LEX Dział prawny - promocja miesiąca
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Ustawa frankowa nie wystarczy? Pełnomocnicy chcą dalej idących zmian

Większe możliwości wnoszenia e-pism w sprawach frankowych, dotkliwe sankcje procesowe dla banków za apelacje oparte na argumentacji wielokrotnie odrzucanej przez TSUE, SN i sądy apelacyjne, a nawet wprowadzenie ustawowych terminów dla sądów na przeprowadzenie pierwszej rozprawy, zakończenie postępowania i wydanie wyroku – to propozycje rozwiązań, które w ocenie pełnomocników pozwoliłyby skutecznie rozwiązać nie tylko problem ze sprawami frankowymi, ale także z pozostałymi kredytami denominowanymi lub indeksowanymi do innych walut, zwłaszcza do euro.

Waga Mlotek
Źródło: iStock

Ustawa frankowa, obowiązująca od 7 sierpnia br., jest zwykle przez pełnomocników chwalona, choć, jak podkreślają, spóźniona. Przypomnijmy, że zgodnie z nią pozew frankowicza, z chwilą doręczenia go bankowi z mocy prawa, wstrzyma spłatę kredytu do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia. Sąd pierwszej instancji będzie mógł rozpoznać sprawę na posiedzeniu niejawnym również w przypadku, gdy strona złożyła wniosek o wysłuchanie jej na rozprawie. Również w apelacji sprawy frankowe będą mogły być rozpatrywane na posiedzeniu niejawnym, i to mimo złożenia przez stronę wniosku o przeprowadzenie rozprawy. Zmiany objęły też uzasadnienia. Jeżeli okoliczności sprawy nie będą stały temu na przeszkodzie, uzasadnienie wyroku pierwszej instancji będzie mogło ograniczyć się do powołania na pozew, odpowiedzi na pozew, dalszych pism przygotowawczych doręczonych stronie przeciwnej przed zamknięciem rozprawy oraz wskazania przepisów prawa, na których sąd w rozstrzygnięciu się oparł.

Czytaj: Frankowicze nie muszą już spłacać kredytu? Zależy od sytuacji>>

Problem franków jeszcze długo nie zniknie

Tomasz Konieczny, radca prawny i partner w Konieczny, Polak Partnerzy, podkreśla, że ustawa, choć przewiduje kilka rozwiązań, które sędziom chcącym sobie ułatwić pracę dadzą możliwość szybszego i sprawniejszego orzekania, to jednak sama problemu frankowego nie rozwiąże, ani też nie odciąży nagle sądów.

Na pewno w pewnym stopniu odciążone zostaną obecnie sądy apelacyjne rozpatrujące zażalenia banków i kredytobiorców od postanowień zabezpieczających (na zawieszenie obowiązku spłaty rat lub na odmowę udzielenia takiego zabezpieczenia). Ustawa przewiduje proste cięcie – wszelkie tego typu postępowania zażaleniowe pozostawia się w aktach sprawy bez rozpoznania. Akta będą mogły więc wrócić do sądów okręgowych, a kredytobiorca od dnia wejścia w życie ustawy będzie korzystać z mocy prawa z zawieszenia spłaty rat – zaznacza Konieczny.

Widzi trzy zasadnicze mankamenty obowiązującej regulacji. W ocenie Koniecznego niezrozumiałe jest, dlaczego pominięto w niej kredyty denominowane lub indeksowane do innych walut, zwłaszcza do euro.

Po drugie, otwarto bankom możliwość wnoszenia powództw wzajemnych po terminie (po odpowiedzi na pozew), aż do zakończenia procesu w I instancji. To może skomplikować i spowolnić procesy, a nie je przyspieszyć. Na szczęście sędziom pozostawiono furtkę, tj. możliwość wyłączenia takiego powództwa wzajemnego do oddzielnego rozpoznania, jeżeli jego rozpoznanie łącznie z powództwem głównym mogłoby doprowadzić do nadmiernej zwłoki w postępowaniu. Jest to kwestia ocenna i niepodlegająca zażaleniu, więc przypuszczać należy, że sędziowie dość chętnie będą korzystać z tej możliwości, aby nie przedłużać zaawansowanego już postępowania z powództwa kredytobiorcy – mówi.

