Nauczyciele i reprezentujące je związki zawodowe od lat apelują o podwyżki dla nauczycieli i te - choć stosunkowo niewielkie - pedagodzy otrzymywali sukcesywnie przez ostatnie kilka lat. Niestety kosztem kas samorządów - mimo że kwota subwencji nominalnie wzrosła, to nie na tyle, by pokryć jednocześnie koszty rosnących wynagrodzeń, jak i kosztów reformy systemowej rozpoczętej w 2017 roku.

Składniki i stawki wynagrodzenia nauczycieli>>

 

Zmiana modelu finansowania oświaty

Potrzebę zmian w finansowaniu edukacji zaczyna zauważać sam resort oświaty, na jednym z ostatnich spotkań zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty pojawiło się kilka pomysłów na reformę.

Przedstawione propozycje (modele):

  1. Obecny model finansowania oświaty (małe zmiany)
  2. Subwencja oświatowa z finansowaniem na oddział (tylko szkoła podstawowa)
  3. Subwencja oświatowa z finansowaniem na oddział (wszystkie szkoły)
  4. Obecny model finansowania (duże zmiany)
  5. Finansowanie wynagrodzeń przez budżet państwa (likwidacja subwencji)
  6. Likwidacja subwencji oświatowej, przekazywanie środków w inny sposób (np. zwiększenie udziału w podatkach) – zmiana ustrojowa
  7. Finansowanie i przejęcie szkół przez budżet państwa – zmiana ustrojowa

 

Związek Nauczycielstwa Polskiego już od wielu lat apeluje, by finansowanie wynagrodzeń nauczycieli przejął na siebie budżet państwa - co miałoby być zapewniane w formie dotacji celowej. Projekt obywatelski w tej sprawie złożono jeszcze w poprzedniej kadencji parlamentu i utknął wtedy na etapie pierwszego czytania. Nowy Sejm zajmował się nim w kwietniu i na razie nie wiadomo, jakie będą dalsze losy propozycji.

Czytaj w LEX: Finansowanie zadań oświatowych w okresie zawieszenia zajęć z powodu koronawirusa >

- Chcemy, by z dotacji finansowane były tylko wynagrodzenia nauczycieli - mówi wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński. - Reszta kosztów powinna być pokrywana z subwencji oświatowej, tak jak teraz - tłumaczy wiceprezes ZNP. Związkowcy i samorządowcy od dawna apelują też o znaczne zwiększenie nakładów na edukacje, bo jej koszty rosną.

Czytaj w LEX: Zmiany w zasadach funkcjonowania gospodarki finansowej JST w związku z koronawirusem >

Gminy muszą zapłacić podwyżki nauczycielom, bo grozi sąd

Gminy też chciałyby zmian w zasadach finansowania oświaty, ale problem widzą szerzej niż nauczycielski związek zawodowy. Są one zobowiązane do finansowania podwyżek nauczycieli, nauczyciel musi je otrzymać, co wynika z Kodeksu pracy i Karty nauczyciela. Samorządy musiały więc je zapewnić, nie ma możliwości, żeby się z tego nie wywiązały, bo groziłoby to naruszeniem dyscypliny finansów publicznych, jeśli nauczyciel dochodziłby swoich praw w sądzie.

Sprawdź w LEX: Jak liczyć dotację za wrzesień 2020 r.? >

A czy samorząd może dochodzić swoich praw w sądzie? Jeśli chodzi o zadania zlecone z zakresu administracji rządowej, jak prowadzenie spraw z zakresu USC,  sprawa jest prostsza, bo państwo musi tu finansować całość zadania. Przed sądami toczą się sprawy samorządów, które wystąpiły z roszczeniami o niewystarczające finansowanie zadań zleconych.

W przypadku subwencji oświatowej o tyle jest trudniej, że jest ona częścią kosztów funkcjonowania oświaty. Jednak w 2019 roku największe miasta zażądały od państwa zwrotu ponad 100 mln złotych za "deformę" oświaty. Problemem okazał się brak dokładnych standardów do zdefiniowania, jakie wydatki na prowadzenie placówek oświatowych państwo ma obowiązek zwrócić gminie. Pozew przeciwko Ministerstwu Finansów złożyli przedstawiciele 10 największych miast zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich. Wezwali do zapłaty na łączną kwotę ponad 103 mln zł kosztów poniesionych przez nich w 2017 r. w związku z dostosowaniem szkół do zmian w oświacie. MEN tłumaczył, że pokrył koszty reformy. A pozew utknął i nie ma dalszego ciągu.

