Obywatele pytają częściej, urzędy częściej odmawiają
Do urzędów trafia coraz więcej wniosków o udostępnienie informacji publicznej. Jak wynika z najnowszego raportu Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, w 2025 r. instytucje publiczne otrzymały co najmniej 275 tys. takich pytań, a w części urzędów ich liczba wzrosła o jedną trzecią. Choć zdecydowana większość wniosków jest załatwiana pozytywnie, od 2022 r. liczba odmów wzrosła o 72 procent. Organizacje społeczne zwracają uwagę na nowe bariery w dostępie do informacji.

Sieć Obywatelska Watchdog Polska zapytała 2828 gmin, powiatów, urzędów marszałkowskich i ministerstw o dane dotyczące wniosków o informację publiczną, które wpłynęły w 2025 roku. Jak wynika z podsumowującego monitoring raportu „85 wniosków rocznie. Co urzędy mówią o informacji publicznej w 2025 roku” autorstwa Michała Zemełki i Martyny Bójko, niektóre instytucje są zasypywane wnioskami, gdy tymczasem działania innych nie budzą specjalnego zainteresowania obywateli.
Mediana wyniosła 85 wniosków na urząd, a ponad tysiąc wniosków dostało 12 instytucji. Rekordzistą jest Urząd m.st. Warszawy (11 196 wniosków), przed Ministerstwem Finansów (5020) i Urzędem Miasta Krakowa (3311). W przeliczeniu na mieszkańców najczęściej pytano jednak w małych gminach: w Kikole (90,5 wniosku na 1000 mieszkańców), Krempnej i Krynicy Morskiej. Ponadprzeciętnie zainteresowani działaniami instytucji publicznych są mieszkańcy gmin podmiejskich. Przykładem jest powiat piaseczyński, gdzie do urzędów wpływa blisko cztery razy więcej wniosków niż wynosi mediana krajowa.
Zauważalny jest też wzrost zapytań. Watchdog Polska podaje, że w 495 instytucjach, które udzieliły odpowiedzi zarówno w poprzedniej edycji monitoringu, jak i obecnej, liczba wniosków wzrosła o 31 procent.
Przeczytaj także: Potrzebne zmiany w prawie do informacji publicznej
Urzędy zwykle odpowiadają
Zapytane przez Watchdoga instytucje deklarują, że 95 proc. wniosków załatwiły w całości. Odmowy udzielenia odpowiedzi to zaledwie 1 proc. spraw, a są urzędy – i jest ich niemało, bo prawie połowa, które w ubiegłym roku ani razu nie odmówiły udzielenia informacji. Najpowszechniejszą przyczyną odmów było uznanie przez urząd, że informacja nie jest publiczna. Kolejne przyczyny to:
- brak informacji w urzędzie,
- możliwość uzyskania jej w innym trybie,
- wniosek dotyczył informacji przetworzonej.
Rzadziej urzędy powoływały się na ochronę prywatności, tajemnicę przedsiębiorcy, brak imienia i nazwiska wnioskodawcy czy nadużywanie prawa do informacji.
Odmowy są „rozłożone” nierówno. Wśród urzędów, które dostały co najmniej 50 wniosków, najczęściej odmawiano w Czempiniu (prawie co piąty wniosek), Wejherowie, Ujściu, Pawłosiowie i Nysie. Najwięcej decyzji odmownych wydały Warszawa (126), Ministerstwo Finansów (60) i Nysa (43).
Niezadowoleni z otrzymanych informacji czy braku reakcji na zadane pytanie mieszkańcy i inni wnioskodawcy nie składają broni. W 2025 r. złożyli łącznie 684 skargi na bezczynność i 860 skarg i odwołań od odmów. W obu przypadkach ponad trzy czwarte urzędów nie miało ani jednej takiej sprawy. To pokazuje, że spory koncentrują się w stosunkowo niewielu instytucjach.
