W Sejmie o ustawie praworządnościowej – dla MS priorytet, wśród sędziów rozłam
Naruszenie przepisów Konstytucji, nieuwzględnienie uwag Komisji Weneckiej, brak należytej oceny skutków proponowanych zmian dla wymiaru sprawiedliwości – to tylko niektóre zastrzeżenia, które wybrzmiewały ze strony części stowarzyszeń sędziowskich oraz organizacji pozarządowych podczas wysłuchania publicznego w sprawie ustawy praworządnościowej. Inne – podobnie jak MS – popierając regulacje, wskazywały na konieczność jej przyjęcia ze względu na dramatyczną sytuację w wymiarze sprawiedliwości i wyroki trybunałów unijnych.

Chodzi oczywiście o projekt ustawy o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa poprzez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa podjętych w latach 2018–2025. Zakłada on, że uchwały obecnej KRS w zakresie wniosku o powołanie do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego SN, sądu apelacyjnego, okręgowego, rejonowego oraz m.in. sędziego NSA – po wejściu w życie ustawy – zostaną pozbawione mocy prawnej. W przypadku asesorów, referendarzy i asystentów nastąpi ex lege potwierdzenie skuteczności ich powołania na stanowisko sędziowskie. Ci sędziowie, którzy awansowali do sądów wyższej instancji, mają zostać przywróceni na poprzednie stanowiska, przy czym przez dwa lata większość z nich ma zostać delegowana do obecnych sądów w celu m.in. dokończenia spraw. Z kolei w przypadku tych sędziów, którzy przyszli spoza zawodu, ma zostać rozwiązany stosunek służbowy. Na osłodę mogą zostać referendarzami sądowymi. Mogą też ubiegać się o powrót do wcześniejszych zawodów – np. adwokata, radcy prawnego.
Do wysłuchania publicznego zgłosiło się w sumie 26 osób, ale przewodniczący Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka (SPC) Paweł Śliz dopuścił też osoby, które zgłosiły się np. po wskazanym czasie. Wśród zgłoszonych znaleźli się przedstawiciele Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Sędziów „Sędziowie RP” w Krakowie, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Sędziów Sądów Administracyjnych, Ogólnopolskiego Zrzeszenia Sędziów Aequitas, Stowarzyszenia Absolwentów i Aplikantów KSSiP „Votum” oraz Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski, Fundacji Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Fundacji Wolne Społeczeństwo i Forum Obywatelskiego Rozwoju. Na dodatkowej liście znaleźli się m.in. sędziowie ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia oraz – jak wskazano – przedstawiciele obywateli. Ostatecznie w wysłuchaniu nie wzięli udziału m.in. przedstawiciele HFPC – jak wyjaśniono, ze względu na chorobę.
Czytaj: W Sejmie wysłuchanie publiczne ustawy praworządnościowej>>
Problem jest, projekt go nie rozwiązuje
Jednym z rozmówców był sędzia Rafał Terlecki, członek stowarzyszenia Ogólnopolskie Zrzeszenie Sędziów „Aequitas”. Jak wskazywał, obecnie w wymiarze sprawiedliwości widać, że jest problem, ale – jak dodał – ten konkretny projekt ustawy go nie rozwiązuje. Podkreślił, że obecnie orzeka ok. 9 tys. sędziów, a ustawa swoimi skutkami ma objąć ok. 40 proc. spośród nich; w tym kilkuset ma zostać usuniętych z zawodu sędziego.
Ja orzekam w tej chwili w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku. Rozprawy w apelacjach, które obecnie wpływają, są wyznaczane na 2030 r. I powstaje pytanie, czy po tych zmianach, gdy sędziów w wydziałach będzie mniej, a część sędziów będzie pracowała na delegacji, to będzie szybciej czy będą większe opóźnienia – mówił. Wskazał, że problemów nie rozwiążą szybko nowe konkursy na sędziów, nawet jeśli prezydent zdecyduje się na podpisanie nowelizacji ustawy o KRS, zakładającej wybór do niej 15 sędziów/członków przez sędziów.
– W modelowych warunkach, które były w latach 2012–2017 (za czasów KRS, w skład której wchodzili sędziowie wybrani przez sędziów), od momentu ogłoszenia przez pana ministra wolnego miejsca sędziowskiego do momentu powołania sędziego mijał rok – powiedział. I dodał, że obecnie emocje i problemy są większe. – Zwróćcie państwo uwagę jeszcze na jedną rzecz. Są zastrzeżenia do naszych powołań jako sędziów powołanych od 2017 r. Ja, jeśli ustawa wejdzie w życie, będę sędzią z grupy żółtej. Zacząłem orzekać w roku 1997, a skończę w 2036, bo takie mamy przepisy. Jeśli te propozycje zaczną obowiązywać, będę robił dalej dokładnie to samo co teraz, tylko na przymusowej delegacji i przy ryzyku, że w każdym momencie prezes może tę delegację cofnąć. Czy wtedy będę mniej, czy bardziej niezależny? – wskazywał.