  


Z pustego i Salomon nie naleje

Za organizację pracy szkoły odpowiada organ prowadzący, czyli gmina. Finansowanie często jest natomiast zupełnie niezależne od samorządu – jest rozdźwięk pomiędzy tym co nakazuje prawo, a praktyką. - Przykładem są tu orzeczenia poradni psychologiczno-pedagogicznych, które nakazują nam pewne działania i nie mamy na to wpływu – mówi Tomasz Zwoliński, zastępca burmistrza Swarzędza. Jak wyjaśnia, pewna liczba godzin zajęć musi być na przykład przyznana w ramach pomocy psychologiczno-pedagogicznej czy zajęcia wyrównawcze.

Czytaj w LEX: Wpływ epidemii koronawirusa na samorządy  >

Subwencja jest rozliczana tak, że całość jej musi być przeznaczona na zadania związane z oświatą. Dotacja jest natomiast bardziej dookreślona, na co można środki z niej pochodzące wydać. Zdaniem Tomasza Zwolińskiego większą swobodę gminy mają więc przy formie subwencji. - De facto nie zmienia to postaci rzeczy, bo nie sądzę żeby po zmianie nomenklatury z subwencji na dotację kwota wzrosła, absolutnie finansowo nie ma to znaczenia – podkreśla.

Anna Grygierek, burmistrz Strumienia, członek zarządu Śląskiego Związku Gmin i Powiatów oraz Związku Gmin Wiejskich RP, podkreśla, że najważniejszym problemem w finansowaniu oświaty poprzez dotację wydaje się̨ być centralizacja zarządzania oświatą i konieczność́ ścisłego rozliczania dotacji celowej. - Natomiast, jeżeli chodzi o subwencję oświatową̨ to wadą tego systemu jest niedoszacowanie zadań́ i ciągle zmieniająca się̨ liczba wag subwencyjnych – mówi. 

Czytaj w LEX: Finansowanie kształcenia uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych >

Przedszkola także generują koszty

Zdaniem samorządowców obecny system finansowania oświaty opierający się̨ o środki finansowe w formie części oświatowej subwencji ogólnej, nie zabezpiecza samorządom w sposób należyty środków na realizację zadań́ oświatowych. Problem dotyczy też dotacji na przedszkola prowadzone przez jednostki samorządowe - publiczne przedszkola i prywatne, które nie są prowadzone przez gminę. W Swarzędzu przedszkoli samorządowych jest 6, a placówek publicznych, które realizują podstawę programową, mają powszechny nabór i są bezpłatne dla rodziców – 11.

Jest duży problem z liczeniem dotacji dla tych przedszkoli, bo zgodnie z prawem wszystkie koszty bieżące, jakie ponosi gmina na swoje przedszkola, dzielone są przez liczbę uczęszczających dzieci. Ok. 90 proc. kosztów stanowią w przedszkolach koszty wynagrodzeń. Nie ma na nie samorząd wpływu – bo jest podnoszona najniższa pensja i kwoty wynagrodzeń nauczycieli. – A to przekłada się na koszt dotacji dla przedszkoli – płacimy więc praktycznie podwójnie, bo musimy dołożyć do wynagrodzeń zgodnie z prawem, a to automatycznie przekłada się na dotacje – mówi Tomasz Zwoliński. Jak tłumaczy, np. o 1 zł wzrasta koszt utrzymania dziecka w przedszkolu, to razy 2 tys. trzeba pomnożyć tę kwotę przy liczbie dzieci 2 tys. w przedszkolach niegminnych.

To ogromne koszty i należy system zmienić w tym zakresie, tym bardziej że przedszkola publiczne prowadzone przez operatorów niegminnych są tańsze w utrzymaniu, m.in. dlatego, że nauczyciele nie są zatrudniani na podstawie Karty nauczyciela, a umowy cywilnoprawnej lub z Kodeksu pracy. Koszty w przeliczeniu są niższe, bo nauczyciel pracuje tam 40 godzin zgodnie z Kp. Różnice w kosztach mają wpływ na inwestycje w infrastrukturę przedszkolną, którą można by za te środki wzmocnić.

A sytuacja finansowa samorządów drastycznie się pogarsza, co ma związek m.in. z kryzysem COVID-owym, samorządy stracą też na zmianach w podatkach bez rekompensaty. Podczas rozmowy samorządowców z wiceministrem finansów Sebastianem Skuzą w sprawie rekompensaty ubytków budżetowych, które będą skutkiem projektu nowelizacji ustawy o podatkach PIT, CIT i ryczałcie, samorządowcy podkreślali, że jeśli ustawa wejdzie w życie, będzie kosztować JST rocznie 1,4 mld zł, czyli 10 procent nadwyżki operacyjnej netto. To z niej samorządy mogą finansować inwestycje. Jej skutkiem będzie więc obniżenie możliwości inwestycyjnych samorządów.