Od strony obywateli sytuacja wygląda inaczej niż wtedy, gdy przedstawiają ją urzędy. Zdaniem Adama Kuczyńskiego, radcy prawnego prowadzącego własną kancelarię, w ostatnich latach z dostępem do informacji publicznej nie jest lepiej niż wcześniej.
Każda nowa władza sprawnie wchodzi w rozchodzone już buty poprzedniczki. Tym bardziej, jeśli te buty to ograniczenia praw człowieka. Z praktyki możemy mówić o trzech rodzajach sytuacji. Po pierwsze, gdy wnioskowana informacja nie budzi obaw "politycznych" - wtedy z reguły jest udostępniana bez większych problemów. Po drugie, gdy wniosek jest obiektywnie rzecz biorąc problematyczny, podmioty zobowiązane niestety starają się raczej znaleźć podstawę, aby informacji nie udostępniać, niż ją udostępnić. Po trzecie, gdy udostępnienie wnioskowanej informacji może potencjalnie "politycznie" zaszkodzić władzy, to podmioty zobowiązane umiejętnie wykorzystują system, aby sprawę przeciągać i informacji nie udzielać – wskazuje Adam Kuczyński.
W sprawach dotyczących prawa dostępu do informacji publicznej nie zawsze można liczyć na sądy.
Niestety najbardziej mrożący dla prawa do informacji efekt daje działanie sądów administracyjnych, a zwłaszcza NSA. W jednej z niedawnych spraw NSA poinformował mnie, że konieczność oczekiwania niemal trzy lata na rozpoznanie skargi kasacyjnej w sprawie o bezczynność w udostępnianiu informacji nie narusza prawa, zaś wynikający z ustawy o dostępie do informacji publicznej miesięczny termin na rozpoznanie skargi nie wiąże NSA - wskazuje Adam Kuczyński.
Informacja o środowisku rządzi się innymi regułami
Z punktu widzenia obywateli kłopotliwe może być to, że szybko rośnie odsyłanie wnioskodawców do innego trybu: w 2025 r. robiło to 26 proc urzędów, trzy lata wcześniej 14 proc. Według Watchog choć odesłanie do innego trybu bywa uzasadnione, to może również oznaczać, że urząd szuka sposobu, by nie odpowiadać na wniosek. Opłatę naliczono w 425 sprawach, czyli przy mniej niż dwóch wnioskach na tysiąc. Zdecydowana większość urzędów w ogóle tego nie robi. Są jednak wyjątki: kilka starostw i gmin pobierało opłaty przy kilkunastu procentach wniosków, m.in. Lubasz, starostwa w Krotoszynie i Lesznie oraz Lubin.
Dla nas jako organizacji często zwracającej się do urzędów o różne informacje dużym problemem bywa uznaniowe kwalifikowanie żądanych informacji jako "informacji dotyczących środowiska". A w takich wypadkach urzędy zamiast powszechnie znanej i lubianej ustawy o dostępie o informacji publicznej stosują ustawę z 2008 roku o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, która mimo iż sformułowana jest podobnie do uodip i zapewnia tę samą wolność dostępu do informacji, o której mówi artykuł 61 Konstytucji, to jednak różni się w szczegółach a przede wszystkim w jednym ważnym aspekcie - wprowadza opłaty za dostęp do informacji – mówi Krzysztof Wychowałek z Ośrodka Dział Ekologicznych „Źródła”.
Te opłaty wynoszą czasem 6 zł, czasem 2,30, a czasem 90 groszy. Problem nie leży zwykle w ich wysokości, ale w tym, że uruchamiają całą biurokratyczną procedurę w celu konieczności wpłacenia urzędowi 80 groszy albo 5 złotych za udzielenie prostej odpowiedzi na proste pytanie.
