LEX Budownictwo - Promocja miesiąca
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Architekci biorą się za podpisywaczy, w kolejce geodeci

Osoby z uprawnieniami budowlanymi, które masowo podpisują się pod projektami, muszą liczyć się z tym, że ich działalności przyjrzy się samorząd zawodowy. Rekordziści potrafią "stworzyć" prawie dwa projekty w każdy dzień roboczy. Zjawisko „pieczątkowców” to także tajemnica poliszynela wśród geodetów, którzy są w trakcie tworzenia ustawowych podstaw dla swojego samorządu.

kobieta kask geodeta ladowarka
Źródło: iStock

Problem podnosi Izba Architektów RP w piśmie kierowanym do Tomasza Gałązki, zastępcy dyrektora Departamentu Architektury, Budownictwa i Geodezji w Ministerstwie Rozwoju i Technologii (MRiT). Ministerstwo zażądało od samorządu architektów wyjaśnień, dlaczego okręgowi rzecznicy odpowiedzialności zawodowej wszczynają postępowania wobec najbardziej „pracowitych” architektów, posiadających uprawnienia budowlane, których jedyną przesłanką wydaje się być liczba wykonywanych projektów. Resort uzasadniał swoje stanowisko także troską o wolny rynek, zażądał do samorządu uwzględnienia „realiów wykonywania zawodu architekta w Polsce”. O co poszło? Trzej najwięksi projektowi stachanowcy, którymi zainteresowali się rzecznicy mają odpowiednio po 255, 345 i 440 projektów rocznie. Architekt-rekordzista może dorównywać najbardziej „pracowitym” lekarzom na kontraktach, gdyż w ciągu trzech lat podpisał 1320 projektów przy 250 dniach roboczych rocznie, czyli prawie dwa w każdy dzień pracy.

Pieczątkowcom mówią stanowcze „nie”

Izba Architektów RP jest stanowcza: uprawnienia budowlane mają charakter osobisty i nie mogą być udostępniane, wynajmowane, ani przekazywane przedsiębiorstwu, ani osobom trzecim. Formalny podpis architekta nie może zastępować jego rzeczywistego udziału w wykonywaniu samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie. Ustawa z 15 grudnia 2000 r. o samorządach zawodowych architektów oraz inżynierów budownictwa (Dz. U. z 2025 r. poz. 1783) przewiduje odpowiedzialność dyscyplinarną m.in. za zawiniony brak przestrzegania przy wykonywaniu czynności zawodowych obowiązujących przepisów oraz zasad wiedzy technicznej bądź łamanie zasad etyki zawodowej. Katalog kar przewiduje – w skrajnych przypadkach – nawet wyrzucenie z samorządu, a wiec i z zawodu na co najmniej dekadę.

Izba dziwi się, skąd wątpliwości MRiT w tej kwestii. Zaznacza, że procedura sprawdzająca wszczynana przez rzeczników dyscyplinarnych to jeszcze nie skazanie ani stygmatyzacja.

Liczba projektów przypisanych jednemu architektowi może stanowić uzasadnioną przesłankę do wszczęcia postępowania wyjaśniającego, jeżeli w konkretnych okolicznościach rodzi obiektywne wątpliwości co do możliwości ich rzeczywistego i należytego wykonania. Prowadzenie takiego postępowania nie oznacza ustanowienia limitu liczby projektów ani ograniczenia wolności działalności gospodarczej. Weryfikacja rzeczywistego udziału architekta w procesie projektowym stanowi realizację ustawowego obowiązku sprawowania nadzoru nad należytym i sumiennym wykonywaniem zawodu – odpisuje do MRiT Renata Święcińska, przewodnicząca zespołu ds. ochrony zawodu w Izbie.

Izba stoi też na stanowisku, że patologie nie mogą zmieniać treści ustawy.

 Jeżeli przez „realia rynku” rozumie się rozwój przedsiębiorstw projektowych, zatrudnianie pracowników, specjalizacje, outsourcing lub korzystanie z podwykonawców – IARP nie kwestionuje tych zjawisk. Jeżeli jednak pojęcie to miałoby oznaczać możliwość wykonywania czynności charakteryzujących samodzielne funkcje techniczne przez osoby nieposiadające odpowiednich uprawnień, przy jednoczesnym formalnym przypisaniu odpowiedzialności architektowi posiadającemu uprawnienia, taka interpretacja musi zostać stanowczo odrzucona. Nie jest bowiem rola samorządu zawodowego dostosowywanie wykładni przepisów ustawowych do praktyk rynkowych, które pozostają  z nimi w sprzeczności. To rynek musi funkcjonować w granicach prawa, a nie prawo być interpretowane w sposób odpowiadający praktykom rynkowym – podkreśla Święcińska w piśmie do ministerstwa.

