Paweł Maczyński: Fasadowe zmiany w ustawie o pomocy społecznej
W ocenie skutków regulacji wskazano, że nowelizacja ustawy nie rodzi kosztów dla budżetów państwa i samorządów. Projekt ustawy ewidentnie je ukrywa. Myślę, że resort rodziny chce uniknąć pytań Ministerstwa Finansów i samorządowców. Chodzi m.in. o mieszkalnictwo, nowe zadania związane z kręgami wsparcia oraz obowiązek opracowania lokalnych strategii polityki społecznej i deinstytucjonalizacji – mówi Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej.

Beata Dązbłaż: Znamy już projekt nowelizacji ustawy o pomocy społecznej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jak Pan ocenia, proponowany w nim kierunek zmian w pomocy społecznej?
Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej: Myślę, że ten projekt ma jedną istotną wadę, to znaczy, że jest bardzo niespójny. W gruncie rzeczy nie wyznacza nowych kierunków w pomocy społecznej, ale wprowadza przepisy, które mogą być realnym utrudnieniem dla funkcjonowania i udzielania pomocy osobom najbardziej potrzebującym.
Dlaczego Pan tak sądzi?
Jest to zbiór różnych oczekiwań poszczególnych organizacji i pomysłów samego ministerstwa rodziny. Z jednej strony najbardziej niepokoi mnie fasadowość tego projektu, a z drugiej strony, jego chaotyczność. Wprowadza niezrozumiałe dla mnie przepisy. Jako członek Zespołu ds. reformy pomocy społecznej przy Ministerstwie Rodziny na niektóre z nich patrzę ze zdziwieniem, bo w ogóle nie były przedmiotem rozmów w Zespole. Na który zresztą ministerstwo rodziny bardzo często się powołuje, uzasadniając zmiany w nowelizacji ustawy o pomocy społecznej.
Myślę, że warto powiedzieć o kontekście pracy tego Zespołu. Od jego powołania minęły ok. dwa lata i bardzo często słyszymy, jak ministerstwo informuje opinię publiczną, że Zespół pracuje nad zmianami. Tymczasem ostatnie jego spotkanie odbyło się w ubiegłym roku. Nie liczę spotkania z początku tego tygodnia, już po opublikowaniu nowelizacji w Rządowym Centrum Legislacji, kiedy Zespół został o tym fakcie poinformowany. Dowiedzieliśmy się o ostatecznym kształcie tego projektu, gdy został już przekazany do konsultacji publicznych. Ciężko więc mówić, i mówię to jako członek Zespołu, że to Zespół opracowuje zmiany lub je aprobuje. Niekiedy do projektu wrzucano też zmiany wprost niezgodne z rekomendacjami Zespołu. Wydaje mi się, że szanse na to, żeby wdrożyć kompleksową zmianę systemu pomocy społecznej, maleją z dnia na dzień. Praca nad tzw. małą nowelizacją ustawy o pomocy społecznej, o której rozmawiamy, trwała ok. półtora roku. Ministerstwo Rodziny nie zrealizowało też zapowiadanego przez siebie dużego projektu corocznej waloryzacji kryteriów dochodowych, choć wiele o nim mówiło. Dlatego trudno mówić o realnej zmianie.
Zobacz też w LEX: Przyznawanie świadczeń z pomocy społecznej w praktyce - osoby uzależnione i ich rodziny >
Jak Pan ocenia kierunek deinstytucjonalizacji proponowany w projekcie? Na przykład do domów pomocy społecznej (DPS) mają już nie trafiać dzieci.
Myślę, że wyznaczony kierunek deinstytucjonalizacji jest co najmniej niespójny z innymi rodzajami wsparcia, a już na pewno nieprzemyślany, co do ograniczania ryzyk i zagrożeń np. dotyczących pozostawienia osób najbardziej potrzebujących bez szans na pomoc. Zakłada proces, w którym odchodzi się od instytucji całodobowych, które nam i każdemu europejskiemu krajowi, są nadal niezbędne i potrzebne, nawet jeśli słusznie stawiamy na pomoc w środowisku lokalnym jako pierwszą linię wsparcia. Demografia jest bowiem nieubłagana. Dlatego sytuacja, w której polski rząd, jako chyba jedyny, dąży do wygaszania domów pomocy społecznej, co jest ukrywane przed opinią publiczną pod hasłem „przeorganizowania modelu” - jest zagrożeniem dla życia lub zdrowia ludzi, którzy będą potrzebowali całodobowego wsparcia, gdy inne systemy zawiodą. Jak wynika z raportu OECD – w Europie ok. 12 proc. seniorów w wieku co najmniej 65 lat korzysta z jakiejś formy opieki długoterminowej, w Polsce jedynie 0,9 proc.. Potrzebujemy zatem zwiększać dostępność do wsparcia długoterminowego. To oczywiste, że kierunek wzmocnienia wsparcia środowiskowego jest bardzo ważny i należy go rozwijać, choć w ustawie, mam wrażenie, rozwijamy go tylko pozornie. Ministerstwo nie mówi wprost, że kierunek, który obrało, wiąże się z pełzającym wygaszaniem DPS-ów, choć na taką szczerość zasługują obywatele, jak i pracownicy tych domów. Zaczyna się to właśnie od tego, że mają nie trafiać do nich dzieci.
