Mąż chorej na koronawirusa pielęgniarki, którą urzędnicy skierowali do odbycia izolacji w warunkach domowych, walczył niedawno z Sanepidem o decyzję administracyjną dla siebie, nakazującą mu odbycie kwarantanny. Nie chciał chodzić do zakładu pracy i stanowić zagrożenia dla innych. Jego prośbę inspektorat sanitarny uznał za fanaberię. – Nie ma takiej potrzeby – miał usłyszeć za pierwszym razem. Jego upór finalnie doprowadził jednak do skierowania go na kwarantannę, a wydana mu decyzja stała się podstawą do wystąpienia do ZUS o zasiłek chorobowy.

Szkopuł w tym, że nie każdy jest odpowiedzialny i tak zdeterminowany. A prawo z urzędu nie działa. Nie ma bowiem przepisu, który umożliwiłby kierowanie z mocy prawa na obowiązkową kwarantannę współmałżonków i innych domowników osoby chorej na COVID-19, tak jak to jest w przypadku np. osób powracających z zagranicy, którzy muszą odbyć obowiązkową, 14-dniową kwarantannę i to razem z domownikami. Tak nakazuje bowiem obowiązujące od 31 marca 2020 r. rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. W efekcie mamy sytuację absurdalną: obowiązkową kwarantannę przechodzą razem z rodzinami osoby, które wróciły z zagranicy oraz te, które zamieszkują z osobą zdrową, odbywającą kwarantannę na podstawie decyzji Sanepidu z uwagi na to, iż była ona narażona na zakażenie. Te zaś, które mieszkają z osobą chorą – już nie.

Czytaj w LEX: Poddanie określonej osoby przymusowej kwarantannie podczas epidemii koronawirusa - konsekwencje prawne >

 


Decyzja nie jest automatyczna, ani oczywista

Przepis art. 34 ust. 2 ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi stanowi, że osoby, które były narażone na chorobę zakaźną lub pozostawały w styczności ze źródłem biologicznego czynnika chorobotwórczego, a nie wykazują objawów chorobowych, podlegają obowiązkowej kwarantannie lub nadzorowi epidemiologicznemu, jeżeli tak postanowią organy inspekcji sanitarnej - przez okres nie dłuższy niż 21 dni, licząc od dnia następującego po ostatnim dniu odpowiednio narażenia albo styczności.
- Oznacza to, że decyzja o ewentualnej kwarantannie wobec takiej osoby pozostaje w gestii Sanepidu. Z rozporządzenia wynika, iż ma ją odbywać razem z domownikami. Jest to o tyle nieracjonalne, że obowiązkowej kwarantannie, z mocy przepisu rozporządzenia, poddawane są osoby zamieszkujące lub gospodarujące z osobą zdrową, która była tylko narażona na chorobę zakaźną, podczas gdy nie ma żadnego przepisu, który z mocy prawa nakazywałby odbycie kwarantanny przez osoby zamieszkujące wspólnie z osobą, która jest zarażona – podkreśla dr Dominika Dörre-Kolasa, radca prawny, partner w kancelarii Raczkowski.

Sprawdź w LEX: Czy obowiązek izolacji z powodu COVID-19 wynika z mocy prawa czy z decyzji administracyjnej? >

 


Kwarantanna po wyleczeniu osoby chorej

Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego podkreśla, że lekarz, który stwierdza chorobę zakaźną, ma obowiązek powiadomić inspekcję sanitarną. - Małżonek i inni współdomownicy osoby zarażonej koronawirusem, skierowanej przez lekarza do leczenia w warunkach domowych (izolacji) podlega kwarantannie – podkreśla Bondar. I dodaje: - Zgodnie z wytycznymi lekarzy zakaźników, izolacja kończy się - czyli de facto następuje uznanie pacjenta za zdrowego - po 2 testach negatywnych wykonanych w krótkim odstępie czasu. Pierwszy test można wykonać, o ile stan pacjenta jest dobry, po 12 dniu izolacji.  

Czytaj w LEX: Co powinien zrobić pracodawca jeśli u pracownika stwierdzono koronawirusa? >

Natomiast kwarantanna – jak zaznacza rzecznik prasowy GIS - dotyczy osób zdrowych. - Standardowo trwa 14 dni, lecz może być przedłużona do 21 dni od ostatniego kontaktu z osobą chorą. Zatem małżonek ten, o ile sam nie przejawia objawów choroby, musi przebywać na kwarantannie 2 tygodnie od wyleczenia współdomownika – zapewnia Jan Bondar.

 


Co z zasiłkiem chorobowym?

Sytuacja domowników osób chorych, które zakażenie koronawirusem przechodzą bezobjawowo i odbywają izolację domową jest trudna także z uwagi na brak prawa do zasiłku chorobowego wypłacanego przez ZUS. Ten zaś – jak nieoficjalnie powiedziano nam w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych – może je wypłacić tylko mając podstawę prawną.

