Rozwód z mężem, rozstanie z kotem
Pies i kot coraz częściej traktowani są jako pełnoprawni członkowie rodziny. Kwestie dotyczące zwierząt towarzyszących po rozwodzie małżonków czy rozstaniu konkubentów nadal jednak nie są uregulowane w sposób kompleksowy i autonomiczny. Najczęściej dobro zwierzęcia nie jest stawiane na pierwszym miejscu.

W wyrokach rozwodowych sądy rozstrzygają przede wszystkim o rozwiązaniu małżeństwa, winie za rozkład pożycia, władzy rodzicielskiej, kontaktach z dziećmi czy alimentach, nie orzekają natomiast o opiece nad zwierzęciem czy możliwości kontaktu z nim.
- Najczęściej kwestie te pojawiają się dopiero na etapie podziału majątku wspólnego albo pozostają przedmiotem pozasądowych ustaleń między stronami – mówi dr Julia Berg-Bajraszewska, Wydział Prawa i Administracji UW, Stowarzyszenie Prawnicy na Rzecz Zwierząt.
Składnik majątku czy czująca istota?
Pies czy kot mają status elementu majątku, ale trudno traktować je jak samochód czy telewizor.
- Pomimo treści art. 1 ustawy o ochronie zwierząt, który stanowi, że zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą, o tyle w świetle obowiązujących przepisów, traktowane jest jako rzecz. Wobec tego, spory o zwierzęta domowe bardzo często są przedmiotem zainteresowania sądów w sprawach rozwodowych i idących za nimi sprawami o podział majątku dorobkowego, bo w przypadku rozstania małżonków wspólny pies, kot czy inne zwierzę jest składnikiem majątku podlegającym podziałowi tak samo jak mieszkanie, samochód czy inne przedmioty – podaje Aleksandra Kursa, adwokat prowadząca własną kancelarię.
Zdaniem Piotra Dobrowolskiego, adwokata i doktora nauk prawnych, Stowarzyszenie Prawnicy na Rzecz Zwierząt, w pierwszej kolejności trzeba brać pod uwagę to, co najlepsze dla kota, psa czy innego zwierzaka. Człowiek jest mu w końcu winien humanitarne traktowanie, co wynika wprost z przepisów. Z drugiej strony nie da się kompletnie pominąć potrzeb opiekunów.
Więź opiekuna ze zwierzęciem to według niektórych sądów dobro osobiste.
- Sądy coraz częściej pochylają się nad kwestią opieki nad zwierzętami po rozstaniu stron. Pod uwagę brane są najczęściej okoliczności, które z małżonków ma lepsze warunki do utrzymania zwierząt, kto dysponuje czasem do sprawowania osobistej opieki i w istocie kto „bardziej” zajmował się zwierzęciem do rozstania - mówi Aleksandra Kursa.
Również kwestie finansowe nie są wprost uregulowane, gdyż prawo nie przewiduje instytucji „alimentów na zwierzę”.
- W praktyce koszty utrzymania psa lub kota mogą jednak pośrednio pojawiać się przy ustalaniu sytuacji majątkowej stron, wysokości świadczeń między małżonkami czy kosztów utrzymania dziecka, jeżeli zwierzę pozostaje pod jego codzienną opieką – tłumaczy Julia Berg-Bajraszewska.
Relacje ze zwierzęciem i między ludźmi bywaj skomplikowane
Rozstanie często wiąże się z dylematem, z którym z byłych partnerów ma zostać zwierzę.
- Czasami jest tak, że ono było wspólnie adoptowane, a czasami ktoś "wniósł" je do związku, ale drugi z partnerów związał się z nim emocjonalnie i chciałby nadal się nim opiekować. Zdarza się więc opieka naprzemienna, która funkcjonuje dobrze przez jakiś czas, ale często z upływem tego czasu opiekunom coraz trudniej jest się dogadać, ich drogi się rozchodzą, brak jest między nimi zgody co do sposobu opieki nad zwierzęciem i któraś ze stron decyduje o zakończeniu wspólnej opieki - opowiada Angelika Kimbort-Stępniak, radca prawny prowadząca własną kancelarię.
Sama opieka naprzemienna z punktu widzenia interesu zwierząt budzi zresztą szereg wątpliwości. Dla zwierząt znaczenie ma stały rytm dnia, rutyna, a częste zmiany otoczenia mogą wpłynąć negatywnie na stan zdrowia psów czy kotów. Mec. Kimbort-Stępniak zwraca też uwagę na to, że wiele oznak rozwijającej się choroby może być bagatelizowanych i traktowanych, jako reakcja na zmianę środowiska.
Pół biedy, gdy strony potrafią się porozumieć, co nie jest regułą. Zdarza się, że obu osobom zależy na czworonogu, czasem każdemu z innej przyczyny, a sytuacja nie jest prosta.
