Sejm uchwalił przygotowaną przez rząd ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (druk sejmowy nr 265). Za głosowało 400 posłów, 11 było przeciw, 7 wstrzymało się od głosu. Za głosowali przedstawiciele wszystkich klubów, projektu nie poparło koło Konfederacja.

Ustawa uchwalona została w ciągu jednego dnia. W niedzielę wieczorem projekt wpłynął do Sejmu, w poniedziałek rano w sejmowej Komisji Zdrowia odbyło się jego pierwsze czytanie, a około godz. 23 ustawa została uchwalona przez Sejm. Jeszcze w tym tygodniu ma się nią zająć Senat.

Kwarantanna także dla zdrowych…

Ustawa przewiduje zmiany w obowiązujących przepisach, m.in. w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Zmieniany jej art. 34 ust. 2 przewiduje, że osoby zdrowe, które pozostawały w styczności z osobami chorymi na choroby zakaźne będą podlegały  obowiązkowej kwarantannie lub nadzorowi epidemiologicznemu, jeżeli tak postanowią organy inspekcji sanitarnej przez okres nie dłuższy niż 21 dni, licząc od ostatniego dnia styczności. Co więcej, w myśl  ust. 3 tego artykułu, obowiązkowa  kwarantanna  lub  nadzór  epidemiologiczny,  będzie mógł być stosowany wobec tej samej osoby więcej niż raz - do czasu stwierdzenia braku zagrożenia dla zdrowia lub życia ludzkiego.

- Kwarantanna to fizyczne odosobnienie osoby zdrowej, która była narażona na zakażenie, w celu zapobieżenia szerzeniu się chorób szczególnie niebezpiecznych i wysoce zakaźnych. Szczegółowe zasady kwarantanny w tym przykładowo miejsce jej przeprowadzania, okres oraz zakaz opuszczania miejsca jej prowadzenia określać ma odpowiednie rozporządzenie Rady Ministrów. Na dziś go nie znamy – zauważa dr Marcin Wojewódka, radca prawny, wspólnik zarządzający w kancelarii Wojewódka i Wspólnicy.

Według niego, status pracownika w okresie kwarantanny z perspektywy prawa pracy jest w miarę jasny. – W większości przypadków będzie to okres nieświadczenia pracy, ale jednocześnie jest to okres pobierania wynagrodzenia chorobowego czy zasiłku chorobowego, na podstawie dyspozycji art. 92 par. 1 Kodeksu pracy, który zrównuje okres choroby z okresem odosobnienia z powodu choroby zakaźnej – uważa mec. Wojewódka.

 


…i przymusowa hospitalizacja dla chorych

Specustawa nowelizuje przede wszystkim ustawę o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Nowością będzie możliwość poddania osób przymusowej hospitalizacji (dla chorych lub podejrzanych o to, że mogą być zarażone) oraz kwarantannie. Jednak to dopiero w rozporządzeniu minister zdrowia określi, co będzie mógł zrobić personel medyczny szpitala i inne służby, gdyby osoba chora lub podejrzana o zachorowanie, chciała albo opuściła samowolnie szpital. - Nie ma jeszcze projektu tego rozporządzenia. Z projektu ustawy wynika możliwość hospitalizacji na czas nieokreślony - zauważa dr Wojewódka.

Co więcej, zgodnie z ustawą, jeśli służby miałyby problem z porządkiem, a społeczność lokalna nie stosowałaby się do zaleceń, do akcji będzie mogło wkroczyć wojsko. Minister Obrony Narodowej będzie mógł przekazać właściwemu wojewodzie lub Głównemu Inspektorowi Sanitarnemu siły zbrojne do dyspozycji.

Specjalne obowiązki dla szpitali i aptek

Rząd proponuje w ustawie na nowo ustalić zasady udzielania świadczeń opieki zdrowotnej w szpitalach i aptekach oraz ich finansowanie. Leczeniem zakażonych lub podejrzanych o chorobę mają się zająć wszystkie placówki lecznicze wpisane do rejestrów wojewody. Nieważne, czy są w sieci szpitali lub czy mają podpisany kontrakt z NFZ. Nawet gdyby go nie miały, NFZ zapłaci im za pomoc medyczną chorym ze środków pochodzących z budżetu państwa.