Prawo.pl poprosiło w środę 14 bm. ministerstwo o ustosunkowanie się do zarzutów architektów, ale do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi w tej sprawie.

Tajemnica poliszynela u geodetów

Zjawisko podpisywaczy dotyczy nie tylko osób  z uprawnieniami budowlanymi.

Problem tzw. "pieczątkowców" odnosi się do praktyki, w której geodeta uprawniony podpisuje (firmuje swoimi uprawnieniami) operaty i inne dokumenty geodezyjne, wykonane przez osoby lub firmy nieposiadające takich uprawnień, bez należytego nadzoru nad realizacją tych prac. Czyli mamy na myśli takie sytuacje, w których rola tzw. pieczątkowca ogranicza się jedynie do formalnego „przybicia pieczątki” na dokumentach, bez angażowania się w proces ich tworzenia, ani w kontrolę ich jakości – opisuje na swoim blogu ten mechanizm dr hab. Waldemar Izdebski, prof. Politechniki Warszawskiej, były Główny Geodeta Kraju (w latach 2018-2022).

Izdebski od lat próbuje badać rzeczywistą skalę tego problemu, ale napotyka trudności, występując z wnioskami o dostęp do informacji publicznej, przez to jest stroną wielu spraw przez sądami administracyjnymi. Z jego częściowych ustaleń wynikało, że na ponad 8000 geodetów uprawnionych około połowa pracowała na rzecz dwóch lub większej liczby firm, ale była też osoba, która obsługiwała swoimi podpisami aż 20 podmiotów. Geodeta-rekordzista w ciągu dwóch i pół roku podpisał się pod prawie 8,5 tysiącem prac.

Kwestia "pieczątkowców" wypływa przy okazji przygotowywanej w MRiT nowelizacji ustawy z 17 maja 1989 r. – Prawo geodezyjne i kartograficzne (Dz. U. z 2024 r. poz. 1151). Resort chce bowiem zmienić kluczowy art. 11 ustawy, określający kto jest wykonawcą prac geodezyjnych. Obecnie wykonawcą prac geodezyjnych może być m.in. przedsiębiorca, który – w przypadku gdy wykonywane prace geodezyjne podlegają obowiązkowi zgłoszenia do organów Służby Geodezyjnej i Kartograficznej – ma obowiązek ustanowić kierownika prac geodezyjnych legitymującego się odpowiednimi uprawnieniami zawodowymi, czyli geodetę uprawnionego. Nie ma jednak obowiązku zatrudnienia takiej osoby, zawarcia umowy o działo bądź zlecenia. Z kolei projektowana zmiana art. 11 za wykonawcę prac geodezyjnych uznawałaby jedynie osobę posiadająca uprawnienia zawodowe w dziedzinie geodezji i kartografii. Wykonawca prac geodezyjnych realizowałby prace osobiście lub przy pomocy innych osób działających pod jego bezpośrednim nadzorem. Prace ciągną się wolno od ponad roku (numer projektu w RCL-UD60, w lipcu projekt był omawiany na rządowym komitecie ds. cyfryzacji), a gdy ruszyły w poprzednie wakacje, stanowisko w tej sprawie zajęło m.in. Polskie Towarzystwo Geodezyjne (PTG). Jak podkreśla PTG, około 60 proc. osób świadczących usługi geodezyjne (w szczególności jednoosobowych działalności gospodarczych) nie posiada uprawnień zawodowych geodety uprawnionego. Tajemnicą poliszynela jest też, że często prace geodezyjne wykonują osoby bez uprawnień zawodowych, a geodeta uprawniony jest jedynie "podpisywaczem/pieczątkowcem" przesyłanych mu operatów technicznych.

