Lex ODO Oferta specjalna - VII 2026
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Sędzia „koroną zawodu” prawniczego? W polskim systemie trudne do wprowadzenia

Jeśli polski model organizacji wymiaru sprawiedliwości wymusza zatrudnianie około 10 000 sędziów, to w jaki sposób mielibyśmy zastąpić obecny model „urzędniczy” modelem „korony zawodów” – nawet w wersji „40+” – bez uszczerbku dla funkcjonowania całego systemu? Nie da się wyciągnąć wtyczki na kilka lat i zrekrutować takiej liczby wybitnych praktyków, którzy na koniec bogatej kariery zechcą przyjść do sądu rejonowego i za dwukrotność średniej krajowej sądzić pijanych kierowców, alimenciarzy czy rozstrzygać sąsiedzkie konflikty – pisze dr Maciej Hadel, sędzia w Sądzie Rejonowym dla Krakowa-Podgórza w Krakowie.

Maciej Hadel

Opublikowany niedawno na Prawo.pl wywiad z prof. Piotrem Kardasem wpisuje się w powracającą dyskusję nad reformą modelu dojścia do zawodu sędziego w Polsce. Postawiona w nim teza, jakoby obecny system kształcenia w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury był wadliwy, technokratyczny i siłą rzeczy premiujący brak głębszego doświadczenia życiowego, nie jest nowa, tak samo jak nowy nie jest postulat wprowadzenia modelu tzw. korony zawodów prawniczych. Warto jednak skonfrontować te tezy i argumenty z faktami oraz doświadczeniami kogoś, kto przeszedł całą tę krytykowaną ścieżkę – włącznie z wcześniejszym doświadczeniem pracy w wymiarze sprawiedliwości.

Czytaj: Prof. Kardas: Zawód sędziego od pewnego wieku, znajomość paragrafów i kazusów nie wystarczy>>

Polski model nie jest wyjątkiem na tle europejskim

Zacznijmy od faktów – model drogi do zawodu sędziego w Polsce oparty na scentralizowanym systemie kształcenia w państwowej szkole bynajmniej nie jest europejską osobliwością. W istocie jest to kalka systemu francuskiego (szkoła w Bordeaux). W całej kontynentalnej Europie funkcjonują różne wariacje tego systemu: model aplikacji w centralnej szkole bez wymogu wcześniejszego doświadczenia w zawodach prawniczych, model mieszany (szkoła plus doświadczenie, nierzadko na stanowisku referendarza lub asystenta sędziego – a więc w organach wymiaru sprawiedliwości, co prof. Kardas zdaje się wykluczać), model „germański” w postaci państwowych egzaminów prawniczych tuż po studiach, bez centralnej szkoły, ale i bez „korony zawodów”, w końcu model anglosaski, funkcjonujący również na Malcie i Cyprze z racji związków z brytyjską tradycją jurydyczną. Co istotne, nawet w tych krajach UE, gdzie wymagany jest uprzedni staż przed rozpoczęciem aplikacji sędziowskiej, nie ma postulowanego dolnego limitu wieku sędziego na poziomie aż 40 lat. Poza systemem common law (tj. poza Irlandią), sędzią zostaje się w okolicach ukończenia 30. roku życia – nierzadko kilka lat przed tą granicą, czasem lekko po jej przekroczeniu. Polska asesura nie jest tutaj żadnym wyjątkiem. Warto zadać sobie pytanie: dlaczego? Czy wszyscy prawodawcy Europy kontynentalnej się mylą, czy może stoi za tym jasna logika? Zresztą, czy w wieku 40 lat można w ogóle mówić o „koronie” kariery zawodowej? W dzisiejszych realiach daje to jeszcze minimum 20–30 lat aktywności – to przecież pełnia sił, a nie zwieńczenie praktyki prawniczej.

Czytaj: Sądowi asesorzy do likwidacji? W Komisji Kodyfikacyjnej analiza, czy ich zastąpić>>

Zwieńczenie zawodu prawniczego w sądzie rejonowym?

