Ujawnienie tych chwytów nie jest z mojej strony żadną polemiczną złośliwością, a elementarnym krokiem ku temu, aby odbiorcy mogli sobie wyrobić merytoryczny sąd o skutkach rządowej propozycji zmian w systemie emerytalnym.

1. W liście pojawiają się często negatywne określenia, kierowane pod adresem tej części składki wpłacanej do OFE, która jest inwestowana w obligacje skarbowe. W artykule do „Gazety Wyborczej” z dnia 7 lutego br. ta część została przez min. Rostowskiego określona jako „rak”. W liście, który ma niespełna 8 stron, określenia typu: „nie ma sensu”, „bezsensowne”, „zupełnie niepotrzebnie” pojawiają się 10 razy. Przypinanie negatywnych etykietek temu, co się zwalcza, bywa, niestety, skutecznym zabiegiem propagandowym. W niczym jednak nie zastąpi rzeczowych dowodów i argumentów.



2. Nie dość, że wspomnianą część składek inwestowanych przez OFE opatruje się ww. etykietkami, to jednocześnie usiłuje się - poprzez inne werbalne zabiegi - zamazać istotę budowy II filaru systemu emerytalnego. Mianowicie to, co w liście określa się jako „bezsensowne” wydatki państwa, zwiększa przecież indywidualne oszczędności ludzi na kontach w OFE. Zmniejszenie owych „bezsensownych” wydatków oznacza więc – w najlepszym wariancie – redukowanie wzrostu owych oszczędności, a prawdopodobnie – o czym dalej – jeszcze gorszy scenariusz: zwiększoną presję polityczną na ich całkowite zagarnięcie, z ryzykiem likwidacji okrojonego II filaru.

3. Każda ocena opiera się na jakimś porównaniu. Dlatego fundamentalne znaczenie dla rzetelności i poprawności oceny przedstawionych propozycji ma to:

a) co one zawierają i jakie skutki im się przypisuje,

b) z czym się je porównuje.

Najwięcej błędów (lub manipulacji) w ocenach przedkładanych propozycji ma swoje źródło właśnie na tych dwóch polach. Pominięcie tego zagadnienia poprzez skupianie uwagi od razu na szczegółowych obliczeniach często prowadzi w zastawione pułapki, które polegają na zawyżaniu korzyści z forsowanej propozycji oraz porównywaniu jej z wariantem tak dobranym, że wykazuje on zaniżone efekty. Do takich deformacji ocen prowadzi m.in. stosowanie modeli analitycznych, które pomijają istotne korzyści wariantu alternatywnego, tzn. innego niż proponowany. Takim fundamentalnym błędem tendencyjnego porównania jest obciążona rządowa analiza projektu ustawy obniżającej wysokość składki emerytalnej przekazywanej do II filaru, zaproponowanej przez rząd koalicji PO-PSL, o czym będzie mowa dalej.

4. Z wykładów elementarnej logiki znany jest błąd (lub chwyt erystyczny) zwany „podstawieniem” (zob. J.Whyte, Crimes against logic - Zbrodnie przeciw logice 2004). Polega on na tym, że w miejsce jednej tezy oponenta podstawia się na pozór taką samą, ale w istocie inną tezę, a następnie tę wygodniejszą dla siebie tezę się obala. Moja – i nie tylko moja - teza brzmi: trudniej politykom złamać zobowiązania wyrażone w obligacjach, czyli w papierach wartościowych niż zobowiązania o charakterze polityczno-legislacyjnym, które nie mają takiej podstawy. Innymi słowy, obietnice dotyczące przyszłych wypłat z ZUS są obarczone większym ryzykiem politycznym niż papiery skarbowe, w które m.in. inwestują OFE. Dlaczego tak jest – o tym dalej. Tu chodzi mi o to, że w miejsce mojej tezy jest podstawiana inna teza, której nie głosiłem ani nie głoszę, a mianowicie jakobym twierdził, że „populistyczni politycy nie mogą dobrać się (…) do oszczędności Polaków”. Po przypisaniu mi takiej tezy minister następnie pokazuje, jak politycy mogą sięgnąć po środki oszczędzane w OFE. Nawiasem mówiąc, sama istota propozycji rządu koalicji PO-PSL: drastyczne i trwałe ograniczenie składki do OFE, jest dowodem, że są politycy, którzy nie cofają się przed dobieraniem się do – jak na razie – przyszłych oszczędności Polaków. A zatem, rząd chce dostarczyć czynem dowodu na prawdziwość tezy sformułowanej przez J. Rostowskiego.