Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

NSA: Flisacy muszą zapewnić kamizelki ratunkowe na spływie Dunajcem

Flisacy ze spływu przełomem Dunajca domagali się, aby mogli pływać bez konieczności wyposażenia łodzi w kamizelki ratunkowe dla turystów. Nie godzi się na to Dyrektor Urzędu Żeglugi Śródlądowej, a także Minister Infrastruktury, a ich decyzje nakazujące, aby na pokładzie była odpowiednia liczba kapoków, podtrzymał właśnie Naczelny Sąd Administracyjny.

Kapok Kamizelka ratunkowa Grupa
Źródło: iStock

Trasa popularnego spływu do Szczawnicy, którą flisacy pokonują w dwie godziny i kwadrans, liczy 18 kilometrów. Dunajec tworzy na tym swoim odcinku wiele malowniczych zakoli, a ściany skalne osiągają nawet około 300 metrów wysokości. Można też wybrać dłuższy o pięć kilometrów wariant do Krościenka i płynąć pół godziny dłużej. Na każdy zestaw sprzężonych łodzi flisackich wchodzi 12 osób i może on popłynąć kilka razy dziennie, gdyż jest transportowany specjalną ciężarówką w górę rzeki. W zależności od momentu sezonu flisacy dysponują 50-200 łodziami, co daje możliwość przewiezienia dziennie nawet 2400 turystów. Sezon trwa od początku kwietnia do końca października, a uświęconą tradycją są dwa dni przerwy – Poniedziałek Wielkanocny i Boże Ciało. Innym zwyczajem jest też oznaczanie łodzi - nie mają one numerów burtowych kończących się na „13”, brakuje też jednostki z numerem „666”. Flisacy sprawnie manewrują w wartkim nurcie rzeki, snując opowieści o rzece i górach, pokazując też miejsce, gdzie jakoby przez Dunajec przeskoczył z jednego brzegu na drugi sam Janosik, legenda zbójników. Flisacy są przystrojeni w góralskie kapelusze oraz charakterystyczne niebieskie kamizelki z barwnymi wzorami - jednak to nie tych kamizelek dotyczył spór sądowy z urzędnikami, ale poszło o kapoki ratunkowe, w które powinny być wyposażone łodzie.

Sprawa bezpieczeństwa turystów na spływie co pewien czas rozbudza emocje, gdy w mediach przypomina się sprawy sprzed ponad dwudziestu lat - podczas rejsu na rzece San w 2005 r. utopiło się pięciu turystów z Kielecczyzny, którzy wpadli w silny nurt, a nie mieli kamizelek ratunkowych. Przełom Dunajca też ma swoje ofiary, choć – jak zaznacza Stanisław Wójcik, dyrektor krakowskiej delegatury Urzędu Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu – jest ich bardzo mało. Choć zorganizowana działalność flisaków trwa od połowy lat 30-tych XX wieku, to pierwsze spływy turystyczne miały miejsce już wiek wcześniej, od 1832 r. Jest to więc bardzo stara tradycja, a pierwszy wypadek turystów podczas nocnego spływu słabo oświetlonymi łodziami – który miał miejsce w 1839 r. – opisuje podróżniczka Łucja Rautenstrauchowa. W tym akurat przypadku wywrotka jednej z łodzi skończyła się bez ofiar. Zupełnie inaczej było jednak 13 czerwca 1960 r. podczas spływu „na dziko” zorganizowanego przy zbyt wysokiej wodzie. Poniżej urwisk Białej Skały, łódź się wywróciła i utopiło się 16 uczniów Zespołu Szkół Elektrycznych z krakowskiej Nowej Huty. Zginął też przewożący ich flisak, zaś nauczycielka płynąca z innymi nastolatkami na sąsiedniej łodzi zmarła na atak serca. W 2003 r. – choć akurat też nie podczas zorganizowanego spływu, ale przepływając łódką na drugi brzeg po zejściu ze szczytu Sokolicy – do wody wpadło dwóch małych chłopców, a których jeden zginął, a drugi został poważnie ranny. W 2019 r. – to zdarzenie miało miejsce akurat podczas spływu - utopił się 58-letni flisak, który zasłabł i wpadł do rwącej wody. Rok wcześniej podobny incydent nie skończył się - na szczęście - śmiercią innego sterującego tratwą. Kilka poważnych wypadków mieli też słowaccy flisacy brawurowo pływający tą trasą i dyrektor Wójcik radzi mocno zastanowić się, czy korzystać z usług tamtejszych flisaków, gdyż są on poza jakąkolwiek kontrolą polskich urzędników. Jednocześnie dyrektor Wójcik podkreśla, że pienińscy flisacy po polskiej stronie rzeki mogą uchodzić za wzór organizacji, szkolenia i dbałości o sprzęt, pływają też bardzo bezpiecznie. Mają swoją tradycję przekazywaną „z dziadza pradziada”, wymogi, regulaminy, na łodzie nie trafia też nikt przypadkowy, gdyż wymaga to wieloletniego szkolenia i egzaminów.