Kluczowy prezydent, nie KRS
Dr Przemysław Jadłowski, asesor sądowy w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia, ze Stowarzyszenia Absolwentów i Aplikantów KSSiP Votum, podkreślił – zgodnie z opinią jego stowarzyszenia – że „nie jest wystarczającym dla zaprzestania istnienia stosunku służbowego sędziego uznanie za bezskuteczną uchwały Krajowej Rady Sądownictwa”.
– Gdyż to nie uchwała KRS, a postanowienie prezydenta stanowi akt, który nawiązuje stosunek służbowy. Abstrahując od kwestii prawidłowości ukształtowania składu Krajowej Rady Sądownictwa, zwracam państwu uwagę na to, że nieusuwalność sędziego to nie jest jakiś jego przywilej. Sędzia jest nieusuwalny po to, żeby mógł swobodnie sprawować wymiar sprawiedliwości. Jeżeli więc mamy osoby, które od kilku lat ten wymiar sprawiedliwości sprawują, to teraz mówienie, że można ich usunąć, ponieważ nie są sędziami w rozumieniu konstytucji, sprawia, że ta gwarancja – nie dla sędziów, lecz dla podsądnych – jest iluzoryczna – podkreślał. – Co więcej, proszę sobie wyobrazić obecną sytuację podsądnych, których sprawy są sądzone przez sędziów powołanych przy udziale KRS w składzie ukształtowanym po 2018 r. Te osoby nie wiedzą, czy w najbliższym czasie nie zostanie tym sędziom wygaszony w ten lub inny sposób stosunek służbowy, a jednocześnie nadal orzekają. Przecież systemowo nie wprowadzono żadnego przepisu, który sprawiłby, że mają nie orzekać. Minister sprawiedliwości nie zdecydował się na wyłączenie ich z Systemu Losowego Przydziału Spraw, prezesi sądów nie zdecydowali, by nie przydzielać im spraw. Orzekają dalej, a jednocześnie ich podsądni mają poczucie, że nie ma żadnych gwarancji ich nieusuwalności – podkreślał.
Czytaj: Przywracanie praworządności - biznes boi się o sądy własności intelektualnej>>
Projekt niekonstytucyjny, sędzia bez prawa do sądu
Łukasz Zawadzki, sędzia Sądu Okręgowego w Opolu, członek Zarządu Ogólnopolskiego Zrzeszenia Sędziów „Sędziowie RP” oraz Stowarzyszenia „Prawnicy dla Polski”, ocenił, że projekt jest niezgodny z przepisami Konstytucji – choćby ze względu na konstytucyjną zasadę nieusuwalności sędziów. – Prezydent zgodnie z ustawą – Prawo o ustroju sądów powszechnych – powołuje sędziów nie na stanowisko sędziego, ale na stanowiska: sędziego sądu rejonowego, okręgowego lub apelacyjnego. Nie ma możliwości, aby w akcie o charakterze generalnym i abstrakcyjnym dokonać destrukcji prerogatywy prezydenta, która wynika z samej Konstytucji – mówił. Zaznaczył, że nawet sam prezydent nie może uchylić swojego aktu powołania sędziego. – A zatem skoro prezydent powołuje sędziów na odpowiednie stanowisko, a możliwość złożenia takiego sędziego z urzędu istnieje tylko po przeprowadzeniu zindywidualizowanego postępowania dyscyplinarnego, należy przyjąć, że proponowane rozwiązania są całkowicie sprzeczne z polską ustawą zasadniczą – podsumował.
Dodał również, podobnie jak inni uczestnicy wysłuchania, że nie ma wyroku ETPCz ani TSUE, które wskazywałyby na wadliwość powołań sędziów sądów powszechnych.
