Dziś jedyną karą, zarówno za rażące zaniedbania jak i niewielkie uchybienia popełnione przez diagnostę pojazdu, jest cofnięcie mu uprawnienia do badania technicznego pojazdów na okres 5 lat. Tak stanowi art. 84 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Przepis nie daje jednak żadnych uprawień do miarkowania kary. Jak wskazują przedstawiciele branży, identycznej karze podlega diagnosta, który świadomie nie przeprowadził badań technicznych pojazdu i wbił pieczątkę w dowodzie rejestracyjnym, jak i ten, który nie sprawdził sprawności spryskiwaczy do szyb.

Restrykcyjne przepisy

Decyzję w sprawie kary wydaje organ (starosta, prezydent miasta) jeżeli w wyniku przeprowadzonej kontroli stwierdzono:

  1. przeprowadzenie przez diagnostę badania technicznego niezgodnie z określonym zakresem i sposobem wykonania;
  2. wydanie przez diagnostę zaświadczenia albo dokonanie wpisu do dowodu rejestracyjnego pojazdu niezgodnie ze stanem faktycznym lub przepisami.

Dopiero po upływnie 5 lat od dnia, w którym decyzja o cofnięciu uprawnień stała się ostateczna, diagnosta może starać się ponownie o uprawnienia.

Tak restrykcyjne przepisy od lat krytykują przedstawiciele branży. Wskazują, że w przypadku innych zawodów regulowanych (np. lekarza, pielęgniarki czy adwokata) regułą jest postępowanie dyscyplinarne z gradacją kar. Od upomnienia i nagany, przez karę pieniężną, aż po zawieszenie i pozbawienie prawa wykonywania zawodu.

 


- Przepis prawa o ruchu drogowym mówiący o pozbawieniu diagnosty uprawnień jest ewenementem - mówi Waldemar Witek prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Diagnostów Samochodowych.

W myśl art. 84 ust. 3 ustawy, cofnięcie uprawnień diagnoście jest obligatoryjne, niezależne od stopnia przewinienia i jego rodzaju.

Minister łagodzi sankcje

Procedowany projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw przewiduje, iż w przypadku stwierdzenia podczas kontroli nieprawidłowości, co do przedmiotu, zakresu lub sposobu przeprowadzenia przez diagnostę badania technicznego, organ nadzorujący, może wydać: postanowienie o obowiązku np. usunięcia przez diagnostę w wyznaczonym terminie stwierdzonych nieprawidłowości lub ukończenia przez diagnostę w terminie 3 miesięcy od dnia wydania postanowienia warsztatów doskonalenia zawodowego.

Czytaj też: Będą surowe kary za przekręcanie licznika >

- Podkreślenia wymaga, że cofnięcie uprawnień diagnoście, w drodze decyzji administracyjnej, będzie następowało w przypadku rażącego naruszenia przez diagnostę przepisów dotyczących badań technicznych, a nie w przypadku drobnych, nieumyślnych pomyłek - wyjaśnia Andrzej Bittel, wiceminister infrastruktury w odpowiedzi na interpelację poselską w tej sprawie.

Jednocześnie projekt ustawy przewiduje skrócenie do 2 lat okresu, po upływie którego diagnosta z cofniętym uprawnieniem będzie mógł ponownie ubiegać się o uzyskanie nowego świadectwa kompetencji diagnosty. Będzie on też musiał odbyć szkolenie specjalistyczne oraz zdać egzamin kwalifikacyjny.

Zdaniem ministerstwa, stworzenie zamkniętego, obszernego katalogu naruszeń oraz sankcji za te naruszenia, byłoby trudne z uwagi na zakres zadań nakładanych przepisami prawa na diagnostę i przedsiębiorcę prowadzącego stację kontroli pojazdów, a praktyka dotychczasowych kontroli wskazuje na konieczność indywidualnego rozpatrywania spraw.

Inna kara dla diagnosty, inna dla przedsiębiorcy

Poprawiono też przepisy w zakresie karania jednocześnie i diagnostów, i  przedsiębiorców prowadzących stacje kontroli pojazdów. Tym samym, jak wyjaśnia ministerstwo, przedsiębiorca nie będzie odpowiadał za celowe zaniedbania diagnosty i odwrotnie. Projekt ustawy przewiduje możliwość odwołania się od decyzji administracyjnej do organu wyższej instancji, którym będzie minister właściwy do spraw transportu (teraz to Samorządowe Kolegium Odwoławcze).

