LEX dostarcza wiedzę. Libra pomaga zamienić ją w działanie
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Pogarda „trzeciej władzy” wobec asystentów i referendarzy sądowych

Jako wieloletni pracownik wymiaru sprawiedliwości – najpierw asystent sędziego, a obecnie referendarz sądowy – z bolesną rezygnacją obserwuję, jak władza państwowa od lat traktuje nasze grupy zawodowe. Ignorancja decydentów politycznych stała się elementem naszej codzienności. Brak realnych perspektyw awansu wertykalnego, niesatysfakcjonujące pensje i iluzoryczna ścieżka kariery. to standard. Zapomina się przy tym, że system, w którym gardzi się własnymi kadrami, prędzej czy później ulegnie całkowitej erozji – pisze Artur Skepka, referendarz sądowy w Sądzie Rejonowym w Bielsku Podlaskim.

artur skepka

Doskonałym tego przykładem jest aplikacja uzupełniająca sędziowska, która w intencji ustawodawcy miała stanowić formę rekompensaty za wyłączenie nam możliwości podchodzenia w trybie eksternistycznym do egzaminu sędziowskiego i startowania w konkursach sędziowskich. Limity przyjęć na tę aplikację są bowiem drastycznie niskie (w ostatnim naborze ponad czterokrotnie niższe od aplikacji sędziowskiej), co czyni ją elitarnym mirażem, a nie realną drogą rozwoju. Co więcej, kuriozalne przepisy uchwalone za poprzedniej władzy (i aprobowane przez obecną) dopuszczają do konkursu na tę aplikację osoby z zaledwie dwuletnim stażem zawodowym, podczas gdy do samego konkursu na stanowisko referendarza wymagany jest okres pięcioletniej asystenckiej harówki. Jakby tego było mało, sam proces rekrutacji – oparty jedynie na teście wiedzy, podczas którego zdający mogą swobodnie opuszczać salę, a garstka nadzorujących nie jest w stanie upilnować tłumu – budzi poważne wątpliwości co do transparentności i rzetelności. Tylko więc tych kilka faktów jednoznacznie świadczy o marginalizacji naszego środowiska. Doświadczenie zawodowe i ciężka, codzienna praca wieloletnich asystentów i referendarzy sądowych na rzecz sprawności wymiaru sprawiedliwości przedstawicielom władzy politycznej – wbrew ich odmiennym, gołosłownym deklaracjom – nie ma żadnego znaczenia.

Czytaj: Referendarz z egzaminem sędziowskim z szansą na szybszy awans na sędziego?>>

Asystent sędziego jako cynik i manipulant?

Do tego instytucjonalnego braku szacunku zdążyliśmy się już jednak, jako środowisko, paradoksalnie przyzwyczaić. Wszak nie każdy jest predystynowany do pełnienia zaszczytnego stanowiska sędziego. Istnieje jednak granica, której przekroczenie boli znacznie bardziej niż indolencja ustawodawcy odnośnie do zapewnienia klarownej ścieżki dojścia do prestiżowego zawodu. To moment, w którym pogardę zaczynamy odczuwać ze strony ludzi, z którymi dzielimy sądowe korytarze – ze strony sędziów. Choć na co dzień asystenci i referendarze stanowią fundament, na którym opiera się sprawność orzecznicza, w oczach niektórych sędziów wciąż jesteśmy urzędnikami drugiej kategorii. Co gorsza, uznaje się nas za cyników i manipulantów, którym z założenia nie należy wierzyć. Trudno o bardziej jaskrawy i bulwersujący przykład takiego podejścia niż sprawa, która niedawno przetoczyła się przez podlaskie wokandy, kończąc swój bieg w Sądzie Okręgowym w Białymstoku pod sygnaturą VIII Ka 501/25. Sprawa ta dotyczyła z pozoru błahego wykroczenia drogowego – nieprawidłowego parkowania. Obwinionym był asystent sędziego, którego sytuacja życiowa powinna być zrozumiała dla każdego człowieka. Jako że asystent mieszka na trzecim piętrze w bloku wielorodzinnym, a w pobliżu jego klatki schodowej nie ma wyznaczonych miejsc postojowych, zaparkował samochód przy tej klatce, naprzeciwko bramy garażowej sąsiada, wyłącznie na czas niezbędny do - jak wyjaśniał - przetransportowania małych dzieci.

Czytaj też w LEX: Instytucja asesora sądowego w polskim systemie wymiaru sprawiedliwości – czy istnieje potrzeba reformy jej statusu ustrojowego? >

Wykazując się pełną odpowiedzialnością i szacunkiem dla współmieszkańców, asystent pozostawił za przednią szybą pojazdu czytelną karteczkę z numerem swojego telefonu komórkowego, aby w razie potrzeby natychmiast przeparkować auto. Sąd jego wyjaśnienia potraktował jednak jako gołosłowne, odrzucając je w całości. Zamiast tego (wbrew kanonicznej zasadzie testis unus, testis nullus) za bezwzględną prawdę uznał wersję zgłaszającego sąsiada, której nielogiczność aż kłuje w oczy. Sąsiad ten, zamiast po prostu wykonać szybki telefon pod wskazany na kartce numer lub choćby wezwać Straż Miejską na miejsce, wolał skrupulatnie wykonać dokumentację zdjęciową. Co istotne, zdjęcia zrobił w taki sposób, aby nie zbliżać kadru do przedniej szyby, gdzie leżała kartka z numerem telefonu. Następnie wysłał je wiadomością e-mail do organów ścigania. Przed sądem świadek ten tłumaczył, że spieszył się, ponieważ tego dnia pełnił funkcję sędziego na zawodach sportowych i nie mógł się spóźnić.

