- Do tej pory politycy stali po drugiej stronie niż artyści. Teraz mam nadzieję, że staną po naszej stronie, po stronie kultury - powiedziała Urszula Dudziak, wokalistkia jazzowa i kompozytorka na wstępie obrad okrągłego stołu w sprawie praw autorskich.

Spotkanie zostało zorganizowane w Warszawie 22 marca br. z inicjatywy europosła Ryszarda Czarneckiego w odpowiedzi na apel Urszuli Dudziak.

Jednak z przebiegu debaty nie wynikało, że dojdzie do jakiegokolwiek porozumienia między twórcami cyfrowymi a wydawcami i artystami tradycyjnymi. Zresztą i tak jest za późno by cokolwiek zmienić w projekcie dyrektywy - zaznaczył Czernecki.

Kontrowersje wokół filtrowania

Dyrektywa ma zmienić zasady publikowania i monitorowania treści w internecie. Nowe przepisy wzbudzają sporo emocji w niektórych państwach UE, zwłaszcza w Polsce, gdzie określane były nawet mianem ACTA2.

Najwięcej kontrowersji budzą artykuły 11. i 13. dyrektywy. Przeciwnicy tych regulacji mają wątpliwości czy przepisy nie będą ograniczały wolności słowa w internecie. Polska, Holandia, Włochy, Finlandia i Luksemburg nie poparły wypracowanego porozumienia w Radzie UE w tej sprawie.

Czytaj: Dyrektywa autorska korzystniejsza dla twórców niż serwisów>>
 

Art. 13. wprowadza obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich, natomiast art. 11. dotyczy tzw. praw pokrewnych dla wydawców prasowych.

Muzyk Marek Kościukiewicz stwierdził, że nie widzi żadnych zagrożeń dla wolności w interencie wynikających z przepisów dyrektywy. - Ochrona twórców, takich jak muzycy czy piosenkarze jest konieczna - powiedział Kościukiewicz. -  Wielkie koncerny wykorzystują twórczość, dołączają reklamy, z czego płyną zyski, ale nie dla wykonawców. Ci dostają tylko znikomy procent dochodów - dodał. I podkreślił, że jeśli ta dyrektywa nie zostanie podjęta, to straci na tym polska kultura i twórcy.

Kampanię przeciw tej dyrektywie prowadzą takie koncerny jak Google i Youtube przeciwko 12 organizacjom twórców w Polsce i 279 na świecie - stwierdził bloger, kreator i menedżer kultury Stanisław Trzciński.  

Wydawcy prasy i opinia ZAIKS

Dr Wiesław Podkański, reprezentujący Izbę Wydawców Pracy i Stowarzyszenie Kreatywna Polska rozwiewał kilka mitów związanych z planowaną dyrektywą.

Po pierwsze dyrektywa nie dotyczy indywidualnych użytkowników internetu, małych i średnich przedsiębiorstw (są kryteria obrotu rocznego 10 mln euro, liczba pracowników, 3 letni okres działalności). A po drugie - jest w niej zakaz tzw. generalnego monitoringu. I to od ministra będzie zależeć jaki przyjmie zakres implementacji - podkreślił dr Podkański.

- Nie ma też w dyrektywie zakazu stosowania memów, linków i pastiszu - akcentował przedstawiciel prasy. I dodał, że kwestia ograniczenia wolności to jest potencjalne zagrożenie. - To tak jakby kierowca znając kodeks drogowy nie wsiadał do auta, gdyż może zdarzyć mu się wypadek - stwierdził

Czytaj: Parlament Europejski bliżej uchwalenia nowej dyrektywy autorskiej>>
 

Wynagrodzenie twórcom powinno być płacone uczciwie, jeśli tej dyrektywy nie będzie, to piractwo w Polsce będzie kwitło. Obecnie jesteśmy na trzecim miejscu w Europie w tej kategorii - przypomniał Podkański. - Dyrektywa to kolejny krok na przód w zakresie wolności słowa. A nasz minister kultury stanął po stronie gigantów amerykańskiej kultury - zaznaczył.