Specustawa kieruje wszystkie siły na apteki. Oznacza to, że hurtownie farmaceutyczne w razie epidemii, będą musiały zbywać do aptek wszystkie leki.  Zaś producenci leków przekazywać je do hurtowni. Minister zdrowia w obwieszczeniu będzie mógł wskazać, które leki są objęte restrykcjami.

- Nie jestem zdziwiony, że rząd naciska na dobre zaopatrzenie aptek. Pacjenci w pierwszej kolejności i tak tam pójdą. Zwłaszcza, że przychodnie rodzinne alarmują, aby do nich z podejrzeniem koronawirusa nie zgłaszać się - mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Wskazuje jednak, że projekt nie rozwiązuje jednego problemu. - Teraz prawo farmaceutyczne pozwala, aby farmaceuta wydał lek pacjentowi, który nie ma recepty, a potrzebuje  leku bo jest w  stanie nagłego zagrożenia życia lub zdrowia. Zapis „nagle” powinien zniknąć, aby w sytuacji epidemii farmaceuta mógł wydać każdy lek, każdemu pacjentowi, jeśli uzna to za konieczne na podstawie swojej wiedzy - komentuje Marek Tomków.

Minister ustali maksymalne ceny leków

Ustawa zakłada, że minister zdrowia na podstawie informacji przekazywanych przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego ustali w drodze obwieszczenia maksymalne ceny na określone produkty lecznicze, wyroby medyczne i środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego, które mogą być wykorzystane w związku z przeciwdziałaniem COVID-19.
W ustawie zapisano też, że w przypadku zagrożenia zdrowia pacjenta związanego z COVID-19, farmaceuta posiadający prawo wykonywania zawodu może wystawić receptę farmaceutyczną.

Praca zdalna, czyli kiedy i jaka?

Zgodnie z art. 3 ustawy, w celu przeciwdziałania koronawirusowi (czyli COVID-19) pracodawca  będzie mógł polecić pracownikowi wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania (praca zdalna). - Ta propozycja jest zbyt lakoniczna, niewiele wnosi nowego. W aktualnym stanie prawnym pracodawca również może umówić się z pracownikiem na wykonywanie pracy zdalnej. Jedyna różnica polega na tym, że proponowany przepis brzmi tak, jakby pracodawca mógł tę pracę zdalną narzucić pracownikowi. Należy jednak mieć na względzie, że nie każdy pracownik ma warunki, żeby zorganizować sobie poza zakładem pracy warunki do wykonywania pracy, czy też nie każdy rodzaj pracy kwalifikuje się do takiej pracy, np. praca przy taśmie produkcyjnej – podkreśla dr Magdalena Rycak, partner z Rycak Kancelaria Prawa Pracy i Hr. I dodaje: Nadal nie wiadomo, czy strony stosunku pracy miałyby zawrzeć jakieś porozumienie co do warunków jakie miałoby spełniać nowe tymczasowe miejsce pracy pracownika np. w domu i co ewentualnie miałoby się w nim obowiązkowo znaleźć (bhp, godziny pracy, sposób komunikowania się itp.).


