Wszystko wskazuje, że obchodzone 21 listopada Święto Pracowników Socjalnych upłynie pod znakiem sprzeciwu i bojkotu uroczystości organizowanych przez władze rządowe i samorządowe.

Nie umilkły jeszcze echa Ogólnopolskiej Pikiety Pracowników Pomocy Społecznej, a środowisko zatrudnione w jednostkach pomocowych już prowadzi kolejny etap protestu, jakim jest Czarny Tydzień w Pomocy Społecznej, trwający od 19 do 23 listopada. Wszystko wskazuje, że obchodzone 21 listopada Święto Pracowników Socjalnych upłynie pod znakiem sprzeciwu i bojkotu uroczystości organizowanych przez władze rządowe i samorządowe.     

W drugi piątek października br., w Warszawie, przed siedzibą Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) pikietowało, jak podają organizatorzy, ok. 2 tys. pracowników z całej Polski. W ponad tysiącu jednostek organizacyjnych pomocy społecznej pracownicy skorzystali z uprawnień urlopowych, ubrali się na czarno lub oflagowali budynki. W części, za zgodą przełożonych, skrócono dzień pracy lub powstrzymano się od jej świadczenia, wprowadzając dyżury dla mieszkańców. Protest, choć trwa nadal i ma być, według zapowiedzi kontynuowany „aż do skutku” - już okazał się największym, jak dotąd w historii pomocy społecznej - zorganizowanym buntem służb socjalnych.

Czytaj też: Pracownicy pomocy społecznej protestują i żądają podwyżek

Wcześniej protestów nie było

Na podkreślenie zasługuje fakt, iż pracownicy socjalni, asystenci rodziny, pracownicy świadczeń, domów pomocy społecznej, ośrodków wsparcia oraz innych grup zawodowych w obrębie pomocy społecznej, jeśli już wychodzili na ulice to raczej lokalnie, a przez szereg lat w ogóle w sposób zorganizowany nie dopominali się o systemowe zmiany warunków swojej pracy. Systematycznie za to kolejne rządy obarczały ich nowymi zadaniami. Tym bardziej wydawać by się mogło, że resort odpowiedzialny za funkcjonowanie pomocy społecznej w Polsce potraktuje te niecodzienne wydarzenie jako poważny sygnał i jednocześnie impuls do uwzględnienia głosu praktyków w procedowanych właśnie zmianach m.in. ustawy o pomocy społecznej, ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, czy wreszcie powszechnie krytykowanego projektu prezydenckiej ustawy o centrach usług społecznych.

Zobacz też: Jak zdobyć kwalifikacje pracownika socjalnego – przegląd możliwości

Zamiast jednak zapalenia się „czerwonej lampki” i rozpoczęcia faktycznego oraz realnego dialogu, o który od kilku miesięcy dopomina się strona społeczna – minister Elżbieta Rafalska, mniej lub bardziej świadomie – zaczęła obrażać środowisko zawodowe. Najpierw z jej ust padała sugestia ataku na rządowy program „Rodzina 500+”, a następnie sugerowała uwikłanie protestujących w trwającą w tym czasie kampanię przed wyborami samorządowymi. Z ministerstwa popłynął też przekaz, że pracownicy pomocy społecznej powinni upominać się o wzrost swoich wynagrodzeń w zatrudniających ich samorządach, a minister Rafalska nie omieszkała nawet apelować do pracowników o odwagę w działaniach zmierzających do poprawy własnego losu. Oczywiście jedynie na polu lokalnym.

Czytaj też: Rząd i samorządy powinny wspólnie ustalić zasady wynagradzania pracowników socjalnych

Wzrosła gotowość do dalszych protestów

Pominąwszy brak wyczucia nastrojów towarzyszących protestowi i w gruncie rzeczy wzmocnienia swoimi wypowiedziami oporu oraz determinacji protestujących – minister w sposób symboliczny usytuowała się w opozycji do środowiska zawodowego, jednocześnie wchodząc z nim w spór, którego rozstrzygnięcie oraz zakończenie ma niebagatelne znaczenie m.in. dla ciągłości udzielania pomocy, w tym dla realizacji polityki społecznej rządu. Tej samej polityki, na której zdaje się być zbudowany społeczny kapitał i poparcie dla reprezentowanej przez nią opcji politycznej.