Tu warto przypomnieć, że również Helsińska Fundacja Praw Człowieka w swojej opinii dotyczącej projektu podkreślała, że status sędziów powołanych przez nową KRS powinien być uregulowany w sposób zgodny "z zasadą proporcjonalności i nie wykraczając poza to, co jest konieczne do wykonania wyroków sądów międzynarodowych i polskich". A o samym projekcie napisała, że "w żadnym miejscu orzeczenia te nie stworzyły motywów do dokonania tak głębokiej ingerencji w wymiar sprawiedliwości". Podkreślała również, że projekt nie daje możliwości sędziom, których dotyczy, skontrolowania takiego rozstrzygnięcia przez sąd. - Projektodawcy proponują jedynie, aby kontrola sądu dotyczyła tego, czy dana osoba zostanie zakwalifikowana do danej grupy poprawnie, a więc sprawdzenia, czy przed powołaniem na stanowisko sędziowskie z udziałem nowej KRS pełniła ona rolę np. adwokata lub radcy czy sędziego. To pozór ochrony sądowej. Nie da się uznać, że tak skonstruowany środek zaskarżenia będzie stanowił realizację prawa do sądu – wskazywała Fundacja. I podkreśliła, że to nie realizuje wymogu art. 180 Konstytucji, który dla przeniesienia lub złożenia sędziego z urzędu wymaga orzeczenia sądu.
Prerogatywy prezydenta w konstytucji nie ma?
Sędzia Aleksandra Wrzesińska-Nowacka z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Sędziów Sądów Administracyjnych podkreśliła natomiast, że przyjęcie tego projektu jest potrzebne m.in. ze względu na obywateli, którzy mają prawo do niezależnego sądu i niezawisłego sędziego rozstrzygającego ich sprawę. - I trzeba to ich prawo, tu się ciągle podkreśla - wolę suwerena, uszanować - mówiła. Dodała, że w konstytucji nie ma określenia prerogatywa prezydenta, są tylko uprawnienia.
Dodawała, że uprawnienie prezydenta w zakresie powołania sędziego może zostać zrealizowane w momencie, kiedy ma on uchwałę Krajowej Rady Sądownictwa. Sędzia wskazała, że sytuacja ze statusem sędziów powołanych po 2017 r. musi zostać uregulowana, bo wymaga tego m.in. wyrok ETPCz Wałęsa przeciwko Polsce. - Polska już teraz płaci odszkodowania za naruszenie prawa obywatela do sądu i będzie te odszkodowania płaciła dalej. Zegar tyka. Termin wykonania wyroku już nam przesuwano dwukrotnie. Jeśli nie zostanie wykonany, zostaną uruchomione te sprawy, które w Trybunale oczekują - wskazywała. Odnosząc się do samych sędziów, którzy zdecydowali się na udział w konkursie sędziowskim, który odbywał się przy udziale obecnej KRS, stwierdziła, że sędzia powinien być nie tylko znakomitym prawnikiem, ale i "osobą o nieskazitelnym charakterze". - Osoba o nieskazitelnym charakterze powinna się zastanowić, czy przystępować do konkursu przed taką Radą, która nie została prawidłowo powołana - podsumowała.
Chcemy wyprowadzić politykę z sal sądowych
Wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur ponownie podkreślił konieczność przyjęcia ustawy. - Chciałbym posłużyć się cytatem z mów obrończych jednego z adwokatów, który występował w procesie politycznym z lat 50. On powiedział: Kiedy polityka wchodzi do sali sądowej jednymi drzwiami, sprawiedliwość wychodzi z tej sali innymi drzwiami. Naszym celem jest wyprowadzenie polityki z sal rozpraw w interesie obywateli, którzy mają prawo do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą, bo tylko taki sąd daje im gwarancję rzetelnego rozpoznania sprawy w sposób wolny od nacisków zewnętrznych - zapewniał.
Uzasadniając regulacje, powoływał się też na artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz artykuł 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej i artykuł 45 Konstytucji RP. Wskazał, że są to przepisy praktycznie jednobrzmiące.
Każdy obywatel demokratycznego państwa opartego na zasadzie rządów prawa ma prawo do rzetelnego procesu przed niezależnym i bezstronnym sądem ustanowionym ustawą. I ten projekt ustawy, o którym dzisiaj dyskutujemy, któremu są poświęcone wystąpienia, jest jednym z dwóch kamieni milowych, żeby prawo do rzetelnego procesu przed niezależnym i bezstronnym sądem dla polskich obywateli przywrócić - mówił. Dodał, że drugim kamieniem milowym jest nowela o Krajowej Radzie Sądownictwa, która czeka na podpis prezydenta.
Wiceminister ocenił równocześnie, że "stan polskiego sądownictwa po ośmiu latach pseudo reform jest tak zły, że w zasadzie gorzej już być nie może". Dodał, że ok. 100 spraw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, których podstawą był udział nieprawidłowo powołanych sędziów w orzekaniu, zostało już rozstrzygniętych. A Polska wypłaciła już odszkodowania w wysokości ok. 5,5 mln zł.
A to dopiero początek góry lodowej, ponieważ tych spraw w biegu, gdzie podstawą wniosku o odszkodowanie jest udział nieprawidłowo powołanego sędziego, jest ok. 1000 - podsumował.





