Jak usprawnić zarządzanie kancelarią prawną w kilku krokach?
Zmień język strony
Prawo.pl

Prof. Kardas: Zawód sędziego od pewnego wieku, znajomość paragrafów i kazusów nie wystarczy

Polski model dojścia do zawodu sędziego wymaga zmiany, bo był i jest wadliwy. Brakuje w nim m.in. spojrzenia na niego jako osobę, która rozstrzyga spór, posiadającą odpowiednie doświadczenie, zawodowe i życiowe, a także cechy charakteru niezbędne do rozstrzygania sporów obejmujących skomplikowane problemy faktyczne i prawne. Prace związane ze zmianą modelu powinny się zatem rozpocząć od próby wyznaczania granicy wiekowej umożliwiającej wejście do zawodu, zgodnie z zasadą, że powinno to być zwieńczenie kariery zawodowej prawnika – mówi prof. dr hab. Piotr Kardas, adwokat, Uniwersytet Jagielloński.

piotr kardas

Patrycja Rojek-Socha: W specjalnym zespole Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, trwają obecnie prace nad zmianą modelu dojścia do zawodu sędziego, rozważana jest też m.in. rezygnacja z asesorów sądowych. Zmiana systemu jest potrzebna?

Piotr Kardas: Zacznijmy od tego, że polski model dojścia do zawodu sędziego był i jest wadliwy. Przy czym powyższa ocena ma charakter generalny, a więc dotyczy nie tylko asesorów. Po zmianach ustrojowych zastąpiono aplikację sędziowską i prokuratorską, odbywane w okręgach sądowych i porokuratorskich, ogólną aplikacją sądową i prokuratorską prowadzoną w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Trzeba przyznać, że aktualnie szkolenie aplikantów sędziowskich i prokuratorskich przynosi lepsze efekty, jeśli chodzi o techniczno-prawne przygotowanie absolwentów, przyszłych sędziów i prokuratorów do rozwiązywania zagadnień prawnych. Niestety nie uczy, bo uczyć z uwagi na założenia modelowe nie może, tego, co związane jest z szerszą, pozaprawną perspektywą, a co stanowi konieczny warunek roztropnego orzekania. Innymi słowy mamy do czynienia z systemem, który jest systemem technokratycznym czy merytokratycznym, skupionym na wyuczeniu pewnych reguł prawnych.

Czytaj: Sądowi asesorzy do likwidacji? W Komisji Kodyfikacyjnej analiza, czy ich zastąpić>>

Czy rozumiem, że brakuje np. szkoleń w zakresie praktyki, umiejętności miękkich?

W tym modelu nie ma przede wszystkim spojrzenia na sędziego jako osobę, która rozstrzyga spór, która powinna mieć odpowiednie doświadczenie, która powinna mieć odpowiednie cechy charakteru i która z całą pewnością nie może być osobą bardzo młodą. Powtórzę, empatyczny rozjemca, jakim powinien być sędzia w demokracji konstytucyjnej opartej na zasadzie rządów prawa, nie może być osobą pozbawioną życiowego doświadczenia. Dlatego zmiany są potrzebne, zwłaszcza dzisiaj, kiedy stajemy przed zupełnie fundamentalnymi pytaniami dotyczącymi tego, w jaki sposób powinniśmy powoływać sędziów, czy chcemy zachować strukturę korporacjonizmu, gdzie sędziowie sami siebie wskazują jako tych, którzy wykonują ten zawód, przy nieprawdopodobnie daleko poszerzonych kompetencjach orzeczniczych, w tym wchodzących w kwestie ustrojowe, czyli przy rozproszonej kontroli konstytucyjności prawa. Czy też poszukiwać będziemy innego, bardziej transparentnego i zobiektywizowanego modelu powoływania do pełnienia godności sędziego.

 

Powinna być ustanowiona granica wieku dla osób wchodzących do zawodu sędziego?

W mojej ocenie, nie ukrywam, jest to zagadnienie absolutnie fundamentalne. Bo wiąże się z pytaniem o to, kto w ogóle może sądzić i jakie warunki muszą być spełnione, by to czynił. Młodość ma oczywiście same zalety, ale co najmniej jedną zasadniczą wadę – pozbawiona jest rozwagi i doświadczenia. I tu zaczyna się problem z pełnieniem funkcji orzeczniczych przez ludzi, którzy nie przekroczyli 30. roku życia. Poza wiedzą merytoryczną, niejednokrotnie bardzo dobrze ugruntowaną, nie mają niezbędnego doświadczenia, nie mają odpowiedniej, nabywanej wraz z wiekiem perspektywy, rzadko posiadają umiejętności empatycznego spojrzenia, są nadal niepewni tego, co łączy się z pozaprawną przestrzenią, w której funkcjonuje człowiek jako istota społeczna, nadal, co równie ważne, nie mają wystarczającego doświadczenia w budowaniu relacji. Czy w takim razie powinni rozstrzygać spory?  Toga i łańcuch sędziowski tych braków nie jest w stanie wypełnić. Pozycja za stołem sędziowskim nie zmienia młodego człowieka w doświadczonego życiowo, roztropnego i empatycznego rozjemcę. Wizualne atrybuty władzy sądzenia nie działają jak czarodziejska różdżka. By dysponować kompetencjami do sądzenia innych, trzeba wprzódy wiele samemu przeżyć. Zdobyć „doświadczenie życiowe”, stanowiące jeden ze standardów oceny dokonywanej przez prawników.

