Poszkodowany nie może tracić, bo naprawił samochód. Sądy o szkodzie komunikacyjnej
Niektóre z najnowszych wyroków sądów okręgowych - w Ostrołęce i we Wrocławiu - pokazują sprzeciw wobec takiego rozumienia szkody komunikacyjnej, w którym jej wysokość zależy od późniejszych decyzji poszkodowanego. Sądy podkreślają, że szkoda i roszczenie odszkodowawcze powstają już w chwili zdarzenia, a naprawa pojazdu, jej koszt czy nawet późniejsza sprzedaż samochodu nie powinny prowadzić do obniżenia należnego świadczenia - piszą Łukasz Gil, radca prawny i Łukasz Adamczyk, adwokat, którzy byli pełnomocnikami w powyższych sprawach.

Od przyjętej koncepcji szkody statycznej lub dynamicznej zależy, czy poszkodowany, który po wypadku naprawił samochód, może nadal żądać kwoty odpowiadającej niezbędnym i ekonomicznie uzasadnionym kosztom przywrócenia go do stanu sprzed szkody.
W ujęciu dynamicznym znaczenia nabierają zdarzenia po kolizji: czy pojazd został naprawiony, w jaki sposób i za jaką kwotę. Koncepcja statyczna wychodzi z odmiennego założenia: uszczerbek w majątku powstaje już w chwili zdarzenia, a późniejsze działania właściciela są następstwem szkody, nie zaś zdarzeniami, które powinny na nowo określać jej wysokość.
Ostrołęka: Naprawa nie może działać przeciwko poszkodowanemu
W wyroku z 5 sierpnia 2026 r., sygn. I Ca 205/26, Sąd Okręgowy w Ostrołęce zakwestionował stanowisko, zgodnie z którym po naprawieniu pojazdu wysokość świadczenia należałoby ustalać przez pryzmat sytuacji istniejącej dopiero na dzień zamknięcia rozprawy, wskazując, że wówczas sąd byłby rzecznikiem ubezpieczyciela.
Sprawa dotyczyła szkody częściowej. Samochód został naprawiony, a ubezpieczyciel twierdził, że wypłacona kwota była wystarczająca. Sąd pierwszej instancji uznał, że dalsze odszkodowanie mogłoby prowadzić do niesłusznego wzbogacenia poszkodowanego. Sąd drugiej instancji nie podzielił takiego podejścia.
Jeżeli ubezpieczyciel zaniży odszkodowanie, właściciel auta może zostać postawiony przed wyborem: pozostawić pojazd uszkodzony, dołożyć własne środki albo naprawić go w granicach wypłaconej kwoty, nawet kosztem jakości. Później sama naprawa może zostać wykorzystana przeciwko niemu jako argument za ograniczeniem roszczenia.
Sąd wskazał, że dynamiki szkody nie można sprowadzać do stanu faktycznego istniejącego w chwili zamknięcia rozprawy, ukształtowanego przez pragmatyczne działania poszkodowanego chcącego nadal korzystać z pojazdu.
Przede wszystkim to ubezpieczyciel powinien wytłumaczyć się ze sposobu likwidacji szkody. Przyjęcie za relewantny dopiero dzień zamknięcia rozprawy, zamiast dnia upływu ustawowego terminu zakończenia likwidacji szkody, może w ocenie sądu premiować nieprawidłowe działania ubezpieczyciela i przerzucać ich skutki na poszkodowanego.
Wyrok z Ostrołęki rozdziela rozmiar szkody od faktycznie poniesionych wydatków. Sąd wskazał, że uszczerbek powstaje w majątku poszkodowanego, a odszkodowanie ma przywrócić stan sprzed szkody, nie jedynie zwrócić rachunki za naprawę.
Zakres odszkodowania nie zależy więc od tego, czy poszkodowany dokonał restytucji ani czy miał taki zamiar. Naprawa wykonana przed uzyskaniem świadczenia, jej koszt i faktyczny zakres nie mają zasadniczego wpływu na sposób ustalania wysokości odszkodowania. Jeśli właściciel naprawił auto taniej albo ograniczył zakres prac, nie oznacza to automatycznie, że pierwotny uszczerbek był niższy.