- Ustawa pokazuje jak bardzo jesteśmy nieprzygotowani na sytuacje kryzysowe na płaszczyźnie regulacyjnej. Kwestia wskazana w art. 3 projektu dotycząca „pracy zdalnej” na polecenie pracodawcy wymaga doprecyzowania, zarówno w projekcie ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu koronawirusa, jak i szerzej – w Kodeksie pracy. Po pierwsze – w Kodeksie pracy nie ma definicji ani ogólnych warunków wykonywania „pracy zdalnej”.  „Home office” staje się rozwiązaniem coraz bardziej popularnym, jednak obecnie opiera się na indywidualnych ustaleniach pracownika z pracodawcą. Niezależnie od aktualnych wydarzeń, formę wykonywania pracy w trybie zdalnym należałoby kodeksowo uregulować, chociażby z uwagi na problemy z późniejszą oceną wypadków przy pracy – uważa z kolei Katarzyna Kloc, adwokat, partner w kancelarii Gawroński & Partners. I dodaje: - Po drugie – nie każdą pracę można wykonywać z domu. W przypadku większości zawodów (lekarz, nauczyciel, fryzjer, mechanik samochodowy, kelner itd.) art. 3 po prostu nie będzie możliwy do zastosowania. Co więc z osobami, u których może zachodzić podejrzenie, że zarażone są wirusem i ze względów bezpieczeństwa powinny unikać kontaktu z innymi pracownikami a ich praca wymaga stałej obecności w zakładzie czy miejscu pracy. Tutaj projekt ustawy milczy.
Zdaniem mec. Kloc, z uwagi na to, że szybkie dokonanie zmian w Kodeksie pracy może okazać się sporym wyzwaniem, w  ustawie o przeciwdziałaniu koronawirusowi powinno być wskazane, do jakich typów zajęć przepis dotyczący pracy zdalnej ma zastosowanie, w jakim trybie strony ustalą warunki wykonywania pracy zdalnie (mailowo, telefonicznie, osobiście), na jaki okres czasu itd. - W ustawie powinno być określone również jasno co z osobami, które powinny zostać w domu a nie mogą wykonywać swojej pracy zdalnie, np. poprzez uznanie czasu nieobecności za urlop płatny do pewnego okresu czasu (2 tygodnie), a po tym czasie za urlop bezpłatny – podkreśla mec. Katarzyna Kloc. Zastrzega, że nie wszystkie sytuacje kryzysowe da się przewidzieć i uregulować prawnie, jednak - w jej ocenie - tak ogólne i nieprecyzyjne sformułowanie w projekcie przyniesie w praktyce dużo problemów i dla większości pracodawców będzie po prostu bezużyteczne.
Także w ocenie Katarzyny Siemienkiewicz, eksperta ds. prawa pracy Pracodawców RP, art. 3 ustawy zachęca pracodawców do zlecania pracownikom pracy z domu (praca zdalna). - W systemie prawnym pojęcie „pracy zdalnej” nie funkcjonuje, nie mamy jej ustawowej definicji. Ponadto sam projekt nie definiuje tego pojęcia, propozycja budzi więc wiele wątpliwości. Na pracodawcy ciąży szereg obowiązków związanych z organizacją pracy, za które ponosi odpowiedzialność. Dlatego samo wpisanie pojęcia pracy zdalnej do ustawy bez doprecyzowania nie rozwiąże problemu – mówi Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy Pracodawców RP. I dodaje: - Mamy ewidentną lukę w prawie, która uniemożliwia realizację słusznie zaproponowanego rozwiązania. Bo, jak tłumaczy Siemienkiewicz, pracodawca, który zleci pracownikowi pracę zdalną z domu będzie mógł się powołać na zaproponowany przepis, który nie precyzuje jednak, w jaki sposób ma to zrobić. - Dlatego zachodzi konieczność regulacji pracy zdalnej w Kodeksie pracy, która jak widać w różnych sytuacjach ma duże znaczenie praktyczne – podkreśla Katarzyna Siemienkiewicz.

Na to, że nowa regulacja jest w pewnym zakresie nieprecyzyjna zwraca uwagę również Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan. –  Samą ustawę należy ocenić pozytywnie, ponieważ przyznaje ona pracodawcom narzędzie do działania. Natomiast najważniejsze wciąż jest uświadamianie stronom stosunku pracy działań prewencyjnych, zapobiegawczych. Sam przepis dotyczący powierzenia pracy zdalnej dotyczy kierowniczego uprawnienia pracodawcy, co nie będzie wymagało zgody zatrudnionego  – podkreśla Robert Lisicki. Tłumaczy jednocześnie, że praca zdalna nie jest uregulowana w przepisach powszechnych, a zatem wskazane byłoby dostarczenie pracodawcom bardziej technicznych wskazówek np. w kwestii bhp. –  Ponadto trzeba mieć na uwadze, iż nie każdy rodzaj pracy może być  wykonywany zdalnie. Takich przypadków ustawodawca nie rozstrzyga – mówi Lisicki. Zwraca przy tym uwagę na fakt, iż z brzmienia przepisu wynika, że decyzja o pracy zdalnej ma być uzasadniona przeciwdziałaniem koronawirusowi, więc przyczyna może leżeć zarówno po stronie pracownika, który miał styczność z kimś zarażonym, jak i po stronie pracodawcy, który może mieć wiedzę o innym pracowniku, który miał taką styczność.