Bezpieczeństwo ceprów ma priorytet

Skąd więc batalia sądowa flisaków z urzędnikami? Organizacja skupiająca pływających łodziami – której pełna nazwa brzmi „Polskie Stowarzyszenie Flisaków Pienińskich na Rzece Dunajec w Sromowcach Niżnych” - wystąpiła w 2022 r. do krakowskiej delegatury Urzędu Żeglugi Śródlądowej, a następnie do Ministra Infrastruktury o jednorazowe zezwolenie na tzw. wielokrotny przewóz specjalny obejmujący cały sezon turystyczny. Choć i urzędnicy w Krakowie i Ministerstwo Infrastruktury generalnie poparli wniosek flisaków, to jednak z jednym znaczącym zastrzeżeniem. Po wcześniejszych kontrowersjach, a także sygnałach od turystów, którzy – nawet stanowczo żądając - mieli problemy z dostaniem kamizelek ratunkowych od flisaków, urzędnicy nie zgodzili się na odstąpienie od obowiązku wyposażenia łodzi flisackich w kamizelki ratunkowe, a wręcz nakazali, aby każdy sprzężony zestaw pięciu czółen związanych linami był wyposażony w odpowiednią ich liczbę (odpowiadającą co najmniej liczbie zabranych turystów).

Chodziło o to, jak intepretować dwa przepisy: załącznik do rozporządzenia z 28 kwietnia 2003 r. w sprawie przepisów żeglugowych na śródlądowych drogach wodnych (Dz. U. z 2003 r., Nr 212, poz. 2072), a także par. 6 ust. 1 rozporządzenia z 5 listopada 2010 r. w sprawie wymagań technicznych i wyposażenia statków żeglugi śródlądowej oraz upoważniania podmiotów do wykonywania przeglądów technicznych statków (Dz. U. z 2010 r. Nr 216, poz. 1423).

W załączniku określono, że przewozy specjalne powinny odbywać się zgodnie z warunkami określonymi w zezwoleniu. Statki i scalone materiały pływające powinny też być tak zaprojektowane i wyposażone (zgodnie z odrębnymi przepisami w sprawie wymagań technicznych i wyposażenia statków żeglugi śródlądowej), aby zapewnić bezpieczeństwo żeglugi oraz bezpieczeństwo osób znajdujących się na statku. Te drugie rozporządzenie to zaś właśnie te „odrębne przepisy w sprawie wymagań technicznych i wyposażenia statków żeglugi śródlądowej”. Przewiduje ono, że statek żeglugi śródlądowej powinien być wyposażony w pasy lub kamizelki ratunkowe w liczbie odpowiadającej liczbie osób znajdujących się na statku oraz w koła ratunkowe. Wyjątkami są jedynie te jednostki, które na stałe cumują przy nabrzeżach.