Inaczej mówiąc: minister Rafalska znalazła się na kursie kolizyjnym z pracownikami, którzy realizują jej zadania, a więc sama zarzucając protestującym polityczne intencje, doprowadziła do uwikłania protestu pracowniczego również w krytykę polityki własnego ministerstwa. Co z kierunku wybranego przez szefową resortu rodziny wyjdzie - czas pokaże, ale dziś pewnym jest, że gotowość pracowników pomocy społecznej do kontynuowania działań protestacyjnych, nawet z włączeniem zbiorowego powstrzymania się od pracy, wyraźnie tylko wzrosła.

 


Mogą być dalsze żądania

Niedawny przykład protestujących służb mundurowych, a wcześniej również medycznych – wskazuje, iż rządowa taktyka „na przeczekanie” służy jedynie eskalacji konfliktu oraz mobilizuje stronę pracowniczą. Ostatecznie również, jak się zdaje – ta metoda nie opłaca się rządzącym, którzy w najlepszym razie, w społecznym odbiorze zaczynają uchodzić jako pozbawieni zmysłu reagowania na aktualne problemy społeczne. Odrealnienie władzy nie jest jej jedynym mankamentem w budowaniu właściwej relacji z organizacjami społecznymi.

Dialog społeczny sprowadzony przez silniejszą stronę, jaką jest rząd, do stawiania strony słabszej tj. partnerów społecznych, „pod ścianą” polegającą na wymuszaniu esklacji ich metod protestu, zawsze będzie oznaczał, że także rządzący prędzej, czy później będą zmuszeni do tej ściany się zbliżyć. Protestujący w pomocy społecznej już zresztą zapowiedzieli, że dalsza bierność i lekceważące traktowanie przez ministerstwo rodziny – będą skutkowały wzrostem ich uzasadnionych żądań, które dotychczas miały mieć wymiar jedynie podstawowy, biorąc także pod uwagę skalę problemów, która dotyka tę grupę zawodową.

Zobacz też: Zatrudnienie pracowników socjalnych

Pracownicy pomocy społecznej masowo odchodzą

Strona społeczna nie ma bowiem już wiele do stracenia w podjętej właśnie akcji strajkowej. Pracownicy pomocy społecznej masowo odchodzą z zawodu (od 11 do 43 proc. gmin zgłasza problemy w naborze nowych specjalistów), a więc ich ewentualne rezygnacje w ramach trwającego protestu będą jedynie dopełnieniem i tak obserwowanego od dawna trendu.

Wynagrodzenia pracowników, których średnią wysokość na poziomie ok. 1902 zł netto podaje sam resort pracy, a także zagrożenia wynikające z charakteru ich zadań (81 proc. pracowników doświadczyło przemocy w miejscu zatrudnienia) – stawiają zawody pomocowe na szarym końcu atrakcyjności, ale za to zawsze w pierwszej dziesiątce najbardziej wypalających i stresogennych profesji.

Na końcu warto wspomnieć jeszcze o obciążeniu pracą (sam pracownik socjalny prowadzi sprawy jednocześnie średnio 70 rodzin, realizując zadania z ponad 25 ustaw) i braku odpowiednich warunków oraz przestrzeni czasowej do faktycznego zajęcia się osobami i rodzinami potrzebującymi pomocy.      

Ten ponury obraz pomocy społecznej w Polsce nie skłania do świętowania, stąd także wystosowany apel organizatorów protestu, by nie uczestniczyć w centralnych obchodach Dnia Pracownika Socjalnego na szczeblu rządowym (ministerialnym oraz wojewódzkim). Pracownicy pomocy społecznej, jak nigdy dotąd nie potrzebują bowiem pięknych życzeń i słów doceniających trud ich pracy, ale realnych zmian legislacyjnych, które staną się fundamentem dla poprawy warunków zatrudnienia, a tym samym także udzielanej pomocy.  

 Zobacz też komentarze praktyczne:

Staż adaptacyjni i test umiejętności w toku postępowania o uznanie kwalifikacji do wykonywania zawodu pracownika socjalnego

Zasady zatrudniania pracowników ośrodka pomocy społecznej