 

Można było ograniczyć koszty procesu

W jego ocenie ustawodawca mógł też przy okazji ograniczyć koszty procesu przerzucane na konsumenta w sprawach z powództw banków o zwrot kapitału kredytu. O co chodzi?

Gdy konsument wnosi pozew, to płaci 1 tys. zł opłaty sądowej, którą finalnie zwraca mu przegrywający bank. Jeśli jednak bank dochodzi zwrotu np. 500 tys. zł kapitału kredytu, to ponosi opłatę sądową w wysokości 25 tys. zł i w razie uwzględnienia takiego pozwu, sąd może (choć na szczęście często tego nie czyni, powołując się na orzecznictwo TSUE lub zasady słuszności) zasądzić ją od konsumenta na rzecz banku. A wystarczyła drobna korekta art. 13a ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych i objęcie tym przepisem także pozwów banków przeciwko konsumentom, względnie przyjęcie zasady, że w przypadku uwzględnienia takiego pozwu sąd może obciążyć konsumenta jedynie do kwoty 1 tys. zł, natomiast reszta powinna być zwracana bankowi – podsumowuje mecenas Konieczny.

Jak przyspieszyć apelację?

Mikołaj Baczyński, radca prawny prowadzący własną kancelarię, również podkreśla, że największym problemem nie są już sądy pierwszej instancji, tylko postępowania apelacyjne.

Banki nadal zaskarżają znaczną część niekorzystnych dla siebie wyroków, mimo że orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Sądu Najwyższego oraz sądów powszechnych jest od kilku lat jednolite i nie pozostawia większych wątpliwości co do sposobu rozstrzygania zdecydowanej większości spraw frankowych. Statystycznie zdecydowana większość apelacji składanych przez banki kończy się ich oddaleniem. Dla konsumenta oznacza to jednak kolejne miesiące, a często nawet lata oczekiwania na prawomocny wyrok – mówi.

I dodaje, że banki doskonale znają aktualną linię orzeczniczą i mają pełną świadomość niewielkich szans powodzenia większości wnoszonych środków odwoławczych, a składanie apelacji w takiej sytuacji jest najczęściej świadomym elementem strategii procesowej i próbą odsunięcia w czasie chwili ostatecznego rozliczenia z konsumentem.

Właśnie dlatego nowa ustawa powinna przewidywać rozwiązania zdecydowanie piętnujące nadużywanie prawa do wniesienia apelacji. Oczywiście prawo do kontroli instancyjnej jest jednym z podstawowych elementów rzetelnego procesu i nie może zostać ograniczone. Nie oznacza to jednak, że ustawodawca powinien pozostawać bierny wobec sytuacji, w której środek odwoławczy jest wykorzystywany wyłącznie jako instrument przewlekania postępowania. W przypadku oczywiście bezzasadnych apelacji, opartych na argumentacji wielokrotnie odrzuconej przez TSUE, Sąd Najwyższy oraz sądy apelacyjne, zasadą powinno być nakładanie na banki szczególnie dotkliwych sankcji procesowych. Obejmować mogłyby one obowiązek zwrotu zwielokrotnionych kosztów procesu, zasądzenie kosztów zastępstwa procesowego w podwyższonej wysokości, a także obowiązek zapłaty podwójnych odsetek ustawowych za opóźnienie za cały okres, o jaki postępowanie zostało wydłużone wskutek wniesienia oczywiście bezzasadnego środka odwoławczego – podsumowuje mec. Baczyński.

Zastrzega równocześnie, że wyjątek powinien dotyczyć wyłącznie spraw rzeczywiście nietypowych, w których stan faktyczny w sposób istotny odbiega od klasycznych spraw frankowych i rodzi rzeczywiste wątpliwości prawne.

 

Termin dla sądu na zakończenie postępowania i wyrok?

W ocenie mec. Baczyńskiego warto byłoby rozważyć wprowadzenie mechanizmu wzorowanego na postępowaniu gospodarczym, polegającego na określeniu ustawowego terminu, w którym sąd powinien zakończyć postępowanie i wydać wyrok.

