Miller ocenił na konferencji prasowej, że tegoroczny budżet "od początku był budżetem wirtualnym". "Wszystkie przestrogi, także SLD, odnoszące się do konstrukcji tego budżetu, były właściwe i na miejscu (...). Minister finansów po raz kolejny pomylił się w swoich obliczeniach. Gdyby główny księgowy w poważnej firmie pomylił się aż tak bardzo, to jego dni byłyby w tej firmie policzone. Pan minister Rostowski myli się po raz kolejny i cieszy się dobrym samopoczuciem" - powiedział Miller.

Jak dodał, jego główny zarzut do Rady Ministrów dotyczy tego, że przedkłada cięcia budżetowe nad wyłożenie środków, które mogłyby sprzyjać wzrostowi wpływów do budżetu. "Rząd znacznie częściej zastanawia się, jak ograniczać wydatki, a nie jak zarabiać pieniądze do budżetu, jak zmniejszać ich wydawanie, a nie jak zwiększać zarabianie środków budżetowych" - zaznaczył b. premier.

Zgodnie z wtorkową zapowiedzią Tuska, w sierpniu rząd ma przedstawić projekt nowelizacji budżetu, który zakłada zwiększenie deficytu budżetowego o 16 mld zł i oszczędności w resortach rzędu 8,5-8,6 mld zł.

Lider Sojuszu chce w związku z tym, by rząd przedstawił "kompetentny plan ratowania finansów publicznych i ożywienia gospodarczego". "Po pierwsze - wzrost gospodarczy na poziomie co najmniej 3 proc. PKB. Taki wzrosty powoduje, że rosną miejsca pracy, spada bezrobocie, następuje większy wpływ środków do budżetu. Po drugie, ten plan powinien zawierać jasną informację o zakresie przewidywanych cięć i plan osłon socjalnych, które będą powodować, że cięcia budżetowe nie dotkną najgorzej sytuowanych i najmniej zarabiających" - mówił szef Sojuszu.

Konieczny - według niego - jest również audyt finansów publicznych. "W tej sprawie jest wiele niejasności i zarówno Sejm jak i opinia publiczna musi żądać, aby wszystkie wątpliwości w tej sprawie zostały wyjaśnione" - zaznaczył Miller.

Ekspert SLD ds. ekonomicznych Wojciech Szewko przestrzegał, że zapowiadane cięcia budżetowe mogą skutkować pogłębieniem się kryzysu gospodarczego. "To oznacza m.in. upadek miejsc pracy małych i średnich przedsiębiorstw. To one tak naprawdę dostaną najbardziej po kieszeni (...). Wszystkie te cięcia oznaczają, że ludzie mniej konsumują, mniej wydają, mniej chodzą do restauracji, mniej biorą kredytów, mniej zarabiają, a w sytuacjach skrajnych - po prostu będą lądowali na bruku" - mówił Szewko.

We wtorek rząd zapowiedział nowelizację tegorocznego budżetu w związku z niższymi dochodami. Premier Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski zapowiedzieli ponadto, że zawieszony zostanie próg ostrożnościowy 50 proc. relacji długu publicznego do PKB.

mkr/ son/ jra/