Przedstawiciele branży sceptycznie patrzą na to, czy ministerstwo poradzi sobie z taką masą odwołań od decyzji dyrektora TDT. Przedstawiciele resortu zapewniają natomiast, że minister może przesunąć z istniejącego zasobu kadrowego osoby do rozpatrywania odwołań od decyzji.

Czytaj też: NIK: Potrzebne działania, które ograniczą emisje spalin >

Starostowie nie radzą sobie z kontrolą

Nowelizowane przepisy to konsekwencja wdrożenia przez Polskę Dyrektywy Parlamentu Europejskiej i Rady Europy 2014/45/EU w sprawie okresowych badań zdatności do ruchu drogowego pojazdów silnikowych i ich przyczep. Mają też podnieść jakość wykonywanych badań technicznych pojazdów, a tym samym poprawić bezpieczeństwo w ruchu drogowym i oddziaływanie na środowisko naturalne.

Zdaniem ministerstwa, obecny nadzór starostów na przedsiębiorcami prowadzącymi stacje kontroli pojazdów jest zły. Potwierdził to m.in. raport Najwyższej Izby Kontroli zarówno z 2009 roku jak i z 2017 roku, w którym Izba stwierdzała, że starostwa sprawowały nadzór nierzetelnie i z naruszeniem przepisów prawa. Ministerstwo przytacza też dane pozyskane od Inspekcji Transportu Drogowego – wynika z nich, że blisko 12 proc. kontroli przeprowadzonych przez inspekcje kończy się zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego, a w ok. 80  proc. przypadkach przyczyną tego jest zły stan techniczny skontrolowanych pojazdów. Resort opiera się też na ankietach, które skierował do starostw. Wynika z nich, że większość starostw nie jest przygotowanych merytorycznie i kadrowo do nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów. Aż 76 proc. ankietowanych urzędów przyznało, że pracownik odpowiadający za te kwestie ma w gestii także inne zadania - m.in. nadzór nad taxi i transportem własnym.

Kompetencje przejmie dyrektor TDT

Założeniem projektowanych zmian jest odebranie starostom nadzoru nad stacjami kontroli pojazdów i przekazanie tych kompetencji Dyrektorowi Transportowego Dozoru Technicznego. Ma się tym zajmować specjalnie wydzielona „komórka nadzoru TDT". Autorzy nowelizacji podkreślają, że dyrektor TDT jest już organem właściwym w sprawie homologacji pojazdów. Od 2004 roku jest też organem, który wykonuje sprawdzenia stacji kontroli pojazdów w zakresie zgodności warunków lokalowych oraz wyposażenia kontrolno-pomiarowego. Może się więc zająć całościową kwestią zarządzania i nadzoru nad systemem badań technicznych pojazdu.
- Przedmiotowy projekt przewiduje stworzenie spójnego systemu badań technicznych pojazdów mającego zapewnić wysoki poziom badań technicznych i poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego, jak również umożliwiać sprawne reagowanie, eliminowanie i zapobieganie nieprawidłowościom związanym z przeprowadzaniem badań technicznych przez diagnostów - zapewnia  minister Bittel w odpowiedzi na interpelacje poselską.

Branża ma obawy

- TDT może być takim superurzędem, bo w jego ręku będzie zbyt dużo kompetencji. Już jest już wiele uwag, co do działalności tego organu - mówi Waldemar Witek prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Diagnostów Samochodowych.

Zastrzeżenia ma także Warszawskie Stowarzyszenie Stacji Kontroli Pojazdów. Prezes stowarzyszenia Kazimierz Zbylut widzi ułomności w działaniu nadzorczym starostw, ale podkreśla, że cały system łącznie z rejestracją pojazdu funkcjonuje nieźle. Zauważa, że proponowany nowy nadzór TDT wymaga zbudowania od podstaw i też będzie rozproszony, bo stacje kontroli pojazdów funkcjonują w terenie. Także pracownicy TDT nie mają nie tylko uprawnień, ale wiedzy i doświadczenia w przeprowadzeniu badań technicznych pojazdów.

Więcej przydatnych materiałów znajdziesz w SIP LEX:

Badania techniczne, stacje kontroli pojazdów i osoby wykonujące badania techniczne >

Cofnięcie diagnoście uprawnienia do wykonywania badań technicznych >

Linia orzecznicza: Podstawy cofnięcia uprawnień diagnoście pojazdów mechanicznych >