Polecamy w LEX: Wykorzystanie narzędzi opartych o sztuczną inteligencję w pracy sędziego, asystenta sędziego i referendarza sądowego >

Trudno nie dostrzec rażącej sprzeczności. Skoro świadek tak bardzo się spieszył, to zrobienie zdjęć, zgranie ich, sformułowanie wiadomości e-mail i jej wysłanie zajęło mu znacznie więcej czasu niż jedno, kilkusekundowe połączenie telefoniczne, które natychmiast rozwiązałoby problem zablokowanego wjazdu. Mimo tak oczywistego braku logiki w zeznaniach zgłaszającego sąd uznał asystenta za winnego i go skazał. Intencja wydaje się jasna: asystent, jako osoba znająca prawo, musiał zostać potraktowany jako „cyniczny kombinator”, który rzekomo próbuje uciec od odpowiedzialności.

Czytaj: Prof. Gajda-Roszczynialska: Referendarz, asystent z egzaminem sędziowskim powinien móc podejść do konkursu sędziowskiego>>

Podwójne standardy prokuratora generalnego i wątpliwa delegacja sędziego referenta

Prawdziwy dramat i poczucie bezsilności wobec systemu pogłębiają jednak dalsze losy tej sprawy. Skazany asystent, nie zgadzając się z - w jego odczuciu - niesprawiedliwym wyrokiem, zwrócił się do prokuratora generalnego z wnioskiem o wywiedzenie kasacji. Organ ten odmówił. Można by uznać to za standardową procedurę, gdyby nie fakt, jak wybiórczo prokurator generalny korzysta ze swoich uprawnień. Warto bowiem w tym miejscu przypomnieć, że w głośnej, medialnej sprawie IV KK 37/22 prokurator generalny nie miał oporów przed wniesieniem skargi. W drobnej, ale życiowo istotnej sprawie urzędnika sądowego – odmówił. Dlaczego? Tamta sprawa miała wyraźne podłoże polityczne, jako że dotyczyła wulgarnych haseł na transparentach podczas głośnych protestów społecznych. Tam, gdzie można było zdobyć punkty polityczne, kasacja była możliwa. W sprawie zwykłego asystenta sędziego szukającego sprawiedliwości – drzwi zamknięto. Analizując tę odmowę, trudno też uciec od podejrzeń o najgorszy rodzaj środowiskowej solidarności i zależności. Nie można wszakże wykluczyć, że powodem odmowy wywiedzenia kasacji był fakt, że sędzia drugiej instancji, który wydał  prawomocny wyrok skazujący asystenta, był sędzią delegowanym przez ministra sprawiedliwości, będącego jednocześnie prokuratorem generalnym. Wywodząc kasację, prokurator kwestionowałby orzeczenie wydane przez swego nominata, a tym samym niejako przyznałby się do błędnej decyzji delegacyjnej. A że decyzja ta była niefortunna, świadczy fakt, że – jak wynika z jej treści – nastąpiła przy wyraźnym sprzeciwie prezesa macierzystego sądu delegowanego sędziego, który alarmował o dramatycznych brakach kadrowych swego sądu.

Czytaj też w LEX: System ważenia spraw – klucz do efektywności w zarządzaniu sądownictwem >

Minister arbitralnie i lakonicznie stwierdził jednak, że „sytuacja wydziału jest stabilna”. Od razu cisną się na usta trzy retoryczne pytania. Czy można mówić o stabilności orzeczniczej wydziału, w którym w wyniku delegacji zostało jedynie dwóch wokantów, a wydział obejmuje swą właściwością 50-tysięczny powiat? Czy sędzia, który beneficjuje z tak kontrowersyjnych decyzji kadrowych ministra sprawiedliwości, paraliżujących pracę jego macierzystego sądu, ma jakiekolwiek moralne prawo, by w procesie o błahe wykroczenie traktować wieloletniego asystenta sędziego jak manipulanta? Czy sędzia, którego bytność w sądzie wyższej instancji jest efektem ministerialnej decyzji, wydanej nie tylko wbrew głosowi środowiska sędziowskiego (reprezentowanego przez prezesa), ale nade wszystko wbrew zdrowemu rozsądkowi i dobru wymiaru sprawiedliwości, może z wyższością oceniać uczciwość podsądnych?