 Jak zatem osoby nieposiadające uprawnień geodezyjnych „radzą sobie” na rynku usług geodezyjnych? Schemat działania jest niezwykle prosty: przedsiębiorca jako wykonawca zgłasza prace geodezyjne, wskazując kierownika prac. Co istotne – wskazany kierownik prac w żaden formalny sposób nie potwierdza swojej roli. Znane są przypadki, w których kierownik prac został wskazany bez swojej wiedzy i zgody. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy jedynym celem „wykonawcy prac geodezyjnych” jest uzyskanie informacji, np. o właścicielach działek. Takie praktyki stają się coraz powszechniejsze, szczególnie w środowisku projektantów czy biur obrotu nieruchomościami. Kierownik prac geodezyjnych podpisuje elektronicznie operat techniczny. Często jedyną czynnością kierownika jest złożenie podpisu pod operatem – zazwyczaj za symboliczną opłatą, bez żadnego dokumentu księgowego i z pominięciem obowiązków podatkowych. Z powszechnie dostępnych informacji – znanych zarówno środowisku geodetów, jak i pracownikom Służby Geodezyjnej i Kartograficznej – wynika, że tzw. „etatowy podpisywacz” potrafi miesięcznie podpisać od kilku do kilkudziesięciu operatów technicznych dla różnych, niezależnych wykonawców - podkreślało w swoich wyjaśnieniach PTG zaznaczając, że może przez to dochodzić do naruszania przepisów RODO.

Rośnie też ryzyko nadużyć w dostępie do danych przestrzennych – osoby nieuprawnione, działające pod pozorem wykonywania prac geodezyjnych, mogą uzyskiwać dane osobowe i informacje o nieruchomościach bez rzeczywistego celu zawodowego. To otwiera pole do nadużyć, wyłudzeń i naruszeń prywatności obywateli.

Stąd też jednak duży opór wśród firm geodezyjnych przeciwko zmianie art. 11. Do ministerialnych propozycji zgłoszono oficjalnie, w ramach konsultacji publicznych, kilka uwag. Jednym z przeciwników zmian jest geodeta Grzegorz Wolak. Jego zdaniem, wystarczająca jest obecna odpowiedzialność dyscyplinarna (opisana w rozdziale ósmym ustawy z 1989 r. ). Opisane w niej procedury działają od wielu lat.

Zgodnie z oceną regulacji w roku 2023 prowadzone były 134 postępowania wyjaśniające (w tym 62 umorzono), skierowano 64 wnioski o ukaranie, przeprowadzono 48 postępowań dyscyplinarnych – podkreśla Wolak, zaznaczając, że jak na ok. 30 tysięcy podmiotów na rynku, to niewiele (tylko 0,16 proc.).

U mierniczych słabszy samorząd

Geodeci nie mają też silnego i umocowanego ustawowo samorządu zawodowego, jak architekci bądź inżynierowie budownictwa. Co ciekawe, pierwsze postulaty i projekty powołania takiego samorządu pojawiły się już ponad 100 lat temu. Obecnie prace nad specjalną ustawą samorządową trwają w ramach Zespołu ds. utworzenia samorządu zawodowego geodetów, który skupia przedstawicieli geodetów i urzędników z Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii (GUGiK), ale są na wstępnym etapie i nie zostały jeszcze oficjalnie zaanonsowane w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów. Choć eksperci omówili już prawie wszystkie rozdziały przyszłej ustawy regulującej zasady działania samorządu zawodowego (w tym rozdział siódmy poświęcony odpowiedzialności dyscyplinarnej), to dopiero w przyszłym tygodniu zajmą się przepisami przejściowymi, które zawsze budzą szereg kontrowersji, gdyż określają, kto z już funkcjonujących w tej branży zostanie automatycznie przepisany do samorządu, a kto będzie musiał się starać o potwierdzenie uprawnień, doszkolenie itp.

Izdebski jednak uważa, że pieczątkowcy nie powinni być bezkarni.

Działania typowych "pieczątkowców" są jednak niedopuszczalne z punktu widzenia etyki zawodowej, ale także przepisów prawa, bo jeżeli geodeta jedynie podpisuje dokumenty bez weryfikacji lub fałszywie potwierdza wykonanie pracy, może zostać oskarżony o fałszowanie dokumentów (art. 270 k.k.) lub poświadczenie nieprawdy (art. 271 k.k.), co może skutkować grzywną, ograniczeniem wolności lub pozbawieniem wolności do pięciu lat – pisze Izdebski.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

Polecamy książki biznesowe