Albo pytający jest wzywany do zapłaty przed udzieleniem odpowiedzi i to powoduje, że traci kilka kolejnych dni - na zrobienie przelewu i dostarczenie urzędowi potwierdzenia zapłaty, albo co gorsza otrzymuje wezwanie do zapłaty już po udzieleniu informacji wraz z groźbami skierowania sprawy do egzekucji komorniczej - jest to kuriozalne, gdy dotyczy kwoty 5 zł – tłumaczy Krzysztof Wychowałek.
Czasem takie wezwanie przychodzi listem poleconym, a koszty wysyłki mogą przekraczać wysokość opłaty. Wychowałek zwraca uwagę, że z drugiej strony, nawet takie symboliczne opłaty mogą być zaporowe w sytuacji, gdy organizacja chce uzyskać informacje od całej grupy urzędów, np. od wszystkich starostw powiatowych, których jest 314. Wątpliwości budzi to, kiedy informacja jest zakwalifikowana jako dotycząca środowiska.
Nasza organizacja zazwyczaj nie pyta w ogóle o szczegółowe dane o zasobach czy stanie środowiska, tylko raczej o zupełnie inne informacje, które po prostu są w posiadaniu referatu czy wydziału zajmującego się w urzędzie środowiskiem - na przykład o wydane decyzje administracyjne o odstrzale redukcyjnym zwierząt albo o liczbę złożonych oświadczeń o zakazie polowania na nieruchomości. Śmieszne, że uzyskanie w urzędzie kopii dowolnej innej decyzji administracyjnej jest bezpłatne, ale jeśli decyzja ta dotyczy akurat dzikich zwierząt (czyli elementu "środowiska") to urząd policzy już 5 zł za jej odszukanie – mówi Krzysztof Wychowałek.
Urzędy: mail wpadł do spamu
Instytucje mają do dyspozycji rozwiązania, które ułatwiają obsługę wniosków, ale wciąż ich stosowanie jest rzadkością. Publiczny rejestr wniosków w BIP prowadzi 131 instytucji (5,4 proc.), choć to bardzo przydatne narzędzie: pokazuje, o co pytają mieszkańcy, i pozwala innym skorzystać z odpowiedzi, które już zostały udzielone. Osobę odpowiedzialną za wnioski wyznaczyło 349 urzędów (14 proc.), przede wszystkim urzędy marszałkowskie i ministerstwa dalej miasta na prawach powiatu. W gminach wiejskich takie stanowisko ma co dziesiąty urząd, choć to one stanowią większość adresatów wniosków.
Krzysztof Wychowałek zwraca uwagę, że zmianą na plus w ostatnich latach jest wprowadzenie e-doręczeń. Dzięki temu wygodniej się koresponduje - wygodniej niż przez ePUAP, a w przypadku wysyłki e-mailem urzędy potrafią twierdzić, że e-mail "nie doszedł", "wpadł do spamu" itp.
W czerwcu 2026 r. w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów rozpoczęły się prace nad przeglądem ustawy o dostępie do informacji publicznej, która obowiązuje od 2001 r. W grupach roboczych uczestniczy m.in. Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Administracja publiczna przedstawia tam przede wszystkim swoje problemy. Urzędnicy wskazują na wnioski seryjne i powtarzalne, rozbudowane pytania, których obsługa angażuje urzędników na wiele dni, wnioski składane w celach komercyjnych albo wynikające z osobistych sporów z instytucją. Zwracają też uwagę niejasności w przepisach i rosnące zainteresowanie informacjami, które mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa państwa.
Nie bagatelizując tych problemów, musimy pamiętać, że prawo do informacji jest prawem konstytucyjnym, a zmiany w ustawie dotkną wszystkich: mieszkańców pytających o wydatki gminy, dziennikarzy, organizacje społeczne i tysiące urzędów, które na co dzień odpowiadają na wnioski. Dlatego takie zmiany powinny opierać się na rzetelnych danych o tym, jak ustawa działa w praktyce, a nie tylko na doświadczeniach kilku instytucji, które mierzą się z najtrudniejszymi przypadkami – odpowiadają przedstawiciele Watchdog.







