiedzi SN.

Druga kwestia dotyczy zaliczenia klauzuli przeliczeniowych do postanowień określających główne lub tylko uboczne świadczenia stron. W przypadku kredytu indeksowanego analogiczne pytanie nie doczekało się jeszcze dobrego rozstrzygnięcia, choć ostatnie kilkanaście miesięcy przewagę ma stanowisko zaliczające je do elementów świadczenia głównego. W przypadku kredytu denominowanego problem nie został chyba jeszcze dostrzeżony. Tymczasem rzecz nie sprowadza się do zastosowania akademickiej dychotomii. Prawidłowa kwalifikacja otwiera drogę do badania abuzywności: uznanie klauzul przeliczeniowych (razem bądź osobno) za element głównego świadczenia wiąże się z badaniem jednoznaczności ich sformułowań – jak wskazał TSUE w wyroku C-186/18 także w kontekście ekonomicznym. Po drugie przyjęcie jednej z kwalifikacji będzie miało zasadniczy wpływ na ocenę możliwości dalszego trwania umowy. Przeliczenia z pewnością nie stanowią essentialia negotii umowy kredytu, ale czy może bez nich istnieć umowa kredytu denominowanego?  Idąc dalej wypada zapytać – zwłaszcza wobec nakazu poszukiwania postanowień abuzywnych z urzędu – czy nieuzgodniona indywidualnie kwota kredytu została wyrażona w sposób jednoznaczny, a więc czy konsumentowi udzielono właściwego pouczenia o ryzyku kursowym? Zainteresowanych odpowiedzią odsyłam do wyroków Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawach XXVC 3101/18 i XXV C 2725/18. 

Sąd Apelacyjny – choć uchylił się od wyraźnej kwalifikacji – wskazuje, że umowa może być wykonywana bez klauzul przeliczeniowych. Skoro pozwany wykonał swoje zobowiązanie oddania do dyspozycji kredytobiorców kwoty w CHF to pozwani są nadal zobowiązani do zwrotu pozwanemu tej kwoty. W świetle wcześniejszego wywodu taka teza nie daje się łatwo zaakceptować. Skoro pozwany nie mógł świadczyć złotówek (po usunięciu klauzuli przeliczeniowej) a nie wypłacił kwoty we frankach, to czy spełnione przez niego świadczenie ma podstawę prawną w umowie? I odwrotnie: jeśli kredytobiorcy powinni świadczyć wyłącznie w CHF, to na jakiej podstawie prawnej bank ma prawo zatrzymać raty spełnione w PLN? I pytanie zasadnicze: skoro klauzule przeliczeniowe są abuzywne, to czy kredytobiorcy w ogóle należy się zwrot jakiejkolwiek kwoty i w jakiej wysokości powinien on spełnić swoje świadczenie? Na to pytanie Sąd Apelacyjny nie daje żadnej odpowiedzi.

Czy czekamy tylko na wyrok?

Już tak krótka analiza pokazuje, że tradycyjne podejście do wyroku II instancji - a więc spojrzenie wyłącznie poprzez podstawy kasacyjne - nie doprowadzi do oczekiwanego przez sądy powszechne ujednolicenia orzecznictwa w sprawach kredytów denominowanych. Osobiście chciałbym, aby podobnie jak TSUE również i Sąd Najwyższy w każdym orzeczeniu starał się udzielić przydatnej niższym instancjom odpowiedzi. Aby to nastąpiło w rozważanej sprawie, niezbędne byłoby nie tyle ocenianie poszczególnych zarzutów, co całościowe rozważenie istoty umowy kredytu denominowanego i skutków, jakie może przynieść nieważność lub abuzywność jej postanowień. Rozstrzygniecie w przedmiocie zarzutów kasacyjnych po takim wstępie – odnoszącym się do postawionych pytań – powinno być już jedynie rozwiązaniem sylogizmu. Wydaje się, że taka próba została podjęta w wyroku IV CSK 309/18, ale jej rezultat daleki jest od zadowalającego.

Nie znając szczegółowo akt sprawy, a zwłaszcza skargi kasacyjnej, nie sposób przewidywać sentencji wyroku Sądu Najwyższego. Jeśli jak dotychczas zaskarżone orzeczenie zostanie uchylone, chciałbym znaleźć w uzasadnieniu takie tezy, które dzięki swojej ogólności dadzą się przenieść do spraw zbliżonych. Bo na oddalenie skargi kasacyjnej i wyraźne potwierdzenie przytoczonych poglądów Sądu Apelacyjnego chyba jeszcze za wcześnie: brak jest uporządkowanego i spójnego wyrażenia poglądów orzecznictwa, a komentowany wyrok niewiele wnosi w tym zakresie. Być może ten brak zostanie dostrzeżony i w jakiejś części naprawiony nowymi badaniami orzecznictwa w sprawach frankowych, jakie niedawno miało rozpocząć Biuro Studiów i Analiz SN. Oby ich szeroki zakres pomógł Sądowi Najwyższemu w wydaniu trafnego rozstrzygnięcia nie tylko w sprawie I CSK 519/19.
Statystyczny sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie miał szansę zetknąć się co najwyżej z trzystoma – czterystoma sprawami frankowymi, a kredyty denominowane nie stanowią w nich nawet połowy. Oznacza to możliwość przeanalizowania 10 - 20 umów różnych banków Instytucja mająca dostęp do akt spraw z całego kraju z pewnością posiada większe możliwości badawcze, a więc jej pomoc z natury rzeczy będzie cenniejsza.