Sąd powołał się też na uchwałę Sądu Najwyższego z 24 września 2025 r., III CZP 34/24, wskazującą, że ustalanie odszkodowania jako równowartości hipotetycznych kosztów naprawy jest dopuszczalne także wtedy, gdy pojazd został już naprawiony.
Wrocław: Roszczenie o odszkodowanie powstaje od razu
Jeszcze szerzej problem przeanalizował Sąd Okręgowy we Wrocławiu w wyroku z 25 sierpnia 2026 r., sygn. II Ca 2210/26. Ubezpieczyciel powoływał się wprost na dynamiczny charakter szkody, twierdząc, że skoro pojazd został naprawiony, jej wysokość powinna wynikać z rzeczywistych kosztów poniesionych przez poszkodowanego, a nie z hipotetycznych kosztów naprawy ustalonych kosztorysowo.
Sąd tego stanowiska nie podzielił. Za punkt wyjścia przyjął moment powstania roszczenia: roszczenie odszkodowawcze z obowiązkowego OC powstaje już z chwilą wyrządzenia szkody, czyli w chwili wypadku. Obowiązek jej naprawienia nie zależy natomiast od tego, czy poszkodowany naprawił samochód ani czy zamierza to zrobić.
Jeżeli szkoda w majątku właściciela i odpowiadające jej roszczenie powstają już w chwili uszkodzenia pojazdu, późniejsza naprawa jest zdarzeniem wtórnym. Nie powinna więc automatycznie przekształcać istniejącego roszczenia ani zmieniać kryteriów ustalania jego wysokości.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu zakwestionował założenie, że różnica pomiędzy kosztorysowym kosztem pełnej naprawy a faktycznie poniesionym wydatkiem automatycznie oznacza wzbogacenie poszkodowanego.
Kosztorys - jak wskazał sąd - jest „odpowiednio zobiektywizowaną i dającą się zweryfikować symulacją kosztów przyszłej, ewentualnej naprawy samochodu”. Opiera się na cenach części, kosztach niezbędnych prac oraz technologii potrzebnej do przywrócenia pojazdu do stanu sprzed zdarzenia. Nie jest więc wartością dowolną czy fikcyjną.
Metoda kosztorysowa nie jest „gorszą alternatywą” dla rozliczenia rachunkowego: opiera się na rynkowych i weryfikowalnych parametrach, dlatego nie ma podstaw, by z góry zakładać, że prowadzi do wzbogacenia poszkodowanego.
Naprawiony samochód nadal może tracić na wartości
Sam fakt wykonania naprawy nie oznacza pełnego przywrócenia pojazdu do stanu sprzed szkody. Przywrócenie sprawności technicznej nie musi oznaczać pełnej restytucji pod względem technicznym, użytkowym, estetycznym, trwałościowym czy bezpieczeństwa. Znaczenie może mieć też rodzaj części, a nawet prawidłowo naprawiony samochód może mieć niższą wartość rynkową niż pojazd bez historii szkodowej.
W tym kontekście Sąd Okręgowy we Wrocławiu krytycznie odniósł się do uzasadnienia uchwały Sądu Najwyższego III CZP 65/23, wskazując, że problem został spłycony przez założenie, iż zlecenie jakiegokolwiek zakresu prac związanych z kolizją można uznać za naprawę.
Sąd uporządkował też kolejność zdarzeń: najpierw dochodzi do wypadku i uszkodzenia pojazdu, następnie powstaje szkoda w majątku właściciela i roszczenie odszkodowawcze, a dopiero potem mogą nastąpić naprawa, poniesienie określonych wydatków czy sprzedaż samochodu.
Naprawa albo jej brak, również jako „plan na przyszłość”, pozostają - zdaniem sądu - faktami irrelewantnymi dla bytu i wysokości roszczenia. Podobnie sprzedaż pojazdu. Właściciel nie powinien więc tracić części świadczenia tylko dlatego, że przed zakończeniem sporu naprawił samochód lub go sprzedał.