I nie powinny tam trafiać?
To oczywiste, że nie powinny tam trafiać. Jednak resort powinien uwzględnić ryzyka, że dziś system wspierania rodziny i pieczy zastępczej jest niewydolny. Ok. 1500 dzieci czeka obecnie zgodnie z postanowieniem sądu w zakresie konieczności zabezpieczenia ich życia i zdrowia w pieczy zastępczej. Wiemy więc, że deinstytucjonalizacja w pieczy zastępczej kuleje. Wnioski o umieszczenie w domu pomocy społecznej składają też sami dyrektorzy placówek opiekuńczo-wychowawczych. Teraz ministerstwo z dnia na dzień mówi o likwidacji możliwości zabezpieczenia dzieci w DPS-ach. Całym sercem jestem za tym, ale rządzący muszą osadzić wsparcie w realiach. Muszą wskazać, kto te zadania ma teraz przejąć, skoro wiemy, że dziś system pieczy zastępczej tego nie zrobi. Inaczej część z dzieci pozostanie zupełnie bez żadnej pomocy, ale za to z gigantycznym zagrożeniem.
Jak pan sądzi, skąd takie decyzje?
Zasadniczym problemem w mojej ocenie jest to, że podejmuje się decyzje „ad hoc”, zmienia się nagle projektowane przepisy pod dyktando pewnych trendów i gaszenia lokalnych pożarów, nie patrząc na to, jakie to będzie miało skutki dla odbiorców pomocy. Szczególnie tak wrażliwej grupy jak dzieci. Zadaniem rządzących jest nieuleganie presji w każdym przypadku, ale realne zbadanie możliwości i ryzyk, jakie faktyczne skutki przyniesie zmiana, która dobrze może wyglądać „na papierze” lub mediach społecznościowych ministerstwa. Nie widzę poprzedzających zmianę - krytycznych badań, analizy i debaty. Widzę np. szantaż dobrem dzieci i czekanie na bezrefleksyjną aprobatę. Rządzący - i niepokojące jest, że ja muszę o tym przypominać - nie dokonują szerokiej analizy szans i zagrożeń tego, co projektują w systemie. W ten sposób, bazując na powierzchownych wnioskach, możemy zrobić tylko więcej szkód niż pożytku.
Deinstytucjonalizacja jest trendem, czy też państwo ma wdrażać Konwencję ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami?
Celowo mówię o trendzie i fasadowości. Jestem jak najbardziej za tym, żeby wdrażać wsparcie w środowisku lokalnym i najbliższym otoczeniu osób z niepełnosprawnościami, ale by robić to skutecznie, a nie gołosłownie. Jako pracownicy socjalni od dawna i w praktyce upominamy się też o prawa osób, które są marginalizowane. Pytanie tylko, czy nowelizacja wdraża to realnie, a nie symbolicznie. Mam wątpliwości, czy akurat najlepszym przykładem deinstytucjonalizacji jest jej definicja, którą proponuje się w nowelizacji, i która jest bardzo polaryzująca i konfliktogenna. O tym mówi także część środowiska osób z niepełnosprawnościami. Definicja w nowelizacji wzmacnia te kontrowersje i budzi niepokój, bo mówi o „zastępowaniu” instytucji całodobowych, które – jak wynika z danych - są nam przecież potrzebne i niezbędne. System pomocy powinien być harmonijnie rozbudowywany w każdym jego elemencie, także instytucjonalnym. Nie powinien być tworzony poprzez niszczenie jednego elementu, z wiarą, że w ten sposób zrobi się miejsce na inny. Oczywiście pierwszym jego stopniem powinno być gwarantowane silne i stabilne wsparcie w środowisku lokalnym i najbliższym otoczeniu osoby, do momentu, kiedy to jest tylko możliwe. A wsparcie instytucjonalne wtedy, kiedy to nie wystarcza lub osoba sama tego oczekuje lub potrzebuje. Niestety wskazana definicja i inne przepisy projektu, w sposób systemowy mają ograniczyć i tak utrudniony dostęp do publicznych domów pomocy społecznej. Zatem jeśli osoba świadomie chciałaby podjąć decyzję o pobycie w DPS-e, taka możliwość co najmniej będzie utrudniona, co raczej ogranicza jej prawa i podmiotowość, na które tak często powołuje się projektodawca, również w kontekście wspomnianej Konwencji. Dlatego w kontekście nowelizacji ustawy, trzeba wprost powiedzieć, że ministerstwo dąży do wygaszania DPS-ów, i że ma to także ekonomiczne podłoże. Warto i trzeba zadać też pytanie w ramach konsultacji publicznych, czy chcemy systemu, w którym ludzie, nie mogąc liczyć na silne wsparcie w środowisku np. swojej rodziny lub usług, i nie mając oparcia w instytucji, za chwilę pozostawieni w domach, nie będą w nich umierali?