Jeśli polski model organizacji wymiaru sprawiedliwości wymusza zatrudnianie około 10 000 sędziów, to w jaki sposób mielibyśmy zastąpić obecny model „urzędniczy” modelem „korony zawodów” – nawet w wersji „40+” – bez uszczerbku dla funkcjonowania całego systemu? Nie da się wyciągnąć wtyczki na kilka lat i zrekrutować takiej liczby wybitnych praktyków, którzy na koniec bogatej kariery zechcą przyjść do sądu rejonowego i za dwukrotność średniej krajowej sądzić pijanych kierowców, alimenciarzy czy rozstrzygać sąsiedzkie konflikty. Skąd założenie, że osoby z ugruntowaną pozycją w sektorze prywatnym zechcą rzucić wszystko i pracować w sądach za mniejsze pieniądze, w gorszych warunkach organizacyjnych i nierzadko przy znacznie większym obciążeniu sprawami? Ścieżka „z praktyki” była, jest i nadal będzie otwarta, a jednocześnie nie odnotowano przez ostatnie kilkanaście lat szeregu zgłoszeń osobowości choćby z takim dorobkiem i autorytetem jak sam prof. Kardas. Określenie „wybitny” użyte jest tu nieprzypadkowo – w modelu „korony zawodów” chodzi o to, by za stół sędziowski trafiały osoby wyróżniające się na rynku. Jeśli założeniem miałby być transfer słabych i przeciętnych pełnomocników, szukających jedynie stałego wynagrodzenia i benefitu w postaci stanu spoczynku, to nie o to w reformie powinno chodzić.

Czy takie osoby „z marszu” byłyby lepszymi orzecznikami niż asesorzy i młodzi sędziowie – absolwenci KSSiP? Przestawienie się po 10–15 latach pracy z roli pełnomocnika na pozycję obiektywnego arbitra bywa trudne. Początki w nowym zawodzie zawsze są wymagające bez względu na wiek i dotychczasowe doświadczenie w innej profesji prawniczej. Czy my jednak w ogóle mamy zidentyfikowany i zbadany jakikolwiek systemowy problem z jakością pracy osób, które weszły do zawodu ścieżką scentralizowanego kształcenia? Brak jest stricte porównawczych statystyk, które wskazywałyby, jak asesorzy wypadają na tle sędziów starszych stażem, w tym zrekrutowanych z innych zawodów prawniczych. Skoro jednak niemal w 100 proc. uzyskują oni pozytywną opinię lokalnych kolegiów sądów okręgowych, ich wskaźniki stabilności orzeczniczej nie odbiegają na minus od starszych kolegów (a z nieoficjalnych rozmów wynika, że bywają one lepsze), raporty Fundacji Court Watch Polska pozytywnie oceniają ich kulturę urzędowania i zachowanie na sali sądowej, to może młody wiek nie jest jednak problemem? Jeśli zdaniem krytyków młodzi asesorzy nie nadają się do orzekania, a sędziowie wizytatorzy i orzecznicy w składach odwoławczych gremialnie oceniają ich pracę pozytywnie, to czy z doświadczonymi (wiekiem, stażem) sędziami też jest „coś nie tak”? Czy wedle tej logiki w ogóle są w Polsce sędziowie, którzy zasłużyli na swoje miejsce?

 

Asesor, więc bez doświadczenia życiowego i empatii?

Wbrew zarzutom o czysty technokratyzm, model KSSiP obejmuje nie tylko naukę wykładni prawa i pisania orzeczeń, ale również wielomiesięczne praktyki sądowe oraz szkolenia z psychologii, komunikacji, metodyki pracy sędziego i prowadzenia rozprawy (program ten jest zresztą publicznie dostępny na stronie internetowej Szkoły). W wywiadzie nie zdefiniowano pojęcia „doświadczenia życiowego”, którego ma młodym sędziom brakować, ani tej tezy nie udowodniono (pytanie, czy to w ogóle możliwe – pewnie nie, ale to nie ja wszak używam tego typu argumentacji). Sam wiek nie jest przecież determinantą doświadczenia. Profesor mówi o tym, że założenie togi i łańcucha nie działa jak czarodziejska różdżka i nie zmienia orzecznika w roztropnego czy empatycznego. Brak jest jednak jakichkolwiek badań, które wskazywałyby, że empatia wykształca się w mózgu u każdego człowieka magicznie w wieku 35-40 lat; co więcej – z punktu widzenia psychologii i neurobiologii cechy osobowościowe, takie jak empatia, dojrzałość emocjonalna, roztropność czy odporność na obciążenia, wykształcają się znacznie wcześniej, a ich późniejszy poziom zależy od predyspozycji osobniczych i treningu, a nie od automatycznego przekroczenia określonego progu wieku. Badania naukowe pokazują, że owszem, wraz z wiekiem u większości ludzi poziom sumienności, ugodowości i stabilności emocjonalnej nieznacznie wzrasta. Zmiany te nie wynikają jednak z upływu lat, ale są efektem wchodzenia w konkretne role społeczne i stawiania czoła wyzwaniom typu praca, rodzina, kryzysy, które to zdarzenia mogą wystąpić w różnym wieku. Nie jest to kolejny anecdata, a powszechny konsensus psychologiczny w ramach badań nad rozwojem osobowości.  