Zobacz procedurę w LEX: Zasady wypłaty świadczeń przysługujących w okresie obowiązkowej kwarantanny po przekroczeniu granicy >

- Nie mam wątpliwości co do tego, że współmałżonkowi czy dorosłemu domownikowi osoby zakażonej koronawirusem nie przysługuje zasiłek chorobowy na podstawie art. 92 Kodeksu pracy, o ile w stosunku do niej nie wydano właściwej decyzji Sanepidu, więc nie jest na kwarantannie. Jedyne, co może zrobić jego pracodawca, to wyrazić zgodę na pracę zdalną, a jeśli nie ma takiej możliwości, to pozwolić na wykorzystanie zaległego urlopu – podkreśla dr hab. Monika Gładoch, prof. UKSW, kierownik Katedry Prawa Pracy, radca prawny. Jak mówi, rozwiązaniem najmniej korzystnym dla pracownika, który znalazł się w takiej sytuacji jest udzielenie mu bezpłatnego urlopu, gdyż taki urlop nie liczy się do stażu pracy, a pracodawca nie musi za tego pracownika odprowadzać składek na ubezpieczenie społeczne.

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność cywilna i karna za zarażenie koronawirusem >

Nie lepiej wygląda też sytuacja osób zatrudnionych na umowę zlecenia. – Wtedy zasiłek chorobowy powinien im wypłacać ZUS, ale podejrzewam, że Zakład odmówi jego wypłaty z uwagi na brak decyzji administracyjnej – dodaje prof. Monika Gładoch.

 


Izolatoria, czyli koronawirusowa fatamorgana

- Mając na względzie normalne funkcjonowanie najbliższej rodziny i dostępność opieki medycznej w sytuacji pogorszenia stanu zdrowia,  wygodniejsze jest odbycie izolacji specjalnie w tym celu przygotowanych izolatoriach, które są w każdym województwie. Z niewiadomych dla mnie powodów, lekarze dość niechętnie kierują pacjentów do izolacji instytucjonalnej – mówi serwisowi Prawo.pl Jan Bondar.

Usiłowaliśmy to sprawdzić. Do rzecznika prasowego GIS wysłaliśmy więc prośbę o dane: liczbę osób, które obecnie przebywają w izolacji domowej oraz liczbę wszystkich, które od momentu wybuchu epidemii były objęte izolacją. A także liczbę osób, które przebywają w izolatoriach (dziś i tych, które przebywały w tej izolacji od wybuchu epidemii) oraz tych, które podlegały i podlegają nadzorowi epidemiologicznemu.

Czytaj w LEX: Opieka w izolatoriach - zadania lekarza i pielęgniarki >

- Dane statystyczne są tylko w Ministerstwie Zdrowia – brzmiała odpowiedź. Pytania  przesłaliśmy więc do ministerstwa. W odpowiedzi poradzono nam zwrócić się do GIS, który „odpowiada za nadzór epidemiczny”. Jednocześnie resort zdrowia przekazał, że na dzień 13 maja było 2 648 osób hospitalizowanych, 96 062 objętych kwarantanną, a 18 009 – objętych nadzorem sanitarno-epidemiologicznym.

GIS twierdzi też, że nie ma danych o liczbie miejsc w izolatoriach.

 


- Rola wojewody ogranicza się tylko do powołania izolatorium. Natomiast personel, wyżywienie, sprzątanie ma zapewnić szpital, który często ma z tym poważny problem. W konsekwencji takiego rozdzielenia odpowiedzialności większość izolatoriów istnieje tylko na papierze. Jednocześnie nie ma presji na tworzenie izolatoriów, bo ludzie nie chcą tam iść. Nagle poprawiły się nam w Polsce warunki domowe – tłumaczy prof. dr hab. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. Jak mówi, sam do dziś nie otrzymał oficjalnej informacji o tym, gdzie mógłby wysyłać pacjentów wymagających izolacji, którzy chcieliby skorzystać z izolatorium w województwie podlaskim.

– Półtora miesiąca temu wysłałem do Głównego Inspektoratu Sanitarnego propozycję algorytmu postępowania w przypadku dodatniego wyniku u pracowników medycznych, służącego zmniejszeniu ryzyka niepotrzebnego zamykania oddziałów i do dziś nie otrzymałem odpowiedzi, mimo że co jakiś czas się przypominam – dodaje prof. Flisiak.

Według prof. Roberta Flisiaka, na tę chwilę nie ma przekonujących dowodów na możliwość ponownego zakażenia. - Przypadki na świecie, o których się mówiło, nie zostały dokładnie opisane i mogły wynikać z niedoskonałości testów – dodaje prof. Flisiak.

Czytaj również: Firmy nie mają pewności, czy pracownik wraca bez koronawirusa