Zobacz też w LEX: Opieka wytchnieniowa – 2026 r. >
Niektórzy mogą powiedzieć, że to straszenie.
Nasi koledzy z Międzynarodowej Federacji Pracowników Socjalnych, którzy mają za sobą doświadczenie nieprzemyślanych reform wprowadzanych m.in. pod dyktando ograniczania nakładów na pomoc społeczną, mówią nam o swojej praktyce – jeżeli aspekt instytucjonalny zostanie bardzo mocno ograniczony, to niektórzy nie otrzymają żadnych usług, nawet tych całodobowych w instytucjach stacjonarnej opieki. Trzeba więc jasno mówić, że jest to zagrożenie dla osób z największą potrzebą wsparcia, które nie mają zabezpieczenia w środowisku lokalnym, bo np. nie mają rodziny ani innego otoczenia, które nimi się zajmie, ale też nie będzie ich stać na prywatną opiekę. Już widzimy, i to także jest doświadczenie międzynarodowe, że wtedy, jak grzyby po deszczu, powstają placówki prywatne, gdzie brak jest realnego nadzoru nad ich standardem. Takich sytuacji będzie coraz więcej. Uważam oczywiście, że to nie jest właściwe, że sądy kierują dzieci do DPS-ów, ale dzieci nie mogą też wpaść w czarną dziurę, bez żadnego wsparcia, skoro piecza zastępcza jest niewydolna. Mam wrażenie, że takiej refleksji zabrakło przy konstruowaniu tych przepisów.
Równolegle z nowelizacją ustawy o pomocy społecznej została też opublikowana nowelizacja ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej. Może te projekty są kompatybilne i zabezpieczą dzieci, które nie trafią do DPS-u?
Zdecydowanie projekt o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej lepiej zabezpiecza społeczne potrzeby w tym zakresie. To jednak zmiany, na realne wdrożenie których potrzeba co najmniej kilku lat. Co w tym czasie z dziećmi, które już teraz nie będą mogły trafić do DPS-u? Gdzie otrzymają wsparcie?
Co ciekawe, oba te projekty różnicują pracowników socjalnych. W ustawie o wspieraniu rodziny w systemie pieczy zastępczej zakłada się objęcie asystentów rodziny i koordynatorów rodziny pieczy zastępczej określonymi uprawnieniami, które dotychczas były przewidywane dla pracowników socjalnych – i to dobry kierunek. Zakłada się tam waloryzację dodatku terenowego, której nie założono w projekcie zmian w ustawie o pomocy społecznej. To może spowodować, że za chwilę pracownicy socjalni będą chcieli wykonywać pracę asystenta rodziny, bo będą mieli dodatek terenowy w wysokości 400 zł, który będzie rósł wraz z zakładaną waloryzacją. To niestety wskazuje na brak kompatybilności pomiędzy tymi dwoma projektami, nawet na takim podstawowym poziomie.
Zobacz też w LEX: Asystent rodziny w systemie wsparcia – praktyczne problemy i rozwiązania >
Ministerstwo w noweli ustawy o pomocy społecznej chce poszerzać katalog osób uprawnionych, które mogą być pracownikami socjalnymi, żeby było ich więcej. To co Pan mówi, może stać w sprzeczności z tym zamysłem.
To jest zmiana, która wprost była przyjęta niezgodnie z rekomendacjami Zespołu ds. reformy pomocy społecznej. Manipulowanie przy łączeniu różnych rodzajów studiów, aby zostać pracownikiem socjalnym, nie sprawdziło się już wcześniej. Nie wpłynęło to na wzrost liczby pracowników socjalnych, wręcz przeciwnie, bowiem część studentów pracy socjalnej, widząc że rządzący nie zabezpieczają ich praw, rezygnuje z takiego kształcenia i pracy. Zespół wskazał, że to nie jest właściwy kierunek, by poprawić sytuację kadrową. Resort jednak szuka rozwiązań fasadowych. Zespół przygotował pakiet faktycznych zmian, które mogłyby odwrócić ten niekorzystny trend braku kadr, bez których to kadr żadne zadanie nie będzie realizowane w systemie usług czy pomocy społecznej. Z tego pakietu zostały wyłącznie jakieś resztki, które nie zmieniają naszej sytuacji w sposób istotny czy kompleksowy.
