Ciężka praca komisji obwodowych

Komisje wyborcze wykonały ciężką pracę w trudnych warunkach, do czego przyczyniły się m.in. nowe zasady przeprowadzenia wyborów, które były uciążliwe także dla wyborców – uznali eksperci uczestniczący w powyborczej debacie zorganizowanej przez Fundację Batorego.

Prof. Jacek Haman z Uniwersytetu Warszawskiego, autor metodologii obserwacji wyborów, przedstawił wstępne wnioski z obywatelskiego monitoringu wyborów przeprowadzonego przez społecznych obserwatorów. Wynika z nich, że podczas wyborów nie doszło do większych naruszeń, jednak wystąpiło wiele nieprawidłowości.

 

Dwie komisje zbyt długo przekazywały sobie dane

Jak podkreślił, przekazanie materiałów z komisji dziennej do nocnej, które było elementem nowym, wprowadzonym przez nowelizację przepisów Kodeksu wyborczego ze stycznia tego roku trwało nawet do kilku godzin, w większości komisji ponad 2 godziny, średnio 1,5 godziny.

- Dwie komisje wyborcze to absolutny błąd organizacyjny – uważa prof. Bartłomiej Michalak z UMK w Toruniu. Jego zdaniem zbyt wiele czasu trwało przekazywanie materiałów przez komisję ds. przeprowadzenia wyborów komisji ds. ustalenia wyników głosowania.

Według prof. Michalaka, jeśli miała być druga komisja, to powinna się zająć tylko liczeniem głosów. - Jeśli długo trwało przekazanie materiałów, to znaczy, że zamiast przyspieszenia zmiany w prawie spowodowały, że było zdecydowanie trudniej - zaznaczył.

Zobacz też komentarze praktyczne: Udział pracownika w komisji wyborczej - prawa i obowiązki pracodawcy

Podział pracy w komisjach

Z wyników badań wynika, że w 2/3 komisji liczono głosy wspólnie, w części dzielono się na zespoły, ale wszyscy kontrolowali się wzajemnie. Były jednak też sytuacje, że zespoły były 1-osobowe.

- Z danych nie wygląda na to, że coś działo się bardzo źle – ocenił prof. Haman. Współpraca obserwatorów z komisjami w dużej większości przebiegała prawidłowo, tylko sporadycznie pojawiały się konflikty.

- Będziemy w stanie w ciągu kilkunastu dni odpowiedzieć na pytanie, jaka była skala chaosu – podkreślił.

 


Co się nie udało?

W lokalach wyborczych były kolejki, bo członków komisji było na ogół mniej. Nie było wystarczającej liczby odizolowanych miejsc do głosowania, które zapewniałyby tajność wyborów. - Trudno było dostać się do kabin zapewniających tajność głosowania, to był problem w skali kraju powszechny - w ¾ komisji tego typu problemy były zauważalne – ocenił Jacek Haman.

Według Bartłomieja Michalaka, instytucja dwóch komisji w tym kształcie „jest przeciwskuteczna”. - To nie jest konieczne, ale jeśli  mają zostać, to musi być to zorganizowane inaczej – podkreślił. Jak dodał, nie powinno być wspólnego ustalania, rozwiązaniem może być, żeby komisje mogły pracować przez jakiś czas równolegle. - Styk dwóch nieprofesjonalnych organów powoduje zawsze błędy, opóźnienia i problemy – powiedział.

Przeciwko przezroczystej urnie

Według ekspertów przezroczysta urna była powodem niezadowolenia wielu wyborców, których karty, a co za tym idzie, wybrani kandydaci, były widoczne dla innych po wrzuceniu.

– Urna przezroczysta przed niczym nie chroni, dodatkowo pojawił się problem z kartkami przyklejonymi, które sprawiały problemy komisjom – zauważył Bartłomiej Michalak. Jego zdaniem problemy stwarzały komisjom także plomby na urnach.

Spadek głosów nieważnych

Prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwrócił uwagę na spadek głosów nieważnych. Jego zdaniem zmniejszyła się ona gwałtownie. - Liczba „odzyskanych wyborców” to 1,5 mln - podkreślił.

Według niego powody to m.in. brak książeczek i zastąpienie ich płachtami wyborczymi, co przyniosło mierzalny skutek. - Prawdopodobnie część wyborców uznała, że skoro o tym mówią w telewizji, to lepiej nie wrzucać pustej karty do urny – to unarodowienie wyborów – wymienił inny powód.

W jego opinii powodem wyższej frekwencji był brak wyborów parlamentarnych w ostatnim czasie, co spowodowało, że wiele osób chciało pójść do urn i wyrazić swoje poglądy.


Inne niedoróbki organizacyjne

Po badaniach obserwatorzy wyborczy wytykali także brak nakładek na listy wyborców, które w 10 proc. komisji nie były używane. Obowiązek taki wprowadzono w związku z przepisami o ochronie danych osobowych, chodziło o to, żeby wyborcy, podpisując listę przy odbieraniu karty do głosowania, nie widzieli danych sąsiadów.

Członkowie komisji pracowali często w nieludzkich wprost warunkach – w zimnych pomieszczeniach np. piwnicach szkolnych czy przedszkolnych, do których musili się przenieść rano, kiedy do placówek przyszły dzieci. Nie mieli jedzenia ani napojów.

Obserwacja wyborów była przeprowadzona w dniu wyborów - 21 października w 300 losowo wybranych obwodach wyborczych w całej Polsce. Zdaniem organizatorów badań pozwoliło to na uogólnienie wyników w skali kraju i stwierdzenie, czy wybory samorządowe były przeprowadzone w sposób uczciwy, sprawny i zgodny z prawem.

Organizatorami monitoringu są: Fundacja im. Stefana Batorego, Akcja Demokracja, Komitet Obrony Demokracji oraz Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Czytaj też: Protesty wyborcze trzeba udowodnić