Czytaj: Referendarz z egzaminem i bez szans na stanowisko sędziowskie?>>

Tolerowanie kłamstwa przez „aparat sprawiedliwości”

Na powyższym festiwal ignorancji i instytucjonalnej ślepoty sądów i prokuratury się nie skończył. Walcząc o prawdę przy pomocy procedury karnej, asystent sędziego złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa składania fałszywych zeznań przez świadka. Ów rzekomo „spieszący się” świadek, chcąc prawdopodobnie ubarwić sprawę i ukazać ogrom poniesionej „szkody”, oświadczył bowiem przed sądem pod rygorem odpowiedzialności karnej, że po zawodach sportowych miał osobiście wynajęty tor wyścigowy i przez nieprawidłowo zaparkowany pojazd nie mógł z niego skorzystać, w związku z czym stracił wpłacone tytułem najmu pieniądze. Celem zweryfikowania tych twierdzeń asystent zwrócił się więc do zarządcy wspomnianego toru wyścigowego. Odpowiedź była jednoznaczna: w związku z organizacją zawodów sportowych tego dnia nikt nie miał i nie mógł mieć możliwości prywatnego wynajęcia toru. Co więcej, asystent zdobył także oficjalny harmonogram zawodów sportowych z tamtego dnia i wynikało z niego czarno na białym, że zawody trwały do godziny 17:00, a bezpośrednio po nich odbywały się trzy sesje treningowe trwające do godziny 19:00. Świadek fizycznie i logistycznie nie miał więc żadnej możliwości realizowania jakichkolwiek prywatnych jazd na tym obiekcie. Uzbrojony w te niepodważalne, pisemne dowody, asystent naiwnie sądził, że wobec dokumentów wystawionych przez niezależne podmioty prokurator zareaguje stanowczo. Stało się odwrotnie. Prokuratura wydała decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa, a sąd następnie utrzymał tę decyzję w mocy. Jak to uzasadniono? A jakżeby inaczej – prawomocnością wyroku wykroczeniowego. Organ śledczy, a w ślad za nim sąd, wyszedł najpewniej z założenia, że skoro sprawa wyrosła z „błahego” konfliktu o parkowanie i zakończyła się prawomocnym skazaniem, to nie warto uruchamiać wielkiej machiny śledczej dla weryfikacji, czy ktoś kłamał pod przysięgą. W konsekwencji przedłożone przez asystenta pisma od zarządcy toru i harmonogramy zostały uznane za nieistotne dla oceny intencji świadka. Instytucje, które na co dzień pouczają obywateli o obowiązku mówienia prawdy i szacunku do prawa, same usankcjonowały jawne krzywoprzysięstwo.

 

„Gardzenie” kadrami systemowi nie służy

Od lat środowisko asystentów i referendarzy alarmuje o braku jasnych perspektyw zawodowych oraz rażąco niespójnym systemie dojścia do urzędu sędziego. Kolejne ekipy decydentów politycznych wykazują się w tej materii trudną do zrozumienia ignorancją, pozostając głuchymi na merytoryczne postulaty i projekty zmian ustawowych. Co jednak boli najbardziej, to ignorancja ze strony samych sędziów, dla których asystent nie jest merytorycznym partnerem, lecz potencjalnym oszustem, którego słowo znaczy mniej niż niespójne zeznania osoby postronnej. Przykład wyżej opisanej białostockiej sprawy sądowej obnażył głęboko tę patologię mentalną, ukazując dobitnie, że asystent dla sędziego staje się godny zaufania tylko wtedy, gdy trzeba napisać skomplikowane uzasadnienie w wielotomowej sprawie pod presją czasu. Gdy jednak ów asystent staje przed sądem jako obywatel, całe to zaufanie nagle wyparowuje, a on zostaje zredukowany do roli kombinatora, który, aby uchylić się od zapłaty mandatu, gotów jest kłamać i pochopnie angażować wymiar sprawiedliwości.

Czytaj też w LEX: Dylematy wokół konstytucyjnego statusu prawniczych zawodów zaufania publicznego. Prawnicze zawody zaufania publicznego w Konstytucji RP >

W polskim wymiarze sprawiedliwości nigdy nie będzie dobrze, dopóki jego pracownicy będą traktowani w tak pogardliwy sposób przez swoich zwierzchników. Kto jak kto, ale sędziowie powinni wiedzieć to najlepiej, że autorytet wymiaru sprawiedliwości buduje się na szacunku do drugiego człowieka (zwłaszcza tego, z którym dzieli się sądowe korytarze). Brak zaufania i elementarnego szacunku ze strony sędziów niszczy sądownictwo od środka skuteczniej niż jakakolwiek zewnętrzna reforma polityczna. System, w którym gardzi się własnymi kadrami, prędzej czy później ulegnie całkowitej erozji.

Promptowanie, czyli sztuka zadawania trafnych pytań przez prawników - zobacz w LEX >

 

Polecamy książki prawnicze

Przejdź do: Due diligence nieruchomości, Maciej Boryczko - otwiera się w nowym oknie
Nowość
Due diligence BORYCZKO RGB
8% Rabatu
Sprawdź
Cena promocyjna: 275,08 zł | Cena regularna: 299,00 zł
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 224,25 zł