Nazwa leku w piosence nie musi być reklamą ani naruszeniem
Jak wyjaśniają prawnicy w odniesieniu do popularnej piosenki, w której pada nazwa leku, takie użycie nie musi od razu oznaczać nadużycia, nawet jeśli mamy do czynienia z ochroną znaku towarowego. Jest jednak kilka warunków do spełnienia - nie może m.in. wiązać się z ukrytym przekazem reklamowym. Ale granica bywa cienka - w niektórych przypadkach problemem może być jednak odróżnienie zwyczajnego użycia słowa od kryptoreklamy.

Chodzi o utwór „ZAKOCHAŁEM SIĘ POD APTEKĄ” wykonywany przez Taco Hemingwaya, Rumaka i Livkę. W tekście narrator „idzie rano po Solpadeinę” i prosi o rozpuszczalną tabletkę. Spotyka się jednak z odmową farmaceutki, która mówi mu, że: "Już pan tamtą zużył, był pan w środę/ To jest silny proszek, więc dać nie mogę/ Są zasady, wie pan, niech pan dba o zdrowie/ I mniej alkoholu, tyle panu powiem”.
Solpadeine to generalnie lek przeciwbólowy, wskazany do stosowania w krótkotrwałym leczeniu ostrego bólu o umiarkowanym nasileniu, który nie ustąpi po leczeniu innymi lekami przeciwbólowymi o łagodniejszym działaniu (np. po samym paracetamolu). Jedna tabletka zawiera trzy substancje czynne: 500 mg paracetamolu, 8 mg fosforanu kodeiny i 30 mg kofeiny. Kodeina z kolei to słaby opioid, należący do substancji psychoaktywnych (choć o słabszym działaniu, niż np. fentanyl czy morfina). W przypadku nadmiernego lub długotrwałego stosowania, kodeina może doprowadzić do uzależnienia psychicznego i fizycznego, dlatego lek należy stosować w jak najmniejszych dawkach i jak najkrócej. W trakcie terapii nie wolno również spożywać alkoholu. Solpadeine jest dostępna bez recepty, dlatego zdarzają się przypadki, w których jest nadużywana i stosowana niezgodnie z przeznaczeniem, w celach odurzających i tzw. „rekreacyjnych” (w dużych dawkach, przekraczających terapeutyczne), do których nawiązano w piosence. Jeśli farmaceuta podejrzewa, że pacjent może chcieć wykorzystać lek w taki sposób, może odmówić sprzedaży, mimo braku konieczności posiadania recepty.
Piosenka zyskała ogromną popularność, co z kolei przyniosło dość nieoczekiwany skutek: trend w popularnym serwisie społecznościowym, który spowodował wykupywanie leku w aptekach przez młodych ludzi. Łukasz Pietrzak, główny inspektor farmaceutyczny, w rozmowie z Polską Agencją Prasową poinformował, że instytucja podjęła działania wyjaśniające w tej sprawie. Zapytano m.in. firmę odpowiedzialną za produkcję leku o to, czy udzieliła zgody na użycie nazwy w piosence – na razie nie podano publicznie informacji o odpowiedzi.
Czytaj również: Urzędnicy badają rapową promocję Solpadeiny
Nazwa leku nie zawsze jest znakiem towarowym
„Społeczna” kwestia to jedna odsłona sprawy, powstaje jednak pytanie, czy gdyby okazało się, że firma nie wiedziała o użyciu nazwy, mogłaby wystąpić do artysty z roszczeniami. Prawo własności intelektualnej i dotyczące znaków towarowych ma bowiem swoją własną specyfikę w przypadku rynku farmaceutycznego, o czym mówi serwisowi Prawo.pl Wojciech Biernacki, senior associate, kierownik Zespołu Prawa Nowych Technologii w Kancelarii Prawnej Grant Thornton. Jak wyjaśnia, generalnie w świetle prawa własności przemysłowej nie możemy monopolizować słów, które są opisowe i mówią nam o stanie rzeczy.
- W uproszczeniu, żaden przedsiębiorca nie może mieć wyłączności na nazwę typu: „smaczny kotlet”, „zimny pieróg”, „tabletka na kaszel” itp. Bo jeżeli mielibyśmy wyłączność firmy na używanie danego określenia, to tak naprawdę w ogóle nie moglibyśmy się nimi posługiwać. Tak samo wygląda sytuacja z lekami: jeśli ktoś miałby wyłączność np. na słowo „ibuprofenum” czy „paracetamolum”, w zasadzie w ogóle nie moglibyśmy posługiwać się nazwami substancji czynnych w rozmowach, obrocie handlowym – wyjaśnia ekspert.
Jak podkreśla, z jednej strony przedsiębiorcom zależy na tym, by mieć taką wyłączność, bo nazwa marki często jednoznacznie kojarzy się z tym, jaki biznes się z nią wiąże.