Zobacz w LEX: Wypalenie zawodowe pracowników pomocy społecznej – przyczyny, skutki, przeciwdziałanie >
Jak ocenia Pan proponowane zmiany w mieszkalnictwie wspomaganym i treningowym?
To jest niewątpliwie dobry kierunek zmian, bardzo potrzebnych. Proponowane przepisy mogą niwelować pewne bariery w powstawaniu mieszkań. To w czym widzę ogromny problem, to brak informacji, jak to mieszkalnictwo ma być finansowane. Czy znów ma być grantowe, projektowe, a nie stabilne i budżetowe?
W ocenie skutków regulacji do nowelizowanej ustawy wskazano, że nie rodzi ona żadnych skutków finansowych dla budżetów samorządów i budżetu centralnego. Projekt ustawy ewidentnie ukrywa jej koszty. Myślę, że resort rodziny nie chce mieć na głowie pytań ze strony Ministerstwa Finansów i samorządowców. To dotyczy kwestii mieszkalnictwa, nowych zadań związanych z kręgami wsparcia czy zadań samorządów wynikających z konieczności opracowania lokalnej strategii polityki społecznej i deinstytucjonalizacji. To są nowe zadania dla samorządów, a nie jak się usiłuje twierdzić – precyzowanie obecnych zadań. Podobnie jak streetworking. A z tym wszystkim wiążą się oczywiste koszty. Brak stabilnego finansowania, przy zadaniach dobrowolnych, może oznaczać, że te usługi nie będą realizowane, a na pewno nie będzie jednego standardu w Polsce w tym zakresie.
Zobacz też w LEX:
- „Bezpieczny pracownik socjalny” – czynniki bezpiecznej interwencji >
- „Bezpieczny pracownik socjalny” – środki ochrony pracowników >
- „Bezpieczny pracownik socjalny” – zagrożenia w biurze i w terenie >
Jakie zmiany ocenia Pan pozytywnie w noweli ustawy?
Na pewno urealnienie odpłatności za dom pomocy społecznej. Chodzi o zwolnienie z odpłatności np. dzieci, którymi rodzic umieszczony w DPS-e nie zajmował się odpowiednio – które były porzucone, były ofiarami przemocy, itp. Dotąd działało to fakultatywnie, teraz jest szansa, że zmiana będzie realna.
Zobacz w LEX: Dochodzenie przez OPS należności z tytułu wydatków na świadczenia z pomocy społecznej >
Gdyby zadania związane ze streetworkingiem, który zaistniał w przepisach jako wsparcie w środowisku, miały zaplanowany budżet, także oceniłbym je wysoko. To są zupełnie nowe, ale bardzo ważne zadania. Nie będą obowiązkowe dla gmin, a bez budżetu, jest duże ryzyko, że po prostu nie będą realizowane.
Podobna kwestia dotyczy osób w kryzysie bezdomności, w noweli są w tym zakresie fundamentalne zmiany. Dotychczas w ustawie było tak, że właściwą miejscowo gminą w udzielaniu pomocy osobie w kryzysie bezdomności była gmina jej albo zamieszkania, albo w drugiej kolejności, zameldowania na pobyt stały. Zmiana polega na tym, że taka osoba uzyska teraz pomoc w miejscu swojego pobytu. I to brzmi dobrze, ale może wywołać poważne i negatywne skutki dla tych osób. Bo duże aglomeracje będą musiały założyć w budżetach wyższe koszty świadczeń dla tej grupy. W OSR do projektu tego w ogóle nie wskazano i nie oszacowano. Jeśli gmina pobytu osoby udzieli jej wsparcia, będzie mogła domagać się zwrotu od gminy jej zameldowania. Osoby w kryzysie bezdomności przemieszczają się, więc ostatecznie trudno będzie gminom z miejsca zameldowania te koszty kontrolować. Może to spowodować, że gminy, które udzielą pomocy, będą unikać kwalifikowania tej osoby, jako będącej w kryzysie bezdomności. Warunki tego uznania są bardzo ocenne. Praktyka, moim zdaniem, pójdzie w tym kierunku, że nikt nie będzie chciał ponosić kosztów. I efekt będzie taki, że osoby w kryzysie bezdomności, będą miały jeszcze bardziej utrudniony dostęp do pomocy niż mają obecnie. Staną się znowu niczyje. Projektodawca nie przewidział także i tego ryzyka.