Tego typu argumenty zawsze zresztą będą mieczem obosiecznym: czy problemy młodych rodziców lepiej oceni młody rodzic, czy osoba tuż przed stanem spoczynku? Czy spory dotyczące nieautoryzowanych transakcji płatniczych sprawniej rozstrzygnie ktoś korzystający na co dzień z aplikacji mobilnych, czy sześćdziesięciolatek stroniący od nowinek? Czy w sprawach dotyczących kryptowalut nie lepiej poradzi sobie sędzia rozumiejący technologię blockchain, bez potrzeby googlowania, co to słowo w ogóle oznacza? To oczywiście uproszczenia, jednak cała oś argumentacji dotycząca zbyt młodego wieku asesorów opiera się na dokładnie takich samych kliszach. Założenie to wyrasta z „pałacowej” wizji wymiaru sprawiedliwości, zgodnie z którą sędzia-mędrzec miałby godzinami rozstrzygać kilkadziesiąt skomplikowanych problemów rocznie, bazując na bogatym doświadczeniu życiowym, a sala sądowa służyłaby spijaniu mądrości z jego ust. Proza życia sądów rejonowych jest inna: do załatwienia kilkuset spraw rocznie potrzebna jest wysoka sprawność intelektualna, decyzyjność, sprawność fizyczna i wysokie tempo pracy połączone z wydajnością. Czy lepiej poradzi sobie z tym osoba młoda, czy zbliżająca się do emerytury?

Przywołany przez prof. Kardasa przykład młodego asesora na tle „wytrawnego, znakomitego prawnika z wieloletnim doświadczeniem, niejednokrotnie z tytułami lub stopniami naukowymi” i poczyniona przezeń refleksja „trudno sobie wyobrazić, że jest to sytuacja, w której można liczyć na sensowne rozpoznanie sprawy lub że taki asesor czy sędzia będzie w stanie udźwignąć ten ciężar i że zrobi to roztropnie” proszą się o zadanie krótkiego i prostego pytania: dlaczego? Dlaczego w takiej sytuacji sprawa miałaby nie zostać „sensownie rozpoznana”? Czy „sensowność” jej rozpoznania zależy więc od stopnia naukowego, pozycji zawodowej, wielkości nazwiska lub zasobności portfela pełnomocnika? Wrażenia zrobionego na sali rozpraw? Czy na pewno lepiej poradziłby sobie ze sprawą mniej kompetentny, ale starszy orzecznik? Wreszcie – bo zdaje się taka może być konkluzja – czy wytrwany, doświadczony prawnik nie będzie szanował sądu (nie sędziego) tylko dlatego, że jest od niego młodszy i mniej doświadczony zawodowo? Jeśli tak, to być może więcej to mówi o tym prawniku niż o samym sądzie. Znowu wracamy jednak do punktu wyjścia: to są uogólnienia, dowody anegdotyczne i biasy. Na mojej kilkuletniej drodze zawodowej spotkałem pełnomocników z przeróżnym poziomem szacunku do sądu i absolutnie nie postawiłbym tutaj żadnej podobnej tezy, gdyż jednej, uniwersalnej reguły po prostu nie ma, a jeśli już miałbym próbować ją stworzyć, to byłaby ona raczej odwrotna: abstrahując całkowicie od kompetencji merytorycznych, to im większy staż i wiek pełnomocnika, tym większy szacunek do Sądu niezależnie od tego, kto zasiada po drugiej stronie stołu i jaki jest finalny efekt postępowania sądowego.