Katarzyna Lorenc, ekspert ds. prawa pracy Business Centre Club, jest zdania, że zmiany dotyczące relacji pracownik-pracodawca powinny zostać uregulowane w Kodeksie pracy. - Owszem, to jest sytuacja nadzwyczajna, ale nie może być tak, że na pracodawców przerzucany jest koszt organizacji pracy zdalnej, która nie jest określona w prawie, w sytuacji, kiedy odpowiedzialność za bezpieczeństwo pracy spoczywa na pracodawcy – twierdzi Lorenc.

 

Sprawdź również książkę: Kodeks pracy. Komentarz. Tom I i II >>


Zakupy bez przetargów​

Ustawa przewiduje możliwość dokonywania zamówień na towary lub usługi niezbędne do przeciwdziałania COVID-19, bez stosowania przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych. Do projektowania, budowy, przebudowy, utrzymania i rozbiórki obiektów budowlanych, w tym zmiany sposobu użytkowania, w związku z przeciwdziałaniem COVID-19, wprowadzono możliwość niestosowania przepisów ustawy Prawo budowlane, a także ustaw o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ustawy oraz o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

Specjalne zarządzanie w rejonie epidemii

Ustawa zakłada ponadto, że w skrajnym przypadku, gdy stan epidemii i zagrożenia przekroczy możliwość działania administracji rządowej i samorządów rząd może rozporządzeniem określić zagrożony obszar wraz ze wskazaniem rodzaju strefy, na którym wystąpił stan epidemii lub stan zagrożenia epidemicznego oraz rodzaj stosowanych na tym terenie rozwiązań.

Premier może, w myśl ustawy - na wniosek ministra zdrowia - nałożyć na jednostkę samorządu terytorialnego obowiązek wykonania określonego zadania w związku z przeciwdziałaniem COVID-19.

W ustawie zapisano również m.in., że w celu przeciwdziałania COVID-19 Rada Ministrów może, w drodze rozporządzenia, dokonywać przeniesienia planowanych wydatków budżetowych między częściami i działami budżetu państwa uwzględniając wysokość oraz rodzaj koniecznego wsparcia i bieżące wykonanie wydatków w poszczególnych częściach i działach budżetu państwa.

Na etapie prac sejmowej komisji zdrowia z projektu usunięto artykuł mówiący, że Skarb Państwa, organy jednostek samorządu terytorialnego oraz państwowe jednostki organizacyjne nie ponoszą z pewnym zastrzeżeniem odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną w związku z uzasadnionymi działaniami mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19.

Regulacja przewiduje też zmiany dotyczące wykorzystania wiedzy i kwalifikacji posiadanych przez żołnierzy pełniących czynną służbę wojskową w zakresie szerszym niż ten wynikający z pełnionych obowiązków w ramach posiadanej specjalności wojskowej i wojskowego przeszkolenia.

Czas przestoju bez rekompensat

W ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi zapisano nową delegację dla rządu do wydania rozporządzenia w przypadku  wystąpienia  stanu  epidemii  lub  stanu  zagrożenia epidemicznego  „o  charakterze  i  w  rozmiarach  przekraczających  możliwości  działania właściwych  organów  administracji  rządowej  i  organów  jednostek  samorządu terytorialnego”. To w nim rząd będzie mógł określić np. czasowe ograniczenie działalności określonych przedsiębiorców czy zakaz opuszczania miejsca kwarantanny (art. 46b zmienianej ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi).

Jak zauważa Katarzyna Siemienkiewicz, oprócz „pracy zdalnej”, ustawa posługuje się wieloma innymi pojęciami, które nie zostały sprecyzowane. - Umożliwia również ustanowienie w drodze rozporządzenia przykładowych rozwiązań na wypadek stanu epidemii lub zagrożenia. Ustawa nie precyzuje dokładnie, na czym miałyby polegać ograniczenia, obowiązki i nakazy – twierdzi Katarzyna Siemienkiewicz. Ponadto, jak mówi, na próżno szukać w nim jakichkolwiek rekompensat dla przedsiębiorców za czas przestoju. - Ustawa nie precyzuje również, czy pracodawca, którego zakład pracy znajduje się na obszarze kwarantanny, może uzyskać jakieś dopłaty za czas zamknięcia firmy – dodaje Siemienkiewicz.

Zwraca też uwagę na wskazany - w ocenie skutków regulacji (OSR) - wpływ przepisów na rynek pracy. - Ustawa może pośrednio oddziaływać pozytywnie na rynek pracy poprzez zwiększenie poczucia stabilizacji wśród przedsiębiorców, szczególnie będących „dużymi” pracodawcami – napisano w OSR, które są elementem uzasadnienia dołączonego do rządowego projektu.