- Nie dotyczy to jedynie nazwy firmy, jako znak towarowy może być zarejestrowane np. logo albo motto. To jest jedna strona medalu, również na rynku farmaceutycznym. Z drugiej strony, nie powinno się dopuścić do monopolizowania rzeczy, które nie powinny być monopolizowane, np. generyczne słowa, nazwy rodzajowe czy nazwy chemiczne. I w momencie, gdy te dwa aspekty się spotykają, to nawet gdyby producent chciał zastrzec nazwę leku, która zawiera składnik czynny, to nie mógłby tego zrobić. Urząd patentowy powiedziałby mu bowiem, że ten znak nie spełnia minimalnych wymogów – zaznacza.
To z tego względu nie zawsze producent zdecyduje się na to, by nazywać swój lek wprost nazwą łacińską od użytej w nim substancji. Nie da się go bowiem wówczas odróżnić od konkurencji, bo wszystkie tego typu leki mogłyby się tak nazywać. Dlatego pojawiają się nazwy leków, które są pewną „przeróbką”, nawiązaniem do substancji, które już można prawnie chronić. Dlatego też w prawie farmaceutycznym istnieją międzynarodowe nazwy niezastrzeżone, tzw. nazwy INN (ang. International Nonproprietary Name).
Służy to właśnie temu, by producenci nie mieli wyłączności na nazwy, które są potrzebne w komunikacji w ochronie zdrowia. One powinny być zachowane jako wiarygodne informacje o tym, co znajduje się w lekach, np. w kontekście substancji czynnych. A skoro nikt nie ma nazwy na wyłączność – wszyscy mogą jej używać. Trzeba jednak zaznaczyć, że są przypadki, w których mamy rzeczywiście do czynienia ze znakiem towarowym. Z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku leku Solpadeine – wyjaśnia Wojciech Biernacki.
Samo użycie nazwy to jeszcze nie naruszenie
Czy mamy więc automatycznie do czynienia z naruszeniem, gdy zastrzeżona nazwa leku jest wykorzystywana w piosence? Jak podkreśla ekspert, warto zaznaczyć, że nawet w momencie, gdy firma farmaceutyczna ma zarejestrowany znak towarowy, nie oznacza to, że nie możemy używać danej nazwy zupełnie. Wyłączność dotyczy tylko zakresu, w jakim dotyczy marki lub pochodzenia.
- Możemy mieć więc dwie sytuacje: w pierwszej posługujemy się nazwą w obrocie handlowym, reklamie itp., generalnie w celu reklamowym. Druga sytuacja dotyczy użycia słowa, ale nie w funkcji znaku towarowego. Naszym zdaniem, Taco Hemingway użył nazwy nie jako komunikatu handlowego, ale tak, jakby zwyczajnie wspominał go w rozmowie. To trochę tak, gdyby ktoś na blogu opisywał swoje przeziębienie i wymieniał nazwy leków, wskazując, że jeden z nich pomógł, drugi zaszkodził itd. – ocenia ekspert.
Zastrzega jednak, że możemy mieć oczywiście do czynienia z przypadkami granicznymi, czy jeszcze mamy do czynienia z użyciem słowa, czy już z przekazem handlowym. Z takim problemem spotkać się można zwłaszcza w social mediach, w których pojawia się jakiś post, choć obecnie mamy już wytyczne Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, dotyczące obowiązkowego oznaczania płatnych współprac.
Jak zwraca uwagę dr Anna Banaszewska, radca prawny (prowadzi indywidualną praktykę), co do zasady podmiot odpowiedzialny za lek Solpadeine mógłby skierować roszczenia do Taco Hemingwaya w dwóch przypadkach. Pierwszy dotyczyłby sytuacji, kiedy tekst naruszałby dobra osobiste podmiotu odpowiedzialnego – co, jak zaznacza prawniczka, nie ma tutaj miejsca. Drugi to natomiast naruszenie prawa ochronnego do znaku towarowego lub gdyby wprowadzono w błąd co do pochodzenia towaru.
Jednakże ochrona znaku słownego (zarejestrowanej nazwy, sloganu), co do zasady, nie oznacza automatycznie zakazu jego użycia w tekście piosenki, o ile użycie to nie ma charakteru komercyjnego, wprowadzającego w błąd co do pochodzenia towarów lub nie narusza dóbr osobistych. Celem bowiem ochrony znaku towarowego jest odróżnianie produktów jednego przedsiębiorcy od drugiego na rynku. Użycie nazwy w piosence "Zakochałem się w aptece" w wersie "idę rano po Solpadeine” czy też „cześć, kupiłam Ci Solpadeinę" nie może być uznawane za działalność konkurencyjną - podkreśla prawniczka.
Dr Banaszewska wskazuje, że naruszenie ochrony znaku słownego mogłoby mieć miejsce, gdyby nazwa marki została wykorzystana w piosence w sposób, który sugeruje, że to konkretna firma jest twórcą lub sponsorem utworu, wprowadzając konsumentów w błąd. - A tak nie jest. Użycie cudzego znaku towarowego w piosence w celach satyrycznych, krytycznych lub w ramach wolności artystycznej jest zazwyczaj chronione i nie stanowi naruszenia - podsumowuje.
Czytaj także: Mem z klocków Lego nie musi być naruszeniem
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.