  


Wyższe pensje czasem kosztem dodatków

We wrześniu 2020 r. wynagrodzenia nauczycieli wzrosły o blisko 6 proc. - wyższe pensje pedagodzy mieli otrzymać najpóźniej 30 września z wyrównaniem za cały wrzesień. I - jak pokazują wstępne dane zebrane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego - samorządy wywiązały się z tych zobowiązań i zwiększone wynagrodzenia wypłacono.

- Jednak - tak jak ostrzegaliśmy - stało się to kosztem innych zadań, bo subwencja, mimo zapewnień resortu edukacji o tym, że zabezpieczono środki na podwyżki, wszystkich tych kosztów nie pokrywa - zwraca uwagę Krzysztof Baszczyński. - Odnotowaliśmy za to z niepokojem, że zmalały niektóre dodatki otrzymywane przez pedagogów. Tak być nie powinno - mówi wiceprezes ZNP.

Podkreśla, że to państwo powinno gwarantować pensje pedagogów, tym bardziej, że rozwiązywałby również problem z pensjami nauczycieli przedszkoli i odpowiedzialnymi za pomoc psychologiczno-pedagogiczną, bo ich wynagrodzenia również objęte byłyby dotacją.

Wtórują mu samorządowcy.  - Tomasz Zwoliński uważa, że mogłoby tu się sprawdzić rozwiązanie hybrydowe – np. koszty wynagrodzeń nauczycieli - tych składników i ich wysokość, jakie wynikają bezpośrednio z przepisów prawa ustawy czy też rozporządzeń pokrywałby budżet państwa, zapewniając bezwzględne minimum wynagrodzenia dla nauczycieli. – A samorząd finansowałby zadania związane z poprawą działania edukacji, takie jak dodatkowe zajęcia szkolne czy też lokalne programy edukacyjne - mówi.

- Niezbędne są kompleksowe zmiany w systemie finansowania. Środki na sfinansowanie wynagrodzeń nauczycielskich powinny być właściwie zabezpieczone i zagwarantować samorządom pełne pokrycie skutków podwyżek, wprowadzonych zarówno w szkołach, jak i w przedszkolach – podkreśla Anna Grygierek.  

 

O pensje nauczycieli trzeba ich zapytać

Potrzebę zmian w finansowaniu oświaty widzą również dyrektorzy szkół i nauczyciele, którzy podkreślają, że ich pensje nie mogą pozostawać na tak niskim - nawet po podwyżkach - poziomie.

- Dokłada się nam obowiązków, prac, które nas absorbują, a to powoduje wzrost niezadowolenia - mówi Prawo.pl Małgorzata Zaradzka-Cisek, dyrektor XXI LO w Łodzi - Dopiero pozbieraliśmy się po tym strajku, to zaczęła się pandemia, a to kolejne obowiązki i odpowiedzialność i mam wrażenie, że do oświaty sami ciągle dokładamy.  W korporacji pracownik dostanie telefon i służbowego laptopa, my - przechodząc na pracę zdalną - musimy korzystać z własnego sprzętu, z własnych zasobów. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że wynagrodzenia nauczycieli są po prostu żałosne - uważa.


Dodaje, że konsekwencją niskich zarobków jest negatywna selekcja do zawodu - młodzi ludzie nie garną się do jego wykonywania, a ci starsi są zmęczeni i zdemotywowani. I o zmianach trzeba dyskutować z samymi zainteresowanymi.
- Strajk pokazał, że mało kto wsłuchuje się w głosy nauczycieli. Jeżeli państwo, samorządy i związki będą sobie dalej rozdzierać nasze szaty, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Konieczne jest sprawdzenie, ile faktycznie pracują nauczyciele i jak to wygląda w przypadku poszczególnych przedmiotów. Jeżeli miałoby się jakoś różnicować wynagrodzenia pedagogów, to kryterianu powinny być: zaangażowanie i wkład pracy - podkreśla dyrektor Zaradzka-Cisek. - Należy zebrać zespół ekspertów i rozważyć te wszystkie istotne kwestie. Trzeba też liczyć się z poważnymi wydatkami, bo konieczna jest poprawa wieloletnich zaniedbań - tłumaczy.