- Mam poważne wątpliwości, czy poczucie stabilizacji przedsiębiorców zostanie wzmocnione brakiem jakichkolwiek rekompensat za czas przestoju. Ponadto zastanawiające jest, dlaczego - w ocenie projektodawcy - takiej stabilności nie odczują również małe i średnie przedsiębiorstwa – zastanawia się Katarzyna Siemienkiewicz.

Z kolei zdaniem Katarzyny Lorenc, brak rekompensat może okazać się problemem dla przedsiębiorstw, które zostaną przymusowo zamknięte i z powodu przestoju nie wywiążą się z kontraktu. - Pytanie, czy ubezpieczenie będzie w stanie pokryć te straty – zastanawia się ekspert ds. prawa pracy BCC.

Czytaj również: Koronawirus już bije po kieszeni firmy, uderzy też pracowników>>
 

Przedsiębiorcy mają się czego bać

Eksperci nie mają wątpliwości, że obostrzenia, które rząd może zastosować wobec przedsiębiorców dzięki specustawie są zbyt ogólne. Przykładowo w drodze rozporządzenia Rada Ministrów będzie mogła w przypadku epidemii lub jej zagrożenia wprowadzać czasowe ograniczenie działalności określonych przedsiębiorców, a także korzystanie z ich lokali lub terenów oraz wprowadzić obowiązek ich zabezpieczenia. Rząd będzie też mógł nakazać określone działania firmom farmaceutycznym dotyczącym sprzedaży i dystrybucji leków. Na szczęście z ustawy usunięto projektowany art. 13, który mówił wprost, że Skarb Państwa, organy jednostek samorządu terytorialnego oraz państwowe jednostki organizacyjne nie ponoszą odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną w związku z uzasadnionymi działaniami mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19, z zastrzeżeniem szkód poniesionych przez podmioty lecznicze.

Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Pracodawców RP zwraca uwagę, że wszelkie ograniczenia powinny być proporcjonalne, uzasadnione i należy oczekiwać za nie wynagrodzenia/odszkodowania. Projekt przewiduje jedynie, że jeżeli podróżny zrezygnuje z wyjazdu z powodu koronawirusa, organizator będzie mógł wnieść o zwrot wpłaty na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny.

Wołejko zastanawia się, czy niezbędna jest ustawa, aby zrealizować cele związane z powstrzymywaniem rozprzestrzeniania się bądź skutków koronawirusa. - Istnieją przecież ustawy m.in. o zarządzaniu kryzysowym czy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Sama treść ustawy zdaje się potwierdzać słuszność obaw co do potrzeby specustawy - ponad połowa przepisów to zmiany obowiązujących ustaw – wyjaśnia Wołejko.

Łukasz Kozłowski, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich, nie ma wątpliwości, że ustawa jest potrzebna, ale jej zbyt ogólne sformułowania budzą wątpliwości. Przede wszystkim jednak uważa, że przedsiębiorcy po przekroczeniu pewnych kosztów powinni móc liczyć na pomoc państwa, np. w postaci ulg podatkowych.

Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego Pracodawców RP, dodaje, że te ogólne przepisy nie są hipotetyczne. – Mogą szybko być wdrażane, i np. wpłynąć na konkurencyjność, bo gdy tylko pojawią się pierwsze potwierdzone przypadki zachorowań Rada Ministrów może skorzystać ze swoich uprawnień i np. pewne działania skierować tylko wobec prywatnych przedsiębiorców – mówi Arkadiusz Pączka. Tymczasem w uzasadnieniu projektu czytamy, że pozostaje on bez wpływu na konkurencyjność i przedsiębiorczość.

Eksperci podkreślają, że specustawa nie została przekazana do wglądu partnerom społecznym z Rady Dialogu Społecznego, gdzie zasiadają przedstawiciele pracowników i pracodawców, a  w końcu to na obie te grupy w dużej mierze będą oddziaływać projektowane przepisy. A ponieważ projekt już w poniedziałek został uchwalony przez Sejm, to też Arkadiusz Pączka liczy na merytoryczną dyskusję w Senacie.

Czytaj również: PIP wyjaśnia czy można wysłać pracownika służbowo w rejon koronawirusa>>