Krzysztof Sobczak: Prawie trzy lata czeka na obsadzenie stanowisko „polskiego” sędziego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Poprzedni rząd nie był w stanie tego zrobić, bo próbował lansować „swoich” ludzi, a obecny minister sprawiedliwości nie ogłasza konkursu z obawy, że wyłonionego w nim kandydata nie poprze prezydent. Dobrze robi?

Prof. Mirosław Wyrzykowski: Trudno oceniać ministra i rząd, gdy nie stoi się przed tymi wszystkimi dylematami, jakie te organy muszą rozstrzygać. Ale powinno się doprowadzić do jak najszybszego obsadzenia tego stanowiska. To jest niekorzystne dla Polski, że w tym tak ważnym Trybunale nie ma naszego sędziego. Prof. Marek Safjan i tak prawie trzy lata po zakończeniu swojej kadencji sprawował ten urząd, na podstawie statutu TSUE, ale kilka miesięcy temu poprosił o uwolnienie od tego obowiązku i stanowisko jest nieobsadzone.

Może tak być, że nie ma w Trybunale sędziego reprezentującego dane państwo członkowskie?

Może, dopóki to państwo nie zgłosi kandydata i nie zostanie on zaakceptowany przed odpowiednie organy. Wtedy jest wakat, ale Trybunał Sprawiedliwości oczywiście cały czas działa bez polskiego sędziego. Są obecnie dwie panie sędzie w Sądzie Unii Europejskiej, ale to jest odrębny organ.

Czytaj też: Co dalej z wyborem polskiego sędziego...

Czy one mogą być powołane do TSUE, tak jak sędziowie ad hoc w Europejskim Trybunale Praw Człowieka?

Nie mogą być powołane jako sędzia ad hoc. Nie ma takiej instytucji w TSUE. One są sędziami Sądu UE i tylko tam orzekają. Im zresztą też skończyła się kadencja, ale jeszcze kontynuują swoją pracę, na podstawie statutu Sądu. 

Czytaj też w LEX: Szykują się zmiany w Statucie TSUE [projekt UE] >

Nie będziemy wracać do działań poprzedniego rządu w tej sprawie, ale pracujący od prawie pół roku nowy rząd mógł już ogłosić konkurs. Tymczasem słyszymy, że minister nie podejmuje tej decyzji, bo obawia się, że wybranego kandydata zablokuje prezydent, do czego uprawnia go uchwalona tuż przed przegranymi przez PiS wyborami ustawa o współpracy władz w sprawie przewodnictwa Polski w Radzie UE, potocznie zwana ustawą kompetencyjną.

Rzeczywiście ta ustawa przewiduje m.in., że rząd ma przedkładać prezydentowi propozycje kandydatur na stanowiska w Unii Europejskiej, w tym na sędziego Trybunału Sprawiedliwości UE.

Wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Szejna powiedział niedawno, że rząd będzie ignorował tę ustawę jako sprzeczną z konstytucją. Minister sprawiedliwości też powinien to zrobić?

To, czy rząd powinien przedstawić kandydata do TSUE z pominięciem prezydenta zależy od tego, jaką przyjmiemy strategię reagowania na bezprawne prawo. Bo jest oczywiste, że to ustawa sprzeczna z konstytucją. To jest takie samo pytanie jak to, co mamy robić z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego – ignorować, czy uznawać.

A Pan co by radził ministrowi i rządowi?

Według mnie mamy do czynienia z pewną analogią do słynnego „sporu o krzesła” pomiędzy prezydentem Lechem Kaczyńskim i premierem Donaldem Tuskiem o to, kto miał reprezentować Polskę na szczytach Unii Europejskiej. Został on w 2009 roku rozstrzygnięty przez Trybunał Konstytucyjny, który orzekł, że prezydent może brać udział w szczytach Unii Europejskiej, jeśli uzna to za konieczne. Powinien jednak współpracować z premierem i to szef rządu przewodzi delegacji. I prezydent może przedstawiać stanowisko, o ile uprzednio zostało ono zaakceptowane przez rząd.

Czyli Trybunał potwierdził konstytucyjną zasadę, że to rząd prowadzi politykę zagraniczną państwa.

Tak, i ta zasada cały czas obowiązuje. Rząd prowadzi politykę zagraniczną z udziałem prezydenta na zasadach określonych w konstytucji. A mająca tę zasadę ograniczyć tzw. ustawa kompetencyjna jest wyjściem poza konstytucję.

Czytaj też w LEX: Niezależność sądów i niezawisłość sędziów państw członkowskich w świetle orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej >

Był Pan członkiem Komitetu 255, oceniającego kandydatów do Trybunału Sprawiedliwości i sądu UE.

Tak, dwa lata temu zakończyła się moja kadencja w tym organie.

Czy dla tego komitetu byłoby jakimś problemem, gdyby trafiła do niego kandydatura z Polski bez akceptacji prezydenta?

Komitet zawsze bada  procedurę wyboru kandydata przedstawianego przez rząd.

Kompetencje kandydatów też?

Oczywiście, to są pierwotne przesłanki kandydowania na te stanowiska. Czy kandydat spełnia warunki do tego, żeby być sędzią w unijnym trybunale lub sądzie. Ale nie umiem powiedzieć, jak by się Komitet odniósł do takiej sytuacji, że polski rząd przedstawiłby kandydaturę bez zgody prezydenta. Czy dla Komitetu miałaby znaczenie wprowadzona w Polsce specjalna regulacja, szczególnie tak kontrowersyjna. Można sobie wyobrazić, że prezydent wysłałby do Komitetu taką informację, że został pominięty, mimo że wymaga tego ta ustawa kompetencyjna. Nie wiem jednak co wtedy zrobiłby Komitet, bo nie znam podobnego przypadku.

A jeśli Komitet 255 zaopiniuje, że kandydat spełnia warunki, to co dalej?

Wtedy osoba taka  jest  mianowana za wspólnym porozumieniem przez rządy Państw Członkowskich.  Jeśli jednak podczas prac Komitetu 255 pojawią się jakieś wątpliwości, rząd może wycofać kandydaturę.  Utrwalona praktyka funkcjonowania Komitetu 255 jest taka, że jeżeli kandydat otrzymał negatywną opinię Komitetu, to państwo nie przedstawiało takiej kandydatury pod głosowanie.

Czytaj w LEX: Jakie akty może kontrolować TSUE? Omówienie wyroku TS z dnia 15 lipca 2021 r., C-911/19 (FBF) >