 

KSSiP wymaga zmian, ale daje też gwarancje etatu

Nie chodzi też o to, by idei asesury i obecnego kształtu KSSiP bronić jak niepodległości. Niewątpliwie potrzebne jest jeszcze większe kładzenie nacisku na aspekty psychologiczne i etyczne, rozwój kompetencji miękkich oraz pogłębioną ewaluację aplikanta i asesora. Program praktyki w innych zawodach prawniczych w ramach odbywanej aplikacji również jest warty rozważenia. Warto też na nowo przemyśleć pewne kwestie ustrojowe. Pierwsze powołanie po egzaminie mogłoby mieć charakter powołania sędziowskiego z kilkuetapową weryfikacją kompetencji w pierwszym okresie pełnienia urzędu. Negatywny wynik byłby podstawą do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego i potencjalnego usunięcia z urzędu osoby niesprawdzającej się. Przekształcenie ze „młodszego sędziego” w sędziego mogłoby następować automatycznie po pozytywnej opinii wizytatora. Opinia negatywna uruchamiałaby procedurę uchwały kolegium sądu okręgowego, od której przysługiwałoby odwołanie do KRS i dalsza droga sądowa. Wyeliminowałoby to z procesu nominacyjnego czynniki czysto polityczne.

Kluczowym zwornikiem obecnego systemu pozostaje jednak gwarancja etatu dla absolwenta KSSiP po zdanym egzaminie, której rewersem jest obowiązek pracy w zawodzie pod rygorem odpracowania stypendium. Rezygnacja z gwarancji zatrudnienia oznacza powrót do stanu sprzed kilkunastu lat, gdy państwo inwestowało w KSSiP miliony złotych, po czym jej absolwenci trafiali do sektora prywatnego. Po 16 latach funkcjonowania Szkoły można jasno stwierdzić, że rezygnacja z gwarantowanego etatu powinna być równoznaczna z jej likwidacją, co byłoby ze szkodą dla wymiaru sprawiedliwości. Istnienie Krajowej Szkoły pozwoliło wprowadzić jednolity, wysoki i obiektywny standard przygotowania merytorycznego. Historyczne modele dojścia do zawodu, oparte na lokalnych aplikacjach przy sądach okręgowych, sprzyjały lokalnym układom i nietransparentnym kryteriom selekcji. Obecny model jest w o wiele większym stopniu egalitarny i daje równe szanse osobom bez względu na status majątkowy, pierwotny kapitał kulturowy czy pochodzenie. Powinien to rozumieć choćby każdy profesjonalny pełnomocnik będący beneficjentem otwarcia zawodów prawniczych w ramach tzw. Lex Gosiewski.

Każda dyskusja o modelu drogi do zawodu sędziego jest cenna i potrzebna i stanowi pewien intelektualny ferment, a zderzanie poglądów jest niezbędne do wypracowywania przemyślanych rozwiązań normatywnych. Dyskusje te powinny jednak opierać się na rzetelnych danych, faktach i analizach – a nie na subiektywnych odczuciach, których nie da się ekstrapolować na całą „populację” sędziów. Wreszcie warto, aby uwzględniać w niej głos również samych zainteresowanych. Oczywiście z jednej strony możemy narazić się na zarzut bronienia własnej sprawy, z drugiej strony jednak trudno nie uciec od refleksji, że najlepszą i najbardziej szczegółową wiedzę na temat wad i zalet obecnej ścieżki do pełnienia funkcji sędziego mają ci, co przez nią przeszli. Tymczasem wydaje się, że ta perspektywa nikogo – w tym rozmówcy z komentowanego wywiadu – nie interesuje. Choćby ministerialny „Zespół Problemowy Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury do spraw zreformowania zasad dostępu do urzędu sędziego” składa się z 11 osób (sędziów, w tym sędziów Sądu Najwyższego, prokuratorów, naukowców, radcy prawnego), z których żadna(!) nie jest absolwentem KSSiP. Czy tego typu stan rzeczy daje podstawy do rzetelnej analizy zastanego stanu rzeczy po niemalże dekadzie od przywrócenia asesury sądowej – można mieć co do tego zasadnicze wątpliwości. 

Sędzia Maciej Hadel jest doktorem nauk społecznych z zakresu prawa administracyjnego w Katedrze Prawa Administracyjnego WPiA UJ (2019), autorem i współautorem ponad 50 publikacji z zakresu prawa administracyjnego i prawa cywilnego oraz koordynatorem do spraw edukacji prawnej w swoim sądzie.

Polecamy książki prawnicze