Wrocławski sąd wzmocnił argumentację odwołaniem do art. 32 Konstytucji RP. Poszkodowani, którzy naprawili pojazd, ci, którzy go nie naprawili, oraz ci, którzy go sprzedali, nie powinni być traktowani odmiennie, jeżeli doznany przez nich uszczerbek jest analogiczny.
Dwóch właścicieli identycznych aut uszkodzonych w taki sam sposób nie powinno otrzymywać różnego odszkodowania wyłącznie dlatego, że jeden naprawił samochód, a drugi czekał. Uzależnianie pełnego odszkodowania od uprzedniej naprawy w praktyce „zmuszałoby” poszkodowanego do naprawy, co pozostaje w napięciu z zasadą swobodnego wyboru sposobu naprawienia szkody z art. 363 par. 1 kodeksu cywilnego.
Kryteria ustalania odszkodowania powinny zatem być jednolite i obiektywnie weryfikowalne bez względu na to, czy pojazd został już naprawiony.
Jedno roszczenie, różne metody jego ustalenia
Metoda kosztorysowa i dyferencyjna nie tworzą dwóch odrębnych roszczeń. Są różnymi sposobami określenia „odpowiedniej sumy pieniężnej” w rozumieniu art. 363 par. 1 k.c. Tam, gdzie koszt naprawy przewyższa wartość pojazdu, właściwa jest metoda dyferencyjna. Nie oznacza to jednak, że późniejsza naprawa czy sprzedaż samochodu mogą pozbawiać poszkodowanego należnego odszkodowania.
Wyroki z Ostrołęki i Wrocławia różnią się akcentami, ale prowadzą do podobnych wniosków. Sąd Okręgowy w Ostrołęce mocniej pokazuje praktyczne skutki szkody dynamicznej. Sąd Okręgowy we Wrocławiu przedstawia bardziej dogmatyczną i systemową krytykę tej koncepcji: wychodzi od momentu powstania szkody i roszczenia, oddziela je od późniejszych decyzji poszkodowanego, broni metody kosztorysowej, odwołuje się do zasady równości i polemizuje z częścią argumentacji zawartej w uchwale III CZP 65/23.
W obu orzeczeniach powtarza się ten sam motyw: o wysokości szkody nie powinno decydować to, jak poszkodowany poradził sobie z jej skutkami po zdarzeniu. To rdzeń koncepcji statycznej: późniejsze decyzje - naprawa, sprzedaż, sposób sfinansowania naprawy czy rezygnacja z niej - nie powinny arbitralnie zmieniać zasad ustalania odszkodowania.
Spór o szkodę dynamiczną rozstrzygnie SN
Znaczenie obu wyroków wykracza poza dwa indywidualne spory. Pokazują one problemy, jakie w praktyce rodzi dynamiczne rozumienie szkody: możliwość odmiennego traktowania osób znajdujących się początkowo w takiej samej sytuacji, uzależnianie wysokości świadczenia od późniejszych decyzji poszkodowanego oraz ryzyko, że jego zaradność zacznie działać na korzyść ubezpieczyciela.
Orzeczenia te słusznie podkreślają, iż spór o charakter szkody nie powinien przysłaniać ustawowych regulacji dotyczących ubezpieczeniowego postępowania likwidacyjnego. Skoro powinno się ono zakończyć w terminie 30 dni, to rolą sądu jest weryfikacja, czy wydana w tym czasie decyzja ubezpieczyciela była prawidłowa. To implikuje zaś dokonanie oceny na podstawie stanu faktycznego istniejącego w chwili wydania decyzji.
To argumenty, których nie powinien pomijać Sąd Najwyższy, rozstrzygając zagadnienie zarejesrtowane pod sygnaturą III CZP 17/26. Przy podejmowaniu uchwały powinien uwzględnić nie tylko konstrukcję dynamicznego charakteru szkody, lecz także przepisy regulujące proces likwidacji szkód oraz praktyczne konsekwencje ich stosowania.
Autorzy:

Łukasz Gil - radca prawny, partner w Barczak Rozpara Kancelaria Radców Prawnych sp.k., prowadził sprawę sygn. I Ca 205/26.

Łukasz Adamczyk - adwokat prowadzący własną kancelarię, prowadził sprawę sygn. akt II Ca 2210/26.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.