- Istnieją też bardziej skomplikowane stany faktyczne, gdy jedna ze stron twierdzi, że np. otrzymała zwierzę w prezencie, ale były partner lub partnerka izolują takie zwierzę, wskazując, że to oni są właścicielami "na papierze". I właśnie dokumenty świadczące o prawie własności są dla sądów kluczowe, choć zdarzają się orzeczenia, które ponad dokumenty przedkładają dobro zwierzęcia i to w jakich warunkach żyje ono w chwili orzekania. Znaczenie może mieć np. okoliczność, że jeden z partnerów zostawił zwierzę na dłuższy czas pod opieką drugiego z nich i żąda wydania zwierzęcia po wielu miesiącach nieinteresowania się nim, podczas gdy zwierzę ma już nową rutynę dnia, ustalony plan leczenia, godne warunki życia i z punktu widzenia dobrostanu tego zwierzęcia nie jest zasadne przenoszenie go w inne miejsce i burzenie całego jego świata – mówi Angelika Kimbort-Stępniak.
Skomplikowane kwestie przemocy
Julia Berg-Bajraszewska zauważa, że zwierzęta bardzo często pojawiają się również w kontekście przemocy domowej.
- Coraz częściej dostrzega się, że przemoc wobec zwierzęcia bywa formą przemocy pośredniej wobec partnera lub dziecka – sprawca krzywdzi zwierzę nie tylko po to, aby zadać cierpienie samemu zwierzęciu, ale także by wywołać strach, podporządkowanie czy poczucie bezradności u członków rodziny. Zwierzę staje się wówczas narzędziem kontroli psychicznej, ale jednocześnie samo pozostaje realną ofiarą przemocy, odczuwającą ból, stres i cierpienie - tłumaczy Berg-Bajraszewska.
Mimo że w literaturze oraz praktyce coraz częściej wskazuje się na potrzebę ujmowania takich sytuacji w szerszej perspektywie przemocy domowej i ochrony wszystkich jej ofiar, nie tylko ludzi, to obowiązujące rozwiązania prawne nie zapewniają spójnych instrumentów, pozwalających na pełne uwzględnienie dobrostanu zwierzęcia w tego rodzaju sporach.
- Brak wyraźnych podstaw normatywnych dotyczących pieczy nad zwierzęciem po rozstaniu partnerów powoduje, że ochrona interesów zwierzęcia pozostaje w dużej mierze zależna od konstrukcji właściwych dla prawa majątkowego lub rodzinnego, które nie zostały stworzone z myślą o specyfice relacji człowiek-zwierzę – podkreśla Julia Berg-Bajraszewska.
Najlepszym rozwiązaniem jest ugoda
Kwestię opieki nad zwierzęciem i kosztów tym związanych najlepiej jest ustalić, zawierając ugodę.
- Dlatego najlepiej, kiedy opiekunowie sami się dogadają, zawierając między sobą jakieś porozumienie - lepsze od nawet najlepszego wyroku - uważa Piotr Dobrowolski. I niektórym rozstającym się parom udaje się porozumieć.
- Część spraw udaje się załatwić polubownie na mocy pisemnych porozumień pomiędzy byłymi partnerami. Do tej pory wszystkie takie sprawy kończyły się w taki sposób, że zwierzę zostawało z jednym z byłych partnerów. Zdarza się jednak, że strony nie mogą dojść do porozumienia i któraś z nich występuje do sądu z roszczeniem np. o przywrócenie posiadania, ustalenie istnienia prawa własności lub wydania zwierzęcia. I choć roszczenia te mogą być zasadne, to same postępowania sądowe mogą ciągnąć się miesiącami – podaje Angelika Kimbort-Stępniak.
W ocenie Piotra Dobrowolskiego, kiedy to niemożliwe, sąd powinien rozważyć, gdzie zwierzęciu jest najlepiej. Do kogo jest najbardziej przywiązane, gdzie ma najdogodniejsze warunki bytowe, czy który z opiekunów daje rękojmię najlepszego sprawowania opieki. W sprawach najbardziej spornych może się okazać, że będzie musiał wypowiedzieć się biegły sądowy – lekarz weterynarii, behawiorysta bądź zootechnik. Nie jest też wykluczone rozliczenie wydatków na zwierzę, objętych współwłasnością, kiedy jeden z opiekunów nie łożył tyle, co drugi, na utrzymanie wspólnego zwierzęcia.
To trudne sytuacje dla wszystkich, często także dla zwierzęcia, które zmuszone było do rozstania się z człowiekiem, z którym było najbardziej związane.
- Najciekawszą sprawą, z jaką do tej pory się spotkałam była ta, gdzie uznania istnienia współwłasności psa domagała się siostra opiekuna psa na tej podstawie, że czasami opiekowała się psem i się z nim zżyła. Sprawa nie zakończyła się dla niej pomyślnie. Oczywiście współczułam jej cierpienia i tęsknoty za psem, jednak okazjonalna pomoc w opiece nad zwierzęciem nie prowadzi do powstania prawa własności względem niego – mówi Angelika Kimbort-Stępniak.







