Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Firmy „utrzymują” miejsca pracy kosztem pracowników

Obniżanie wynagrodzeń i wymiaru czasu pracy, a w ślad za tym - zmuszanie do wykorzystywania urlopu wypoczynkowego w dni "wolne" od pracy, to praktyka pracodawców, którzy korzystają z tarczy finansowej PFR. Przez rok nie mogą bowiem zwalniać pracowników, jeśli nie chcą zwracać udzielonego im wsparcia. Zdaniem ekspertów, takie działania to naruszenie prawa.

Firmy „utrzymują” miejsca pracy kosztem pracowników
Źródło: iStock

Z sygnałów, jakie docierają do redakcji Prawo.pl wynika, że pogarsza się sytuacja osób zatrudnionych w firmach, które otrzymały pomoc w ramach tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju. Żeby nie zwracać tej pomocy, pracodawcy ci muszą przez rok utrzymać stan zatrudnienia. I o ile przedsiębiorcy, którzy otrzymali pomoc z tarczy antykryzysowej, by obniżyć wynagrodzenie pracownikom lub wymiar czasu pracy, musieli zawrzeć porozumienie ze związkami zawodowymi (a jeśli ich w zakładzie pracy nie było – to z przedstawicielem pracowników), o tyle pracodawcy wsparci pieniędzmi z tarczy finansowej żadnego porozumienia z załogą zawierać nie muszą. Jedyne czego nie wolno im zrobić, to zmienić stanu zatrudnienia. Radzą więc sobie w różny sposób.

 

Obniżka pensji i obowiązkowy urlop wypoczynkowy

Jak mówi nieoficjalnie Prawo.pl jedna z czytelniczek, jej firma, działająca w sektorze opieki nad osobami starszymi, przez długi okres radziła sobie dość dobrze. Pierwszym sygnałem świadczącym o kłopotach była zmiana siedziby. - Z dnia na dzień musieliśmy przenieść się na koniec miasta. Tłumaczono to problemami finansowymi, zbyt wysokim czynszem, a argument główny brzmiał:  ratujemy wasze miejsca pracy - opowiada.

Zaledwie miesiąc później, jak grom z jasnego nieba, na pracowników spadła wiadomość o zmianach w systemie pracy i w umowach. - Nikt z nami tego wcześniej nie dyskutował. Prezes poinformował, że aby ratować firmę, wszyscy muszą być gotowi na pewne poświęcenia. Zdecydowano, że przechodzimy na 4/5 etatu, co oznacza cięcie pensji. Zresztą już wcześniej zabrano premie, nagrody roczne, bez żadnej zapowiedzi, argumentując to pandemią i to mimo, że do naszych ośrodków cały czas przyjmowane były nowe osoby, a kolejne czekają w kolejce - mówi.  

Zdecydowano też, że pracownicy będą pracować na zmianę, trzy dni w tygodniu. Jeden dzień wynika z obcięcia etatu. - Kolejny, co chyba dla wszystkich było najgorszą informacją, mamy wykorzystywać z naszych urlopów - wskazuje kobieta. I dodaje, że tak naprawdę nikt nie wie, ile ten stan potrwa i ile choćby urlopu pracownicy na tym stracą. Ostatecznie „po rozmowie” podsunięto im do podpisania aneksy do umów o pracę.

- Oczywiście część z nas się zbuntowała, zaczęto więc sprawdzać naszą efektywność, a bezpośrednia przełożona dzwoniła do nas z informacją, że nie jest zadowolona z wyników pracy - dodaje.  

Przyznaje, że teraz pracownicy boją się, że firma dostała dofinansowanie z tarczy finansowej, a po upływie wymaganego roku zaczną się zwolnienia. - Przy okazji nie będzie problemu z niewykorzystanym urlopem - podkreśla.

- To są działania bezprawne i zastraszanie pracowników – ocenia dr hab. Monika Gładoch, prof. UKSW, kierownik Katedry Prawa Pracy, radca prawny. Jak tłumaczy, pracownicy, którym pracodawca nie da do podpisania żadnego aneksu do umowy zmieniającego wysokość wynagrodzenia i wymiar czasu pracy, mają prawo taką decyzję pracodawcy zaskarżyć do sądu pracy. – Nawet jeżeli pracodawca poinformuje ich o zmianie zasad wynagradzania ustnie. Taka zmiana wymaga bowiem formy pisemnej, a jeśli dotyczy umowy na czas nieokreślony, to także uzasadnienia. W takim przypadku 21-dniowy termin na zaskarżenie takiej decyzji biegnie od dnia, w którym pracodawca zakomunikował tę zmianę – podkreśla prof. Gładoch. I dodaje: - Pracownicy, którzy jednak zdecydują się podpisać przedłożony przez pracodawcę aneks do umowy, zamykają sobie drogę do sądu, ponieważ podpisanie aneksu jest niczym innym, jak porozumieniem stron.

 

Pracownicy się skarżą i szukają pomocy

Zapytaliśmy PFR, czy udzielając wsparcia z tarczy finansowej, sprawdza albo zamierza sprawdzać tylko stan zatrudnienia w firmach, które pomoc otrzymały, czy też może także weryfikowane będzie to, czy w firmach tych nie dochodziło do sytuacji naruszających prawa pracownicze – np. bezumownego obniżania wynagrodzeń i wymiaru czasu pracy.

