W Rybniku doszło we wtorek do tragicznego wypadku. Zdająca egzamin na prawo jazdy, wykonując manewr jazdy po łuku, śmiertelnie potrąciła egzaminatora, który stał na torze obok. Jak podkreślają eksperci, kontrolowane warunki panujące na placu i brak uprawień nie są przesłankami zwalniającymi kierującego z odpowiedzialności za wypadek.

 

SA: Uczennica potrącona na pasach ma prawo do wysokiego zadośćuczynienia>>

 

Osoba bez prawa jazdy to też kierujący

- Przed wejściem w życie obecnie obowiązującej ustawy o kierujących pojazdami odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywała najczęściej na instruktorze lub egzaminatorze, ale odkąd to prawo obowiązuje, kursant lub egzaminowany – mimo że nie posiada uprawnień – jest kierującym, zobowiązanym do zachowania wszelkich zasad wskazanych w przepisach - tłumaczy Mariusz Sztal z IntroHL, ekspert bezpieczeństwa ruchu drogowego,  były  kierownik Wydziału Szkoleń w WORD Warszawa -  Tym bardziej, że system skonstruowano tak, by osoba starająca się o prawo jazdy najpierw zdała egzamin teoretyczny, który potwierdza, że między innymi zna zasady ruchu drogowego oraz techniki kierowania pojazdem - tłumaczy.

 

 


 

Podobnego zdania jest adwokat Zbigniew Roman, partner w kancelarii Szymańczyk Roman Deresz Kancelaria Adwokacka. Tłumaczy, że jeżeli chodzi o prawo karne, to odpowiedzialność w tego rodzaju przypadkach jest niejednokrotnie podzielona – spoczywa zarówno na instruktorze, jak i na kursancie.

- Oczywiście zdarzają się przypadki, iż odpowiada wyłącznie kursant bądź też wyłącznie instruktor. W tym przypadku zarzuty są prawdopodobne, może wchodzić tu w grę zarzut spowodowania wypadku w komunikacji, którego skutkiem była śmierć człowieka (art. 177 § 3) albo zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci - tłumaczy adwokat.

 


 

Czasem odpowie wyłącznie kursant

Prawnik dodaje, że zdarza się, że za wypadek odpowiada wyłącznie kursant lub wyłącznie instruktor. Jeżeli chodzi o zdarzenie, do którego doszło w Rybniku, egzaminator nie miał szans na reakcję, bo był poza samochodem, sprawdzając, jak zdająca wykonuje manewr jazdy po łuku. Jak wynika z opisów wypadku, podczas jazdy po łuku do przodu, kierująca wyjechała poza linie i uderzyła drugiego egzaminatora, który przeprowadzał egzamin na sąsiednim torze.

 

Mariusz Sztal tłumaczy, że normy jakie musi spełniać plac manewrowy wykorzystywany podczas szkolenia (lub egzaminowania) jest ściśle określony, nie ma natomiast regulacji dotyczących odległości pomiędzy poszczególnymi stanowiskami znajdującymi się na tym placu. - Trudno mi ocenić, co było decydujące akurat w tym konkretnym przypadku, ale trudno winić egzaminatora prowadzącego ten egzamin, że nie zareagował, bo nie miał takiej możliwości - dodaje.

 

Wtóruje mu adwokat Zbigniew Roman, tłumacząc, że jeżeli to,  że egzaminator wysiadł z samochodu, było zgodne z procedurami, to nie można mówić, że się przyczynił do wypadku, bo nie mógł mu zapobiec. - Być może okaże się, że w grę wchodziły jakieś okoliczności wyłączające winę, ale to oceni prokurator a ewentualnie w dalszej kolejności sąd - podkreśla prawnik.