Co ciekawe, urzędnicy nie zgodzili się na powołanie biegłego, który przeprowadziłby wizję lokalną na spływie. Po pierwsze, opinia taka nie mogłaby bowiem nic zmienić - ani prowadzić do obejścia przepisów prawa, ani ograniczać swobody decyzyjnej organu, na którym spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi. Po drugie, pracownicy Urzędu Żeglugi Śródlądowej bardzo często bywają na spływie, jak i są zapraszani na flisackie uroczystości i doskonale wiedzą, jak wygląda tam rzeczywistość. Urzędnicy nie uznali także za wystarczające wyposażenie łodzi jedynie w nietonące rzutki. Nie są to bowiem zabezpieczenia indywidualne, z których w razie wypadku mogą korzystać wszyscy pasażerowie łodzi flisackiej w tym samym czasie. Na wyposażeniu jednostki są jedynie po 2-3 tego typu rzutki. To indywidualna kamizelka ratunkowa jest najbezpieczniejszym, indywidualnym i podstawowym środkiem zabezpieczającym przed skutkiem nieprzewidzianych wypadków na wodzie.

Sądy nieczułe na gorzkie żale flisaków

Niezadowoleni z urzędniczych nakazów flisacy zaskarżyli je w 2022 r. i 2023 r. do sądów administracyjnych. Flisacy uważali, że ministerstwo nie ma racji, przyjmując, że istnieje bezwzględny obowiązek wyposażenia łodzi flisackich w kamizelki ratunkowe w liczbie odpowiadającej liczbie osób znajdujących się na statku. Ich zdaniem, takiego obowiązku generalnie nie ma, a wyposażenie techniczne łodzi flisackich musi zostać określone w zezwoleniu wydanym przez właściwego dyrektora urzędu do spraw żeglugi śródlądowej na podstawie jego specjalistycznej wiedzy i doświadczenia, przy uwzględnieniu archaicznej budowy i tradycyjnego charakteru łodzi flisackich, wykorzystywanych do spływów przełomem Dunajca. Ponadto flisacy argumentowali, że wyposażenie łodzi w kapoki wcale nie zwiększy bezpieczeństwa turystów, za to w istotny sposób utrudni prowadzenie spływu. Godzi też w tradycyjny sposób jego realizacji, nie mówiąc już o dodatkowych kosztach wyposażenia łodzi.

Decyzję Ministra Infrastruktury podtrzymali jednak najpierw sędziowie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (zarówno te dla sezonu 2022, jak i 2023 r.), a teraz także NSA, z tym że po dwóch niekorzystnych wyrokach WSA flisacy wnieśli skargę kasacyjną jedynie w sprawie dotyczącej zezwolenia na 2022 r. Dyrektor Stanisław Wójcik podkreśla też, że obecnie - od 2024 r. - Urząd Żeglugi Śródlądowej wydaje corocznie analogiczne decyzje nakazujące wozić w łodziach kamizelki ratunkowe, ale nie są już one zaskarżane przez flisaków. Urzędnicy z Krakowa kontrolują też, czy w głębokich połączonych czółnach flisacy zabierają ze sobą odpowiednią liczbę kamizelek. Dyrektor przyznaje, że warunki przewozu kamizelek są trudne, ale nie oznacza to, że można od tego warunku odstąpić. Cieszy się również, że – pomimo początkowego oburzenia na decyzję urzędników – flisacy już nie toczą kolejnych batalii sądowych o uchylenie nakazu zapewniającego turystom wyższy poziom bezpieczeństwa i większy komfort psychiczny.

Co do zarzutów flisaków o uciążliwości nałożonych na nich obowiązków, to jeszcze WSA w Warszawie podkreślał, że urzędnicy wcale nie nakazują wyposażenia każdej z łodzi w 12 kamizelek (tyle osób maksymalnie mogli przewozić flisacy, zgodnie z zezwoleniem), ale jedynie w taką liczbę kapoków, która odpowiada liczbie przewożonych turystów. Jeżeli zatem umieszczenie kompletu kamizelek na łodzi spowodowałoby znaczne konsekwencje finansowe związane z zakupem certyfikowanego sprzętu dla wszystkich łodzi flisackich, możliwe jest zmniejszenie liczby pasażerów rejsu, a tym samym zmniejszenie liczby wymaganych kamizelek i wygospodarowanie w ten sposób przestrzeni na nie. Kamizelki ratunkowe stanowią element wyposażenia ruchomego, mają niewielkie rozmiary i są czymś normalnym nawet na jednostkach znacznie mniejszych niż łodzie flisackie. Sędziowie doradzili też flisakom-malkontentom, że skoro się martwią o miejsce na kapoki w łodziach, to zawsze mogą poprosić o ich założenie przez turystów na cały czas trwania spływu i wtedy problem „magazynowo-logistyczny” sam się szybko i sprawnie rozwiąże.