Czytaj: Prof. Gajda-Roszczynialska: Już wkrótce projekt regulujący status i pozycję aplikantów KSSiP>>

Oponenci zapewne będą wskazywać, że mamy wielu młodych sędziów, z ogromną wiedzą i umiejętnościami…

Pozwolę sobie wejść w słowo. Rozstrzyganie sporów to nie tylko formułka. To jest głębokie wniknięcie w skomplikowane kwestie ludzkie. To jest też umiejętność zrozumienia rozmaitych układów społecznych, gospodarczych i innego typu relacji. Bez doświadczenia życiowego, bez dystansu do samego siebie, bez porażek, których się doznaje, zdobywając to doświadczenie, sensowne orzekanie nie jest możliwe. Bywa kłopotliwe także z perspektywy merytorycznej. Wystarczy wskazać powszechnie przywoływany przez praktyków przykład, gdy na sali rozpraw asesor lub młody sędzia, któremu brak doświadczenia i prawniczego obycia, wyuczony formułek w KSSiP, zderza się z ławą oskarżycielską obsadzoną przez wytrawnego, znakomitego prawnika z wieloletnim doświadczeniem, niejednokrotnie z tytułami lub stopniami naukowymi, i w taki sposób obsadzoną ławą obrończą. Trudno sobie wyobrazić, że jest to sytuacja, w której można liczyć na sensowne rozpoznanie sprawy lub że taki asesor czy sędzia będzie w stanie udźwignąć ten ciężar i że zrobi to roztropnie. Dlatego wszelkiego rodzaju analizy dotyczące tego, jakich chcemy mieć sędziów, powinniśmy zacząć od ich wieku i oceny, czy nie powinno być jednak tak, że zawód sędziego jest zwieńczeniem innych zawodów prawniczych.

Co z w takim razie z asesurą?

Moim zdaniem problem asesury jest tylko i wyłącznie plastycznym przejawem wskazanych wyżej niedoskonałości konserwowanego przed dziesięciolecia modelu. Mamy system, w którym po KSSiP do sądów trafiają niesamodzielni, bardzo młodzi ludzie, którym oddaje się pełną władzę sądzenia. Mam bolesną świadomość, że po dobrym orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r., który podważał możliwość funkcjonowania asesury, środowisko sędziowskie doprowadziło konsekwentnie do zmiany przepisów i jej przywrócenia. W mojej ocenie był to jeden z największych błędów, jakie popełniono w ramach prac legislacyjnych nad systemem uzyskiwania votum orzeczniczego. Nawet sędzia na próbę, zaczerpnięty z modelu niemieckiego, jest rozwiązaniem lepszym, ale również ułomnym z powodu choćby ocen, które ten system zakłada. Natomiast, powtórzę, najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, kto powinien trafiać do sądów, do sądów najniższej instancji, w których jest najwięcej spraw, które są najbardziej obciążone, które budują obraz wymiaru sprawiedliwości, bo rozstrzygają tzw. ludzkie sprawy.

Rozważany jest też model, w którym prawnik musiałby mieć staż pracy w wymiarze sprawiedliwości, żeby w ogóle myśleć o kształceniu się na sędziego. Dobry pomysł?

Absolutnie nie, pod warunkiem, że ten staż pracy w wymiarze sprawiedliwości będzie rozumiany szeroko, nie jako wyłącznie praca w sądzie czy prokuraturze. Czyli jako doświadczenie i umiejętność spojrzenia z różnych perspektyw charakterystycznych dla różnych zawodów prawniczych. Innymi słowy, możemy znakomicie kształcić technicznie prawników, na przykład w KSSiP, na aplikacjach prawniczych: adwokackich, radcowskich, ale powinniśmy ich poddać testowi doświadczenia życiowego i stworzyć im maksymalnie szeroką perspektywę, żeby próbowali swoich sił w sporach prawniczych w każdym możliwym układzie. To zresztą rozwiązałoby problem zarzutu dyskryminacji, że ci prawnicy po KSSiP będą mieli praktyki i potem otwartą ścieżkę do pełnienia funkcji sędziowskich, a ci, którzy skończyli inne aplikacje, takich możliwości i takiej perspektywy mieć nie będą albo będą ją mieć w ograniczonym zakresie.

A czy, jeśli wprowadzone zostałyby zmiany w zakresie szkolenia KSSiP, to jej absolwenci, po zdaniu egzaminu zawodowego powinni mieć gwarancje objęcia pierwszego stanowiska sędziowskiego? 

Jeśli ktokolwiek serio myśli o zawodzie sędziego, o godności sędziego jako koronie zawodów prawniczych, to twierdzenie, że absolwent Krajowej Szkoły ma roszczenie, by zostać sędzią, jest po prostu aberracyjne. Sędzią ma zostać ten, kto jest najbardziej kompetentny. A na to składają się rozmaite aspekty: kompetencje merytoryczne, rękojmia sprawowania funkcji sędziowskich, obejmująca wszystkie aspekty osobiste i charakterologiczne, nieskazitelność charakteru, doświadczenie życiowe, zdolność do kreatywnego rozwiązywania skomplikowanych kwestii i odpowiednia konstrukcja psychiczna. Sędzia to nie jest młody prawnik wyuczony rozwiązywania testów lub kazusów. A skoro tak, to absolwent KSSiP czy innej aplikacji nie powinien mieć żadnej gwarancji, że zostanie sędzią. Nie można przed nim zamykać drogi, może się ubiegać o pełnienie funkcji sędziowskich, ale nie powinno się to dziać automatycznie.

Co zatem powinien zakładać taki model?

Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby połączenie wszystkich aplikacji, przy założeniu, że będą prowadzone w ramach struktury organizowanej przez państwo i dającej możliwość wybrania różnych prawniczych ścieżek. Jedną z nich powinna być sędziowska, ale dopiero po ukończeniu 35 lub 40 lat.

 

 

 

 

Polecamy książki prawnicze