W największym skrócie - poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz ustawy o Straży Marszałkowskiej (druk sejmowy nr 1810) przewiduje, że kiedy marszałek izby poweźmie „uzasadnione podejrzenia”, będzie mógł zlecić przebadanie posła alkomatem (za pośrednictwem Straży Marszałkowskiej), a jeśli wynik badania okaże się pozytywny - będzie mógł wykluczyć posła z obrad.
Projekt na pierwszy rzut oka wygląda atrakcyjnie. Każda bowiem praca powinna być wykonywana na trzeźwo, tym bardziej gdy mówimy o przedstawicielach narodu, zwłaszcza gdy obradują i głosują nad prawem, któremu potem wszyscy podlegamy. Obrady Sejmu cieszą się dość dużą popularnością, przez moment były nawet transmitowane w kinie, i popularnie używało się zwrotu “Sejmflix”. Zrozumiałe jest, że wszyscy chcemy, aby posłowie zachowywali się właśnie w sposób parlamentarny.
Przeczytaj także: Hołownia proponuje ustawę o badaniu posłów alkomatem podczas obrad
UODO już dostrzega problemy
Projekt ma jednak kilka słabych punktów. Jednym są problemy związane z ochroną danych osobowych. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych słusznie przedstawił swoje krytyczne uwagi w tym zakresie. (dostępne pod adresem https://uodo.gov.pl/pl/138/4025 , nie ma więc potrzeby przytaczania ich w całości). Podsumowując, organ nadzoru widzi konieczność uzupełnienia projektu ustawy m. in. o:
- określenie, w jakim celu przeprowadzane będzie badanie i w związku z tym jakie dane osobowe posłów i senatorów będą pozyskiwane,
- uregulowanie w przepisach ustawy katalogu danych osobowych, jakie będą przetwarzane w trakcie badania,
- wskazanie procedur dokumentowania przeprowadzenia badania, warunków przechowywania dokumentacji z badania i czasu przechowywania danych,
- określenie samego sposobu przeprowadzenia badania, który powinien uwzględniać godność i prawo do intymności osoby badanej,
- wskazanie warunków technicznych, które ma spełniać urządzenie wykorzystywane do kontroli trzeźwości
Dlaczego inne demokracje tego nie zrobiły
Problemy z ochroną danych osobowych to jedno, dużo poważniejsze wątpliwości dotyczą natomiast kwestii immunitetu oraz możliwości manipulowania większością. Nie bez przyczyny w żadnym cywilizowanym kraju o utrwalonej tradycji demokratycznej nie ma takiej regulacji, jak ta projektowana u nas. W ocenie skutków regulacji poselskiego Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji w Kancelarii Sejmu wskazuje, że “W analizowanych państwach członkowskich UE (Austria, Czechy, Francja, Hiszpania, Niemcy, Słowacja, Włochy) nie przyjęto przepisów ustawowych lub regulaminowych przewidujących możliwość zarządzenia przez Przewodniczącego Parlamentu/Izby lub osobę przewodniczącą obradom przeprowadzenia badania deputowanego w celu ustalenia zawartości alkoholu w organizmie. Przewidziano natomiast możliwość zastosowania kar porządkowych czy wykluczenia z posiedzenia za zachowanie niezgodne z powagą izby, czy utrudnianie prowadzenia obrad. W bułgarskim parlamencie w 2024 r. był rozpatrywany projekt przewidujący obligatoryjne poddawanie się przez członków parlamentu, na początku każdej sesji plenarnej, badaniom na obecność alkoholu i narkotyków w organizmie (propozycja Paveli Mitovej i Alexandra Rasheva). W głosowaniu 18 grudnia 2024 r. projekt został odrzucony przez bułgarskie Zgromadzenie Narodowe (61 głosów za, 62 przeciw, 86 wstrzymujących się)”. Przyczyna jest prozaiczna: tego rodzaju regulacje mają charakter arbitralny na każdym możliwym etapie ich stosowania.
Zbyt subiektywna decyzja marszałka
Po pierwsze, pojawia się pytanie, czy złośliwy lub stronniczy Marszałek nie mógłby wykorzystać ich do napiętnowania posła opozycji albo osoby, z którą pozostaje w konflikcie, publicznie wzywając ją z mównicy słowami: „czuć od Pana/Pani alkohol”. Widzowie i tak nie mogą tego zweryfikować.