Sędziowie nie mieli też wątpliwości, że sam wymóg, aby jednostka pływająca była zaprojektowana jako bezpieczna, nie oznacza jeszcze, że nie musi mieć wyposażenia ratunkowego. Jest wręcz przeciwnie.

Żegluga po drogach wodnych (przewozy specjalne) scalonych materiałów pływających może się odbywać wyłącznie na podstawie zezwolenia, a co za tym idzie na podstawie określonych nim warunków. Warunki te – co nie mniej oczywiste – muszą przede wszystkim uwzględniać (co jest założeniem aksjomatycznym) zapewnienie koniecznych wymogów bezpieczeństwa, zwłaszcza zaś bezpieczeństwa osobistego pasażerów. Co siłą rzeczy prowadzi do wniosku, że wymogi te nie mogą ustępować przed argumentami eksponującymi znaczenie konsekwencji mających (zdaniem strony skarżącej) wynikać z tradycji flisackich, historycznego waloru oraz historycznej konstrukcji łodzi flisackich, czy też ich konstrukcji, która tym samym miałaby się sprzeciwiać ustanowieniu w wydanym zezwoleniu wymogu wyposażenia zestawów sprzężonych łodzi flisackich w kamizelki ratunkowe w liczbie odpowiadającej liczbie osób znajdujących się na sprzężonej łodzi flisackiej – uzasadniał wyrok NSA sędzia Wojciech Kręcisz.

Co do zasady, każdy statek (z wyjątkiem jednostki na stałe zacumowanej do nabrzeża) powinien być wyposażony w pasy lub kamizelki ratunkowe w liczbie odpowiadającej liczbie osób znajdujących się na statku oraz w koła ratunkowe. NSA podkreślił, że wymóg odpowiedniego wyposażenia statku w środki bezpieczeństwa osobistego osób znajdujących się na statku, w tym zwłaszcza jego pasażerów, stanowi wspólny mianownik warunków bezpiecznej żeglugi po drogach wodnych, co siłą rzeczy odnosi się również do przewozów specjalnych scalonych materiałów pływających, które mogą się odbywać wyłącznie na podstawie zezwolenia oraz na podstawie określonych nim warunków. NSA uznał, że obowiązuje tutaj bezwzględnie zasada „safety first” - podkreślenie więc wymogu bezpieczeństwa w BHP, życiu codziennym, ale też w transporcie nie jest nie tylko sprzeczne z prawem, ale wręcz silnie uzasadnione i trudno zarzucać, że jest choćby tylko nieproporcjonalne w relacji do celu, któremu wymóg ten służy. Podczas spływu łodzią flisacką pasażerowie narażeni są potencjalnie na różnego nieprzewidywalne, niebezpieczne sytuacje, jak silny nurt, wiry, mielizny, zderzenia z innymi jednostkami itp. Nie są może one statystycznie częste, ale mogą być śmiertelnie groźne. Dotychczasowy brak wypadków nie oznacza też, że nie mogą się one wydarzyć w przyszłości.

Orzeczenie jest prawomocne. Czy to jednak wpłynie na praktykę na spływie przełomem Dunajca i więcej osób będzie korzystało z kamizelek ratunkowych? „Na życzenie uczestników spływu wypożyczamy kapoki” – informuje wszystkich chętnych na spływ na swojej stronie internetowej flisackie stowarzyszenie. Dyrektor Stanisław Wójcik też podkreśla, że flisacy już zakupili i powinni wozić na łodziach certyfikowane kamizelki, a jego urzędnicy kontrolują spływ pod tym kątem.

Wyrok NSA z 26 maja 2026 r., II GSK 787/23

Polecamy książki prawnicze dla każdego