 Nie byłoby to rozwiązanie nowe ani rewolucyjne. Polski ustawodawca już wielokrotnie uznawał, że określone kategorie spraw wymagają szczególnych instrumentów organizacyjnych, pozwalających zapewnić sprawność postępowania i koncentrację materiału dowodowego. Paradoksalnie obecnie to właśnie sprawy frankowe znacznie lepiej niż wiele postępowań gospodarczych nadają się do objęcia takim rozwiązaniem. O ile spory gospodarcze często dotyczą skomplikowanych relacji kontraktowych, wielomilionowych rozliczeń, odpowiedzialności za realizację inwestycji czy wymagają przeprowadzania licznych opinii biegłych, o tyle zdecydowana większość spraw dotyczących kredytów waloryzowanych opiera się na niemal identycznym stanie faktycznym – podsumowuje.

I argumentuje, że nie są to już sprawy precedensowe.

Fundamentalne zagadnienia prawne zostały rozstrzygnięte, a rozbieżności interpretacyjne, które jeszcze kilka lat temu uzasadniały ostrożność orzeczniczą, w zasadniczej części zostały wyeliminowane. W ogromnej większości postępowań sąd nie rozstrzyga nowych problemów prawnych, lecz stosuje ugruntowane standardy ochrony konsumenta do konkretnej umowy zawartej z bankiem. Trudno zatem znaleźć racjonalne uzasadnienie dla kilkuletniego oczekiwania na wyrok w sprawach, których stan prawny jest obecnie tak dobrze ukształtowany – podkreśla mec. Baczyński.

I dodaje, że model taki mógłby obejmować ustawowy termin na wyznaczenie pierwszej rozprawy, np. w ciągu trzech miesięcy od dnia wpływu pozwu do sądu, obowiązek wydania wyroku w określonym czasie od zamknięcia rozprawy, ograniczenie możliwości wielokrotnego odraczania posiedzeń, koncentrację materiału dowodowego już na początkowym etapie procesu oraz priorytetowe rozpoznawanie apelacji.

Wzmocnienie kadry i cyfryzacja

Adwokat Katarzyna Gabrysiak z Kancelarii Adwokackiej ATHENA również zaznacza, że największym wyzwaniem pozostaje ogromna liczba spraw frankowych trafiających do sądów apelacyjnych.

 Samo uproszczenie procedur nie wystarczy, jeśli nie zostaną zwiększone zasoby organizacyjne sądów. W mojej ocenie konieczne byłoby przede wszystkim zwiększenie liczby sędziów oraz pracowników wspierających ich pracę, utworzenie kolejnych, oprócz warszawskiego, wyspecjalizowanych wydziałów zajmujących się wyłącznie sprawami kredytów walutowych, dalsza cyfryzacja postępowań oraz rozwój elektronicznego obiegu dokumentów. Warto również rozważyć szersze wykorzystanie narzędzi informatycznych do zarządzania postępowaniami oraz ujednolicenie praktyki orzeczniczej poprzez szybsze rozstrzyganie zagadnień prawnych przez Sąd Najwyższy – mówi.

Także Damian Nartowski, radca prawny, partner w kancelarii WN Legal Wątrobiński Nartowski, rozwiązania upatruje w większej elektronizacji postępowań czy na przykład rozszerzeniu katalogu pism, które m.in. pełnomocnicy mogą wnosić przez portal informacyjny sądów w ramach toczących się postępowań.

 Od 1 marca br. są to np. apelacje, zażalenia. Warto byłoby ten katalog rozszerzyć. Dużym plusem, i to jest również rozwiązanie, które można zastosować w innych sprawach, jest zwiększenie kompetencji referendarzy. Moim zdaniem nadal nie wykorzystujemy w pełni doświadczenia, wiedzy i umiejętności referendarzy, którzy nie są po to, by tylko siedzieć w księgach wieczystych, a świetnie sprawdzają się w innych sprawach – podsumowuje.

 

Polecamy książki prawnicze