Miczek: Rozlosowywanie starych spraw nie rozwiąże problemu różnic w referatach
Wyrównywanie obciążenia sędziów jest kwestią wtórną, rozlosowywanie starych spraw nie rozwiąże problemu. Nie można bowiem zapominać o służebności sądów wobec obywateli i prawie obywatela do rozpatrzenia jego sprawy w sposób sprawny. Być może rozwiązaniem byłoby narzędzie do sprawdzania efektywności pracy sędziego, ale z uwzględnieniem kosztów generowanych w sprawach – mówi sędzia Zbigniew Miczek z Sądu Rejonowego w Tarnowie. W jego ocenie warto też rozważyć rozlosowywanie mniejszych pul spraw.

Patrycja Rojek-Socha: W ostatnim czasie głośno było o zarządzeniu wiceprezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, który przydzielił w sumie 25 starych spraw, po pięć, nowym asesorom i sędzi, która wróciła do wydziału cywilnego. Prezesi powinni mieć narzędzia do wyrównywania sędziowskich referatów?
Zbigniew Miczek: W mojej ocenie wyrównywanie obciążenia jest kwestią wtórną. Bo czym innym jest stan referatów, a czym innym - przydział spraw do prowadzenia. Możemy założyć, że System Losowego Przydzielania Spraw działa poprawnie, ale biorąc pod uwagę, że są pewne wątpliwości dotyczące jego założeń, może się okazywać, że przyczyną nierówności referatów są nie tyle zaburzenia statystyczne związane z przedziałem spraw, co różnica w czasie rozpatrywania spraw przez poszczególnych referentów. I ten drugi element, prowadzący do narastania spraw w referacie, może wynikać albo z okoliczności obiektywnych, albo subiektywnych.
Czytaj: Sędziemu zalegają sprawy? Samo wyrównywanie referatów nie pomoże>>
Takich jak, przykładowo, skomplikowany charakter spraw?
Tak, to jedna z okoliczności obiektywnych. Podobnie jak sposób zachowania procesowego stron, w szczególności obstrukcja procesowa jednej ze stron, konieczność przeprowadzenia dowodów z opinii biegłych lub świadków zagranicznych – to w sposób obiektywny wydłuża postępowanie.
A z drugiej strony - różni sędziowie mają różne tempo pracy. Niekiedy orzekają ekstensywnie, czyli przykładowo, uważając, że zarzut, na przykład przedawnienia lub braku legitymacji, jest zasadny, wydają szybko rozstrzygnięcie w tym zakresie bez przełożenia na postępowanie dowodowe, co zawsze kończy się wyrokiem oddalającym powództwo. Są i tacy, którzy mają oportunistyczne podejście do sprawy i mimo zarzutu przedawnienia czy braku legitymacji, będą przeprowadzali całe postępowanie dowodowe i pewnie również oddalą sprawę ze względu na brak legitymacji, ale załóżmy, po ośmiu miesiącach czy po roku. Czyli mamy praktycznie taką samą sprawę, ale różne podejście sędziego i różny czas jej trwania. Są też tacy sędziowie, którzy mają problem z zarządzaniem swoim referatem, czyli takim podejmowaniem czynności, aby były one efektywne pod względem ekonomiczności postępowania.
Możemy podać przykład?
Jestem w stanie wyznaczyć w jednym tygodniu rozprawę, na której przesłucham wszystkich świadków, i w następnym tygodniu – na której przesłucham strony. Świadków jest np. siedmiu. Są sędziowie, którzy rozbijają to na kilka różnych terminów i to w odległości czterech miesięcy od siebie. W praktyce trzy rozprawy zajmą im cały rok. No i kolejna kwestia – obawa przed uchyleniem. Są i tacy wśród nas, którzy zrobią wszystko, by w danej sprawie nie doszło do uchylenia, gdyż myślą o awansie albo będą prowadzić drobiazgowo postępowanie dowodowe, bez korzystania z tzw. prekluzji twierdzeń i dowodowej. Na marginesie należy zastanowić się, czy wytyczne dotyczące oceniania sędziów przez wizytatorów, skupiające się m.in. na statystyce uchylonych wyroków, są prawidłowe, skoro sędzia w pierwszej kolejności powinien rozpoznać te zarzuty niweczące, których zasadność (np. przedawnienie, potrącenie lub brak legitymacji) będzie prowadzić zawsze do oddalenia powództwa. Którą pragmatykę należy ocenić jako właściwą: wyznaczenie rozprawy w przedmiocie zarzutu przedawnienia lub braku legitymacji na zasadzie art. 220 k.p.c. i wydanie wyroku oddalającego powództwo na tej zasadzie, a następnie ewentualne jego uchylenie na skutek wniesienia apelacji, czy też przeprowadzenie całego postępowania dowodowego i uwzględnienie powództwa, a następnie – na skutek apelacji – zmiana wyroku i oddalenie powództwa wobec uznania zasadności zarzutu przedawnienia lub braku legitymacji?
Czytaj: Wagner: Przepisy powinny dawać możliwość reagowania na nierówne obciążenie sędziów>>
A czy nie wynika to z tego, że sprawa sprawie nierówna?