– Rozliczając przedsiębiorcę z udzielonej pomocy sprawdzamy, czy na przestrzeni dwunastu miesięcy został utrzymany taki sam stan zatrudnienia, jaki był w chwili, gdy przedsiębiorca występował o pomoc. Innymi słowy, jeżeli ktoś miał zatrudnioną jedną osobę na umowie zlecenia w momencie występowania o wsparcie, to sprawdzamy, czy jedna osoba na umowie zlecenia była w tej firmie zatrudniona przez 12 miesięcy i jest nadal zatrudniona w momencie rozliczania wsparcia. Natomiast jeśli jest to osoba na etacie, to sprawdzamy także wymiar czasu jej pracy z momentu otrzymania subwencji i późniejszych 12 miesięcy branych pod uwagę przy rozliczeniu – mówi Bartosz Marczuk, wiceprezes PFR.

- Do Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii nie wpływały sygnały/skargi dotyczące ewentualnego naruszania przez pracodawców prawa pracy w związku z pandemią we wskazanym zakresie. W tej sprawie pomocne może być zwrócenie się do Państwowej Inspekcji Pracy, która sprawuje nadzór i kontrolę nad przestrzeganiem przepisów prawa pracy i w praktyce do niej kierowane są skargi/sygnały o naruszaniu prawa pracy – poinformowało nas MRPiT.

Także Państwową Inspekcję Pracy zapytaliśmy o to, czy wpływają skargi na działania pracodawców, którzy z powodu pandemii obniżają pracownikom wynagrodzenia i zmuszają pracowników do wykorzystywania urlopu wypoczynkowego w dniu przypadającym na dzień wolny na skutek zmniejszonego przez pracodawcę wymiaru czasu pracy. Na odpowiedź czekamy.

- Trafiają do nas skargi ludzi z przedsiębiorstw, w których nie ma związków zawodowych. Dotyczą one często porozumień zawieranych z przedstawicielami pracowników (pracodawca ma zdecydowanie zbyt dużą swobodę w procesie ich wyboru), na podstawie których m.in. obniżane były wynagrodzenia osobom tam zatrudnionym. Zdarzały się sytuacje, w których na mocy porozumień wszyscy pracownicy w zakładzie pracy mieli obniżone pensje z wyjątkiem kadry zarządzającej - mówi Prawo.pl Sebastian Koćwin, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Według niego, zdecydowana większość porozumień, jakie zostały zawarte w ramach tzw. tarczy antykryzysowej dotyczy firm, w których nie ma związków zawodowych. - Tam, gdzie działają związki zawodowe porozumienia są korzystniejsze dla zatrudnionych, sytuacja firmy jest kompleksowo analizowana i rzadziej dochodzi do nieprawidłowości – dodaje.

Marek Lewandowski, rzecznik prasowy przewodniczącego
Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” z kolei twierdzi, że tam, gdzie są  organizacje „S” takie skargi nie wpływają. - Związek zawodowy ma narzędzia, aby się temu przeciwstawiać. W firmach, gdzie nie ma związków zawodowych, pracownicy powinni się zorganizować. Inaczej są narażeni na takie patologie – podkreśla Marek Lewandowski.

 

Urlop ma być dobrowolny

Pracodawca nie ma prawa zmuszać pracownika do wykorzystywania urlopu wypoczynkowego w sytuacji, gdy nie pracuje nie z własnej winy. Jedyne co może, to nakazać wykorzystanie urlopu zaległego.

– Zgodnie z prawem urlop wypoczynkowy zawsze ma być dobrowolny. Zmuszanie do jego wykorzystywania w dni, które stają się dniami wolnymi na skutek zmniejszenia wymiaru czasu pracy to naruszenie prawa. Zwłaszcza, że taki pracownik jest w gotowości pracy, za którą – zgodnie z art. 81 kodeksu pracy – pracownikowi przysługuje wynagrodzenie – mówi prof. Monika Gładoch.

Zgodnie bowiem ze ww. art. 81 k.p., pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania, określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60 proc. wynagrodzenia. W każdym przypadku wynagrodzenie to nie może być jednak niższe od wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, ustalanego na podstawie odrębnych przepisów.

Prof. Monika Gładoch radzi więc osobom, które znajdą się w podobnej sytuacji, jak nasza czytelniczka, by codziennie w dni „wolne” od pracy na skutek zmniejszenia wymiaru ich czasu pracy, przychodzili do pracy i podpisywali listę obecności. - To nie może być jednak zwykłe przyjście do firmy, podpisanie listy i wyjście. Taka osoba musi przebywać w pracy osiem godzin i czekać na wydanie polecenia. Musi bowiem być w gotowości wykonania pracy – tłumaczy prof. Gładoch. I dodaje – Jeśli taki pracownik będzie wypraszany z miejsca pracy, to powinien to udokumentować, np. robiąc zdjęcia pod siedzibą firmy lub w budynku i kilkukrotnie wracać do pracy sygnalizując przy tym swoją gotowość jej podjęcia.

 

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

Polecamy książki z prawa pracy