Niezależnym i szczególnie niebezpiecznym aspektem takich rozwiązań jest możliwość manipulowania większością parlamentarną. Instrumentalne korzystanie z uprawnień porządkowych przez marszałka mogłoby prowadzić do czasowego wyłączania z obrad posłów opozycji pod pretekstem subiektywnej oceny ich stanu. Nawet krótkotrwałe pozbawienie możliwości udziału w głosowaniu lub debacie w kluczowym momencie może przesądzać o wyniku prac parlamentu. W ten sposób mechanizm, który formalnie ma służyć ochronie powagi Sejmu, staje się narzędziem wpływania na układ sił politycznych i wypaczania zasady równości wykonywania mandatu poselskiego.
Historia pokazuje jak niewiele trzeba
Warto wskazać dwa przypadki: W poprzedniej kadencji opozycja dysponowała większością w Senacie, jednak mimo to przegrała głosowanie nad przyjęciem preambuły do ustawy ratyfikującej Fundusz Odbudowy — zabrakło jej zaledwie dwóch głosów. Jeden senator utknął w windzie, inny nie mógł nawiązać połączenia z siecią. Mimo więc posiadania formalnej większości senackiej, ugrupowaniu opozycyjnemu nie udało się przeforsować poprawek, o które tak zacięcie walczyło.
Można powiedzieć, że to tylko preambuła, ale historia zna poważniejsze przypadki. Warto przypomnieć głosowanie nad wotum nieufności wobec rządu Hanny Suchockiej w 1992 r., które przesądziło o jego upadku właśnie z powodu nieobecności jednego posła, który utkwił w toalecie. Według najczęściej cytowanej wersji poseł Zbigniew Dyka nie zdążył wrócić na salę sejmową, bo miał problemy żołądkowe i został dłużej w toalecie, co oznaczało brak jego głosu „przeciwko” wotum nieufności. W efekcie Sejm przegłosował wotum nieufności mimo formalnej większości rządowej.
W polskim prawie funkcjonuje szereg przepisów zakładających immunitet posła, w szczególności art. 105 ust 5. Konstytucji, który stanowi “Poseł nie może być zatrzymany lub aresztowany bez zgody Sejmu, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa i jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania. O zatrzymaniu niezwłocznie powiadamia się Marszałka Sejmu, który może nakazać natychmiastowe zwolnienie zatrzymanego.”
Sens regulacji jest jednoznaczny: historia zna zbyt dużo przypadków, gdy opozycyjni posłowie pod byle pretekstem byli zatrzymywani lub w inny sposób utrudniano im głosowanie.
Projektowane rozwiązania prowadzą do paradoksu: posłowie mają być stale gotowi do udziału w głosowaniach, jednak po stawieniu się na sali plenarnej mogą zostać na podstawie subiektywnego przekonania marszałka od niej odsunięci w trakcie badania alkomatem przeprowadzanego przez Straż Marszałkowską. W tym czasie może dojść do kluczowego głosowania, które odbędzie się już po wykluczeniu posła, gdy układ większości zostanie zmieniony. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której kontrola obejmie jednego lub kilku posłów, od których „czuć alkohol”, dokładnie w momencie procedowania szczególnie kontrowersyjnej ustawy.
Co prawda, posłowie w sądzie będą mogli potem dochodzić swoich praw, ale ustawa już zostanie przegłosowana, a rząd obalony. Nie bez przyczyny w utrwalonych demokracjach nie ma takich przepisów. Projekt cofa instytucje demokratyczne o dekady. Jeśli zaś wyborcom nie podobają się ekscesy swoich parlamentarzystów, nie powinni na nich w ogóle głosować.
Dr n. prawnych Bartosz Mendyk, specjalizuje się w prawie samorządowym. Pełni funkcję Inspektora Ochrony Danych w licznych instytucjach samorządowych i różnego szczebla.
Cena promocyjna: 67.5 zł
|Cena regularna: 75 zł
|Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 60 zł