SLPS w sprawach cywilnych zakłada określone kategorie spraw. Jeżeli sędzia kończy sprawnie sprawy w danej kategorii, to będzie dostawał więcej spraw z tej kategorii. Na przykład mamy kategorię „budowlanka”, może się więc zdarzyć, że sędzia niekoniecznie będzie zainteresowany szybkim zakończeniem sprawy z tej kategorii, jeśli będzie miał świadomość, że skutkiem będzie przydzielenie mu kolejnych takich spraw. Nie możemy przy tym zapominać o prawie strony do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie. Załóżmy sytuację, że zostają zalane dwa mieszkania przez sąsiada mieszkającego powyżej. Dwóch powodów w tym samym czasie składa pozew o odszkodowanie. Ze względu na SLPS jedna sprawa trafia do sędziego A, który ma terminy czteromiesięczne. Druga sprawa trafia do sędziego B – z terminami siedmiomiesięcznymi. Czyli mamy taką samą sytuację, takie same środki dowodowe i różnicę między rozpatrzeniem jednej i drugiej sprawy. A to z kolei przełoży się na kolejne obszary. Jedna strona będzie mogła np. pójść szybciej do komornika, a dla tej drugiej strony, która będzie miała wyrok na przykład sześć miesięcy później, może już nie starczyć tych pieniędzy.
Czy w takim razie – powtórzę – prezesi powinni mieć narzędzia, żeby to kontrolować?
Myślę, że w warszawskiej sprawie kontrowersje wynikały z dwóch powodów – po pierwsze, wiceprezes rozdzielił sprawy poza SLPS, a po drugie, można było to odebrać jako „premiowanie” tych sędziów, którzy nie dają sobie rady z referatem i nie potrafią sprawnie nim zarządzać. Taka sytuacja, że ktoś nie daje sobie rady, więc sprawa jest mu zabrana i przekazana nowemu sędziemu, nie powinna mieć miejsca. Z drugiej strony, powtórzę – mamy obywateli, prawa obywateli, prawo do sprawnego rozpoznania sprawy. I wydaje się, że ta służebna rola sądu wobec obywatela oraz prawo obywatela do sądu i równego traktowania, daje podstawę dla prezesa sądu do tego, by w wyjątkowych sytuacjach zmienił referenta. Przy czym w mojej ocenie nie powinno być tak, że jedynym powodem zmiany jest nierównomierne obciążenie referatu, a w zasadzie fakt, że jeden sędzia radzi sobie lepiej, a drugi gorzej. Dlatego wydaje się, że trzeba wreszcie rozpocząć dyskusję, czy i jakie środki dyscyplinujące powinny być w takich sytuacjach stosowane wobec sędziów. To by było pewnie zasadne i sprawiedliwe. Z drugiej strony „nowi” sędziowie nie powinni dostawać wyselekcjonowanych spraw, tych, które innym nie pasują, nie powinni też narzekać, jeśli dostaną starą sprawę. Myślę, że takie sprawy są wyzwaniem i sporo można się na nich nauczyć. Przy czym, powtórzę, uzasadnieniem zmiany referenta nie może być jedynie nierównomierne obciążenie referatów, tylko prawo strony do uzyskania rozstrzygnięcia w rozsądnym terminie.
Na marginesie należy wskazać, że w ramach szkolenia aplikantów KSSiP nie ma żadnych zajęć związanych z organizacją pracy i uwzględnieniem zasad prakseologii.
Czytaj: Asesorzy dostali stare sprawy poza systemem losowania? Zarządzenia już uchylone>>
Przewodniczący wydziału będzie mógł sam wyznaczyć dwóch sędziów do składu "trójkowego">>
Sędzia wraca do wydziału? Dostanie nowe i stare sprawy>>
Jak rozumiem, w każdej takiej sytuacji powinien być wykorzystywany SLPS?
Oczywiście.
Mówiliśmy sporo o tym, że kwestia dużych referatów może wynikać nie tylko z charakteru sprawy, ale też podejścia sędziego. Jak można temu zaradzić?
To nie jest prosta sprawa. To jest też kwestia umiejętności sędziego, segregacji materiału dowodowego, analizy, czy w danej sprawie trzeba przesłuchać wszystkich świadków, czy też nie. Co istotne, sąd to nie fabryka. Sędzia powinien mieć czas, żeby zapoznać się ze sprawą, żeby ją przeanalizować, zaplanować czynności. Jak ma się 300 czy 500 spraw, to jest bardzo trudno, by jeszcze przed wyznaczeniem pierwszej rozprawy szczegółowo zapoznać się ze sprawą i rozpatrzyć wszystkie koncepcje. Być może warto byłoby rozważyć takie rozwiązanie, by wszystkie sprawy nie były rozlosowywane od razu. Moim zdaniem należałoby rozważyć taki wariant, że sędzia powinien mieć w referacie 30 spraw, którymi ma szybko, sprawnie obracać i szybko je zakończyć, a po zakończeniu kolejnej sprawy są dokładane kolejne. Z punktu widzenia założeń prakseologicznych ideałem powinno być prowadzenie tzw. rozprawy ciągłej, a więc np. trzy dni pod rząd, ale zazwyczaj nie jest to możliwe, bo brak jest na to wolnej sali rozpraw.
A czy można sprawdzić, jak sędzia sobie radzi?
Statystycznie? Nie ma możliwości takich analiz statystycznych przy wizytacjach, które by pokazały nie tylko, ile czasu zajmuje sędziemu rozpoznanie sprawy z danej kategorii, ale też, ile kosztów jest generowanych w danej sprawie w postaci wysyłanych zawiadomień, wezwań, korespondencji, czasu pracy sekretarza. A przecież w normalnej firmie jest to analizowane. Gdyby było, przykładowo, czterech handlowców i okazało się, że mają takie same liczby transakcji i takie same obroty, przy czym jeden z nich ma koszty o 50 proc. większe od innych, to szefowie firmy w pierwszej kolejności sprawdziliby, co się dzieje. I to jest też istotny problem – nie bada się w żaden sposób efektywności procesu pod względem ekonomicznym. Natomiast wymagałoby to najpierw opracowania właściwego narzędzia statystycznego, pozwalającego na pomiar spraw, następnie stworzenia bazy kosztów (uwzględniających średnią i medianę), a dopiero później dokonywania pomiaru efektywności ekonomicznej pracy sędziów.