Podobnego zdania był adwokat Łukasz Łyczkowski z ZAIKS - u. Jego zdaniem już czas na zmianę regulacji unijnych, gdyż obowiązują one od 18 lat. Regulacja jest konieczna, dlatego że filtrowanie, profilowanie, handlowanie danymi interentowymi, w sumie - korzystanie z kultury jest wyjęte spod regulacji europejskich. Obecnie twórca musi uzyskać 33 tys. kliknięć, aby wypłacono mu złotówkę za jego ciężką pracę. - Dziwię się, że nie ma woli rządu i konsumentów, aby ten stan zmienić - dodał adwokat.

Argumenty przeciwne dyrektywie

Platformy, których dotyczy artykuł 13., powinny podpisać licencje z właścicielami praw na treści chronione prawem autorskim. Jeśli platforma nie otrzyma takiej licencji, będzie musiała usunąć treści wskazane przez właściciela praw. Jeśli platforma nie dopełni obowiązków, będzie odpowiedzialna za nielegalne treści wrzucane przez użytkowników.

- Art. 13 Dyrektywy unijnej może doprowadzić do katastrofy - uważa Kamil Bolek, reprezentujący środowisko twórców cyfrowych. -  Publikujemy 240 filmów dziennie na platformach cyfrowych. Wypłaciliśmy 20 mln twórcom. Teraz, po wejściu w życie dyrektywy każda platforma może być pozwana za to, że jej uczestnik w tle swojego filmu wrzuca obraz lub muzykę. Odpowiedzialność za wykorzystanie cudzych utworów z użytkownika obecnie spadnie na platformę.

Dyrektywa nie będzie przeciwdziałać piractwu - zaznaczyła dr Ewa Infeld, zajmująca się naukowo infrastruktura internetu. - Wyjątki zastosowane w dyrektywie dla małych firm mogą być niewłaściwie wykorzystane. Opłaty za linki są promocją treści radykalnych i prostych - mówiła.

Racje polskiego rządu

Głównym argumentem polskiego rządu przeciwko przyjęciu dyrektywy chroniącej twórców jest obawa przed cenzurą w internecie. Dlatego przedstawiciele PiS w Parlamencie Europejskim będą głosować przeciwko przyjęciu dyrektywy, tak jak eurosceptyczny Ruch Siedmiu Gwiazd.

Zdaniem ministra Pawła Lewandowskiego artyści powinni więcej zarabiać i ich prawa powinny być lepiej chronione. - Rząd jest za ideą jednolitego rynku cyfrowego. Jednak kompromis przyjęty przez Parlament Europejski to precedens, który idzie za daleko, wchodzi w kolejne sfery życia społecznego - dodał.

 


- Projekt dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym wprowadza dodatkowe obostrzenia, które nie odpowiadają oczekiwaniom społeczeństwa - powiedział minister. - W nowej kadencji Parlamentu Europejskiego musimy zająć się tą sprawą, gdy będzie mniejsza presja.

Tymczasem portal Kreatywna Polska informuje, że aż 66,5 proc. badanych uważa, że polscy eurodeputowani powinni poprzeć tę dyrektywę.

Ochrona praw użytkowników platform

Warto dodać, że według projektu opłatami nie będą objęte: encyklopedie internetowe, takie jak np. Wikipedia, archiwa edukacyjne i naukowe oraz platformy pasywne (tzw. usługi w chmurze dla indywidualnych użytkowników jak Dropbox), platformy w ramach otwartego dostępu, platformy sprzedażowe jak Ebay czy Amazon i wszystkie platformy, których głównym celem nie jest dostęp do treści objętych prawem autorskim (np. portale randkowe) ani ich magazynowanie.

Art. 11., określany przez jego przeciwników jako podatek od linków, odnosi się do tego, jakie elementy artykułu dziennikarskiego mogą być publikowane przez agregatory treści bez konieczności wnoszenia opłat licencyjnych. Regulacje wymagają, by platformy, takie jak np. Facebook, płaciły posiadaczom praw autorskich za publikowane przez użytkowników treści albo kasowały takie materiały. Wydawcy prasy będą mieli możliwość negocjowania licencji z platformami i agregatorami treści.

Nowe prawo nie dotyczy hiperlinków, a wraz z nimi krótkiego wyciągu z artykułu. Na mocy przepisów wydawcy mają obowiązek dzielenia się wpływami z nowego prawa z autorami danej publikacji.